Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Statek przeznaczenia. Część 1
Statek przeznaczenia. Część 1 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Statek przeznaczenia. Część 1

Электронная книга - «Statek przeznaczenia. Część 1». Краткое содержание книги:

W pełnym emocji zakończeniu trylogii o kupcach i ich żywostatkach Robin Hobb snuje urzekającą opowieść o kwitnącym niegdyś mieście, które znalazło się na krawędzi zniszczenia, o wspaniałym, mitycznym gatunku stworzeń, który znalazł się na granicy wymarcia oraz o klanie Vestritów, którego przeznaczenie splotło się i z miastem, i z owymi stworzeniami… Podczas gdy Miasto wolnego Handlu zmierza ku katastrofie, matka rodu Vestritów, Ronika Vestrit, napiętnowana jako zdrajczyni, szuka sposobu na zjednoczenie jego mieszkańców wobec zagrożenia z Krainy Miedzi. Tymczasem Althea Vestrit, nieświadoma losów swojej rodziny oraz Miasta Wolnego Handlu, kontynuuje niebezpieczną misję odnalezienia i odzyskania swego żywostatku, Vivacii, od bezlitosnego pirata, Bystrego. Mimo zuchwałości planu może się on okazać niewykonalny. Jej ukochana Vivacia będzie bowiem musiała się zmierzyć ze straszliwą tajemnicą swego istnienia.
1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 118
Перейти на страницу:

– Dziękuję – odparła sztywno Ronika.

Davad był długoletnim przyjacielem rodziny, lecz ona sama zawsze widziała jego bezwzględność. Mimo to, jak wielką winą powinno się obarczać Davada za śmierć dziecka Rache? To prawda, że została kupiona za jego pieniądze i że był współwłaścicielem statku do przewozu niewolników. Ale nie było go na pokładzie, gdy chłopczyk umarł w ładowni, pokonany przez gorąco, zepsutą wodę i głód. Niemniej jednak to on czerpał korzyści z handlu niewolnikami, więc może ponosił winę. Ronika poczuła, jak skręca jej się dusza. Co zatem z „Vivacią” i niewolnikami, którzy stanowili jej ładunek? Całą winę mogła zrzucić na swego zięcia. Statkiem zawiadywała Keffria; pozwoliła ona swemu mężowi, Kajowi, robić z nim, co chce. Ale jak stanowczo Ronika się temu przeciwstawiała? Wypowiadała się przeciwko temu, ale może, gdyby była bardziej nieugięta…

– Chcesz wysłuchać moich wieści? – zapytała Rache.

Ronika wzdrygnęła się i wróciła myślami do chwili obecnej.

– Oczywiście. – Podeszła do kominka i sprawdziła czajnik stojący na rozgrzanej płytce. – Napijemy się herbaty?

– Prawie się skończyła – przypomniała jej Rache.

Ronika wzruszyła ramionami.

– Jak się skończy, to trudno. Nie ma sensu dopuścić, żeby zwietrzała, ze strachu, że nie będziemy jej miały.

Znalazła pojemniczek z herbatą i wsypała trochę suszu do czajnika. Jadły przy stole Serilli, ale tu, w ich własnych pomieszczeniach, Ronika lubiła mieć tę drobną niezależność własnego czajnika do herbaty. Rache już wcześniej rzeczowo ściągnęła z kuchni Davada filiżanki, spodki i inne przybory. Teraz ustawiała je na stoliku.

– Kręciłam się dziś rano tu i ówdzie. Przeszłam się wzdłuż nabrzeży, oczywiście zachowując ostrożność, ale niewiele się tam dzieje. Nieduże statki, które jednak zawijają do portu, wyładowują i załadowują towary szybko, cały czas pilnowane przez uzbrojonych ludzi. Według mnie był tam jeden statek Nowych Kupców, prawdopodobnie należący do kilku rodzin. Ładunek stanowiły najwyraźniej produkty żywnościowe. Dwa inne statki sprawiały na mnie wrażenie własności Pierwszych Kupców, ale mimo wszystko nie podeszłam na tyle blisko, żeby nabrać pewności. Żywostatek „Ofelia” stał w porcie, ale na kotwicy, a nie zacumowany. Na pokładzie miała uzbrojonych ludzi.

