Ksi?ga wszystkich dokona? Sherlocka Holmesa
- Автор: Конан Дойл Артур
- Год: 2004
- Язык: польский
- Жанр: Классические детективы
Электронная книга - «Ksi?ga wszystkich dokona? Sherlocka Holmesa». Краткое содержание книги:
- To dobrze - odparł i tej nocy nie wypowiedział już ani słowa.
Rozdział siódmy
Następnego ranka po śniadaniu zastaliśmy inspektora MacDonalda i White’a Masona w niewielkim gabinecie miejscowego sierżanta policji, pogrążonych w rozmowie. Dyskutowali o sprawie, którą się zajmowaliśmy. Na stole przed nimi leżała sterta listów i telegramów, które starannie sortowali i katalogowali. Trzy odłożyli na bok.
- Wciąż jesteście, panowie, na tropie tego nieuchwytnego rowerzysty? - spytał wesoło Holmes. - Jakie są najświeższe wieści o tym łotrze?
MacDonald z żałosną miną wskazał na stertę korespondencji.
- Doniesiono nam, że w tej chwili przebywa w Leicester, w Nottingham, w Southampton, w Derby, w East Ham, w Richmond i w czternastu innych miejscach. W trzech z tych miejsc, czyli w East Ham, Leicester i Liverpoolu, postawiono tym ludziom zarzuty i nawet ich aresztowano. Wygląda na to, że w całym kraju roi się od zbiegów w żółtych płaszczach.
- Ojej - rzekł współczująco Holmes. - A teraz, panie Mac i panie Mason, chciałbym udzielić panom pewnej rady. Gdy zaangażowałem się w tę sprawę, ustaliłem z wami, jak bez wątpienia pamiętacie, że nie będę wam przedstawiał na wpół dowiedzionych teorii, lecz zachowam swe przemyślenia dla siebie i będę nadal nad nimi pracował, dopóki się nie upewnię co do ich słuszności. Z tego właśnie powodu nie powiem panom teraz wszystkiego, co chodzi mi po głowie. Z drugiej strony obiecałem, że będę wobec was uczciwy, więc nie mogę pozwolić wam choć przez chwilę marnować czas i energię. I oto moja rada, którą można zawrzeć w trzech słowach: zostawcie ten problem.
MacDonald i White Mason wpatrywali się, zaskoczeni, w swojego słynnego kolegę po fachu.
- Według pana, jest to beznadziejne?! - wykrztusił inspektor.
- Uważam, że wasz pogląd na sprawę nie rokuje żadnych nadziei. Nie sądzę natomiast, by dotarcie do prawdy było sprawą beznadziejną.
- Ale ten rowerzysta. On nie jest jakimś wymysłem. Mamy jego rysopis, wiemy, jaki był jego bagaż i że miał rower. Ten człowiek musi gdzieś być. Dlaczego nie mielibyśmy go złapać?
- Owszem, bez wątpienia gdzieś jest i bez wątpienia go złapiemy, nie chciałbym jednak, byście marnowali swoją energię w East Ham czy w Liverpoolu. Jestem pewien, że możemy
rozstrzygnąć problem, idąc na skróty.
- Coś pan przed nami ukrywa, panie Holmes? To nieuczciwe. - Inspektor był najwyraźniej poirytowany.
- Zna pan moje metody pracy, panie Mac. Już niedługo wszystko opowiem. Chciałbym tylko sprawdzić pewne szczegóły, uczynię to bez problemu, a potem pożegnam się z panami i wrócę do Londynu, przekazując im wyniki mojej pracy. Zbyt wiele panom zawdzięczam, by postąpić inaczej, bo w całej mojej karierze nie przypominam sobie dziwniejszej i ciekawszej sprawy.
- To mnie przerasta, panie Holmes. Widzieliśmy się z panem wczoraj wieczorem, gdy wróciliśmy z Tunbridge Wells, i zgodził się pan z naszym tokiem rozumowania. Co takiego się wydarzyło, że całkowicie zmienił pan pogląd na sprawę?
- Spędziłem w nocy kilka godzin we dworze.
- No dobrze. I co się tam wydarzyło?
- Mogę tylko bardzo ogólnie odpowiedzieć na to pytanie. A nawiasem mówiąc, przeczytałem krótką, lecz bardzo ciekawą historię tego starego budynku. Można ją nabyć za jednego pensa w miejscowym sklepie tytoniowym.
Mówiąc to, Holmes wyciągnął z kieszeni kamizelki niewielką broszurę, ozdobioną prymitywnym drzeworytem starego dworu.
- Mój drogi panie Mac, to naprawdę dodaje smaku śledztwu, gdy wczuwamy się w historyczną atmosferę naszego otoczenia. Niech pan tak na mnie nie patrzy. Zapewniam pana, że nawet tak skromna relacja jak ta sprawia, iż w umyśle pojawia się pewna wizja przeszłości. Proszę przez chwilę posłuchać: „Wzniesiony w piątym roku panowania Jakuba I i usytuowany w miejscu, w którym kiedyś stał znacznie starszy budynek, dwór Birlstone stanowi jeden z najpiękniejszych przykładów otoczonej fosą jakobickiej rezydencji, jaki zachował się do naszych czasów.”.
