Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Sekret Alchemika Sędziwoja
Sekret Alchemika Sędziwoja - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sekret Alchemika Sędziwoja

Электронная книга - «Sekret Alchemika Sędziwoja». Краткое содержание книги:

Pan Tomasz otrzymuje z Muzeum Narodowego w Krakowie list informujący o propozycji wymiany traktatu „O rtęci siedemnastowiecznego alchemika Michała Sędziwoja na przechowywany w muzeum atanator, specjalny piec alchemiczny. Pan Samochodzik i Paweł Daniec jadą do Krakowa, gdzie okazuje się, że autorkami tej propozycji wymiany są dwie młode dziewczyny, Sanisława i Katarzyna Kruszewskie. Po początkowej rywalizacji panowie i panie łączą wysilki, aby rozwiązać szyfr z „Niemej księgi”, rzedstawiającej etapy produkcji złota. Doświadczenie przeprowadzone przez kuzynki w obecności pana Tomasza i Pawła zdumiewa bu muzealników.
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 42
Перейти на страницу:

Wszyscy się roześmiali.

– Sądzę, że ten człowiek próbuje wypreparować ze skały geodę górskiego kryształu – Szef wskazał leżące na ziemi prostopadłościany – Najwyraźniej jego pomocnik sprawdza pod światło ich czystość.

– Taka i moja wiedza – uśmiechnęła się Stasia – Może kolejny obrazek wyjaśni nam to.

Na następnej stronie widać było spory piec. Obaj sportretowani

wcześniej mężczyźni tłukli kryształy młotkami i wsypywali je do czegoś w rodzaju doniczki. O ścianę oparty był długi, prosty kij.

– Pomyślmy – powiedział Aaron. – sądzę, że ta ilustracja przedstawia przygotowywanie jaja filozoficznego. Ludzie tłuką kryształy na piasek i teraz będą go topić w tym piecu na masę szklaną.

– To brzmi całkiem prawdopodobnie – zauważyła Kasia – Dzięki temu uzyskają szkło o fantastycznej czystości i przy tym odporne na większość odczynników chemicznych.

– Czyli ten kij to piszczel szklarska? – zamyślił się Aaron. – No cóż, to brzmi prawdopodobnie.

Na kolejnym obrazku człowiek z młotkiem klepał jakąś blachę. Obok leżały jeszcze kawałki drutu z zaznaczonymi łepkami.

– Buduje atanator – powiedziałem poważnie. – Nad blachą zaznaczono znak Marsa. Czemu on odpowiada?

– Żelazu – odezwała się Stasia. – To nawet logiczne. Musi wytrzymać wysoką temperaturę.

Aaron milczał dłuższą chwilę.

– Pokażcie jeszcze raz oryginał – poprosił.

Szef wyjął z torby księgę.

– Te znaki oznaczające metale dorysowano później – powiedział stary antykwariusz poważnie – Zwróćcie uwagę, są odrobinę innego koloru.

Pochyliliśmy się nad tekstem.

– Rzeczywiście – przyznał Pan Tomasz – Teraz pojawia się nader poważne pytanie. Czy ten, który je dorysował był fachowcem, czy też nie.

– Albo mógł dopisać je, by wywieść kogoś w pole – zauważyła Kasia.

Wróciliśmy do kserokopii. Na kolejnych obrazkach przedstawiono destylację i gotowanie czegoś w wysokiej kolbie. Tu nie było już oznaczeń.

– "Niema Księga" stała się naprawdę niema – wyszeptał Szef. – I co dalej?

Na przedostatnim rysunku substancje wlewano do okrągłego, szklanego pojemnika.

– Jajo filozoficzne – powiedział Szef. – Częsty motyw w rysunkach i na medalach alchemicznych. Wypełniano je różnymi substancjami, by po zakończeniu działań wydobyć ze środka czerwoną tynkturę, czyli właśnie Kamień Filozoficzny.

Na ostatnim rysunku przedstawiono człowieka z dyskiem słonecznym w miejscu głowy.

– I tyle – westchnął stary antykwariusz. – Księga pozostała niema.

– Dziwne – mruknął Szef. – Zwróćcie uwagę na te jasne plamy?

Znowu wyciągnął oryginał. Koło człowieka ciągnęła się jasna smuga.

Pociągnąłem nosem.

– Coś jakby chlorem zajechało – zauważyłem.

– Chlorem – mruknął Szef. – Ktoś tu wywabiał jakieś detale za pomocą Domestosa lub podobnego świństwa.

– Do końca nie wywabił – zauważyła Stasia. – Coś tu się przebija.

– A gdyby to zeskanować z maksymalną rodzielczością barw i

skontrastować? – podsunąłem skromnie.

