Statek przeznaczenia. Część 1
- Автор: Хобб Робин
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Statek przeznaczenia. Część 1». Краткое содержание книги:
Najpierw będzie musiała zmienić własny los. Czas przestać pozwalać, by inni wykonywali za nią niebezpieczną robotę.
– Niczego nie wskórałam u Serilli – oznajmiła raptownie. – Powinnam zacząć budować na tym, co wiem, bez względu na to, co dziś zadecyduje Rada. Jeśli w ogóle zapadną jakieś decyzje. Jutro z samego rana pójdę z tobą na plażę rybaków. Będziemy musiały ich złapać, zanim wypłyną na poranny połów. Sama się rozmówię z Rzadkim Krasnorostem i poproszę, by porozmawiał z innymi rodzinami z Trzech Statków. Powiem im, że nadszedł czas nie tylko na zawarcie pokoju z Miastem Wolnego Handlu, ale i na to, by Miasto Wolnego Handlu ogłosiło, że samo sobą rządzi. Ale do tego będzie trzeba nas wszystkich, nie tylko Pierwszych Kupców. Imigrantów z Trzech Statków, a nawet tych Nowych Kupców, których da się namówić do stosowania naszych dawnych zasad. Żadnego niewolnictwa. Wszyscy muszą stanowić część tego nowego Miasta Wolnego Handlu, które zbudujemy. – Ronika przerwała i zamyśliła się. – Szkoda, że nie znam choć jednego Nowego Kupca, który jest godny zaufania – mruknęła.
– Wszyscy – rzekła cicho Rache.
– Wszyscy Nowi Kupcy? – zapytała z zakłopotaniem Ronika.
– Powiedziałaś, że wszyscy muszą stanowić część tego nowego Miasta Wolnego Handlu. A jednak jedną grupę pominęłaś.
Ronika się zastanowiła.
– Chyba kiedy mówię o Trzech Statkach, mam na myśli wszystkich, którzy się tu osiedlili po tym, jak Pierwsi Kupcy założyli Miasto Wolnego Handlu. Wszystkich, którzy tu przybyli i zaakceptowali nasz styl życia.
– Pomyśl jeszcze chwilę, Roniko. Naprawdę nas nie widzisz, mimo że tu jesteśmy?
Ronika na chwilę opuściła powieki. Kiedy je na powrót uniosła, spojrzała otwarcie w oczy Rache.
– Wstyd mi za siebie. Masz rację. Czy znasz kogoś, kto mógłby przemówić w imieniu niewolników?
Rache patrzyła na nią spokojnie.
– Nie nazywaj nas niewolnikami. Nadali nam to miano, usiłując zrobić z nas kogoś, kim nie byliśmy. Między sobą nazywamy się Tatuowanymi. Dajemy w ten sposób do zrozumienia, że naznaczyli nasze twarze, a nie, że mogli zawładnąć naszymi duszami.
– Macie przywódcę?
– Niezupełnie. Kiedy w Mieście Wolnego Handlu była Amber, pokazała nam, jak możemy sobie pomóc. Powiedziała, żebyśmy w każdym domu znaleźli kogoś, kto będzie przechowywał informacje. Jeśli ktoś odkrył coś przydatnego, coś, co mogłoby pomóc komuś w ucieczce albo w zdobyciu dla siebie trochę czasu, jak drzwi z popsutym zamkiem albo gdzie pan trzyma pieniądze, które można po kryjomu wziąć, to taką informację przekazywał do powiernika. Był też ktoś inny, kto robił sprawunki albo pranie, albo cokolwiek, dzięki czemu wychodził do miasta i kontaktował się z Tatuowanymi z innych domów. Przekazywał wiadomości od powiernika informacji do innych gospodarstw i przynosił wiadomości, którymi się dzielił u siebie.
W ten sposób Tatuowany mógł wykorzystać wiedzę, że jakiś pan wysyła wóz z ziarnem siewnym, do przekazania wiadomości rodzinie czy znajomym, pracującym w tym gospodarstwie. Albo ukraść pieniądze jednemu panu i ukryć się na wozie siana, należącym do kogoś innego, i uciec. Amber zalecała, żebyśmy nie polegali na jednym przywódcy, lecz żebyśmy ich mieli wielu, jak węzły w rybackiej sieci. Jeden przywódca mógłby zostać schwytany i na torturach wydać nas wszystkich. Dopóki będziemy mieli rozproszone przywództwo, będziemy jak sieć. Nawet jeśli się ją przetnie na pół, nadal w każdej połowie jest wiele węzłów.
– To wszystko robiła Amber? Amber rzeźbiąca koraliki? – zapytała Ronika. Kiedy Rache skinęła głową, dodała: – Dlaczego?
Rache wzruszyła ramionami.
– Niektórzy mówili, że sama kiedyś była niewolnicą, mimo że nie ma tatuażu. W jednym uchu nosi kolczyk wolności, taki, jaki uwolnieni niewolnicy z Krainy Miedzi muszą kupić i nosić na dowód tego, że zwrócono im wolność. Zapytałam ją kiedyś, czy kupiła swoją wolność, czy kolczyk należał do jej matki. Przez chwilę milczała, a potem powiedziała, że to prezent od jej jedynej prawdziwej miłości. Kiedy zapytałam Amber, dlaczego nam pomaga, odpowiedziała po prostu, że musi to robić. Że z pewnych powodów jest to dla niej ważne.
