Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Krwawa Linia
Krwawa Linia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Krwawa Linia

Электронная книга - «Krwawa Linia». Краткое содержание книги:

Pełna dramatyzmu powieść o chciwości, zdradzie, sabotażu, niebezpieczeństwie i związkach, które prowadzą do zbrodni. Roffe Sons, potężna międzynarodowa korporacja farmaceutyczna, na czele której stoją zdesperowani, żądni pieniędzy członkowie rodziny Roffe, traci swego właściciela, jednego z najbogatszych ludzi na świecie, który ginie w tajemniczym wypadku, pozostawiając zarządzanie imperium swojej jedynej córce. Elżbieta, inteligentna, ambitna i piękna kobieta, wbrew oczekiwaniom pozostałych członków rodziny, nie zgadza się po śmierci ojca na sprzedaż Roffe Sons. Postanawia nie tylko ocalić firmę od bankructwa, ale doprowadzić ją do dawnej świetności. Aby tego dokonać, musi zmierzyć się z tymi, którzy podstępnie usiłują jej w tym przeszkodzić, jak również z tym, który czyha na jej życie…
1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 57
Перейти на страницу:

– Nie co dzień obchodzi się dwudzieste pierwsze urodziny – mignęła jej przed oczami twarz Rhysa.

“O Boże, już nigdy go nie zobaczę – pomyślała. – Jeżeli mam już zginąć, to niech się to stanie teraz, zaraz…” – Otworzyła oczy i kilkadziesiąt metrów przed sobą ujrzała barierkę, za którą znajdowały się ostre występy skalne. Uderzy w nie z wystarczającą siłą, aby jeep rozpadł się na kawałki. Jednak w ostatnim momencie mocno obróciła kierownicą w prawo. Ku swojemu zaskoczeniu wjechała na drogę ukrytą w rozstępie między skałami. Droga biegła w górę. Pomyślała, że przynajmniej częściowo wyhamuje samochód. Jak się okazało, była to złudna nadzieja. Jeep bowiem błyskawicznie znalazł się na szczycie skały i jechał z góry prosto w stronę urwiska, za którym znajdowała się przepaść i spienione morze. Samochód z rykiem podskoczył na występie i… uderzył w rosnące w tym miejscu drzewo. Ostatnią rzeczą, którą Elżbieta zapamiętała, był potężny huk, po którym nastąpiła martwa cisza.

Rozdział 20

Kiedy otworzyła oczy, znajdowała się w łóżku szpitalnym, a obok niej stał Alec Nichols.

– Nie zdążyłam zrobić zakupów, Alec – powiedziała cicho i wybuchnęła płaczem. Alec ujął jej dłoń.

– Elżbieto!

– Nic mi nie jest, Alec… Boli mnie tylko głowa.

Z trudem przychodziło jej uwierzyć, że żyje. Przypomniała sobie to ogromne drzewo i silne uderzenie. Poczuła nagły skurcz serca.

– Jak długo tu jestem?

– Przywieźli cię dwa dni temu. Lekarz mówił, że cudem uszłaś z życiem. Wszyscy, którzy widzieli miejsce wypadku, zgodnie twierdzili, że byłaś w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Masz rany na całym ciele, ale, dzięki Bogu, wszystkie kości są całe. Dlaczego właściwie pędziłaś tak na złamanie karku, ryzykując życie?

Elżbieta opowiedziała mu o całym wydarzeniu. Kiedy skończyła, Alec zbladł i wykrztusił:

– Co za okropny wypadek!

– To nie był wypadek – powiedziała z naciskiem.

Nichols spojrzał na nią zmieszany.

– Nie rozumiem.

“Jak możesz rozumieć, skoro nie czytałeś raportu?” – pomyślała i dodała głośno:

– Ktoś zepsuł hamulce. Nichols potrząsnął głową.

– Ale dlaczego? Jaki miałby w tym cel? Nie mogła powiedzieć mu prawdy, mimo że darzyła go zaufaniem. Jeszcze nie teraz.

– Nie wiem, Alec. Intuicja mówi mi jednak, że hamulce nie mogły same przestać działać. Zauważyła, jak twarz Nicholsa pochmurnieje.

– Jeżeli to, co mówisz, jest prawdą – wybuchnął – to natychmiast każę szukać sprawcy!

Podszedł do telefonu i wykręcił numer posterunku policji w Olbi.

– Mówi Alec Nichols. Tak, panie komendancie, czuje się dobrze. Dziękuję, przekażę jej. Chciałbym się dowiedzieć, gdzie w tej chwili znajduje się jeep? Proszę go tam zatrzymać i postarać się o dobrego mechanika. Przyjadę za pół godziny. Do zobaczenia. – Odwrócił się do Elżbiety i powiedział: – Samochód jest w policyjnym garażu.

– Jadę z tobą.

Spojrzał na nią zaskoczony.

– W takim stanie? Lekarz nalegał, abyś została w łóżku jeszcze co najmniej przez dwa dni.

– Nic mnie to nie obchodzi – powiedziała stanowczo i kwadrans później, mimo protestów lekarza, siedziała już w samochodzie Nicholsa.

