Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Płomień serca [Heartfire - pl]
Płomień serca [Heartfire - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Płomień serca [Heartfire - pl]

Электронная книга - «Płomień serca [Heartfire - pl]». Краткое содержание книги:

Peggy jest Żagwią, potrafi spojrzeć w płomień jaśniejący w sercu każdego człowieka. Chroni Alvina Stwórcę od chwili narodzin, od dnia, kiedy Niszczyciel pierwszy raz spróbował go zabić. Jednak przeznaczenie pchnęło ich oboje na różne szlaki. Alvin ruszył na północ, gdzie jego zdolności uważane są za czarnoksięstwo, a korzystanie z nich karane jest śmiercią. Peggy pociągnęła na południe, gdyż zobaczyła w przyszłości straszliwą wojnę i zniszczenie. Tylko jedna ścieżka prowadzi przez chaos wojny, a misją Peggy jest przeprowadzeni…
1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 80
Перейти на страницу:

— Jednakże w otoczeniu Amerykanów mam wrażenie, że moje gadulstwo jest niczym ćwierćpensówka w worku gwinei.

Słuchając tego paplania, nie mogła powstrzymać się od śmiechu.

— A więc podróżuje pan przez Nową Anglię z Francuzem, który może uniknąć wypędzenia, więcej, aresztowania, tylko udając niemowę. Jest pan adwokatem, ten człowiek jest marynarzem, jak przypuszczani, natomiast kąpiący się są…

Umilkła.

— Są… jacy? — zapytał Alvin Smith.

— Czyści — odparła. I uśmiechnęła się.

— Ale co chcieliście powiedzieć? — nie ustępował Smith.

— Nie naciskaj — upomniał go Cooper. — Jeśli ktoś postanowił zostawić rzecz niedopowiedzianą, doświadczenie mówi mi, że wszyscy będą szczęśliwsi, jeśli zrezygnują z nalegania.

— Nie ma o czym mówić — odezwał się Arthur Stuart. — Nie wydaje mi się, żeby sama wiedziała, co chciały powiedzieć jej wargi.

Zaśmiała się z zakłopotaniem.

— To prawda — przyznała. — Liczyłam chyba, że jakiś żart przyjdzie mi na myśl, ale nic z tego.

Alvin uśmiechnął się do niej.

— A może żart przyszedł na myśl, ale należał do takich, że nie wypadałoby go powiedzieć. Więc odszedł.

Nie podobało jej się, jak na nią patrzy — jak gdyby sądził, że wie o niej wszystko. Nieważne, że ona pewnie patrzyła na niego w ten sam sposób — ona naprawdę wiedziała. Był tak pewny siebie, że miała ochotę rzucić w niego grudą błota, by mu pokazać, że nie jest noszony przez anioły. Całkiem jakby nie bał się niczego, jakby wyobrażał sobie, że potrafi osiągnąć wszystko. I nie chodziło tu o złudzenie, które usiłował stworzyć. Naprawdę był zarozumiały. Obawiał się tylko jednej rzeczy: że kiedy przyjdzie co do czego, w chwili próby może okazać się jeszcze lepszy, niż mu się wydawało.

— Nie wiem, co takiego zrobiłem, by was rozdrażnić — odezwał się Smith. — Poza tym, że kąpałem się na golasa, ale mama uczyła mnie, że tak trzeba robić, by ubranie się nie skurczyło.

Inni zaśmiali się. Purity nie.

— Chce pani coś zjeść? — zaproponował Arthur Stuart.

— Nie wiem. A co masz? — zapytała.

Wyciągnął do niej swój kapelusz, w którym leżało kilka garści jagód. Wciąż się w nią wpatrywał lekko rozszerzonymi oczami, odrobinę otwierając usta. Tak, to miłość, nie ma co — z rodzaju tych cielęco szczenięcych.

Wzięła jedną jagodę i spróbowała.

— No nie — jęknął Cooper. — Zjadła pani coś, więc teraz co roku miesiąc musi pani spędzić w Hadesie.

— Ale te jagody dojrzewały w Nowej Anglii, nie w piekle.

— Co za ulga — stwierdził Smith. — Nie byłem pewien, gdzie przebiega granica.

Purity nie wiedziała, jak traktować tego Smitha. Jego zuchwałość ją niepokoiła. Nie był nawet zawstydzony, że widziała go nagiego.

Wolała rozmawiać z Cooperem. Jego maniery, ubiór, głos, wszystko to należało do człowieka, który jak do tej pory sądziła — może istnieć tylko we śnie. Dlaczego tak bardzo różnił się od innych, którzy w ten sam sposób się ubierali?

— Nie jest pan zwykłym prawnikiem — powiedziała.

Cooper spojrzał na nią zaskoczony. I nagle jego zdziwienie zmieniło się w strach.

— Nie jestem — przyznał. Czego się boi?

— Owszem, jest — wtrącił Smith.

— Nie — uparł się Cooper. — Zwyczajni prawnicy zarabiają dużo pieniędzy. Ja przez ostatni rok nie zarobiłem ani szylinga.

