Statek przeznaczenia. Część 1
- Автор: Хобб Робин
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Statek przeznaczenia. Część 1». Краткое содержание книги:
W dniu przybycia Roniki Serilla była pewna swego tryumfu. Kobieta nie wzięła ze sobą nic oprócz tobołków, które niosła ze swoją służącą. Była to niegdysiejsza niewolnica o wytatuowanej twarzy, która traktowała swoją panią niemal tak, jakby były sobie równe. Zaproszona miała niewiele ubrań i żadnej biżuterii. Kiedy nieładna Ronika jadła tego wieczoru u końca stołu Serilli, Towarzyszka tryumfowała w duchu. Ta żałosna istota nie stanowiła żadnego zagrożenia; stanie się symbolem miłosierdzia Towarzyszki. W końcu jakimś potknięciem zdradzi swoich współspiskowców. Kiedykolwiek wychodziła z domu, szedł za nią Roed.
Mimo to od czasu wprowadzenia się do dawnej sypialni Davada kobieta nie dała Serilli ani jednego dnia spokoju. Była niczym komar brzęczący jej przy uchu. Właśnie kiedy Serilla powinna skupiać wszystkie wysiłki na umacnianiu swojej władzy, Ronika rozpraszała ją na każdym kroku. Co robi w sprawie wydobycia zatopionych statków z portu? Czy są jakieś wieści o pomocy z Jamaillii? Czy wysłała ptaka do Krainy Miedzi z protestem wobec tych aktów wojny? Czy próbowała zdobyć wsparcie imigrantów z Trzech Statków w patrolowaniu ulic nocą? Może gdyby zaproponować byłym niewolnikom płatną pracę, woleliby ją wykonywać, zamiast włóczyć się grupkami i rabować domy. Dlaczego Serilla nie zachęciła Rady Miasta Wolnego Handlu, by się zebrała i znów zajęła miastem? Ronika codziennie nękała ją takimi pytaniami. W dodatku przy każdej sposobności przypominała Serilli, że jest tu obca. Kiedy Serilla nie zwracała uwagi na jej inne żądania, Ronika z monotonną nieustępliwością upierała się, że Davad nie był zdrajcą i że Serilla nie ma prawa do jego własności. Zdawało się, że ta kobieta nie żywi do niej żadnego szacunku, nie mówiąc już o traktowaniu jej z uprzejmością należną Towarzyszce satrapy.
Bolało to Serillę tym bardziej, że nie była na tyle pewna swojej pozycji, by wywrzeć presję na tę kobietę. Zbyt często ulegała jej żądaniom; najpierw, by pochować Davada, a potem, by oddać jakiś sad siostrzenicy zdrajcy. Już więcej jej nie ulegnie. To ją tylko ośmiela.
Roed donosił Serilli o tym, jak kobieta spędza ranki. Mimo niebezpieczeństwa na ulicach, Ronika Vestrit i jej służąca wychodziły codziennie, by wędrować od drzwi do drzwi i namawiać kupców do zebrania się. Roed mówił, że często nie wpuszczano jej za próg albo traktowano opryskliwie, lecz ona była uparta. Niczym deszcz padający na kamień, pomyślała Serilla, zmiękczała najtwardsze serca. Tego wieczoru odniesie swój największy tryumf. Zbierze się Rada.
Jeśli kupcy posłuchają Roniki i uznają, że Davad nie był niczemu winien, poważnie podkopie to władzę Serilli. Jeśli Rada uzna, że jego siostrzenica powinna odziedziczyć posiadłość, Serilla będzie musiała się wyprowadzić z domu Nowela i prosić o gościnność jakiegoś innego Kupca. Straci prywatność i niezależność. Nie mogła na to pozwolić.
Serilla łagodnie, lecz stanowczo sprzeciwiała się zebraniu Rady, mówiąc jej członkom, że jest na to za wcześnie, że kupcy nie powinni się zbierać w jednym miejscu, gdzie mogliby zostać zaatakowani, ale już jej nie słuchano.
Serilla potrzebowała jedynie czasu; czasu na umocnienie sojuszy, na dowiedzenie się, kogo można przekonać pochlebstwem, a komu trzeba zaproponować tytuły i ziemię. Z czasem mógł przylecieć kolejny ptak z wieściami z Jamaillii. Jeden z kupców przyniósł jej przyniesioną przez ptaka wiadomość od swego tamtejszego partnera handlowego. Do miasta dotarły pogłoski o śmierci satrapy i w powietrzu wisiała groźba zamieszek. Czy satrapa mógłby wysłać list napisany własną ręką, by zażegnać tę niebezpieczną plotkę?
