Tajemnicza wyprawa Tomka
- Автор: Шклярский Альфред
- Серия: Przygody Tomka Wilmowskiego #5
- Год: 2012
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Muza S.A.
- ISBN: 978-83-7758-289-3
- Жанр: Детские и приключения
Электронная книга - «Tajemnicza wyprawa Tomka». Краткое содержание книги:
Wyraz zadowolenia i nadziei odmalował się na twarzy sotnika. Czyżby awans i nagroda nie były jeszcze całkowicie zaprzepaszczone?
— Mało mamy lekarzy na Syberii. Nikt tu nie chce się osiedlać dobrowolnie — wtrącił. — Krajowcy leczą się u swoich mnichów lub szamanów, my zaś, Rosjanie, jesteśmy zdani na łaskę kilku podrzędnych lekarzy europejskich, zatrudnionych w szpitalach w Czycie bądź Nerczyńsku. Nikt z nich nie zgodzi się przyjechać tutaj.
— Czyż nie można znaleźć jakiejś rady? — westchnął Smuga, spod oka obserwując Tucholskiego. — Całą wyprawę weźmie licho przez tę bandycką kulę...
Oficer zatarł dłonie, po czym rzekł:
— A gdybym tak zawiózł pana do szpitala?
— Duża to strata czasu dla nas — odparł Smuga. — Poza tym sam w takim stanie nie mógłbym jechać. Jestem bardzo osłabiony, a droga daleka.
— Towarzysze by się panem zaopiekowali. Postarałbym się jakoś to urządzić.
— Hm, zastanówmy się nad tą propozycją — z wahaniem odpowiedział Smuga. — W każdym razie jeden z nas musiałby natychmiast wrócić do obozu w pobliżu Błagowieszczeńska, by powiadomić resztę towarzyszy o wypadku. Trudno się zdecydować, czekałaby go bowiem niebezpieczna samotna jazda przez tajgę...
— Można temu zaradzić — rzekł oficer. — Jeszcze nie zdążyłem ujawnić panom całego wyniku śledztwa. Otóż chunchuzi zdradzili swego szpiega, grasującego na naszym brzegu Amuru. Jest nim stary przewoźnik, zwany kapitanem Wangiem. On także doniósł bandzie o panach.
— A to obłudnik — zawołał Tomek. — Podczas przeprawy promem zwróciłem uwagę na jego natarczywe myszkowanie po jukach!
— Warto założyć mu postronek na szyję — mruknął bosman.
— Niech pan będzie spokojny, spotka go surowa kara — zapewnił oficer. — Już wydałem rozkaz aresztowania. Kilku moich ludzi przygotowuje się do drogi. Przewoźnik kursuje na swoim promie w pobliżu obozu panów, wobec tego jeden z was może zaraz jechać z żołnierzami.
Smuga uśmiechnął się nieznacznie. Sotnik Tucholski poinformował ich o odkryciu bandyckiego szpiega dopiero wtedy, gdy nabrał pewności, że nie mają zamiaru ubiegać się o nagrodę.
Po krótkiej chwili powiedział:
— Skoro tak przedstawia się cała sprawa, pozostaje nam tylko sporządzić formalne zeznanie o napadzie chunchuzów.
Tucholski natychmiast przyniósł przybory do pisania. Smuga podyktował Tomkowi treść oświadczenia, z którego wynikało, że dowódca Kozaków, Tucholski, uratował łowiecką wyprawę przed napaścią chunchuzów.
Czterej podróżnicy podpisali zeznania.
Sotnik nie krył zadowolenia. Starannie schował dokument do kieszeni.
— Zabieram panów do Nerczyńska specjalnym pociągiem — odezwał się wylewnie. — W tamtejszym szpitalu pracuje europejski lekarz. Złożę odpowiedni raport jego ekscelencji generał-gubernatorowi, aby panowie nie mieli kłopotów z policją. No, poza tym Naszkin także na pewno się panami zainteresuje! Szepnę mu kilka ciepłych słówek! To on przecież wyznaczył nagrodę za ujęcie chunchuzów.
Podróżnicy ukradkiem wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
— Któż to jest ów Naszkin? Czy to ktoś z policji? — obojętnym tonem zagadnął Smuga.
— Zaraz widać, że panowie nietutejsi — odparł oficer. — To syberyjski milioner. Dorobił się na handlu futrami. Nieźle łupi skórę ciemnym krajowcom.
— A dlaczego interesuje się sprawą napadu na budowniczych kolei? — zapytał Tomek.
— Chunchuzi ciężko zranili jego bratanka, inżyniera kierującego robotami — wyjaśnił kapitan.
— Ach, tak — zdziwił się Smuga. — Dziękujemy za obietnicę zaprotegowania nas Naszkinowi. Jego pomoc może nam się przydać w Nerczyńsku.
— Ekscelencja generał-gubernator i Naszkin na pewno nie poskąpią panom opieki za lojalne współdziałanie z rosyjskimi władzami wojskowymi. Przecież panowie ponieśli szkody w walce ze zbrodniczą bandą.
— Przede wszystkim oddajemy się pod pana opiekę — odparł Smuga. Zadowolony mrugnął do przyjaciół. Plan dotarcia do Nerczyńska przybrał realne kształty.