— I to wszystko? — upewniła się Purity. Możliwe. Adwokatom rzeczywiście zwykle dobrze się powodziło. Ale nie, tu chodziło o coś innego. — Chyba raczej wyróżnia pana to, że nie uważa się pan za lepszego od pozostałych.

Cooper przyjrzał się swym towarzyszom — kowal, marynarz, francuski malarz, czarny chłopak… Uśmiechnął się.

— Myli się pani — stwierdził. — Jestem stanowczo lepszym człowiekiem. Wszyscy się roześmiali.

— W czym lepszym? — zapytał Mike Fink. — W piszczeniu jak moskit, jak tylko zobaczysz pszczołę?

— Nie lubię pszczół — przyznał Cooper.

— One cię lubią — wtrącił Arthur Stuart.

— Bo jestem słodki.

Żartował, ale Purity widziała, że jego lęk rośnie. Rozejrzała się, szukając źródła zagrożenia.

Smith zauważył to i przyjął jako znak, a może zwykłe przypomnienie.

— Zbierajmy się — powiedział. — Pora ruszać.

— Nie — sprzeciwił się Cooper.

Purity widziała, że jest zdecydowany. Nie tylko się bał — postanowił działać w oparciu o ten strach.

— Co się stało? — zdziwił się Smith.

— Dziewczyna.

— Co z nią? — zapytał Arthur Stuart tak zaczepnym tonem, że Purity spodziewała się upomnienia od któregoś z mężczyzn. Ale nie, traktowali go, jakby jego głos ważył tyle samo co pozostałych członków grupy.

— Doprowadzi nas do śmierci. Teraz zrozumiała. Bał się jej.

— Wcale nie — zaprotestowała. — Nikomu nie powiem, że jest papistą.

— Kiedy włożą pani w rękę Biblię i zaprzysięgną? — zapytał Cooper. — Skaże się pani na piekło, zaprzeczając, że on jest katolikiem?

— Nie jestem dobrym katolikiem — wtrącił skromnie Audubon.

— Więc trafisz do piekła niezależnie od tego, kto ma rację — stwierdził Smith. To miał być żart, ale nikt się nie roześmiał.

Cooper wciąż ściągał ku sobie spojrzenie Purity i teraz ona z kolei zaczęła się bać. Nigdy jeszcze nie widziała u nikogo takiego zapału, skupienia — może z wyjątkiem pastora za pulpitem w czasie najbardziej dramatycznej części kazania.

— Dlaczego się pan mnie boi? — spytała.

— Właśnie dlatego — odparł Cooper.

— Co dlatego?

— Wie pani, że się jej boję. Wie pani zbyt wiele o tym, o czym myślimy.

— Już powiedziałam: nie wiem, o czym ktokolwiek myśli.

— No to o tym, co czujemy. — Cooper uśmiechnął się smętnie.

— To pani talent.

— Mówiłem — przypomniał Fink.

— A jeśli nawet? — spytała wyzywająco. — Kto wie na pewno, że talenty nie są darami Boga?

— Sądy w Massachusetts — rzekł Cooper. — Szubienice.

— No to ma swój talent — przyznał Smith. — Kto nie ma? Pozostali kiwali głowami.

Oprócz Coopera.

— Czyście rozum stracili? Spójrzcie tylko na siebie. Znacie się na talentach! Przyznajecie, że Jean-Jacques jest Francuzem, a na dodatek katolikiem.

— Przecież i tak wiedziała — bronił się Audubon.

— I to cię nie zaniepokoiło? Że wiedziała to, czego przecież nie mogła wiedzieć?

— Wszyscy wiemy o rzeczach, o których nie możemy wiedzieć — zauważył Smith.

— Ale póki się nie zjawiła, dość skutecznie zachowywaliśmy tę wiedzę dla siebie! — Cooper podszedł do Purity. — W purytańskim kraju ludzie ukrywają swoje talenty albo giną. To tajemnicą, którą zachowują wszyscy: że mają jakiś szczególny dar i gdy tylko odkryją, co to takiego, uczą się go ukrywać, nie pozwalają, by ktokolwiek się dowiedział, co takiego robią o wiele lepiej od innych. Nazywają to pokorą. Ale ta dziewczyna obnosi się ze swoim talentem.

Dopiero wtedy Purity zdała sobie sprawę, co właściwie zrobiła. Ten prawnik miał rację — nigdy nie dała nikomu poznać, jak łatwo zgaduje uczucia innych. Skrywała to, była pokorna.

— Spodziewam się, że jutro o tej porze ta dziewczyna będzie w więzieniu, a za miesiąc zawiśnie — ciągnął Cooper. — Problem polega na tym, że kiedy zapytają ją o innych czarowników, z którymi się zadawała, jak myślicie, kogo wskaże? Przyjaciółkę? Ukochanego nauczyciela? Wydaje się osobą przyzwoitą, więc to nie będzie wróg. Nie, wymieni obcych. Papistę. Czeladnika kowalskiego. Adwokata, który najwyraźniej mieszka w lesie. Amerykańskiego człowieka rzeki.

1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 80
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)