Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną

Электронная книга - «Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną». Краткое содержание книги:

ojna polsko-ruska… to pierwsza polska powieść dresiarska. W głównej warstwie narracyjnej opowiada o przygodach dresiarza Silnego z pięcioma kolejnymi dziewczętami. Jednocześnie stanowi nadrealistyczną alegorię polskiej tożsamości narodowej w rzeczywistości małego miasta w województwie pomorskim. Wątki kryminalne przeplatają się w niej z nadzwyczaj dojrzałą egzystencjalną refleksją. Trzeba tu dodać, że jest to utwór dość brutalny, uświadamiający jak wielkim zagrożeniem jest dla człowieka narkotyk (w tym wypadku amfetamina), niszczący osobowość i generujący niebezpieczne urojenia. Uwagę zwraca zwłaszcza doskonale stylizowany język podkultury marginesu społecznego.

Książka ukazuje się z rekomendację znanego poety Marcina Świetlickiego, który podsumował ją następująco: Podejrzewam, że Masłowska jest ruskim szpiegiem. Książkę tę napisała po to, by bezkarnie poruszać się w naszej polskiej rzeczywistości i zamydlić nam, Polakom, oczy. Nigdy w życiu nie chciałbym się z nią osobiście spotkać, albowiem obawiam się, że wyssie ze mnie wszystko co najcenniejsze i na swój szpiegowsko-rosyjski sposób przetworzy to dla siebie. Z drugiej jednak strony, jeżeli chodzi o tę książkę, to jestem bardzo zadowolony. Tutaj nie nasuwa się pytanie, czy jest to proza kobieca, czy męska. Jest to kawał lekko nadpsutego literackiego mięsa i, zdaje się, warto było żyć 40 lat, aby wreszcie coś tak interesującego przeczytać.
1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38
Перейти на страницу:

A powiem jeszcze tak: gdyż zapewne straciłem przytomność, ale to nie jest taka zwykła utrata przytomności, że ciemność, patrzysz w prawo, patrzysz w lewo i nic. Tylko różne sny, haluny ostre i wyraziste, z których nie sposób tak po prostu wyjść, powiedzieć do widzenia i trzasnąć drzwiami. Nie da się. Impreza się kręci, a ty jesteś na tej imprezie, podłączony do sufitu tysiącem kabelków i nie ma odwrotu.

Powiem tylko, że odnośnie tego co powiedziałem wcześniej: był to gruby, naprawdę gruby halun, największy mój halun życia i jeśli wcześniej miewałem złe sny, to nie były one nigdy złe aż w tym stopniu. Zawsze jakieś naczynie połączone z rzeczywistością. A tu słoik pełen haluna zakręcony starannie i UHT.

Więc było tak i mówię to wprost, bez już wielkich teorii, metafor i tłumaczenia trudniejszych wyrazów: fabryka godeł. Facet odkręca orłowi łeb, drugi wyjmuje zawartość, zakręca, trzeci prasuje i dokleja koronę, czwarty przykleja na czerwone tło. Pełna współpraca, wydajność sto godeł na minutę. Odgłosy totalnej rzezi, prasowane orły wrzeszczą ze ścieżki produkcyjnej o pomstę do nieba, zostawcie nas, my się nie zgadzamy. Wtem okazuje się, że to taki film puszczony z rzutnika. Masłoska stoi pod ekranem, macha wskaźnikiem. Jest publiczność. Podwójna, bo odbija się w oknach, więc dwa razy więcej publiczności, coraz to więcej publiczności. Kto to są? – wrzeszczy Masłoska do wzburzonego tłumu, tłukąc wskaźnikiem w ekran. Mor der cy – skanduje rozjuszona publiczność. A co oni robią? Mor du ją. A co czują orły? Gier pie nie. I co jeszcze? Ból!

I tak w kółko. Wtem na ekranie pojawia się ni mniej ni więcej tylko Kwaśniewski z Jolantą Kwaśniewską, przekopiowani z gaziet, kolejno pod rękę, za rękę, w lesie i na spacerze, co za halun, publiczność już zobaczyła, już skojarzyła i wrzeszczy raptem: wypchać prezydenta, wypchać prezydenta!. Tłum szaleje, niszczy wszystko co napotka i wtem ni z tego ni z owego słyszę wrzask wznoszący się nad inne: wypchać Silnego! I już tłum podchwytuje, ja raptem też, by się nie ujawnić ze swymi poglądami, wołam razem z nimi: wypchać Silnego! wypchać Silnego! A wtem jak Masłoska nie wyceluje we mnie wskaźnikiem, widzę jego czubek, co mierzy mi w klatę, na co ja mówię: no co, Masłoska, przecież jesteśmy kolegami, nie? Jesteśmy przecież koleżanką i kolegą, co ty tak nagle, nie lubisz mnie już? Jak cię obraziłem wtedy, no to sorka, no przez nie mówiłem poważnie, no Masłoska… nie rusz… zostaw… lecz mam przeczucie, że koniec mój jest blisko, że to już niedługo, że coś pulsuje, jak gdyby wręcz pika i myślę, iż to memu sercu zebrało się na takie desperackie rozruchy tuż przed śmiercią.

