Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Zamek Lorda Valentine'a [Lord Valentine's Castle]
Zamek Lorda Valentine'a [Lord Valentine's Castle] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zamek Lorda Valentine'a [Lord Valentine's Castle]

Электронная книга - «Zamek Lorda Valentine'a [Lord Valentine's Castle]». Краткое содержание книги:

Pierwszy tom jednego z nasłynniejszych cykli fantasy/science fiction.
Majipoor to olbrzymia planeta, zamieszkana przez wiele ras napływowych, wśród których ludzie są rasą dominującą. Na Majipoor żyją też tubylcy, dziwna i wyobcowana rasa zmiennokształtnych, których wszyscy się boją.
Z racji braku surowców cywilizacja na planecie jest raczej słabo rozwinięta, ale nie brak i zaawansowanych technologii.
Bohaterem jest wędrowiec, zatrudniony jako żongler w objazdowej trupie. Ale sny, które na Majipoor mają niezwykłą moc, ujawniają, że jest on w rzeczywistości Lordem Valentine, władcą planety, w podły sposób pozbawionym władzy.
Wraz z Valentinem przemierzamy kontynenty Majipooru w kierunku ośrodka władzy, jakim jest Zamek.
1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 141
Перейти на страницу:

— Jesteś pewna? — Valentine zamknął za nimi drzwi i wziął Carabellę w ramiona.

— Tak, jestem pewna — odpowiedziała. — A poza tym ty nikogo nie musisz się obawiać. Kochają cię wszyscy i na całym świecie nie ma nikogo, kto chciałby cię zranić.

Stali objęci, przytuleni do siebie. Valentine pocałował ją miękko, potem jeszcze raz i jeszcze raz. Nie kochał się z nią od przeszło tygodnia i bardzo tęsknił za jej ciałem. Ale ten drobny incydent na korytarzu sparaliżował go i wyzuł z wszelkiej namiętności. Carabella musiała wyczuwać bijący od niego chłód, lecz mimo to jej gibkie, rozgorączkowane ciało z pasją szukało jego ciała. Zmusił się, by wyjść naprzeciw jej pożądaniu i po chwili zapłonęli oboje. A jednak kiedy trwał miłosny akt, on pozostawał daleki duchem. Po chwili uniesienie minęło — i tylko świecący przez okno księżyc rzucał na ich twarze zimny, surowy blask.

— Przyjemnych snów — szepnęła Carabella.

— Przyjemnych snów — odpowiedział.

Zasnęła prawie natychmiast, a on długo jeszcze tulił w ramionach drobne dziewczęce ciało. Po jakimś czasie odsunął się i ułożył w ulubionej pozycji na plecach, ze skrzyżowanymi na piersi rękoma. Niewiele to pomogło. Zapadał, co prawda, w krótkie drzemki, lecz szybko się z nich otrząsał. Zaczął liczyć blavy, rozgrywał w wyobraźni zawiłe przerzuty piłek, rozluźniał mięśnie, ale sen nadal nie przychodził. Zaprzestał tych zmagań, podparł się na łokciu i z lubością popatrzył na oświetloną księżycem twarz Carabelli.

Dziewczyna śniła. Nieustannie drgały mięśnie jej policzków, pod powiekami poruszały się gałki oczne, piersi podnosiły się i opadały w nierównym rytmie. W pewnej chwili przygryzła zębami kostki palców i powiedziała coś niewyraźnie. Podciągnęła kolana do piersi. Jej nagie ciało było tak powabne, że Valentine wyciągnął rękę ku jej udom, by pogłaskać ich jedwabistą skórę, zbliżył usta do małych, sterczących brodawek, lecz zaniechał tego w ostatniej chwili: przerywając czyjś sen okazałby się nieokrzesanym gburem, pogwałciłby wszelkie formy grzeczności. Musiał powstrzymać budzące się na nowo pożądanie.

Carabella krzyknęła głośno i spojrzała na niego nic nie widzącym wzrokiem. Był to wyraźny znak, że dziewczyna otrzymała przesłanie. Po jej ciele przebiegła fala dreszczy. Nadal śniąc, obróciła się do Valentine'a. Jęknęła. Objął ją, jakby chcąc obronić przed zmorą mrocznych widziadeł. Wreszcie przestała śnić i słaba, zmęczona, mokra od potu, przytuliła się do jego piersi.

Przez chwilę leżała cicho i Valentine sądził, że śpi nadal. Ale nie. Nie spała. Wsłuchiwała się w siebie, usiłując widocznie odtworzyć znaczenie snu i wynieść go na powierzchnię jawy. Nagle usiadła wyprostowana, z błyskiem przerażenia w oczach, i zaczerpnąwszy powietrza zakryła usta dłonią.

— Panie mój! — zdołała wyszeptać drżącymi wargami i w wielkim pośpiechu zaczęła odsuwać się od niego, tyłem, niezgrabnie, w poprzek łóżka, jednym ramieniem niby tarczą zasłaniając piersi, a drugim twarz. Valentine wyciągnął rękę, ale odpełzła jeszcze dalej, zsunęła się na drewnianą podłogę, skuliła i objęła ramionami, jakby chciała ukryć swoją nagość.

