Ksi?ga wszystkich dokona? Sherlocka Holmesa
- Автор: Конан Дойл Артур
- Год: 2004
- Язык: польский
- Жанр: Классические детективы
Электронная книга - «Ksi?ga wszystkich dokona? Sherlocka Holmesa». Краткое содержание книги:
Nim inspektor MacDonald i White Mason powrócili ze swej wyprawy, zapadł zmierzch. Zjawili się w szampańskim nastroju, mówiąc o ogromnym postępie w śledztwie.
- Panowie, muszę przyznać, że miałem pewne wątpliwości, czy faktycznie był w to zamieszany ktoś z zewnątrz - rzekł MacDonald. - Ale wszystko się potwierdziło. Udało nam się zidentyfikować ten rower, i mamy rysopis naszego poszukiwanego. A to ogromny krok naprzód.
- Brzmi jak początek końca - rzekł Holmes. - Gratuluję panom z całego serca.
- Faktem jest, że pan Douglas wydawał się zaniepokojony po powrocie z Tunbridge Wells. W takim razie to tam zdał sobie sprawę z jakiegoś niebezpieczeństwa. Było więc jasne, że nasz podejrzany przyjechał tu rowerem właśnie z Tunbridge Wells. Wzięliśmy rower ze sobą i pokazywaliśmy go w różnych hotelach. Kierownik Eagle Commercial od razu go rozpoznał. Twierdził, że należał do człowieka o nazwisku Hargrave, który dwa dni wcześniej wynajął u nich pokój. Jego bagaż składał się z roweru i niewielkiej torby podróżnej. Meldując się, powiedział, że przybywa z Londynu, adresu jednak nie podał. Torba została wykonana w Londynie, jej zawartość była brytyjskiej produkcji, jednak sam Hargrave bez wątpienia był Amerykaninem.
- Proszę, proszę - rzekł radośnie Holmes. - Naprawdę wykonaliście, panowie, kawał dobrej roboty, kiedy ja tu siedziałem, snując teorie z moim przyjacielem. To dla mnie lekcja praktyczności, panie Mac.
- Tak, panie Holmes, żeby pan wiedział - rzekł z satysfakcją inspektor.
- Ale to wszystko może pasować do twoich teorii - zauważyłem.
- Może tak, a może nie. Posłuchajmy najpierw, jak zakończyła się ta wyprawa. Panie Mac, nie było tam nic, co pozwoliłoby zidentyfikować tego człowieka?
- Tak niewiele, że było jasnym, iż bardzo się starał być niezauważalnym. Nie było żadnych dokumentów ani listów, żadnych inicjałów na odzieży. Na stole w jego sypialni leżała mapa rowerowa hrabstwa. Wczoraj rano po śniadaniu opuścił hotel i wyruszył gdzieś na rowerze, a później już o nim nie słyszano aż do chwili, gdy się pojawiliśmy.
- To właśnie nie daje mi spokoju, panie Holmes - rzekł White Mason. - Gdyby ten człowiek nie chciał wzbudzać żadnych podejrzeń, to powinien był chyba wrócić i pozostać przez jakiś czas w tym hotelu, udając zwykłego turystę. Musiał zdawać sobie sprawę z tego, że kierownik hotelu powiadomi policję i że jego zniknięcie zostanie powiązane z dokonanym morderstwem.
- Tak, ma pan rację. Jednak jak na razie wszystko wskazuje na to, że nie jest głupi, bo do tej pory nie został pojmany. A jego rysopis? Jak wygląda?
MacDonald wyciągnął swój notes.
- Zapisaliśmy wszystko, co obsługa hotelu była w stanie powiedzieć o jego wyglądzie zewnętrznym. Nie zwrócili na niego szczególnej uwagi. Zeznania portiera, recepcjonisty i pokojówki raczej się zgadzają. Miał około pięciu stóp i dziewięciu cali wzrostu. Był w wieku mniej więcej pięćdziesięciu lat. Jego włosy i wąsy były lekko przyprószone siwizną. Miał orli nos i twarz, którą wszyscy określili jako okrutną i odpychającą.
- Poza tym ostatnim określeniem mógłby to być niemal opis samego Douglasa - rzekł Holmes. - Był tuż po pięćdziesiątce, miał posiwiałe włosy i wąsy, a wzrost też się mniej więcej zgadza. Dowiedzieliście się czegoś jeszcze?
- Ubrany był w ciężki szary garnitur, krótki żółty płaszcz oraz wełnianą czapkę.
- A co ze śrutówką?
- Mierzy niecałe dwie stopy. Bez problemu zmieściłaby się w tej jego torbie. Mógł ją wnieść do środka pod płaszczem, nie wzbudzając żadnych podejrzeń.
- Sądzicie, panowie, że ma to związek z naszą sprawą?
