Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Samozwaniec. Tom II - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Samozwaniec. Tom II

Электронная книга - «Samozwaniec. Tom II». Краткое содержание книги:

Rok 1605. Polskie wojska wkraczają do Moskwy. Czas układów się skończył.
Szarże skrzydlatych jeźdźców roznoszą armie cara Borysa Godunowa.
Oto historia straceńców, którzy wrogów liczyli dopiero po bitwie. Zabitych…
Oto historia ludzi tak szalonych, że poszli w tany z samą Śmiercią. Tak zuchwałych, że uwiedli Fortunę. Tak dumnych, że diabłu plunęli w twarz. I tak hojnych, że za przyjaciół płacili tylko krwią i życiem.
Oto historia awanturników i husarzy, którzy wstrząsnęli murami Moskwy i sięgnęli po koronę carów.
Drugi tom cyklu „Orły na Kremlu” to pełnokrwista powieść husarska.
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 81
Перейти на страницу:

Siedzieli przy stole w blasku latarni bladzi i wyziębieni. Pułkownicy i rotmistrzowie. Atamani, setnicy i moskiewscy tysięcznicy. A pośród nich carewicz Dymitr Iwanowicz, wojewoda Mniszech, Żulicki, Gogoliński, Dworycki, Damęzki, Buczyńscy i reszta rotmistrzów. Kniaź Rubec-Massalski i brodaci Moskale. Zasępieni i porywczy Kozacy z niskim i żwawym jak iskra atamanem Petrem Korełą.

Mówił Dworycki. Spokojnie, bez gniewu. Bez uniesienia.

— Mamy dwie wieści. Pierwsza z grodu. Uciekła z niego prawie setka posadzkich ludzi. Zeznali, co wiedzą o wojsku carskim. A wiedzą zaskakująco dużo, jak na oblężonych, co znaczy, że nasze czaty musiały nie raz i nie dwa przepuścić szpiegów cara…

— Mości panowie, Mścisławski idzie z doborowym wojskiem. Następuje od Trubczewska, Briańska prawym brzegiem Desny. Połączył się już z Dymitrem Szujskim, który wiedzie część dworian i poczty bojarskie. Razem prowadzą, jak powiadają, sześćdziesiąt tysięcy ludzi.

Moskale poruszyli się niespokojnie. Chruszczew zajrzał w oczy Massalskiemu. Za to Polacy i Kozacy ani drgnęli.

— Znając jednak armię carską, nie wierzę, aby żołnierzy zdatnych do boju było więcej niż połowa. Trzydzieści tysięcy zatem.

— Policzymy ich, gdy ich wybijem — mruknął rotmistrz Stanisław Borsza.

— Są wśród nich strzelcy carscy. Pułki jazdy pomiestnej i bojarów. Co więcej, Mścisławski ma pod swoimi rozkazami zaciężne regimenty Niemców.

Teraz z kolei szmer rozszedł się między polskimi pułkownikami.

— Prowadzi Kozaków jaickich i terskich. Tatarów kazańskich. Chłopów z pososznych wypraw, Astrachańców, Czuwaszy i Czeremisów… Pół Azji i Bóg wie kogo jeszcze.

— Dziś rano nasz podjazd z dworian i Kozaków natknął się na pułki kniazia pod Trubczewskiem. Stoczył bój, został złamany, ale zdobył języków i wieści. Musimy szykować się do walki.

Nadciągał dzień sądu. Świt miecza i kary. Chwila, na którą czekali od miesięcy i której spodziewali się z każdym dniem.

Przecież nie byli głupcami, wiedzieli dobrze, że Godunow wyśle przeciwko nim armię. Nadchodził czas, aby się z tą armią zmierzyć.

— Nieprawy car obiecał Mścisławskiemu, że jeśli schwyta Dymitra żywcem, weźmie za żonę carską córkę Ksienię, a na dodatek otrzyma w posagu Księstwo Kazańskie i Sybir.

Nie wiedzieć czemu, kilka głów obróciło się na wojewodę, który miał wszak przyobiecane od cara Księstwo Siewierskie, Psków i Nowogród jako wiano Maryny. Tak to już było w ostatnich czasach, że wszyscy dzielili Księstwo Moskiewskie niczym skórę na niedźwiedziu, który wszak jeszcze żywy chadzał po lesie.

— Razem z carem idą wojewodowie i pułkownicy. Kniaziowie: Andriej Andriejewicz Telatiewski, Wasyl Wasylewicz Golicyn, Michał Samsonowicz Turenin, Łuka Fedorowicz Szczerbatow, a z nimi okolniczy Wasyl Pietrowicz Morozow. Mścisławski chce zaskoczyć nas pod Nowogrodem, tak aby wziąć armię Jego Carskiego Wieliczestwa w dwa ognie. Nie możemy do tego dopuścić, bo to oznacza naszą zagładę.