– Mój komputer jest do waszej dyspozycji – antykwariusz wskazał gestem maszynę drzemiącą w kącie. Położyłem pergamin na płycie skanera. Po kilku minutach zmieniania barw w wypalonym miejscu zarysował się ciąg znaków naniesionych hebrajskim alfabetem. Aaron podszedł i przekrzywiając głowę odczytał kilka słów po hebrajsku.

– Co to znaczy? – zagadnęła Stasia.

– "Klucz do księgi znajdziecie po wewnętrznej stronie wieka sarkofagu" – odczytał – "Tam gdzie stał jego dom".

– Gdzie jest pochowany Sędziwój? – zapytał Szef.

– Nie mam pojęcia – wzruszyłem ramionami. – Straszy podobno w Nowym Sączu.

– Zmarł we wsi Karwacz albo Krawarz – powiedziała Stasia. Zapewne tam spoczywa.

Aaron podszedł do regału i zdjął z niego bardzo opasły tom żółtego koloru.

– To urzędowy wykaz miejscowości PRL – powiedział. – Ponieważ żadnych nazw wsi nie zmieniano, powinien być jeszcze dobry…

Przekartkowałem tomiszcze.

– Bez efektów – powiedziałem. – Nie ma w naszym kraju wsi o takiej nazwie.

– To musiało być spore osiedle – zauważył Szef. – Sędziwój umarł na zamku, w którym urządził sobie laboratorium… Pewnie ziemie te zajęli Niemcy. Zmienili nazwę, a po odzyskaniu ziem zachodnich Polacy wprowadzili nową. Znajdziemy tę wieś.

– My też poszukamy – uśmiechnęła się Stasia.

– Myślałem, że będziemy pracować razem.

Popatrzyły na mnie zaskoczone. Co mówił Szef, że zaskoczenie jest

trudno zagrać? Nie, on mówił chyba o rozczarowaniu.

– Razem… – mruknęła Kasia.

– Zgoda buduje, niezgoda rujnuje – uśmiechnął się Szef.

– Niezgoda też buduje, tylko inne rzeczy – uśmiechnęła się złośliwie – Właściwie, to faktycznie możemy pracować razem. Ale tylko do czasu, gdy znajdziemy sarkofag. Potem same zajmiemy się eksperymentami.

– Zwariowały – powiedział Szef. – A po co mi wasze eksperymenty? Rozwiążemy zagadkę i będę usatysfakcjonowany.

– Zgoda – Stasia wyciągnęła dłoń.

Jej kuzynka zawahała się na chwilę, ale też kiwnęła głową. Rozstaliśmy się przed antykwariatem. Szef zadzwonił do Biblioteki Narodowej i poinformował ich krótko o odnalezieniu bezcennego rękopisu. Jego telefon wywołał po tamtej stronie nielichy wybuch entuzjazmu. Zdeponowaliśmy księgę w hotelowym sejfie i poszliśmy coś przekąsić.

Rozdział XIV

Tawerna "Pod Jagnięciem" * Jak wyglądał kamień filozoficzny * Sekrety dawnych złotników * Arabowie szukali nasienia złota * Sztuczka z cytrynami * Sędziwój ratuje Setona.

W jednej z pierzei rynkowych odkryliśmy zabawny lokalik o nazwie "Tawerna pod Jagnięciem".

– Mają ludzie pomysły – Pan Samochodzik pokręcił zdumiony głową – Pięćset kilometrów od morza urządzać tawernę.

– Może to dla marynarzy rzecznych? – zapytałem.

Tawerna urządzona była w głębokiej piwnicy. Wystrój wnętrza odpowiadał nazwie. Na ścianach wisiały skrzyżowane wiosła, lampy udające okrętowe oraz kawałki sieci. Z magnetofonu w kącie leciały szanty. Szef zamówił dla siebie bigos, a ja frytki z kiełbasą.

– Nie ma to jak proste marynarskie jedzenie – zażartowałem.

– No i co o tym myślisz? – zagadnął.

– Te cielęta zwariowały – powiedziałem – Kamień Filozoficzny. Koń by się uśmiał.

– Oczywiście, że zwariowały, ale w interesujący sposób. I dzięki ich obłędowi nasze zasoby biblioteczne trochę się wzbogaciły.

Zamyśliłem się.

– Czy to możliwe, żeby dwie dziewczyny spokrewnione ze sobą zwariowały w ten sam sposób? – zapytałem – Coś mi to grubymi nićmi szyte…

– Grubymi nićmi? Hmm. To może być rodzinne. U arystokracji na skutek mieszania się stosunkowo niewielkiej puli genów dochodziło do przerasowienia i defektów genetycznych w postaci dewiacji umysłowych…

– To one twierdzą, że są kuzynkami – powiedziałem.

– Załóżmy, że mówią prawdę – uśmiechnął się.

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 42
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)