Wyszłam z portu i zrobiłam tak, jak mi poradziłaś – poszłam na plażę, na którą wyciągają z wody swoje łodzie rybacy. Tam panowało większe ożywienie, chociaż małych łódek było o wiele mniej niż przedtem. Pięć czy sześć było wyciągniętych na brzeg, a ludzie sortowali połów i chowali sieci. Zaproponowałam pomoc za kawałek ryby, ale potraktowali mnie chłodno. Nie chcę powiedzieć, że byli niegrzeczni, ale zachowywali się z rezerwą, jakbym mogła sprowadzić kłopoty albo coś ukraść. Ci, z którymi rozmawiałam, wciąż zerkali za mnie, jakby myśleli, że mogę odwracać ich uwagę od kogoś innego, kogoś, kto chce im wyrządzić krzywdę. Jednakże po pewnym czasie, kiedy wyraźnie było widać, że jestem sama, niektórym z nich zrobiło się mnie żal. Dali mi dwie fląderki i trochę ze mną porozmawiali.

– Kto ci dał te flądry?

– Kobieta imieniem Ekke, na polecenie ojca. Kiedy wyglądało na to, że jeden z rybaków zacznie się temu sprzeciwiać, ojciec Ekke powiedział: „Ludzie muszą coś jeść, Ange”. Ten hojny człowiek nazywa się Krasnorost. Szeroki w barach, ma tors i brzuch jak beczka, rudą brodę i rude włosy na rękach, ale na głowie nie zostało mu ich wiele.

– Krasnorost. – Ronika poszukała w pamięci. – Rzadki Krasnorost. Czy ktoś wołał na niego „Rzadki”?

Rache kiwnęła głową.

– Ale uznałam, że to raczej złośliwy przydomek niż imię.

Ronika zmarszczyła brwi w zamyśleniu. Woda w czajniku się gotowała i nad dzióbkiem unosił się pióropusz pary. Zdjęła go z płytki i nalała wody do dzbanka na herbatę.

– Rzadki Krasnorost. Gdzieś już słyszałam to imię, ale nie potrafię o nim powiedzieć nic więcej.

– Z tego, co widziałam, to człowiek, jakiego nam trzeba. Oczywiście nie rozmawiałam z nim o tym. Myślę, że powinnyśmy działać powoli i na razie uważać. Jeśli jednak trzeba ci kogoś, kto potrafi przemówić do rodzin z Trzech Statków, a także w ich imieniu, to chyba on nim jest.

– Świetnie – odparła z zadowoleniem Ronika. – Dziś wieczorem zbiera się Rada Miasta Wolnego Handlu. Zamierzam przedstawić informacje, które mam, i naciskać na rozpoczęcie ponownego zjednoczenia z resztą miasta. Nie wiem, czy w ogóle odniosę jakiś sukces. To takie zniechęcające, że tak niewielu robi cokolwiek dla siebie. Ale spróbuję.

Na kilka chwil zapadła cisza. Ronika sączyła herbatę.

– No tak. Jeśli cię nie posłuchają, poddasz się? – zapytała w końcu Rache.