Dymitr wstał.

— Nie będę wygłaszał oracji — rzekł oschle. — Nadszedł czas, aby Polacy pokazali męstwo. Nie jesteście, jak mówicie, dobrzy w obleganiu zamków i grodów. Pokażcie więc ochotę, aby znieść wojsko Mścisławskiego w polu. Słucham was.

Pierwszy wstał pan Żulicki.

— Pomimo przewagi jestem zdania, że zagłada czeka nas wówczas, kiedy kniaź Fiodor uchyli się od bitwy, zakładając, dajmy na to, obóz za Desną, sypiąc szańce i wały, aby zamknąć nas w oblężeniu. Takiego periculum[27] nie wytrzymamy, bo zaczyna brakować prochów, a konie są pomorzone od mrozu.

— Dlatego — rzekł wojewoda — winniśmy jak najszybciej zdobyć Nowogród. Wzięcie miasta sprawi, że armia carska upadnie na duchu — nie będzie miała komu śpieszyć z odsieczą. Poza tym łatwiej będzie stoczyć bitwę pod murami naszego własnego miasta. Już dziś w nocy szykujmy się do szturmu…

— Waść zmierzasz do klęski — mruknął Żulicki. — Nie zdobyliśmy miasta w ciągu miesiąca, więc skąd pewność, że padnie po kolejnym szturmie, na który, Bogiem a prawdą, nie mamy sił. Przeciwnie, pobicie odsieczy w polu sprawi, że Basmanow będzie bardziej skłonny do rozmów, bo przecież kończą mu się proch i zapasy.

— Słuszna uwaga — skwitował Dworycki, który z oczywistych powodów nie wstał. — Proponuję zatem, waszmościowie, aby zamiast tu czekać, zostawić Kozaków jako straż przeciwko Bosmanowi, a samemu wyruszyć na Mścisławskiego. Poszukać go w polu. I zmusić do przyjęcia bitwy.

— Waść chcesz atakować trzydzieści, jak mówisz, a może nawet sześćdziesiąt tysięcy Moskali? Mając pod komendą nie więcej jak dwadzieścia, i to, z całym szacunkiem dla przyjaciół Waszej Carskiej Mości, lada jakiej zbieraniny? — upierał się wojewoda.

— Wyprowadzimy w pole chorągwie, które są mocą i potęgą Rzeczypospolitej — rzekł ponuro Dworycki. — Zmusimy kniazia Fiodora, aby potykał się z nami w polu na sposób polski, a nie moskiewski — czyli za szańcami, ostróżkami i hulajgorodami. To proste: użyjemy husarii.

Iskra, zda się, przeskoczyła między pułkownikami. Na wąsatych obliczach Polaków pojawiły się zimne uśmiechy.

— Bijut czełom wam, Adamie Władysławowiczu, ale husarii mamy niespełna sześć setek — Dymitr nie podzielał pewności Lachów. — Cóż znaczy sześciuset bojców — choćby najprzedniejszych — przeciwko sześćdziesięciu tysiącom.

— Za pozwoleniem Waszej Carskiej Mości. Sześćdziesiąt tysięcy przeciwko sześciuset husarzom znaczy tyle co wszystkie legiony diabłów przeciw Trójcy Świętej. Nie widziałeś naszej jazdy pod Toropcem, Lubieszowem, Bukowem. W Inflantach. Pod Kockenhausen, Rewlem i Białym Kamieniem. Husaria zmiażdży Mścisławskiego i Szujskiego, choćby postawili przeciw nim całą Ruś. Tak jak zmiotła Szwedów i Wołochów. Niemców i was — Moskali — za króla Stefana.

— Jesteście pewni przewagi? — zapytał pan Fredro. — Nasza konnica to na razie jedyna podpora władzy Jego Carskiej Wysokości, bo cała reszta Kozaków i Moskwy dziś jest przy nas, a jutro — wiatr ją rozegna. Jeśli nie stanie husarii i petyhorców, wyprawa rozpadnie się w pył.

— Nie ujmuj nam odwagi, mości panie starosto — wtrącił rozeźlony Massalski. — Całowaliśmy chrest w carskie imię i stoimy wiernie przy gosudarze. Może u was, na Litwie, jest w zwyczaju, by każdego dnia zmieniać pana, pewnie i dlatego, że tak wielu ich w tamtych stronach. My pójdziemy bić się z Mścisławskim.

вернуться

27

łac. — niebezpieczeństwa

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 81
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)