Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Statek przeznaczenia. Część 1
Statek przeznaczenia. Część 1 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Statek przeznaczenia. Część 1

Электронная книга - «Statek przeznaczenia. Część 1». Краткое содержание книги:

W pełnym emocji zakończeniu trylogii o kupcach i ich żywostatkach Robin Hobb snuje urzekającą opowieść o kwitnącym niegdyś mieście, które znalazło się na krawędzi zniszczenia, o wspaniałym, mitycznym gatunku stworzeń, który znalazł się na granicy wymarcia oraz o klanie Vestritów, którego przeznaczenie splotło się i z miastem, i z owymi stworzeniami… Podczas gdy Miasto wolnego Handlu zmierza ku katastrofie, matka rodu Vestritów, Ronika Vestrit, napiętnowana jako zdrajczyni, szuka sposobu na zjednoczenie jego mieszkańców wobec zagrożenia z Krainy Miedzi. Tymczasem Althea Vestrit, nieświadoma losów swojej rodziny oraz Miasta Wolnego Handlu, kontynuuje niebezpieczną misję odnalezienia i odzyskania swego żywostatku, Vivacii, od bezlitosnego pirata, Bystrego. Mimo zuchwałości planu może się on okazać niewykonalny. Jej ukochana Vivacia będzie bowiem musiała się zmierzyć ze straszliwą tajemnicą swego istnienia.
1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 118
Перейти на страницу:

Przez jakiś czas Ronika po prostu czekała w zimnej, mrocznej sali. Potem bałagan zaczął burzyć jej spokój. Kiedy była młodsza, razem z Ephronem odsłużyli jedną kadencję jako opiekunowie sali. Robiły to niemal wszystkie młode kupieckie małżeństwa. Z dziwnym ukłuciem w sercu przypomniała sobie, że razem z nimi służyli Davad i Dorill. Przychodzili na spotkania Rady wcześniej, żeby napełnić lampy i rozpalić w kominkach, i zostawali po obradach, by przetrzeć drewniane ławy szmatkami nasączonymi olejem i zamieść podłogę. Wtedy była to prosta, przyjemna praca, wykonywana w towarzystwie innych młodych par. Przypomnienie sobie tych dni było dla Roniki niczym odnalezienie probierza jej serca.

Znalazła szczotki, świece i oliwę do lamp tam, gdzie zawsze je trzymano. Odkrycie, że schowek nie został obrabowany, odrobinę ją pocieszyło. Oznaczało to, że innych kradzieży dopuścili się niewolnicy albo Nowi Kupcy, bo każda rodzina Pierwszych Kupców wiedziałaby, gdzie szukać zapasów potrzebnych w sali. Ronika nie mogła przywrócić jej do dawnej świetności, ale mogła zacząć robić porządek.

Najpierw potrzebowała światła. Weszła na krzesło, żeby napełnić i pozapalać lampy ścienne. Ich płomienie pełgały w podmuchach wiatru i wyraźniej oświetliły liście i ziemię, nawianą na fragmenty zwęglonego dachu. Zebrała porozrzucane naczynia do balii i odstawiła ją na bok. Ściągnęła ze ścian wilgotne flagi i ogołocone z liści girlandy, po czym upchnęła je w kącie. Szczotka, którą następnie wybrała, wydawała się lichą bronią do walki z zaśmieconą podłogą wielkiej sali, lecz Ronika wzięła się ochoczo do zamiatania. Nagle poczuła, że dobrze jest wyznaczyć sobie fizyczne zadanie. Przynajmniej przez chwilę widziała efekty swoich wysiłków i woli. Przesuwając rytmicznie linię śmieci po podłodze, zaczęła nucić starą piosenkę o miotle. Niemal słyszała ciepły alt Dorill w powtarzającym się refrenie.

Szelest miotły zagłuszył szuranie kroków. Zdała sobie sprawę z obecności innych dopiero wtedy, gdy przyłączyły się do niej dwie kobiety ze szczotkami. Zaskoczona, przestała zamiatać i się rozejrzała. W wejściu stało kilku zbitych w grupkę Kupców. Niektórzy patrzyli na Ronikę pustym wzrokiem, ze zgarbionymi ramionami, lecz mijali ich inni. Do środka weszło dwóch mężczyzn obładowanych drewnem na opał. Kilkoro nastolatków połączyło siły i wywlokło z sali zatęchłe flagi. Nagle, niczym skupisko śmiecia ulegającego sile wody, ludzie stłoczeni w wejściu weszli do środka. Niektórzy zaczęli ustawiać ławy i krzesła tak, by mogło się odbyć posiedzenie Rady. Zapalono więcej lamp i salę zaczął wypełniać szmer rozmów. Kiedy po raz pierwszy rozbrzmiał śmiech, głosy na chwilę przycichły, jakby wszystkich zaskoczył ten obcy dźwięk. A potem na nowo podjęto rozmowy i Ronice wydawało się, że ludzie poruszają się żwawiej niż poprzednio.