– Nie mogę – odpowiedziała po prostu Ronika i roześmiała się gorzko. – Bo jeśli się poddam, nie będę miała nic innego do roboty. To jedyny sposób, w jaki mogę pomóc rodzinie, Rache. Jeśli okażę się osą, której żądło pobudzi Miasto Wolnego Handlu do działania, to być może Keffria i jej dzieci będą mogły tu wrócić. A przynajmniej może będę mogła przesłać im wiadomość albo otrzymać wieści od nich. W obecnej sytuacji, kiedy w mieście toczą się sporadyczne walki, a moi sąsiedzi nie ufają sobie nawzajem, nie mówiąc już o tym, że uznają mnie za zdrajczynię, moja rodzina nie może tu wrócić. A jeśli jakimś cudem Althei i Arogantowi uda się sprowadzić „Vivacię” do domu, to musi istnieć dom, do którego mogliby wrócić. Czuję się jak żongler, Rache, na którego spadają wszystkie jego maczugi. Muszę złapać ich jak najwięcej i spróbować znów posłać je w powietrze. Jeśli mi się to nie uda, będę tylko starą kobietą, żyjącą w ubóstwie po kres moich dni. To jedyna nadzieja na odzyskanie mojego życia. – Z delikatnym brzęknięciem odstawiła filiżankę na spodek. – Spójrz na mnie – ciągnęła cicho. – Nie mam nawet własnej filiżanki. Moja rodzina… nie żyje lub jest tak daleko, że nic o niej nie wiem. Wszystko, co uważałam za oczywiste, zostało mi odebrane; nic w moim życiu nie jest takie, jak się spodziewałam. Ludzie nie mogą tak żyć…

Rache spojrzała jej w oczy i Ronika zamilkła. Nagle przypomniała sobie, do kogo mówi. Następne słowa wyrwały jej się bez zastanowienia.

– Twój mąż został sprzedany przed tobą i wysłany do Krainy Miedzi. Myślałaś kiedykolwiek o odszukaniu go?

Rache objęła dłońmi filiżankę i spojrzała na herbatę. Rzęsy jej zwilgotniały, lecz nie skapnęła z nich ani jedna łza. Przez długą chwilę Ronika patrzyła na prosty, jasny przedziałek w jej ciemnych włosach.

– Przepraszam… – zaczęła.

– Nie. – Głos Rache był cichy, lecz stanowczy. – Nie. Nigdy nie będę go szukać. Bo chcę sobie wyobrażać, że znalazł łagodnego pana, który traktuje go dobrze ze względu na jego umiejętność pisania. Mogę mieć nadzieję, że mój mąż wierzy, że jego syn i ja żyjemy i mamy się dobrze. Gdybym się jednak wybrała do Krainy Miedzi z tym znakiem na twarzy, zostałabym szybko schwytana jako zbiegła niewolnica. Znów stałabym się czyjąś własnością. A nawet gdyby tak się nie stało, gdybym go odnalazła żywego, to musiałabym mu powiedzieć, jak umarł nasz syn. Jak to się stało, że on umarł, a ja wciąż żyję. Jak mogłabym mu to wyjaśnić? Bez względu na to, jak to sobie wyobrażam, nigdy nie jest dobrze. Przemyśl to do końca, Roniko. Zawsze pozostaje gorycz. Nie. Chociaż teraz jest źle, to i tak najlepsze zakończenie, na jakie mogę mieć nadzieję.

– Tak mi przykro – rzekła Ronika niezręcznie.

Gdyby wciąż miała pieniądze, gdyby miała statek, mogłaby wysłać kogoś do Krainy Miedzi, żeby odnalazł męża Rache, kupił go i przywiózł tutaj. Wtedy… wtedy mogliby oboje żyć ze świadomością, że ich syn jest martwy. Ale mogłyby się pojawić inne dzieci. Ronika była tego pewna. Ona i Ephron stracili synów podczas krwawej zarazy, lecz potem urodziła im się Althea. Ronika nic nie powiedziała Rache, ale złożyła sobie samej i Sa drobną obietnicę. Jeśli odmieni się jej los, zrobi wszystko, co w jej mocy, by odmienić także los Rache. Przynajmniej tyle mogła zrobić dla kobiety, która tak długo trwała u jej boku.

1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 118
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)