* * *

Kurde, mówił coś o Masłoskiej – mówi ktoś do kogoś i ja dostrzegam wtem, tyle ile jestem w stanie zobaczyć przez szparę, że to jest dziewczyna, Andżelika Kosz zresztą. A założyłabym się, że on nie czyta „Twój Styl”, że go takie gazety denerwują. Jak go poznałam, wiesz, to myślałam, że on jest taki z gruntu męski, mroczny, pierwotny. Ale okazało się, że jest wrażliwy, najpierw ta desperka teraz, a jeszcze okazuje się, że on czyta „Twój Styl”, naprawdę się tego nie spodziewałam, pozory są tak mylne. Gdybym wiedziała, to nasza znajomość by też potoczyła się inaczej. Przecież ja znam tą Masłoska, to wszystko mogło wyglądać inaczej, ona czasami czyta przecież w „Strychu”, mogliśmy tam razem pójść, posłuchać, razem to poczuć. Jej poezja jest właśnie taka jak lubię, o zniszczeniu, o rozkładzie kobiety przez mężczyznę, przecież mogliśmy tam razem pójść. Ta cała tragedia, ta przelana Silnego krew, co miała miejsce, była niepotrzebna, po prostu zbędna.

No kurwa – słyszę drugi głos. Tym razem bardziej z pierwiastkiem męskim, lecz przez szparę widzę w słabej jakości obrazie Nataszę Blokus i to jest prawidłowa odpowiedź. – To jest pojeb, żeby się do takiej despery uciekać, poniechaj go, Andżela.

Ale nie rozumiesz, że kimkolwiek bym teraz nie była miss publiczności i objawieniem środowisk młodoliterackich, to on nie może w takich ciężkich chwilach pozostać sam zdany na pastwę cierpienia, oschłości ze strony otoczenia.

No i kurwa co, ja tam go teraz przewijać nie będę, przejebał sobie na policji, przejebał sobie na mieście, to ja teraz też mam ważniejsze sprawy. Widziałaś tego tapicera w dżinsach, to on wziął ode mnie numer na komórkę.

Szpara we mnie, przez którą ja to wszystko widzę, a prawdopodobnie i słyszę, jest wąska. Reszta wokół szpary jest czarna, bezbrzeżna i sięga niewiadomokąd, a w dodatku boli. Robię wysiłki, by tę szparę mocniej uchylić, i choć wszystko mnie boli, to udaje mi się, co prócz Andżeli Kosz i Nataszy Blokus, w tle widzę różne rzeczy białe, jak gdyby umieszczono mnie w samym środku poszewki na kołdrę. Wszystko jest białe, a zapach jest jak gdyby lizolu, więc mam różne wizje na temat tego, jak i czym mnie tu potraktowano, a przede wszystkim, gdzie jestem, bo to jest kwestia kluczowa. Już reszta mnie nie obchodzi, czy popełniłem samobójstwo, czy nie, chociaż go nie popełniłem. Chcę po prostu wiedzieć, na czym leżę, bo wiem tyle, że leżę i nie próbuję nawet tego faktu zmienić, gdyż wiem, i iż jak tylko jakaś dywersja, próba ruchu z mojej strony, to bach, i oni z powrotem mnie do tamtej sali, gdzie Masłoska wbija we mnie cyrkiel i rysuje wokół mnie koła coraz większe i większe, a publiczność bije brawo, bo wie, że mi się należało.

Cicho, kurwa, bo się budzi – mówi Natasza, bierze i brutalnie podnosi mi na siłę powieki, co ja nie jestem nawet w stanie oponować, tak jestem powszechnie ciężki, jestem chyba w ciąży z samym sobą, tak ciężki się czuję i bezbrzeżny. Wołaj tę pizdowatą salową, niech mu zapoda jakieś swoje czary mary, by trochę przejrzał na oczy.

To wtedy ja mrugam dość nieumiejętnie i widzę obraz kręcony z ręki.

Przytrzym mu te powieki – mówi Natasza do Andżeli i przekazuje jej do moje powieki do potrzymania – idę po tę białą herbaciarę, bo ona chyba poszła na wakacje pić drinki.

Wtedy podług mojego rozeznania Natasza wychodzi i Andżela nachyla się nade mną, co widzę własne odbicie przybliżające się do mnie w jej oczach, dość źle wyglądam, co więcej, wcale nie wyglądam, gdyż jestem gruntownie zasłonięty, okablowany i zapieczętowany, do odbioru po wpłaceniu kaucji.