Rozejrzała się po swoich sąsiadach i znajomych. Ci, którzy się tu zebrali, pochodzili od osadników przybyłych do Przeklętych Brzegów tylko z nadaniami ziemi i edyktem satrapy Esclepiusa. Ich przodkami byli wygnańcy, ludzie wyjęci spod prawa i młodsi synowie. Nie mając wielkich nadziei na stworzenie czy odzyskanie majątków w Jamaillii, przybyli spróbować szczęścia na złowrogo nazwanych Przeklętych Brzegach. Ich pierwsze osady uległy zagładzie, która spływała wraz z wodami Rzeki Deszczowej. Przenosili się coraz dalej od początkowo obiecującej drogi wodnej, aż wreszcie osiedli tutaj, na brzegach Zatoki Kupieckiej.

Część ich krewnych stawiła jednak czoło obcości życia wzdłuż brzegów Rzeki Deszczowej. Rzeka naznaczała tych, którzy mieszkali nad jej wodami, lecz każdy prawdziwy Kupiec zawsze wiedział, że wszyscy oni są krewnymi i że wiąże ich ten sam edykt. Ronika dostrzegła tę jedność po raz pierwszy od czasu nocnych zamieszek. Wszyscy, z którymi się witała, wyglądali na bardziej zmęczonych, starszych i bardziej niespokojnych niż ostatnim razem, kiedy ich widziała. Niektórzy włożyli swoje kupieckie szaty w rodowych barwach, ale równie liczna grupa ubrała się w zwykłe ubrania. Najwyraźniej nie tylko Ronika została obrabowana. Skoro się jednak tu znaleźli, wzięli się do porządkowania sali z wypraktykowanym uporem, który zawsze cechował Kupców. Bez względu na okoliczności ci ludzie zwyciężali – i zwyciężą znowu. Ronika czerpała z tego nadzieję, zarazem z przygnębieniem uświadamiając sobie, jak niewiele osób ją zauważa.

Kupcy pozdrawiali ją półgłosem i zagadywali do niej, jak to ludzie zajęci tą samą pracą, ale nikt nie nawiązywał prawdziwej rozmowy. Co było jeszcze bardziej zniechęcające, nikt nie pytał o Słodką czy o Keffrię. Nie spodziewała się, by ktokolwiek współczuł jej z powodu śmierci Davada, lecz teraz Ronika zdała sobie sprawę, że cały temat wydarzeń owej nocy wydaje się zakazany.

Wreszcie sala była tak czysta, jak pozwalało na to pośpieszne sprzątanie. Członkowie Rady zaczęli zajmować swoje miejsca na podwyższeniu, a członkowie rodzin kupieckich zasiedli na krzesłach i ławach. Ronika usiadła w trzecim rzędzie. Zachowywała spokój, chociaż bolało ją, że miejsca po obu jej stronach pozostały puste. Kiedy obejrzała się przez ramię, ze strachem spostrzegła, że wiele miejsc pozostaje pustych. Gdzie oni wszyscy się podziali? Zginęli, uciekli albo byli zbyt przerażeni, by wyjść z ukrycia? Przebiegła wzrokiem po odzianych na biało przywódcach Rady, a potem zauważyła z niezadowoleniem, że na podwyższeniu postawiono jeszcze jedno krzesło. Co gorsza, zamiast przywołać Kupców do porządku i rozpocząć zebranie, Rada czekała, aż ktoś na tym krześle usiądzie.

Wyciszenie głosów sprawiło, że Ronika odwróciła głowę. Do sali weszła Towarzyszka Serilla, wprowadzona przez Kupca Drura, lecz jej dłoń nie spoczywała na jego ręce, a ona sama szła o pół kroku przed nim. Włożyła zielononiebieską suknię bogato wyszywaną perłami, na którą narzuciła szkarłatną opończę wykończoną białym futrem, którą zamiatała brudną podłogę. Włosy upięła wysoko perłowymi spinkami. Perły oplatały też jej szyję i lśniły ciepło w płatkach uszu. Tak swobodnie demonstrowane bogactwo uraziło Ronikę. Czyż ta kobieta nie wie, że niektórzy ze zgromadzonych stracili niemal wszystko, co posiadali? Dlaczego obnosi się przed nimi ze swoim dobytkiem?

* * *

Idąc powoli przejściem, prowadzącym do podwyższenia na środku tej przeklętej sali, Serilla słyszała bicie swego serca. Pachniało tu okropnie deszczem i stęchlizną, panował chłód. Była zadowolona z opończy, którą wybrała sobie z garderoby Kekki. Szła z uniesionym podbródkiem i pewnym siebie uśmiechem. Reprezentowała prawdziwą władzę Miasta Wolnego Handlu. Będzie stała na straży satrapii Jamaillii z większą godnością i szlachetnością, niż kiedykolwiek czynił to Cosgo. Jej spokój doda wszystkim otuchy, tak jak przepych jej stroju przypominał im o jej wysokiej pozycji. To pamiętała z czasów starego satrapy. Ilekroć udawał się na trudne negocjacje, wkładał najbardziej królewskie szaty i zachowywał spokój. Przepych dodawał pewności siebie.

1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 118
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)