Straż! Straż! [Guards! Guards! - pl]
- Автор: Пратчетт Теренс Дэвид Джон
- Год: 1999
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 83-7469-088-1
- Переводчик: Piotr W. Cholewa
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Straż! Straż! [Guards! Guards! - pl]». Краткое содержание книги:
Niestety, kapitan Vimes nie ma wyboru, szuka więc pociechy na dnie butelki, jego dwóm podwładnym nie pozostaje zaś nic innego jak starannie unikać miejsc, gdzie może zostać popełnione jakiekolwiek przestępstwo. Wszyscy zdążyli przywyknąć do tej sytuacji, lecz pewnego dnia wybucha potworne zamieszanie: oto do Ankh-Morpork przybywa gigantyczny krasnolud Marchewa i postanawia zostać najlepszym strażnikiem w historii miasta — akurat wtedy, gdy do miasta przybywa smok.
Powieść tłumaczy, dlaczego z pewnych względów można to uznać za zdarzenie pozytywne, z innych za negatywne. Marchewa nie ma co do tego wątpliwości.
— Przecież podarowała nam pani już nową kwaterę i w ogóle…
— To był mój obywatelski obowiązek. Proszę, niech pan przyjmie Zucha jako… jako przyjaciela.
Vimes miał wrażenie, że przesuwa się nad bardzo głęboką przepaścią na bardzo cienkiej desce.
— Nie wiem nawet, jak je karmić — powiedział.
— Są właściwie wszystkożerne. Jedzą wszystko oprócz metalu i skał wulkanicznych. Kiedy ewoluuje się na bagnach, nie można być zbyt wybrednym.
— A czy nie trzeba go czasem wyprowadzać na przechadzki? Albo przelotki czy jak to nazwać?
— Zdaje się, że on głównie śpi. — Podrapała brzydkiego malca po czubku łuskowatej głowy. — To najspokojniejszy smok z mojej hodowli.
— A co z… no, wie pani? — wskazał widły.
— To praktycznie sam gaz. Niech pan go trzyma w przewiewnym pomieszczeniu. Nie ma pan jakichś cennych dywanów, prawda? Lepiej im nie pozwalać lizać się po twarzy, ale w zasadzie można je wytresować, żeby panowały nad płomieniem. I przydają się do rozpalania ognia.
Zuch Bindle Puchogłaz zwinął się w kłębek wśród kanonady odgłosów.
Mają po osiem żołądków, przypomniał sobie Vimes. Rysunki w książce były bardzo szczegółowe. Smok miał w środku także inne rzeczy, jak kolumny rektyfikacyjne i zestawy szalonego alchemika.
Żaden smok bagienny nie mógłby terroryzować królestwa, chyba że przez pomyłkę. Vimes zastanowił się, ile tych stworzeń zginęło z rąk wędrownych bohaterów. To okrutne, traktować w ten sposób istoty, których jedyną zbrodnią jest wybuchanie z roztargnienia w powietrzu, choć żadnemu konkretnemu smokowi nie weszło to w zwyczaj. Rozzłościł się, myśląc o tym. Rasa, tak, rasa ogryzków — tym właśnie są smoki. Urodzone ofiary. Żyją szybko, giną z hukiem. Wszystkożerne czy nie, tak naprawdę same są zżerane przez nerwy — machają skrzydłami po świecie, w śmiertelnym strachu przed własnym systemem trawiennym. Rodzina właśnie rozpacza po eksplozji ojca, a tu jakiś drań w pełnej zbroi przybywa taplając się w bagnie, żeby wbić miecz w worek wnętrzności, który i tak tylko krok dzieli od samounicestwienia.
Hm… Ciekawe, jak słynni historyczni rycerze daliby sobie radę z wielkim smokiem. Zbroja? Lepiej nie nosić. W końcu na jedno wyjdzie, tyle że popioły będą od razu zapakowane w folię.
Stał wpatrzony w zdeformowane zwierzę, aż pomysł, który od kilku minut stukał do bram umysłu, wreszcie zdołał wejść. Wszyscy w Ankh-Morpork szukali smoczego legowiska — oczywiście, mieli nadzieję, że znajdą je puste. Kawałki drewna na drucie na pewno w tym nie pomogą. Ale, jak to mówią, wypuść złodzieja, żeby…[18]
— Czy smok może wywęszyć innego smoka? — zapytał. — To znaczy pójść za tropem?
Kochana mamo [pisał Marchewa].
Wszystko było całkiem jak w Bajce. Wczoraj w nocy smok spalił naszą Kwaterę, aż tu nagle dostaliśmy lepszą. Nazywa się Pseudopolis Yard i leży naprzeciwko Opery. Sierżant Colon powiedział, że Idziemy w Górę i zakazał Nobby’emu sprzedawania mebli. Chodzenie w Górę to jedna z metafor, o których dopiero się uczę. To trochę jak Kłamstwo, tylko bardziej Eleganckie. Są tu prawdziwe dywany do plucia. Dzisiaj jacyś ludzie dwa razy chcieli sprawdzić, czy w piwnicy nie ma smoka. To zadziwiające. Tak samo jak kopanie w wychodkach i szperanie po strychach. Przypomina to Gorączkę. Trzeba jednak przyznać, że ludzie nie mają czasu na nic innego. Sierżant Colon twierdzi, że wychodząc na Patrol i krzycząc Już Dwunasta i Wszystko Jest w Porządku, kiedy w tym czasie smok roztapia ulice, człowiek czuje się trochę jak Cudak.