— Który z panów wyruszy z moimi ludźmi w dół rzeki? — zapytał sotnik Tucholski nie mniej zadowolony od podróżników.
Smuga niby to zastanawiał się przez chwilę.
— Niech jedzie Udadżalaka — odparł, a zwracając się do Indusa dodał: — Powiadomisz pana Browna i Pawłowa o wszystkim, co się nam przytrafiło.
— Co zrobimy z końmi? — wtrącił bosman. — Chyba nie będziemy ich wlekli do Nerczyńska?
— Wierzchowcami panów zaopiekuje się komendant obozu przy ostatnim przystanku kolei — zaproponował Tucholski. — Stamtąd jutro rano zastępca naczelnego inżyniera udaje się specjalnym pociągiem do Czyty z raportem o stanie robót. Zabierzemy się razem z nim. Zaraz wydam rozkazy, a pan Udadżalaka niech tymczasem przygotuje się do drogi. Kozacy wyruszą jeszcze dzisiaj.
Oficer wyszedł z baraku. Smuga skorzystał z okazji, by wtajemniczyć Udadżalakę w swe dalsze plany. Zesłaniec miał być wywieziony z Nerczyńska odpowiednio ucharakteryzowany i przebrany, posługując się w razie kontroli fałszywym paszportem. Na przedostatniej stacji przed końcem linii kolejowej powinien wysiąść z pociągu i tam, kryjąc się w pobliżu, poczekać na nich, dopóki nie przybędą z końmi. Następnie razem przekradną się bocznymi ścieżkami w pobliże obozu, w którym uciekinier zostanie ukryty w klatce.
W godzinę później żegnali Udadżalakę. Tomek gawędził z eskortą, podczas gdy bosman przepijał z nią strzemiennego przed wyruszeniem w drogę.
Tomek stał przy otwartym oknie. Zasłuchany w takt miarowo wybijany przez koła wagonu, z uwagą obserwował charakterystyczny krajobraz Zabajkala [102]. Wokół rozpościerały się łańcuchy gór, których grzbiety nie miały wyraźnie zaznaczonej grani, lecz stanowiły masywne, szerokie i płaskie działy wodne różnej rozciągłości z kopulastymi wierzchołkami, zaledwie wznoszącymi się nad ich poziomem. Nieliczne stosunkowo wyniosłości zasługiwały na nazwę grzbietów górskich. Od czasu do czasu wśród gęstej sieci długich, lesistych dolin o łagodnych zboczach ukazywały się wyspy stepu. W krainie zabajkalskiej syberyjska tajga stykała się ze stepami mongolskimi, które dolinami otwartymi od południa przenikały tutaj dwoma wielkimi klinami: selengińskim na zachodzie oraz arguńskoonońskim na wschodzie. Krajobrazy stepowe ze zbiorowiskami charakterystycznej roślinności na kamienistych zboczach południowych wciskały się w królestwo tajgi daleko na północ, prawie do granic Jakucji; natomiast w kierunku południowym tajga jako omszały las wybiegała aż do rzeki Ingoda, a nawet sięgała suchych stepów południowego Zabajkala.
Tomek odziedziczył po ojcu zamiłowania przyrodnicze, toteż dokładnie przyglądał się gatunkom roślin i zwierząt, właściwym tajdze syberyjskiej, i równocześnie mongolskim stepom regionów amursko-ussuryjskich oraz wysokogórskich.
Zainteresowania geograficzne ustąpiły w końcu miejsca w myślach młodzieńca tragicznym dla Polaków wspomnieniom, związanym z południowymi krańcami Bajkału, zwanego przez Buriatów Świętym Morzem. Pod wpływem nagłego wzruszenia odwrócił się do swych przyjaciół.
— Stąd niedaleko już do Miszychy nad Bajkałem — odezwał się po polsku, zaraz jednak umilkł uzmysłowiwszy sobie, że nie są sami.
Oprócz Smugi, wygodnie leżącego na baranicach rozesłanych na ławce, i drzemiącego bosmana, w przedziale znajdował się zastępca naczelnego inżyniera. Jechał do generał-gubernatora do Czyty w sprawach związanych z budową nowej linii kolejowej. Był to starszy mężczyzna o bujnym, siwym zaroście na twarzy. Sotnik Tucholski przedstawił go jako Stanisława Krasuckiego. Tomek zmieszał się, napotkawszy jego badawczy wzrok. Bosman, wyrwany z drzemki słowami przyjaciela, otworzył oczy i zapytał po rosyjsku:
102
Zabajkale wraz z Przybajkalem i terenami przyległymi na północy stanowią swoisty, wyraźnie wyodrębniony obszar geograficzny. Na północy i na zachodzie opada on wysoką, stromą skarpą ku Wyżowi Środkowosyberyjskiemu, na południowym zachodzie oddziela go od Sajanu Wschodniego wąski i głęboki tunkiński rów tektoniczny, a na południu i południowym wschodzie obszar ten rozpościera się do granicy państwowej z Mongolią i Chinami. Jedynie na wschodzie granica jest nie tak wyraźnie określona; przebiega tam wzdłuż dziani wodnego pomiędzy Olekmą i Zeją. Administracyjnie Zabajkale i Przybajkale należą do Buriackiej ASRR, obwodów Czytyńskiego i Irkuckiego oraz do Jakuckiej ASRR.