Raz ktoś się na nią rozzłościł. Powiedział, że łatwo jej bawić się w podejmowanie ryzyka i rozpalanie buntu. Powiedział, że może nas wszystkich narazić na wielkie niebezpieczeństwo, a potem się od nas odwrócić. Jej tatuaż da się zmyć. Naszych nie. Amber spojrzała mu w oczy i powiedziała, że owszem, to prawda. Dlatego człowiek ów stwierdził, że nie zaufa jej, dopóki nie powie nam, dlaczego robi takie rzeczy To było dziwne. Przez chwilę siedziała w kucki, nieruchoma i milcząca. A potem wybuchnęła śmiechem i oznajmiła: „Jestem prorokiem. Zostałam posłana, by ocalić świat”.
Rache uśmiechnęła się. W zapadłej ciszy Ronika patrzyła na nią, zmieszana. Po chwili Rache przekrzywiła głowę i podjęła wątek:
– Wielu z nas to rozśmieszyło. Zgromadziliśmy się wokół jednej z fontann, gdzie praliśmy cudze rzeczy. Wysłałaś mnie do miasta po jakieś sprawunki i zatrzymałam się tam, by porozmawiać. Był słoneczny dzień; tym swoim gadaniem i planami Amber sprawiła, że poczuliśmy się, jakbyśmy mogli odzyskać życie, jakie chcieliśmy prowadzić. Wszyscy pomyśleli, że to, co powiedziała o ocaleniu świata, to żart. Ale jej śmiech… zawsze uważałam, że się śmiała, ponieważ mogła nam bezpiecznie powiedzieć prawdę, bo nikt z nas nigdy by w nią nie uwierzył.
Ronika poszła do Kupieckiej Sali Zgromadzeń piechotą. Nie liczyła, że Towarzyszka Serilla zapewni jej jakiś transport. Wyszła z domu Davada wcześnie, nie tylko po to, by mieć dość czasu na dojście, ale także po to, by przybyć na miejsce jako jedna z pierwszych. Miała nadzieję na rozmowy z poszczególnymi Kupcami w miarę, jak się pojawiali, i na wybadanie ich w kwestii tego, co ich zdaniem powinna uczynić Rada. Nie był to spacer łatwy ani bezpieczny. Chciała jej towarzyszyć Rache, ale Ronika poleciła jej zostać w domu. Nie było sensu, by ryzykowały obie. Była niewolnica nie zostałaby wpuszczona na zebranie Rady Kupców Miasta Wolnego Handlu, a Ronika nie chciała jej prosić, by zaczekała na dworze w gęstniejącej ciemności. Sama miała nadzieję na wproszenie się do jakiegoś powozu po zakończeniu spotkania. Przejmujący jesienny wiatr szarpał jej ubraniem, a to, co widziała po drodze, szarpało ją za serce.
Nie zeszła do miasta, ponieważ Kupiecka Sala Zgromadzeń została wybudowana na niewysokim wzgórzu, wznoszącym się nad Miastem Wolnego Handlu. Po drodze przechodziła obok wielu kupieckich posiadłości. Otwarte zazwyczaj bramy i szerokie aleje podjazdowe, prowadzące do rezydencji, były teraz zabarykadowane, a przy zamkniętych wrotach nierzadko trzymali straż mężczyźni pod bronią. Każdemu domowi groziły włóczące się bandy złodziei i szabrowników. Strażnicy odprowadzali Ronikę nieprzyjaznymi spojrzeniami. Nikt jej nie pozdrowił słowem ani nawet skinieniem głowy.
Ronika przyszła na zebranie Rady pierwsza. Sama Sala Zgromadzeń ucierpiała tak samo, jak Miasto Wolnego Handlu. Ten stary budynek był czymś więcej niż tylko miejscem spotkań Kupców. Stanowił serce ich jedności, symbol tego, czym są. Jego kamienne ściany nie chciały się palić, ale komuś udało się podpalić dach. Ronika stała przez jakiś czas, patrząc na niego z przerażeniem, a potem przygotowała się w duchu na to, co może zastać w środku, i weszła na schody. Drzwi były rozbite. Zajrzała ostrożnie do wnętrza. Spalił się tylko jeden narożnik dachu, ale cała sala śmierdziała dymem i wilgocią. Przez zniszczony dach wpadało do pustego pomieszczenia nikłe światło późnego popołudnia. Ronika przecisnęła się przez drzwi i ostrożnie weszła do środka. Było zimno. Rozpadające się dekoracje z Letniego Balu wciąż zwisały ze ścian i powiewały na wietrze, który nie powinien tu wiać. Girlandy zmieniły się w nagie gałęzie nad łukami drzwi i gnijące liście na podłodze. Stoły, krzesła i podwyższenie wciąż stały na swoich miejscach. Na niektórych stołach leżały jeszcze porozrzucane talerze, chociaż większość została zrabowana. Obok rozbitych wazonów gniły zwiędłe bukiety. Ronika rozejrzała się z rosnącym przerażeniem. Gdzie są osoby mające przygotowywać salę do zebrań? Co się stało z Kupcami wyznaczonymi do opieki nad nią? Czy wszyscy porzucili wszelką odpowiedzialność i zajęli się wyłącznie swoim dobrem?