— Carabello, co ci jest? — spytał, zaskoczony jej niezwykłym zachowaniem.

Podniosła na niego oczy.

— Panie… panie… proszę… zostaw mnie… panie… — Po czym skłoniła się i wykonała dłońmi znak gwiazdy, taki jaki składa się przed obliczem Koronala.

Rozdział 15

Zastanawiając się, czy to przypadkiem nie on śni, Valentine podniósł się, podał sukienkę Carabelli i włożył coś na siebie. Skulona na ziemi dziewczyna nadal była oszołomiona i przerażona. Kiedy chciał ją uspokoić, znów się cofnęła i jeszcze bardziej skuliła ramiona.

— Carabello, powiedz, co się stało? — przemówił czule. — Miałam sen… Miałam sen, w którym ty byłeś… — Głos jej się załamał. — To było takie prawdziwe i takie straszne.

— Opowiedz mi wszystko. Może pomogę ci to wyjaśnić.

— Tu nie ma czego wyjaśniać. Sen mówi sam za siebie. — Znów wykonała przed nim znak gwiazdy i mówiła dalej: — Śniło mi się, że byłeś prawdziwym Koronalem, Lordem Valentinem, że okradzione cię z całej twej wielkości i z całej pamięci, umieszczono w innym ciele i pozostawiono w pobliżu Pidruid, byś się włóczył i żył bezużytecznie, podczas gdy ktoś inny zajął twoje stanowisko i rządzi za ciebie Majipoorem.

Valentine poczuł, że ziemia zaczyna mu się osuwać spod stóp.

— Czy to było przesłanie? — spytał drżącym głosem.

— Tak, to było przesłanie. Nie wiem, od kogo, od Pani Wyspy czy od Króla Snów, ale to nie był mój sen, to było coś, co napłynęło do mojej świadomości z zewnątrz. Widziałam ciebie, panie…

— Przestań mnie tak nazywać.

— …na szczycie Góry Zamkowej, a twoja twarz była twarzą innego Koronala, ciemnowłosego, tego, przed którym żonglowaliśmy w Pidruid, a potem zszedłeś na dół, aby odbyć wielką podróż po wszystkich lądach, a kiedy znalazłeś się na południu, w moim rodzinnym mieście Tilomon, oni pojmali cię podczas snu, czymś cię napoili, dali ci nowe ciało, to, które masz teraz, i wyrzucili potajemnie, aby nikt się nie dowiedział, że pozbawiono cię królewskiej władzy. A ja dotykałam ciebie, panie, dzieliłam z tobą łoże i spędzałam z tobą dni, więc w jaki sposób mogłabym teraz uzyskać przebaczenie?

— Carabello…?

Dziewczyna nadal zakrywała twarz, drżąc na całym ciele.

— Popatrz, Carabello! Popatrz na mnie.

Potrząsnęła przecząco głową. Wtedy ukląkł przed nią i dotknął ręką jej policzka. Drgnęła, jakby upadła tam kropla żrącego kwasu. Ponowił dotknięcie.

— Podnieś głowę — powiedział łagodnie. — Spójrz na mnie. Powoli, nieśmiało spojrzała w jego twarz, tak jak się patrzy w oślepiające słońce.

— Mam na imię Valentine, ale jestem żonglerem, nikim innym.

— Nie, panie.

— Koronal jest mężczyzną o ciemnych włosach, a moje włosy są złote.

— Proszę cię, panie, zostaw mnie w spokoju, boję się ciebie.

— Boisz się wędrownego żonglera?

— Boję się nie tego, kim jesteś. Jesteś moim przyjacielem i przyszłam do ciebie, żeby się z tobą kochać. Chodzi mi o to, kim byłeś, panie. Zajmowałeś miejsce w pobliżu Pontifexa i piłeś królewskie wino. Przechadzałeś się po szczycie Góry Zamkowej. Panowałeś nad całym światem. To był prawdziwy sen, panie, bardziej oczywisty i realny niż cokolwiek, co do tej pory widziałam; nie wątpię, że było to przesłanie. Jesteś Koronalem, a ja dotykałam twojego ciała i byliśmy ze sobą bardzo blisko. Popełniłam świętokradztwo po tysiąckroć. Teraz czeka mnie śmierć.

Valentine uśmiechnął się.

— Jeśli nawet byłem Koronalem, to miałem inne ciało, ukochana, a w tym, które obejmowałaś tej nocy, nie ma niczego świętego. Lecz ja nigdy nie byłem Koronalem.

Wreszcie spojrzała na niego, a kiedy się odezwała, w jej głosie nie było poprzedniego drżenia.

— Nie pamiętasz niczego ze swojego życia przed Pidruid. Nie powiedziałeś mi nawet, jak miał na imię twój ojciec, a w to, co mówiłeś o dzieciństwie spędzonym w Ni-moya, sam nie wierzyłeś. Wymyśliłeś też imię swojej matki, prawda?

Valentine skinął głową.

— Shanamir powiedział mi, że nosisz w sakiewce mnóstwo pieniędzy, tylko że nie masz pojęcia o ich wartości i próbowałeś zapłacić Liimenowi pięćdziesięciorojalową monetą. Czy to prawda?

Znów skinął głową.

1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 141
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)