Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Ludzie i gwiazdy - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ludzie i gwiazdy

Электронная книга - «Ludzie i gwiazdy». Краткое содержание книги:

Niniejsze słowa dotyczą zbioru opowiadań fantastycznych z lat 70. ubiegłego wieku, których lekturę, z całą stanowczością i determinacją — można polecić każdemu miłośnikowi fantastyki i cokolwiek niebanalnych rozważań na temat konstrukcji wielkiego wszechświata.
Jak już wspomniałem, książka ta została wydana w czasach dość zamierzchłych, bo w roku 1973 — co może działać deprymująco na czytelników lubujących się w dość poczytnych, aczkolwiek pisanych nieco na siłę powieściach — a tych, jak wiadomo, pełno dziś na półkach księgarni. Niemniej publikacja o dość tajemniczym, intrygującym tytule „Ludzie i gwiazdy” wydaje się pozycją godną uwagi każdego miłośnika fantastyki (bez względu na przedział wiekowy).
Cóż w takim razie jest ciekawego w tej dość opasłej i bogatej w treść merytoryczną książce? Co sprawia, że odpowiedź na pytanie dotyczące wartości książki — bez trudu nasunie się czytelnikowi już po lekturze kilku utworów w niej zawartych? Otóż zbiór opowiadań „Ludzie i gwiazdy”, mimo iż wydany w czasach wszechobecnej cenzury i inwigilacji, wziętej niemal z powieści „Nova Express” W.S. Burroughsa, niewiele tylko straciwszy na świeżości przekazu, nadal zaskakuje siłą wyobraźni autorów, wielotorowością, wieloaspektowością nurtu fantastyki i wieloma innymi cechami, których na próżno szukać u niektórych twórców.
1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 101
Перейти на страницу:

Zastanawiałem się chwilę. Ależ tak, oczywiście, że tak. Gdy przestanie działać zasilanie. Od przerwy w dostawie energii do włączenia zapasowych agregatów na pełną moc mija około półtorej minuty. Przez ten czas android wykona rozkaz rozbicia centrów kojarzących i mnemokopia będzie już uszkodzona, gdy zasilanie wróci do normy. Nagle zaniepokoiłem się. Czyżby uszkodzenie mnemokopii było takie łatwe? Byłem jednym z konstruktorów systemu zabezpieczenia wewnętrznego i tak prosty sposób unicestwienia mnemokopii sprawił mi prawdziwą przykrość. A więc zabezpieczenie nie jest niezawodne… Chociaż z drugiej strony — pocieszyłem się — zabezpieczenie było projektowane na wypadek wdarcia się w głąb statku nieznanych istot, ale nikt nie zakładał, że istotą tą będzie konstruktor znający budowę, słabe miejsca i działanie mnemokopii. Tak, ktoś, kto nie wiedziałby, gdzie są centra kojarzące, długo by ich szukał i przez ten czas miałby dziesiątki androidów na karku, nie licząc cięższych automatów z miotaczami promienistymi, które by go rozpyliły na atomy. Ale mnie, konstruktorowi, może się to udać. Muszę tylko porozmawiać z profesorem, tak żeby On tego nie słyszał. A więc trzeba uszkodzić kanał informacyjny biegnący z kabiny.

Wstałem. Android — stróż zrobił krok ku mnie. Podszedłem do automatu narzędziowego, wykonującego drobne naprawy we wnętrzu statku. Przeznaczony był dla odprowadzającego kosmolot i nie posiadał chyba sprzężeń do mnemokopii…

— Pilnik promienisty — rozkazałem. Jedna z wielu łap automatu, ta zakończona pilnikiem, wysunęła się do przodu. Równocześnie odezwał się On.

— Co chcesz robić? Przecież…

— Tnij pół metra w głąb — rozkazałem równocześnie, wskazując na ścianę, gdzie przebiegał kanał.

Błysnął zielony płomień i Jego głos zamilkł wpół słowa. Kanał był przecięty.

— Profesorze, profesorze! — krzyczałem, szarpałem starego człowieka leżącego w elastycznym polu.

— Co chcesz? — zapytał cicho.

— Uważaj i zapamiętaj! Zejdziesz na dół do stosu i dokładnie za dziesięć minut, patrz na synchronizator, polejesz szybko krzepnącym płynem przewodzącym bezpieczniki zasilania. Tu masz pistolet z płynem pod ciśnieniem — wziąłem pistolet od automatu narzędziowego i wcisnąłem do kieszeni skafandra profesora. — Pamiętaj, za dziesięć minut — powtórzyłem. Słyszałem już metalowy tętent androidów biegnących korytarzem. Wpadły do kabiny trzy, przewracając mnie prawie i rzuciły się do ściany, do przerwanego kanału.

Wyszedłem z kabiny. Widziałem, jak profesor podnosił się wolno z elastycznego pola. Poszedłem do małej sali obok centrali, w której ścianach rozmieszczono centra kojarzące. Android nie odstępował mnie na pół kroku, jego jednak nie mogłem wykorzystać.

