Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Straż! Straż! [Guards! Guards! - pl]
Straż! Straż! [Guards! Guards! - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Straż! Straż! [Guards! Guards! - pl]

Электронная книга - «Straż! Straż! [Guards! Guards! - pl]». Краткое содержание книги:

Służba na Straży Nocnej bynajmniej nie należy do zajęć zapewniających splendor i powszechny szacunek, a cóż dopiero mówić o dowodzeniu tą formacją.
Niestety, kapitan Vimes nie ma wyboru, szuka więc pociechy na dnie butelki, jego dwóm podwładnym nie pozostaje zaś nic innego jak starannie unikać miejsc, gdzie może zostać popełnione jakiekolwiek przestępstwo. Wszyscy zdążyli przywyknąć do tej sytuacji, lecz pewnego dnia wybucha potworne zamieszanie: oto do Ankh-Morpork przybywa gigantyczny krasnolud Marchewa i postanawia zostać najlepszym strażnikiem w historii miasta — akurat wtedy, gdy do miasta przybywa smok.
Powieść tłumaczy, dlaczego z pewnych względów można to uznać za zdarzenie pozytywne, z innych za negatywne. Marchewa nie ma co do tego wątpliwości.
1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 78
Перейти на страницу:

— Wysysa — wtrącił brat Tynkarz.

— Tak, właśnie tak, jak brat powiedział, więc my… No, może to trochę niebezpieczne…

— Jak gdyby pradawne istoty spoza Wymiarów wyrywały kawałki waszego żywego mózgu — podsumował brat Tynkarz.

— Ja nazwałbym to raczej paskudnym bólem głowy — stwierdził niepewnie brat Strażnica. — I żeśmy się zastanawiali, no wiecie, nad kosmiczną równowagą i całą resztą, no bo wiecie, weźmy tego biednego Szambownika. To jakby kara… Właśnie.

— To tylko zwariowany krokodyl schowany na kwietniku — odparł Najwyższy Wielki Mistrz. — Coś takiego mogło się zdarzyć każdemu. Ale rozumiem wasze uczucia.

— Naprawdę? — ucieszył się brat Strażnica.

— Oczywiście. Są całkiem naturalne. Nawet najwięksi magowie odczuwali pewien niepokój, kiedy podejmowali dzieło tak ogromne jak nasze. — Bracia wyprężyli się dumnie. Najwięksi magowie. To o nich, oczywiście. — Ale za kilka godzin wszystko dobiegnie końca i jestem pewien, że król wynagrodzi was hojnie. Czeka nas wspaniała przyszłość.

Normalnie to wystarczało. Dziś jednak było inaczej.

— Ale smok… — zaczął brat Strażnica.

— Nie będzie już żadnego smoka. Nie potrzebujemy go więcej. Posłuchajcie uważnie; to całkiem prosta sprawa. Chłopak będzie rniał cudowny miecz. Wszyscy wiedzą, że królowie mają cudowne miecze…

— To ten cudowny miecz, o którym nam opowiadaliście, tak?

— upewnił się brat Tynkarz.

— I kiedy ostrze dotknie smoka — podjął Najwyższy Wielki Mistrz — nastąpi… fiut!

— Tak, one tak robią — potwierdził brat Odźwierny. — Mój wujek kopnął kiedyś bagiennego smoka. Przyłapał go, jak wyjadał dynie na grządce. Niewiele brakowało, żeby stracił nogę.

Najwyższy Wielki Mistrz westchnął ciężko. Jeszcze parę godzin i koniec z tym wszystkim. Nie zdecydował, czy potem zostawić ich w spokoju — no bo kto im uwierzy? — czy też posłać gwardię, żeby aresztowała ich za śmiertelną głupotę.

— Nie — tłumaczył cierpliwie. — Chcę powiedzieć, że smok zniknie. Odeślemy go z powrotem. Koniec smoka.

— Czy ludzie nie zaczną czegoś podejrzewać? — zaniepokoił się brat Tynkarz. — Będą się spodziewać kawałów smoka rozrzuconych po mieście.

— Nie! — zawołał tryumfująco Najwyższy Wielki Mistrz. — Ponieważ jedno dotknięcie Mieczem Prawdy i Sprawiedliwości całkowicie zniszczy Nasienie Zła!

Bracia przyglądali mu się niepewnie.

— W każdym razie uwierzą w to — dodał. — Możemy w kluczowej chwili dostarczyć trochę mistycznego dymu.

— Łatwa rzecz, taki mistyczny dym — uznał brat Pałcy.

— I żadnych kawałków? — Brat Tynkarz był nieco rozczarowany. Brat Strażnica odchrząknął.

— Nie wiem, czy ludziom się to spodoba — rzekł. — Trochę za czysto, moim zdaniem.

— Posłuchajcie — warknął Najwyższy Wielki Mistrz. — Ludzie uwierzą we wszystko! Zobaczą to na własne oczy! Tak będą pragnąć zwycięstwa chłopca, że nawet się nie zastanowią! Możecie mi wierzyć! A teraz… Rozpocznijmy…

Skoncentrował się.

