Szachownica Flamandzka [La tabla de Flandes - pl]
- Автор: Перес-Реверте Артуро
- Язык: польский
- Переводчик: Filip Lobodzinski
- Жанр: Исторические детективы
Электронная книга - «Szachownica Flamandzka [La tabla de Flandes - pl]». Краткое содержание книги:
Pérez-Reverte po raz kolejny dowodzi swojej pomysłowości i erudycji. Szachownica flamandzka to powieść detektywistyczna, w której dochodzenie prowadzone jest na kilku płaszczyznach; to jak rozwiązywanie łamigłówki wymagające dobrej znajomości sztuki, szachów i psychologii. Ale tym razem autor chyba przekombinował. Fabuła jest nazbyt wymyślna i skomplikowana, za to bohaterowie nie dość przekonujący, aby uwiarygodnić tę historię. Zainteresowały mnie dzieje obrazu i postaci na nim przedstawionych, ale jakoś nie potrafiłam się przejąć niebezpieczeństwem grożącym Julii i jej przyjaciołom.
Mówił beznamiętnie, z nieobecną miną, jakby czytał monotonny, raczej umiarkowanie istotny opis, któremu poświęca swoją uwagę tylko po to, by zadowolić innych. Julia aż prychnęła oszołomiona.
– Ciekawe, że tak pan to widzi.
Szachista znów pokręcił głową, nie odrywając wzroku od obrazu.
– Nie wiem, co panią tak dziwi. Ja widzę szachy. Nie jedną partię, ale wiele. Które w gruncie rzeczy są tą samą partią.
– To dla mnie za skomplikowane.
– Nieprawda. Teraz poruszamy się na poziomie, na którym można zdobyć sporo informacji: na poziomie rozgrywanej partii. Jak to rozwiążemy, możemy odnieść wyciągnięte wnioski do reszty obrazu. To tylko kwestia logiki. Logiki matematycznej.
– Nigdy nie podejrzewałam, że matematyka może mieć tu zastosowanie.
– Do wszystkiego ma. Wszelki sztucznie stworzony świat, jak na przykład ten obraz, rządzi się tymi samymi regułami, co świat rzeczywisty.
– Szachy też?
– Zwłaszcza szachy. Tyle że myśli szachisty płyną na innym poziomie niż myśli amatora: jego logika nie pozwala mu rozpatrywać możliwych, ale niewłaściwych ruchów, bo je automatycznie wyklucza… Podobnie zdolny matematyk podczas konstruowania twierdzeń nigdy nie bada fałszywych tropów, tymczasem ludzie mniej utalentowani muszą tak się posuwać, od błędu do błędu.
– A pan nie popełnia błędów?
Muńoz oderwał wzrok od obrazu i powoli zwrócił go na dziewczynę. W kącikach ust majaczył mu cień uśmiechu, ale pozbawionego śladu wesołości.
– W szachach nigdy.
– Skąd pan wie?
– Podczas gry człowiek staje wobec nieskończoności możliwych sytuacji. Czasami można zastosować proste reguły, czasem trzeba się uciec do innych reguł po to, żeby stwierdzić, jaką prostą regułą należy się kierować… Powstają też sytuacje nieznane, wtedy trzeba wyobrazić sobie nowe reguły, które zawrą w sobie albo wykluczą dotychczasowe… Błąd popełnia się tylko przy wyborze tej czy innej zasady: w momencie decyzji. A ja wykonuję ruch tylko wówczas, gdy wykluczę wszelkie niewłaściwe reguły.
– Pańska pewność siebie jest zdumiewająca.
– Nie wiem dlaczego. W końcu z tego powodu państwo mnie wybrali.
Rozległ się dzwonek do drzwi. To był Cesar z ociekającym wodą parasolem i przemoczonymi butami. Przeklinał pogodę i deszcz.
– Nie znoszę jesieni, kochanie, przysięgam ci. Te mgły, wilgoć i cały arsenał innych niegodziwości – westchnął i podał dłoń Muńozowi. – W pewnym wieku pory roku zaczynają przypominać parodię samych siebie… Mogę sobie czegoś nalać? Głupstwa gadam. Oczywiście, że mogę.
Sam nalał sobie sporą porcję dżinu, wrzucił lód i cytrynę i pięć minut później znów był z nimi. Muńoz rozłożył kieszonkowe szachy.
– Wprawdzie nie dotarłem do posunięcia zbijającego białego skoczka – tłumaczył – ale sądzę, że zainteresują państwa postępy, jakie do tej pory uczyniliśmy… – Odtworzył za pomocą maleńkich bierek sytuację z obrazu. Julia zobaczyła, że robi to z pamięci, nie patrząc ani na van Huysa, ani na szkic, który zabrał z sobą poprzedniego wieczoru, a teraz kładł właśnie obok na stole. – Jeśli państwo pozwolą, wytłumaczę moje rozumowanie przy szukaniu poprzednich ruchów.