Wyprowadziłem się od pani Palm, ponieważ mamy tutaj dziesiątki sypialni. Było mi smutno; upiekli rni tam tort na pożegnanie. Myślę, że tak będzie lepiej, chociaż pani Palm nigdy nie chciała ode mnie czynszu. To ładnie z jej strony, bo przecież jest wdową i ma tyle pięknych córek, które musi wychować i zatroszczyć się o posagi ekcetra.
Zaprzyjaźniłem się też z małpą, która przychodzi sprawdzić, czy nie odnaleźliśmy jej książki. Nobby twierdzi, że to zapchlony tuman, ponieważ ograł go na 18 p. w Okalecz Pana Cebulę. Jest to karciana gra losowa, w którą nie grywam. Powiedziałem Nobby’emu o Rozporządzeniu o Grach Hazardowych, na co od kazał mi się Odwalić. Uważam, że naruszył tym Przepisy o Przyzwitości z 1389 roku, ale postanowiłem zachować Dyskrecję.
Kapitan Vimes zachorował i opiekuje się nim pewna Dama. Wszyscy wiedzą, jak twierdzi Nobby, że jest Psychiczna, ale sierżant Colon tłumaczy, że to tylko z powodu mieszkania w wielkim domu ze smokami, a tak naprawdę warta jest Fortunę i dobrze, że kapitan Vimes stanie wreszcie na ziemi. Nie wiem, co mają do tego spacery.
Dziś rano wybrałem się na spacer z Reet i pokazałem jej wiele ciekawych przykładów rękodzieła, jakie można znaleźć w mieście. Powiedziała, że to bardzo ciekawe i że jestem całkiem inny niż wszyscy, których dotąd poznała.
Twój kochający syn
Marchewa
(ucałowania)
PS Mam nadzieję, że Blaszka cieszy się dobrym zdrowiem.
Starannie złożył kartkę i wsunął ją do koperty.
— Słońce zachodzi — zauważył sierżant Colon. Marchewa podniósł głowę znad laku.
— To znaczy, że wkrótce zapadnie noc — dodał Colon dla ścisłości.
— Tak jest, sierżancie.
Colon wsunął palec pod kołnierzyk. Jego skóra — w rezultacie porannego szorowania — nabrała intensywnie różowej barwy, ale ludzie nadal woleli zachowywać pełen szacunku dystans.
Niektórzy rodzą się dowódcami. Niektórzy zdobywają dowództwo. A na niektórych dowództwo samo spada. Sierżant, który teraz zaliczał się do tej kategorii, wcale nie był z tego zadowolony.
Lada chwila, wiedział o tym, będzie musiał powiedzieć, że pora już wyjść na patrol. A wcale nie chciał iść na patrol. Chciał tylko znaleźć sobie jakąś cichą i głęboką piwnicę. Ale nobblyess obligay — był tu najstarszy stopniem i nie miał wyboru.
To nie samotność dowódcy napełniała go lękiem. To raczej usmażenie żywcem dowódcy sprawiało problemy.
Był też pewien, że jeśli szybko nie odkryją czegoś o tym smoku, to Patrycjusz będzie bardzo niezadowolony. A kiedy Patrycjusz był niezadowolony, stawał się gorącym demokratą. Znajdował wyszukane i bolesne sposoby rozprzestrzenienia tego uczucia jak najszerzej.
Odpowiedzialność, myślał sierżant, to paskudna rzecz. Podobnie jak straszne tortury. O ile rozumiał, te dwa zjawiska szybko zbliżały się do siebie.
Poczuł więc ogromną ulgę, kiedy przed Yardem zahamował niewielki powozik. Był bardzo stary i odrapany. Na drzwiczkach miał wyblakły herb, a z tyłu trochę nowszy napis „Zarżyj, jeśli kochasz smoki”.
Z powozu, krzywiąc się przy każdym kroku, wysiadł kapitan Vi-mes, a za nim kobieta, znana sierżantowi jako Zwariowana Sybil Ramkin. Wreszcie, skacząc posłusznie na smyczy, mały…
Sierżant był zbyt zdenerwowany, żeby zwrócić uwagę na wielkość.
— Niech mnie zaaportują! Ledwie co wyszli, a już go złapali!
Nobby obejrzał się znad stolika w kącie, przy którym wciąż nie chciał uznać nauki, że niemal niemożliwa jest gra zręczności i blefu z uśmiechającym się bez przerwy przeciwnikiem. Bibliotekarz wykorzystał zamieszanie i wyciągnął kilka kart z dołu talii.
— Nie gadajcie głupstw, sierżancie. To przecież smok bagienny — powiedział Nobby. — A ona jest jak należy, ta lady Sybil. Prawdziwa dama.
18
Powiedzenie „Wypuść złodzieja, żeby złapać złodzieja” zastąpiło w tym okresie (po silnych naciskach ze strony Gildii Złodziei) o wiele starsze, typowo ankh-morporskie przysłowie: „Wykop głęboką dziurę, zamocuj kolce na ścianach, rozciągnij linki potykacze, zainstaluj wirujące ostrza napędzane energią wody, wsyp tłuczone szkło i wrzuć parę skorpionów, żeby złapać złodzieja”.