Sekret Alchemika Sędziwoja
- Автор: Pilipiuk Andrzej
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Sekret Alchemika Sędziwoja». Краткое содержание книги:
– My też miałyśmy swoje powody – westchnęła Stasia.
– No nie wiem – pokręciłem głową w zadumie. – Księga, którą w kawałkach bo w kawałkach, ale udało się zdobyć, nigdy nie była waszą własnością.
– A może Salomon Storm był naszym dziadkiem? – Kasia przekornie przekrzywiła głowę.
– Nie. Jidysz, którym posługuje się Stasia nie jest czysty, tylko wyuczony. Poza tym…
Machnąłem ręką. Młodzieńca wysadziłem koło dworca.
– Jak mogę się odwdzięczyć? – zapytał.
– Obiecaj waćpan, że więcej nie będziesz się nigdzie włamywał – zażądałem.
– To będzie trudne. W siedzibie pewnej partii politycznej w hmm… Mają pejzaż Zosowskiego, który zawsze wisiał na lewo od kominka.
– W końcu skojarzą, że to ktoś z twojej rodziny – westchnąłem. – Znikaj…
Pomachałem mu na pożegnanie i ruszyliśmy dalej.
– A wy, gdzie chcecie wysiąść? – zapytałem.
– Może koło naszego antykwariatu – zaproponowała Stasia. – Też mamy obiecać, że nie będziemy się nigdzie włamywać?
Zignorowałem pytanie.
– Przegraliście – oświadczyła Kasia tryumfalnie. – Mamy księgę!
– I co z nią zrobicie? – zapytałem. – Aulich zgłosi kradzież i będzie was ścigał. Jeśli pojawicie się z nią gdziekolwiek, będzie na was już czekał list gończy.
– O ile wiedział co ma – uśmiechnęła się Stasia. – A sądzę, że raczej nie wiedział. Po prostu, znalazł książkę z rysunkami, to powycinał kartki i porozwieszał sobie na ścianie.
– Dlaczego zawył alarm? – przypomniałem sobie.
– Był umieszczony pod najniższym stopniem schodów – wyjaśniła Kasia.
Wysadziłem je koło antykwariatu i podjechałem pod hotel. Zmieniłem kolor samochodu na normalny i przekręciłem tablice rejestracyjne na tę stronę, po której nie były mołdawskie. Cicho wślizgnąłem się do pokoju i wydobywszy spod kurtki sześć antyram położyłem je na stoliku. A potem natychmiast padłem na łóżko i zapadłem w głęboki sen.
Rozdział XII
Obudziło mnie potrząsanie.
– Wstawaj, przekleństwem naznaczony – usłyszałem głos Szefa.
Otworzyłem leniwie oko. Już mną nie potrząsał.
– Skąd to się tu wzięło? – zapytał, wskazując gestem leżące na stoliku kawałki księgi.
– Wrogowie podrzucili – zasugerowałem, po czym zamknąłem oczy.
– Jeśli natychmiast nie zaczniesz odpowiadać na moje pytania, to wyrzucę cię z pracy – usłyszałem. Otworzyłem jedno oko. Żartował, na szczęście.
– Miałem, Szefie, pracowitą noc – powiedziałem.
– Włamałeś się do Aulicha! – tym razem był chyba zły.
– Wręcz przeciwnie – zaprotestowałem z godnością. – Niech pan sobie wyobrazi, idę sobie aleją Kasztanową, a tu widzę: parkan przecięty. No to pomyślałem, że ktoś się włamał i poszedłem przychwycić złodziei na gorącym uczynku. Wchodzę i widzę, że nasze dwie znajome prują sejf laserem…
– Laserem? – zdziwił się Pan Samochodzik.
– Też byłem zaskoczony. Zacząłem im klarować, jak to nieładnie okradać bliźnich i wtedy nagle zaczęła wyć syrena. Ponieważ doszedłem do wniosku, że moje zadanie, polegające na spłoszeniu włamywaczek, właściwie jest wypełnione, zdecydowałem się oddalić stamtąd.
Szef w zadumie oglądał miedzioryty.
– Nie podoba mi się to – powiedział wreszcie – Należało to przeprowadzić inaczej. Naruszanie norm społecznych i prawnych ma to do siebie, że szybko wchodzi w krew. Raz znajdziesz się poza granicami prawa i będziesz się zapadał coraz głębiej. Najpierw z Michaiłem obrobiliście archiwum w Tobolsku, teraz włamanie do prywatnego domu…
Szef był wyraźnie bardzo zdenerwowany.
