Płomień serca [Heartfire - pl]
- Автор: Кард Орсон Скотт
- Год: 2003
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 83-7337-319-5
- Переводчик: Piotr W. Cholewa
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Płomień serca [Heartfire - pl]». Краткое содержание книги:
Cooper i Smith spojrzeli na siebie i Purity zobaczyła, że obaj się cieszą, jakby coś zrozumieli.
— Widzisz? — powiedział Cooper. — Już się czegoś nauczyliśmy, tylko dzięki temu, że mamy przy sobie pannę Purity.
— Czego się nauczyliście? — zainteresował się Arthur Stuart.
— Że może Kryształowe Miasto ma też inną nazwę — odparł Smith.
— Kryształowe Miasto? — zdziwiła się Purity.
Cooper zerknął na Smitha, pytając o zgodę. Alvin spojrzał na każde z nich po kolei, aż w końcu jego wzrok zatrzymał się na dziewczynie.
— Jeśli uważasz, że się nadaje…
— Wiem, że tak — zapewnił Cooper.
— Ma pani parę minut? — zapytał Smith.
— Raczej parę godzin — sprostował Mike Fink.
— Może jak wy tu będziecie gadać i gadać, wykąpię się w rzece — zaproponował Audubon.
— Ja stanę na straży — rzekł Fink. — Swego czasu wpadałem do tylu rzek, bez rozbierania się do goła, że nie mam zamiaru robić tego celowo.
Po chwili Purity, Smith, Cooper i Arthur Stuart siedzieli w wysokiej, miękkiej trawie na brzegu.
— Opowiem pani historię — rzekł Smith. — O tym, kim jesteśmy i co tutaj robimy. A potem zdecyduje pani, co zechce z tym począć.
— Ja opowiem — zgłosił się Arthur Stuart.
— Ty zawsze wszystko mieszasz i opowiadasz od końca.
— Co to znaczy „zawsze”? Mało komu opowiadam to wszystko.
— Nie jesteś Bajarzem, Alvinie.
— A ty jesteś?
— Ja przynajmniej umiem opowiadać od początku do końca, zamiast stale dodawać różne kawałki, o których zapomniałeś w odpowiednich miejscach.
Smith roześmiał się głośno.
— Dobrze, Arthurze Stuart, opowiesz historię mojego życia, bo znasz ją lepiej ode mnie.
— To zresztą i tak nie jest historia twojego życia — przypomniał Arthur Stuart. — Bo zaczyna się od małej Peggy.
— Małej?
— Tak ją wtedy wołali.
— Mów — zachęcił chłopca Smith.
Arthur Stuart spojrzał pytająco na pozostałych. Cooper i Purity skinęli głowami. Arthur poderwał się natychmiast i odszedł na kilka kroków. Potem odwrócił się i stanął przed nimi, plecami do rzeki, a letnie słońce oświetlało go jasno, gdy słuchacze siedzieli w cieniu. Założył ręce za plecy, przymknął oczy i zaczął mówić.
IMIONA
Margaret nie martwiła się z góry, kiedy — i czy w ogóle — dojdzie do skutku jej obiecana audiencja u królowej. Wiele przyszłości, dostrzeganych w płomieniach serc innych osób, prowadziło do takiego spotkania, wiele nie prowadziło. I w żadnym przypadku taka audiencja nie pozwalała odwrócić krwawej wojny, której się lękała.
Tymczasem miała dość pracy, by nie narzekać na nadmiar wolnego czasu. Przekonała się bowiem, że Camelot jest o wiele bardziej skomplikowany, niż sądziła.
W dzieciństwie przeżytym na Północy nauczyła się uważać niewolnictwo za zjawisko typu „wszystko albo nic”; zwykle zresztą tak było. Nie da się połowicznie na nie przyzwalać ani połowicznie praktykować. Albo człowiek może być kupowany i sprzedawany przez innego człowieka, albo nie. Albo może być zmuszany do pracy dla cudzej korzyści pod karą śmierci lub cierpienia, albo nie.
Mimo to dostrzegała rysy w tym pancerzu. Właściciele niewolników ulegali zwykłym ludzkim impulsom. Mimo bardzo surowych praw, zakazujących takiej praktyki, niektórzy Biali żywili ciepłe uczucia wobec lojalnych Czarnych. Prawo zakazywało uwolnienia niewolnika, a jednak Ashworthowie nie byli jedynymi, którzy wyzwolili, a potem zatrudnili niektórych Czarnych — i nie wszyscy z tych uwolnionych byli tak starzy jak Łania. Owszem, niemożliwe było atakowanie instytucji niewolnictwa w prasie czy na publicznych spotkaniach, ale nie znaczy to, że nie istniało miejsce dla dyskretnych reform.
Właśnie pisała o tym w liście do Alvina, kiedy ktoś zastukał cicho do drzwi.
— Proszę.
Drzwi otworzyła Ryba. Bez słowa wręczyła Margaret wizytówkę i wyszła, zanim Margaret zdążyła podziękować.
Wizytówka należała do jakiegoś galanteryjnika w Filadelfii, co zdumiało Margaret, dopóki nie domyśliła się, że należy ją odwrócić. Znalazła wiadomość wypisaną niedbałym, dziecięcym pismem.
Droga bratowo Margaret,
Słyszałem, że jesteś w mieście. Obiad? Spotkajmy się na dole o czwartej.