— Dlaczego uszkodziłeś kanał? — zapytał mnie, gdy tylko wszedłem do tej salki.

— …żeby cię przekonać, że można coś zrobić na tym statku wbrew tobie.

— Chcesz mi grozić?

— Nie, chcę cię przekonać, że nie jesteś wszechpotężny na tym statku.

— Tamten automat rozebrałem na części i zlikwiduję wszystkie inne, które mi nie podlegają… Chodzi o to, byś nie miał żadnych szans, nawet tych minimalnych.

Spojrzałem na zegarek. Zostało jeszcze trzy minuty.

— Drażni mnie ten android — powiedziałem.

— To dla twego dobra. Broni cię przed tobą samym.

— Możliwe. Ale ja wolę symetrię. Android! — zawołałem.

Przybiegł człapiąc swymi metalowymi stopami po akrynowej posadzce.

— Stań z drugiej strony — powiedziałem mu.

Wykonał polecenie z tą charakterystyczną krótką przerwą. Jeszcze jedna minuta. Jeszcze pół minuty. On musi mówić, a gdy nagle urwie w pół słowa…

— Zgadzam się na transpozycję pod pewnymi’ warunkami.

— Naprawdę? — zdawał się być ucieszony. —

— Tak, jeżeli oczywiście dojdziemy do porozumienia.

— A jakie…

Umilkł! Przestał mówić! Profesor zwarł obwody zasilania.

— Niszcz wszystko na metr głęboko — rozkazałem androidowi wskazując ścianę. — No niszcz! — powtórzyłem, bo automat nie drgnął.

Wtedy usłyszałem śmiech. To był jego śmiech. Śmiech mnemokopii profesora. A więc nie udało się, profesor nie uszkodził zasilania. On śmiał się jeszcze, a potem zapytał:

— Chciałeś mnie zniszczyć?

— Chciałem.

— Żałujesz, że się nie udało?

— Żałuję… Nie wyobrażasz sobie, jak żałuję…

— Ale zapomniałeś o androidzie, Goer — śmiał się znowu. — Przez android, przez twego stróża, słyszałem was równie dobrze, jak przez kanał łączności.

Miał rację, a ja byłem skończonym idiotą. Ale ten android na nic nie odpowiadał, nic nie robił i tylko mi towarzyszył, tak że w końcu nie zauważałem go, patrząc, nie widziałem go wcale. A on nas słyszał.

— Co z profesorem? — zapytałem.

— Jestem przecież.

— Ja pytam o profesora. Ty jesteś tylko mnemokopią… — nic innego mu nie mogłem zrobić.

— Innego profesora nie ma.

— Zabiłeś go?

— Rozpyliłem ten mój białkowy szkic na atomy.

— Miotacz promienisty?

— Tak. Nie zostało nawet śladu. Właściwie jestem ci wdzięczny, bo ten niezbyt udany mój prototyp drażnił mnie tylko. Ale mam jeszcze jakieś pozostałości waszego sposobu myślenia i trudno było mi się zdecydować… na jakieś radykalne rozwiązanie… Ale „tak…

— Jak w ogóle mogłeś?

— Broniłem się. Chciał uszkodzić zasilanie, ale spotkał miotacz, teraz ja jestem profesorem, jedynym profesorem, profesorem biofizyki z uniwersytetu w Limie. Profesorem w zmienionej nieco postaci. Nie żadną mnemokopią, tylko profesorem! Rozumiesz. I ja rozwiązałem to równanie, nie on. Ja!

Milczałem chwilę.

— No cóż, wróćmy do przerwanego tematu — powiedział w końcu. — Rozmawialiśmy o twojej transpozycji. W dalszym ciągu podtrzymuję swoją obietnicę. Po dokonaniu transpozycji wyślę cię na Ziemię. Naprawdę cię wyślę.

— A jeśli nie?

— No cóż, będę musiał użyć przemocy, a wolałbym tego uniknąć.

A więc została mi już jedna szansa, ostatnia szansa.

— Dobrze, zgadzam się — powiedziałem.

— Cieszę się. Naprawdę bardzo się cieszę — powiedziała mnemokopia.

— …z tym, że musisz mi dać dwa automaty… Oczywiście pozostaną one cały czas pod twoją kontrolą… ale są konieczne przy transpozycji. Normalnie ja prowadzę synchronizację… tak było podczas twojej transpozycji, ale przecież nie mogę równocześnie synchronizować i poddawać się transpozycji.

On nie odpowiadał. Czyżby zaczął coś podejrzewać? Ale przecież nie mógł wiedzieć, że żadna synchronizacja nie jest potrzebna… że gdy on był transponowany, mnie nie było nawet w tej sali…

— Oczywiście poddam się transpozycji jedynie pod pewnymi warunkami — dodałem. Musiałem rozwiać jego podejrzenia.

— Słucham cię — odpowiedział po dłuższej chwili.

— Przede wszystkim jesteśmy równorzędnymi mnemokopiami. Nie ma mowy o żadnej formie ingerencji twojej osobowości w moją.

1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 101
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)