– Analizą wsteczną – dodał z zainteresowaniem Cesar i umoczył usta w drinku.
– Otóż to – odparł szachista. – Będziemy posługiwali się tym samym systemem zapisu, który wyłożyłem państwu wczoraj – pochylił się ku Julii ze szkicem w dłoni i pokazał sytuację na planszy:
– …Znając pozycję poszczególnych bierek – ciągnął Muńoz – i wiedząc, że właśnie był ruch czarnych, trzeba po pierwsze sprawdzić, która czarna bierka wykonała ten ostatni ruch. – Ołówkiem wskazał obraz, następnie szkic, wreszcie układ na prawdziwej szachownicy. – Żeby to zrobić, dużo łatwiej jest wykluczyć te czarne bierki, które nie mogły się ruszyć, bo są zablokowane albo stoją na takim czy innym polu… Wyraźnie widać, że żaden z czarnych pionów na polach a7, b7 i d7 nie wykonał ruchu, ponieważ nadal zajmują swoje pozycje wyjściowe… Czwarty i ostatni pion, a5, też nie mógł się ruszyć, bo go blokuje biały pion i jego własny, czarny król… Możemy dalej wykluczyć czarnego gońca c8, też wciąż na pozycji wyjściowej, bo goniec porusza się po przekątnych, a na obydwu jego kierunkach stoją piony z tej samej drużyny, które dotąd nie wykonały posunięcia… Co zaś się tyczy czarnego skoczka z b8, też nie zrobił ruchu, bo mógł tam przyjść tylko z a6, c6 albo d7, a te pola są zajęte przez inne bierki… Rozumieją mnie państwo?
– Doskonale. – Julia śledziła jego wyjaśnienia pochylona nad szachownicą. – Co dowodzi, że sześć z dziesięciu czarnych bierek nie mogło się ruszyć…
– Więcej niż sześć. Czarna wieża, stojąca na cl, naturalnie też nie mogła, bo porusza się wzdłuż i wszerz, a trzy pola naokoło niej są zajęte… Czyli możemy uznać, że siedem bierek nie było w stanie wykonać ostatniego posunięcia. Ale da się także wykluczyć czarnego skoczka z d1.
– Dlaczego? – spytał zaintrygowany Cesar. – Mógł przyjść z pól b2 albo e3…
– Nie. W każdym z tych dwóch przypadków czarny skoczek dawałby szacha białemu królowi stojącemu na c4. Taką ewentualność w analizie wstecznej nazywamy szachem domniemanym… A żaden skoczek czy inna bierka, która trzymałaby króla w szachu, nie opuści tego miejsca na własne życzenie, to jest zagranie niemożliwe. Zamiast wycofywać się, zbiłaby króla i zakończyła partię. Podobna sytuacja nie mogłaby się nigdy zdarzyć, dlatego wnioskujemy, że i skoczek d1 się nie ruszył.
– Czyli – Julia nie odrywała wzroku od szachownicy – pozostały nam dwie bierki, prawda…? – Dotknęła ich palcami. – Król albo dama.
– Oczywiście. Ostatni ruch mogły wykonać albo król, albo królowa, którą my szachiści nazywamy hetmanem. – Muńoz przyjrzał się szachownicy, po czym zwrócił się ku królowi, ale go nie dotknął. – Najpierw zanalizujmy pozycję króla, który może poruszać się w każdym kierunku, ale o jedno pole. To oznacza, że na obecną pozycję, na a4, przyszedłby ewentualnie z b4, b3 albo z a3… teoretycznie.
– B4 i b3 są oczywiste nawet dla mnie – odezwał się Cesar. – Żaden król nie może zajmować pola obok drugiego króla. Dobrze rozumiem?
– Istotnie. Na b4 czarny król byłby szachowany przez białą wieżę, króla i piona. Na b3 przez wieżę i króla. Pozycje niemożliwe.
– A nie mógł przyjść z dołu, z a3?
– W żaden sposób. Szachowałby go biały skoczek z b1, który nie pojawił się tam dopiero co, ale stoi tam od paru posunięć. – Muńoz popatrzył na nich oboje. – A więc znów mamy do czynienia z domniemanym szachem, co wyklucza ruch króla.
– Zatem ostatni ruch – rozumowała Julia – zrobiła czarna dama, przepraszam, czarny hetman.
Szachista przybrał kolejną nieokreśloną minę.
– To właśnie zasadniczo zakładamy. Według reguł logiki, gdy wyeliminujemy wszystko, co jest niemożliwe, to, co zostaje, choćby było nieprawdopodobne albo trudno wykonalne, musi z konieczności być prawdziwe… W tym wypadku na dodatek możemy przeprowadzić dowód przez demonstrację.