Odesłała ptaka z zapewnieniem, że plotka jest fałszywa, oraz z pytaniem: kto i od kogo otrzymał wiadomość o śmierci satrapy? Wątpiła, czy dostanie odpowiedź. Co jeszcze mogła zrobić? Gdyby tylko miała jeszcze jeden dzień, tydzień. Trochę więcej czasu, a na pewno zapanowałaby nad Radą. A potem, dzięki swojemu lepszemu wykształceniu, politycznemu doświadczeniu i znajomości dyplomacji mogłaby ich poprowadzić ku pokojowi. Mogłaby im pokazać, jakie kompromisy muszą zaakceptować. Mogłaby zjednoczyć wszystkich mieszkańców Miasta Wolnego Handlu i bazując na tym, ułożyć się z Krainą Miedzi. To ugruntowałoby wobec wszystkich jej władzę w mieście. Potrzebowała jedynie czasu, a Ronika go jej kradła.
Kobieta weszła zamaszystym krokiem do pokoju. Miała pod pachą księgę rachunkową.
– Dobry wieczór – przywitała się energicznie. Kiedy służąca wychodziła, Ronika odprowadziła ją wzrokiem. – Czy nie byłoby o wiele prościej, gdybym sama się zapowiadała, zamiast szukać służącej, która zastuka do drzwi i wypowie moje nazwisko?
– Prościej, ale niewłaściwie – zauważyła zimnym tonem Serilla.
– Jesteś teraz w Mieście Wolnego Handlu – odparła spokojnie Ronika. – Nie lubimy tu marnować czasu tylko po to, by zaimponować innym. – Mówiła tak, jakby uczyła zachowania krnąbrną córkę. Nie pytając o pozwolenie, podeszła do stołu i otworzyła przyniesioną przez siebie księgę. – Sądzę, że znalazłam tu coś, co może cię zainteresować.
Serilla podeszła do kominka.
– Wątpię – mruknęła.
Ronika o wiele za wytrwale wyszukiwała dowody. Jej ciągłe wybiegi, by zwieść Serillę, były irytujące i sprawiały, że gra Towarzyszki mogła zostać przejrzana.
– Tak szybko męczysz się zabawą w satrapę? – zapytała ją zimno Ronika. – A może w ten sposób ma się według ciebie zachowywać władca?
Serilla poczuła się jak spoliczkowana.
– Jak śmiesz! – zaczęła, a potem rozwarła oczy jeszcze szerzej. – Skąd masz ten szal? – zapytała.
Serilla wiedziała, że widziała go w sypialni Davada, przerzucony przez oparcie fotela. Cóż za bezczelność ze strony tej kobiety, że go sobie przywłaszczyła!
Oczy Roniki pociemniały na chwilę, jakby Serilla sprawiła jej ból, a potem jej twarz się wygładziła. Pogłaskała miękki materiał udrapowany na ramionach.
– Zrobiłam go – powiedziała cicho. – Dawno temu, kiedy Dorill po raz pierwszy zaszła w ciążę. Ufarbowałam wełnę i sama utkałam materiał na ten specjalny prezent od jednej młodej żony dla drugiej. Wiem, że bardzo go lubiła, ale wzruszyłam się, że ze wszystkich jej rzeczy Davad zatrzymał właśnie ten szal, by ją pamiętać. Była moją przyjaciółką. Nie potrzebuję twojego pozwolenia, by pożyczać sobie jej rzeczy. To ty jesteś tu rabusiem i intruzem, nie ja.
Serilla wpatrywała się w nią, z wściekłości niezdolna wykrztusić słowa. Wpadła na pomysł drobnej zemsty. Nie spojrzy na nieprzekonujący dowód tej kobiety. Nie da jej tej satysfakcji. Zacisnęła zęby i odwróciła się od Roniki. Ogień przygasał. To dlatego poczuła nagły chłód. Czy w Mieście Wolnego Handlu nigdzie nie ma porządnych służących? Serilla ujęła z gniewem pogrzebacz, by pobudzić płomienie do życia.
– Spojrzysz ze mną na tę księgę czy nie? – zapytała Ronika.
Stała, pokazując palcem jeden z wpisów.
Serilla dała upust gniewowi.
– Dlaczego sądzisz, że mam na to czas? Myślisz, że nie mam nic lepszego do roboty, niż wysilać oczy nad ozdobnym pismem martwego człowieka? Otwórz oczy, stara kobieto, zobacz, przed czym stoi całe Miasto Wolnego Handlu, i przestań się zajmować swoją prywatną obsesją. Twoje miasto umiera, a jego mieszkańcy nie mają dość hartu, by walczyć z jego śmiercią. Wbrew moim rozkazom bandy niewolników nadal rabują i kradną. Kazałam ich chwytać i zmuszać do służby w wojsku mającym bronić miasta, lecz nic nie zostało zrobione. Ulice są zawalone gruzem, ale nikt nie kiwnął palcem, by go uprzątnąć. Firmy są zamknięte, a ludzie kulą się za drzwiami swoich domów jak króliki.