Andrzej? – ona pyta – nic ci nie jest?

I wtedy porażka, bo kiedy ja chcę coś powiedzieć, obojętnie co, to me usta zamiast się otworzyć, są jeszcze to bardziej zamknięte. Są zamknięte tak bardzo, że aż nie da się ich otworzyć, a co więcej, już ich chyba wcale nie ma, tak bardzo stały się organem szczątkowym. A jak chcę podnieść rękę, to jej też jakby nie ma, lub też być może jest przymocowana na stałe do podłoża. Gdyż raptem to stałem się może w ogóle rośliną doniczkową, kwitnę w białej ziemi na parapecie, a Andżela mówi do mnie po to, co bym lepiej rósł i wypuszczał więcej korzeni, to mnie na wiosnę przesadzi.

Okej, nic nie mów – ona mówi i robi gest poprawiania poduszki – ja ci powiem, jak jest. Bo pewnie nie wiesz. To już nie jest wczoraj, to jest jutro. To znaczy dzień następny. Usiłowałeś popełnić samobójstwo. Ale odratowali cię. Niniejszym leżysz w szpitalu, a jak myśmy z Natą to się dowiedziały od Lewego, to zaraz Sztorm nas tu podwiózł. No to jesteśmy. Nata poszła teraz po pielęgniarkę. Jak wróci, to potwierdzi moje słowa.

To mówiąc, ona wyjmuje z torebki osprzętowanie bojowe, promocja piekła, poprawia sobie oczy, by były bardziej na czarno. Po czym zastanawia się chwilę, liczy coś, może kiedy dostanie okres, i ostatecznie decyduje się na pocałowanie mnie w policzek.

Nie musiałeś tego zrobić dla mnie – mówi, malując sobie na twarzy różne kreski kredką świecową wyjętą z torebki – nie jestem warta tyle cierpienia, bólu, zagubienia. Wiem, co musiałeś czuć, gdy wtedy odjechałam rowerem, pozostawiając cię samego ze zdeptanym kwiatem naszego uczucia niszczejącym na zgliszczach. Teraz to wiem: nie grałam fair, zraniłam cię, lecz gdy byłam wtedy ze Sztormem, to nie obchodziło mnie to, jaki on jest, bo on nie był taki jak ty.

Ja chcę coś powiedzieć, że to miło z jej strony, że o mnie wtedy myślała, ale zamiast tego z moich ust wydobywa się bańka, co spektakularnie pęka i się po mnie rozpryska, a może i nawet odłamki szkła idą Andżeli w twarz. Dochodzę do wniosku, iż w ostatecznym rozrachunku usta jednak mam, nie odkleiły się od reszty, za co serdecznie wszystkim dziękuję.

Cicho, bo Natasza idzie – mówi Andżela i zaraz łapska z powrotem na moje powieki, pełna gotowość do zdania służby, niby że cały czas je trzyma i neutralny temat. A wiesz? Bo niby ta wojna z Ruskimi została wczoraj załagodzona. Wiemy od Sztorma. Ma być podarowany statek, taki symbol przyjaźni, na którym polscy obywatele będą mogli jeździć na strefę bezcłową. A dla Rady Miasta bilety za darmo i barek. Dla uczniów i studentów zniżkowe na 37%.

Okej, Silny – dodaje Natasza, siadając mi na rękę. Ta franca tu zaraz przyjdzie, puści ci Eleni różne kawałki o słońcu, żeby cię trochę rozkręcić tu, bo ty nic nie gadasz. Albo inną zajebistą grecką piosenkarkę. Pizdę Gratis ze swym mężem z castingu Kutasem Gratisem.

I tyle ja widzę przez tę szparę, co mi raz to Andżela, raz to Natasza podtrzymują, istny poród kleszczowy przeprowadzony na żywca na moich oczach. Wtedy widzę jeszcze jakieś szwindle i matactwa w handlu bielą przed moim oczami, wszystko jest tak bardzo rasy białej, iż podejrzewam, że właśnie Izabela zapakowała mnie w papier śniadaniowy pergamin i że sam siebie niosę do szkoły na drugie śniadanie, że wokół wielki szept szelest idący echem po korytarzach. Co jakiś czas zapala się jarzeniówka i rozlega się wokół galeria twarzy w kamiennych bluzkach, gadające popiersie Andżeli, waza o twarzy Nataszy, muzeum interaktywne, autentyczny zapach autentycznego lizolu B, autentyczny szelest prześcieradeł. Tu postawimy łóżeczko, Magda – wapienne łóżeczko dla odlewu naszego dziecka, a tu sztuczny telewizor. Biali ludzie o białej krwi i mięsie też białym, bo drobiowym, wapiennym. I zero czerwieni, biały orzeł na białym tle, wojna pomiędzy rasą białą pod flagą biało-białą.

1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)