– Aulich nie miał do tego żadnych praw – zaprotestowałem. – Ten starodruk powinien być własnością…
– No właśnie, czyją?
– …Narodu.
– Narodu, powiadasz? Widziałem we wczesnej młodości, co działo się na prowincji. Jak na wschodzie Polski odbierano chłopom ikony mówiąc, że to do muzeum. A potem faktycznie część z nich trafiła do magazynów, gdzie zarastały kurzem, reszta wyparowała po drodze. Albo kolekcje monet konfiskowane w imieniu państwa, które wzbogaciły zbiory partyjnych prominentów. Przeprowadzono reformę rolną, która przyniosła kulturze polskiej większe szkody, niż druga wojna światowa. Wyrzucano ludzi z dworów, z pałaców, a potem je rujnowano. Zabytkowe meble rąbano na opał, książki trafiały na makulaturę. Pamiątki narodowe trafiały na śmietnik, a wszystko to w imię narodu… Bywało też, że ludzie oddawali różne swoje skarby do muzeów, a one znikały bez śladu. Dlatego nigdy nie mów mi, że w imię narodu można zabrać komuś jego własność.
– Aulich wszedł w posiadanie tej księgi…
– Wszedł przez czysty przypadek. Można powiedzieć, szczęśliwy traf. Znalazł ją w skrytce w biurku. Storm nie żyje. Jego potomkowie, o ile istnieją, nie zgłaszają żadnych roszczeń. Jest tylko jeden powód, dla którego nie każę ci tego natychmiast odnieść na miejsce.
– Jaki powód? – zapytałem ostrożnie.
– Kiedyś ta księga stanowiła jedno. Aulich wyciął strony, zresztą wyciął je dość krzywo, aby kartkami przyozdobić swoją willę. Zniszczył ją i naraził na rozproszenie. Nie zapominaj, że teraz jest w co najmniej trzech różnych miejscach. Część u nas, część u dziewcząt, a jedna strona u pana Aarona. Nie wiem, co zrobił z okładką i grzbietem, niewykluczone, że po prostu wyrzucił na śmietnik. Jest to zbrodnia popełniona na naszej kulturze, ale nawet to w świetle prawa nie oznacza automatycznie, że Aulich traci prawa do swojej własności. Ale obawiam się, że trzeba będzie przymknąć tym razem oko… Choć jest to głęboko sprzeczne z moimi zasadami… Właściwie powinienem cię natychmiast zwolnić z pracy w naszej komórce, ale jak na złość nie mamy nikogo lepszego na twoje miejsce…
Złagodniał trochę. Znowu popatrzył przez okno.
– Z tego jak znam życie, to za kilka lub kilkanaście minut złożą nam wizytę dwie damy, więc powinieneś się ubrać…
Kończyłem zapinać koszulę, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Otworzyłem. Stasia z rewolwerem w dłoni przekroczyła próg.
– Zdrajco – powiedziała spokojnie – Gdzie jest reszta stron?
– Leżą na stole – powiedział Szef – Nie zabijaj go.
– Konfiskuję – położyła dłoń na pergaminach. Drugą ręką ciągle celowała do mnie z pistoletu.
Skorzystałem z tego, że na moment odwróciła uwagę i celnie uderzyłem ją w dłoń. Pistolet upadł na podłogę.
– Protestuję – powiedział Szef – te starodruki zostaną przekazane państwu.
Uśmiechnęła się nieoczekiwanie.
– Zgoda, ale pod dwoma warunkami.
– To znaczy?
– Z tych chcę zrobić sobie ksero, a pozostałą część książki wymienię na
atanator. Według moich obliczeń powinniście mieć panowie sześć kart. Ja mam dwadzieścia jeden, a ostatnia ma numer 27.
– Mamy pięć – powiedział Pan Samochodzik – ale to nie problem. Wiemy, gdzie jest ta jedna brakująca. Natomiast z wymianą tego na piecyk mogą być problemy. Aulich z pewnością zgłosił już fakt nocnego włamania do jego domu i teraz policja rozsyła informacje o wyglądzie zaginionych druków. Dostaną ją z pewnością domy aukcyjne, antykwariaty, a także biblioteki. Jeśli zaproponujesz