- Niech pan nie robi z nas głupców, panie Holmes!
- Hola, hola, panie Mac. To pierwsza oznaka nerwowości, jaką u pana zauważyłem. Skoro ma pan w tej kwestii tak zdecydowany pogląd, nie będę czytał całego tekstu. A jest tu wzmianka o przejęciu dworu przez pułkownika ze stronnictwa parlamentarzystów w 1644 roku, o tym, że Karol ukrywał się tu przez kilka dni podczas wojny domowej, a wreszcie o wizycie Jerzego II. Zgodzi się pan ze mną, że ten stary dom nasuwa pewne ciekawe skojarzenia.
- Nie wątpię, panie Holmes. Ale to nie nasza sprawa.
- Doprawdy? Rzeczywiście? Szerokie horyzonty, mój drogi panie Mac, to podstawa w naszym zawodzie. Wzajemne powiązania różnych idei i niebezpośrednie zastosowanie wiedzy często okazują się niezwykle korzystne. Proszę przyjąć te uwagi od zwykłego amatora, ale starszego i bardziej doświadczonego.
- Ma pan rację - rzekł szczerze detektyw. - I muszę przyznać, że trafia pan w sedno. Jednak robi to niezwykle okrężną drogą.
- Dobrze, zostawię historię i przejdę do współczesności. Jak już mówiłem, wczoraj w nocy udałem się do dworu. Nie spotkałem ani Barkera, ani pani Douglas. Nie chciałem im przeszkadzać, z przyjemnością jednak dowiedziałem się, że pani domu nie jest pogrążona w rozpaczy, że zjadła smaczną kolację. Złożyłem wizytę naszemu dobremu Amesowi, wymieniliśmy z nim grzeczności, zgodził się, bym spędził jakiś czas samotnie w znanym panom gabinecie i obiecał nikomu o tym nie wspominać.
- Co takiego?! Sam ze zwłokami? - zawołałem.
- Nie, nie. Wszystko zostało uporządkowane. Dał pan na to swoją zgodę, panie Mac, jak mnie powiedziano. Spędziłem w gabinecie bardzo pouczający kwadrans.
- Co pan tam robił?
- To nie tajemnica. Szukałem brakującego ciężarka. Od samego początku miał on dla mnie najistotniejsze znaczenie. No i go znalazłem.
- Gdzie?
- Ha, tu dochodzimy do granicy niewyjaśnionego. Pozwólcie mi, panowie, zrobić jeszcze jeden krok, jeden niewielki krok, a obiecuję, że podzielę się z wami całą mą wiedzą.
- Zgodziliśmy się na to, że pracuje pan na własnych warunkach, więc musimy na to przystać - rzekł inspektor. - Ale powiedział pan, żebyśmy zostawili tę sprawę. Dlaczego?
- Z tego prostego powodu, mój drogi panie Mac, że nie macie, panowie, zielonego pojęcia o tym, nad czym pracujecie.
- Badamy okoliczności śmierci pana Johna Douglasa z dworu Birlstone!
- Tak, tak. Niewątpliwie. Jednak nie fatygujcie się śledzeniem tego tajemniczego dżentelmena na rowerze. Zapewniam was, panowie, że w niczym wam to nie pomoże.
- To co nam pan sugeruje?
- Powiem wam, co powinniście zrobić, oczywiście, o ile zechcecie tak postąpić.
- Nieraz się przekonałem, że pana niecodzienne postępowanie miało jakieś uzasadnienie. Uczynię tak, jak mi pan powie.
- A pan, panie Mason?
Wiejski detektyw spoglądał bezradnie to na jednego, to na drugiego. Metody Holmesa były dla niego nowością.
- Cóż, skoro inspektor na to przystał, to ja postąpię tak samo - powiedział wreszcie.
- Doskonale - rzekł Holmes. - W takim razie zaproponuję panom przyjemny miły spacer po okolicy. Słyszałem, że widok z Birlstone Ridge na Weald jest doprawdy przepiękny. Możecie też zjeść lunch w jakiejś miłej oberży. Niestety, nie znam tych stron, więc nie mogę panom żadnej polecić. Wieczorem, zmęczeni, ale szczęśliwi.
- Proszę pana, to już przekracza wszelkie granice - krzyknął gniewnie MacDonald, zrywając się z miejsca.
- No cóż, możecie spędzić ten dzień tak, jak sobie życzycie - rzekł Holmes, klepiąc go wesoło po ramieniu. - Róbcie, co chcecie, i idźcie sobie tam, gdzie macie ochotę, ale wróćcie tutaj do mnie przed zmierzchem. Tylko przyjdźcie koniecznie. Koniecznie, panie Mac.
- To już brzmi rozsądniej.