Tak, było łatwiej. Łatwiej za każdym razem. Wyczuwał łuski, czuł wściekłość smoka, kiedy sięgał do miejsca, gdzie odeszły smoki, by przejąć panowanie.

To była władza. I należała do niego.

* * *

Sierżant Colon skrzywił się z bólu.

— Au!

— Niech pan nie będzie dzieckiem — upomniała go wesoło lady Ramkin, dociągając bandaż wypraktykowanym gestem, przekazywanym z pokolenia na pokolenie kobiet rodu Ramkinów. — Prawie pana nie dotknął.

— I jest mu bardzo przykro — dodał surowo Marchewa. — Pokaż sierżantowi, jak ci przykro. No już!

— Uuk — rzekł zmieszany bibliotekarz.

— Niech mnie tylko nie całuje! — zawołał przerażony Colon.

— Jak pan myśli, czy podnoszenie kogoś za kostki i stukanie jego głową o podłogę kwalifikuje się jako napad na starszego stopniem? — zapytał Marchewa.

— Nie wnoszę oskarżenia — zapewnił szybko sierżant.

— Czy możemy wrócić do rzeczy? — wtrącił zniecierpliwiony Vi-mes. — Przekonamy się, czy Errol potrafi wywęszyć smocze legowisko. Lady Ramkin uważa, że warto spróbować.

— Znaczy, chce pan wykopać głęboką dziurę, zamocować kolce na ścianach, rozciągnąć linki potykacze, zainstalować wirujące ostrza napędzane energią wody, wsypać tłuczone szkło i wrzucić parę skorpionów, żeby złapać złodzieja, kapitanie? — Sierżant nie wykazywał entuzjazmu. — Au!

— Tak, i to szybko, zanim zapach się rozwieje. Sierżancie, przecież jest pan dorosłym mężczyzną!

— Świetny pomysł z wykorzystaniem Errola, jeśli wolno zauważyć, psze pani — pochwalił Nobby, a sierżant zarumienił się pod bandażem.

Vimes nie był pewien, jak długo wytrzyma z Nobbym, skoczkiem przez bariery społeczne.

Marchewa milczał. Stopniowo godził się z faktem, że chyba jednak nie jest krasnoludem, ale krasnoludzia krew płynęła mu w żyłach, zgodnie ze słynną zasadą rezonansu morficznego. Pożyczone geny mówiły, że sprawa nie będzie taka łatwa. Szukanie skarbu, nawet kiedy smoka nie ma w domu, to ryzykowne zajęcie. Zresztą na pewno by wiedział, że taki skarb jest w pobliżu. Obecność dużych ilości złota zawsze budziła u krasnoludów mrowienie dłoni, a jego nic nie mrowiło.

— Zaczniemy od tego muru na Mrokach — postanowił kapitan.

Sierżant Colon zerknął z ukosa na lady Ramkin i odkrył, że wobec takiego moralnego wsparcia nie potrafi okazać tchórzostwa. Zadowolił się krótkim:

— Czy to rozsądne, kapitanie?

— Oczywiście, że nie. Gdybyśmy byli rozsądni, nie trafilibyśmy do Straży.

— Brawo! To strasznie ekscytujące! — zawołała lady Ramkin.

— Myślę, że nie powinna pani iść z nami…

— Sybil, jeśli wolno…

— Ta okolica cieszy się złą sławą.

— Będę całkowicie bezpieczna z pańskimi ludźmi — oświadczyła. — Włóczędzy rozpłyną się jak lód, kiedy was zobaczą.

Nie nas, ale smoka, pomyślał Vimes. Rozpływają się, kiedy zobaczą smoka, i pozostawiają tylko cienie na murze. Kiedy zdawało mu się, że zwalnia albo traci zainteresowanie, przypominał sobie te cienie. I wtedy jakby płynny ogień ściekał mu po plecach. Takie rzeczy nie mają prawa się zdarzać. Nie w moim mieście.

* * *

W rzeczywistości Mroki były całkiem bezpieczne. Wielu ich lokatorów poszukiwało w tej chwili smoczego skarbu, a ci, którzy pozostali, zdradzali mniejszy niż zwykle entuzjazm do czajenia się w ciemnych zaułkach. Poza tym co bardziej rozsądni spośród nich pojmowali, że osaczona lady Ramkin każe im zapewne podciągnąć skarpety i zachowywać się rozsądnie — głosem tak nawykłym do posłuszeństwa, że prawdopodobnie wykonają jej polecenia. Mur wciąż nie został zburzony i prezentował swój straszny fresk. Errol obwąchał go, podreptał chwilę wzdłuż ulicy i zasnął.

— Nic z tego — stwierdził sierżant.

— Ale pomysł był dobry — dodał lojalnie Nobby.

— Może to z powodu deszczu i ludzi, którzy tędy chodzili — stwierdziła lady Ramkin.

Vimes podniósł smoka. I tak nie miał wielkich nadziei. Po prostu lepsze to, niż nic nie robić.

— Wracajmy — zaproponował. — Słońce już zaszło.

Szli w milczeniu. Smok poskromił nawet Mroki, myślał Vimes. Chociaż go tu nie ma, wziął w posiadanie całe miasto. Lada dzień ludzie zaczną przywiązywać dziewice do skał.

1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 78
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)