Ligi Ferraro, szef posterunku policji w Olbi, był otyłym mężczyzną w średnim wieku. Oprócz niego pracował tam jeszcze detektyw Bruno Campagna, który wzrostem górował nad komendantem. Obaj, a także Elżbieta i Nichols bacznie przyglądali się mechanikowi, który badał podwozie jeepa, stojącego na hydraulicznym wysięgniku.

– Dobrze się czujesz? – zapytał szeptem Alec.

– Nic mi nie jest – skłamała. Była słaba i zbierało się jej na wymioty. Pragnęła jednak być obecna przy oględzinach samochodu.

Mechanik wytarł ręce w poplamioną olejem szmatę i powoli cedząc słowa, powiedział:

– Teraz już nie budują takich mocnych wozów. Po innym samochodzie nie byłoby co zbierać.

Elżbieta przyjrzała się uważnie jeepowi. Lewy błotnik i przedni zderzak były zmiażdżone, widniała na nich kora drzewa, w które uderzyła.

– W jakim stanie są hamulce? – zapytał Nichols.

– W doskonałym, proszę pana.

– Co pan przez to rozumie? – Elżbieta nie dowierzała własnym uszom.

– Że mimo wypadku działają należycie.

– To niemożliwe! Gdyby były sprawne, nie doszłoby do wypadku.

– Panna Roffe sądzi, że ktoś majstrował przy hamulcach – wyjaśnił Ferraro.

– Pani się myli – mechanik potrząsnął głową.

– Ktoś, kto chciałby uszkodzić hamulce, musiałby albo podciąć linki, albo poluzować nakrętkę

– wskazał na kawałek metalu wystający z tyłu podwozia. – Gdyby poluzował nakrętkę, wówczas wyciekłby płyn hamulcowy znajdujący się w tym zbiorniczku. A jak pani sama widzi, zbiorniczek jest pełny. Linek również nikt nie dotykał. Są napięte.

Szef policji odwrócił się do Elżbiety i powiedział:

– Rozumiemy, że w pani stanie…

– Czy jest możliwe – przerwał komendantowi Alec – aby ktoś już po wypadku wymienił linki lub ponownie napełnił zbiorniczek?

– Wykluczone, proszę pana. – Mechanik wydawał się rozdrażniony. – Powiedziałem już, że nikt nie dotykał linek. Co do nakrętki… – przerwał i szmatą, którą trzymał w dłoni, wytarł nakrętkę. – Nie ma na niej nawet najmniejszej rysy. Mogę przysiąc, że odkręcano ją co najmniej pół roku temu. Niech mi pan wierzy, te hamulce są w idealnym stanie. Zresztą pokażę panu.

Mechanik włączył wysięgnik i kiedy samochód znalazł się na betonowej posadzce, wsiadł do niego i po zapaleniu silnika cofnął jeepa do ściany. Następnie nacisnął pedał gazu i samochód z piskiem opon ruszył w kierunku detektywa Campagny. Elżbieta przerażona patrzyła na pędzący samochód. Po chwili ponownie rozległ się pisk opon i jeep zatrzymał się kilka centymetrów od nóg detektywa.

– Widzą państwo sami, że hamulce działają jak należy – powiedział mechanik z triumfem, wysiadając z samochodu.

Wszyscy spojrzeli na Elżbietę. Wiedziała, co myślą. Nie byli jednak z nią w pędzącym jeepie, gdy w panice naciskała pedał hamulca raz za razem.

Teraz mechanik udowodnił, że działają. A może jej się to wszystko wydawało?

– Co ty na to, Elżbieto? – zapytał bezradnie Alec.

– Sama nie wiem. Przecież jeżdżę zupełnie nieźle. Gdyby hamulce były sprawne… Sam rozumiesz…

Nichols patrzył przez chwilę na Elżbietę, a następnie zwrócił się do mechanika.

– Czy istnieje jeszcze jakiś inny sposób, aby uszkodzić hamulce?

– Tak, proszę pana – powiedział detektyw. – Można zmoczyć klocki hamulcowe i wówczas nie będą tarły o bęben hamulcowy.

– To prawda, proszę pani – zgodził się mechanik. – Czy kiedy ruszała pani spod domu, hamulce działały?

Elżbieta przypomniała sobie, że kilkakrotnie hamowała, wyprowadzając jeepa z garażu.

– Działały.

– To wszystko wyjaśnia. – Mechanik zadowolony klasnął w dłonie. – Klocki zmokły na deszczu.

– Mógł je przecież ktoś zmoczyć, zanim samochód wyjechał z garażu – oponował Alec.

– Wtedy hamulce nie działałyby od samego początku – odparł spokojnie mechanik.

– Deszcze w tych okolicach wyrządzają wiele szkód, proszę pani – wtrącił komendant. – Takie wypadki jak ten, który przydarzył się pani, nie należą wcale do rzadkości…

Alec pokiwał głową z rezygnacją. Było mu głupio.

– Przepraszamy za kłopot, jaki panu sprawiliśmy.

– Nie ma za co. Najważniejsze, że pana kuzynka wyszła cało z tego wypadku. – Ostatnie słowo komendant wymówił z naciskiem. – Detektyw Campagna odwiezie państwa do domu.

1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 57
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)