- Panie Holmes - rzekł MacDonald - dopiero gdy złapiemy naszego uciekiniera, będziemy mogli lepiej to ocenić. W ciągu pięciu minut po otrzymaniu rysopisu rozesłałem telegramy. Zrobiliśmy ogromny krok naprzód. Wiemy, że jakiś Amerykanin o imieniu Hargrave przybył dwa dni temu do Tunbridge Wells. Miał ze sobą rower i torbę podróżną. W torbie była śrutówka z odpiłowaną lufą, przyjechał więc z zamiarem popełnienia zbrodni. Wczoraj rano wyjechał na rowerze z Tunbridge Wells ze śrutówką ukrytą pod płaszczem. Z tego, co wiemy, nikt go nie widział, jak tu przyjechał. Jednak żeby dotrzeć do bramy parku, nie musiał przejeżdżać przez wioskę, a drogą jeździ wielu rowerzystów. Pewnie od razu ukrył swój rower w zaroślach wawrzynu, gdzie go później znaleziono, i tam też się przyczaił, obserwując dom i czekając, aż pan Douglas wyjdzie. Śrutówka to dość dziwna broń, by strzelać z niej wewnątrz domu, ale nasz przybysz planował użyć jej na zewnątrz. Zaletą takiej broni jest to, że nie można z niej chybić, a ponieważ są to okolice łowieckie, nikt nie zwróciłby szczególnej uwagi na odgłos wystrzału.
- Brzmi to przekonująco - rzekł Holmes.
- Ale pan Douglas się nie pojawił. I co wtedy zrobił morderca? Zostawił swój rower i o zmierzchu zbliżył się do domu. Most zwodzony był opuszczony, nikogo w pobliżu nie było. Skorzystał z tej okazji, na wszelki wypadek przygotował wymówkę, gdyby kogoś spotkał. Szczęśliwie, na nikogo się nie natknął. Wślizgnął się do pierwszego z rzędu pokoju i ukrył się za zasłoną. Stamtąd dostrzegł, jak podnoszono most zwodzony, i już wiedział, że jedyna droga ucieczki wiedzie przez fosę. Kwadrans po jedenastej pan Douglas wszedł do pokoju podczas swego codziennego obchodu domu. Zabójca zastrzelił go i uciekł, tak jak sobie zaplanował. Zdawał sobie sprawę, że ludzie z hotelu rozpoznają rower, który może być poszlaką. Zostawił go więc w zaroślach i udał się do Londynu lub do jakiejś bezpiecznej kryjówki, którą wcześniej sobie zapewnił. I co pan o tym sądzi, panie Holmes?
- Panie Mac, bardzo zgrabnie i przejrzyście przedstawił pan i wytłumaczył całe zdarzenie. Ja natomiast obstaję przy tym, że zbrodnię popełniono pół godziny wcześniej, niż nam o tym doniesiono, że pani Douglas i Barker wspólnie spiskują, żeby coś ukryć, i dopomogli mordercy w ucieczce, fabrykując dowody mające świadczyć o tym, że wydostał się przez okno, choć najprawdopodobniej to oni sami umożliwili mu wyjście, opuszczając most. Tak ja to widzę.
Dwóch detektywów potrząsnęło głowami.
- Panie Holmes, jeśliby miało być to prawdą, to z jednej tajemnicy wpadamy w kolejną -rzekł inspektor z Londynu.
- I to pod pewnymi względami gorszą - dodał White Mason. - Pani Douglas nigdy w życiu nie była w Ameryce. Co mogłoby ją łączyć z amerykańskim zabójcą, i dlaczego miałaby go ukrywać?
- Przyznaję, że są pewne trudności - rzekł Holmes. - Zamierzam dziś w nocy przeprowadzić niewielkie śledztwo, które może wniesie coś nowego do sprawy.
- Czy potrzebuje pan pomocy, sir?
- Nie, nie! Moje potrzeby są niewielkie: ciemność i parasol doktora Watsona. A nasz wierny Ames niewątpliwie zatroszczy się o mnie. Moje rozważania powracają ciągle do tego samego pytania: jak sportowiec wyrabia swoje mięśnie przy pomocy tylko jednego ciężarka?
Była już późna noc, gdy Holmes powrócił ze swej samotnej wyprawy. Sypialiśmy w pokoju, w którym stało podwójne łóżko, bo tylko takie warunki była w stanie nam zapewnić mała wiejska gospoda. Spałem już, ale się obudziłem, gdy usłyszałem kroki mojego przyjaciela.
- No i co, Holmesie? - wymamrotałem. - Dowiedziałeś się czegoś?
Stał przy mnie w milczeniu, trzymając w dłoni świecę. W odpowiedzi jego wysoka szczupła sylwetka pochyliła się ku mnie.
- Posłuchaj, Watsonie - szepnął. - Czy bałbyś się spać w jednym pokoju z lunatykiem? Człowiekiem, któremu rozmięka mózg? Szaleńcem, który stracił kontrolę nad własnym umysłem?
- Absolutnie nie - odrzekłem, zdumiony.