Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5

Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:

Najnowszy almanach fantastyki Kroki w nieznane prezentuje szesnaście różnorodnych opowiadań autorów z Australii, Argentyny, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Ukrainy i Wielkiej Brytanii. Wśród nich nowa krew, niedawne debiutantki (McCarron, Swirsky) oraz autorzy rozwijający skrzydła (Bacigalupi, Kosmatka, Ostapenko). Są też stare wygi, z niemałym dorobkiem, których tekstów nie było nam dane posmakować dotychczas (Brown, Kaługin) lub spotykaliśmy się z ich twórczością okazjonalnie (Kessel, szczególnie Waldrop). Oczywiście są także wielkie nazwiska (Egan, Kress, Silverberg, czy Willis), a oprócz tego pisarze wyjątkowi, za sprawą wyobraźni (Ballantyne), poetyckiego stylu (McDonald), czy prozy o niesamowitym klimacie (Nielsen)…
1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 146
Перейти на страницу:

Chipy proteinowe; ich obecność wykazują tylko najnowocześniejsze skanery, ale nikt nie spojrzy na ciebie po raz drugi; nikt nie spojrzy po raz drugi na kolejną dziewczynę shaadi polującą na męża.

Tak więc przez sześć tygodni siedziałam i gapiłam się na morze i myślałam, jak by to było utonąć w nim, samej i zagubionej, tysiąc kilometrów od najbliższej dłoni, która mogłaby ująć twoją. Tysiąc kilometrów na północ stąd, w Delhi, mężczyzna w indyjskim garniturze ściska rękę mężczyzny w amerykańskim garniturze i ogłasza Porozumienie, które czyni z Ashoka przestępcę.

Wiecie, kim są Krishna Cops? Oni polują na aeai. Polują na ludzi, którzy je hodują, i na ludzi, którzy je noszą. Nie ma to dla nich znaczenia. Nie są wybredni. Ale cię nie dopadną. Nigdy cię nie dopadną.

Słucham demonów w szumie i pomruku wielkiego morza. Demony, jak teraz wiem, są aspektami mojego drugiego ja. Ale nie bałam się ich. W hinduizmie demony są zaledwie zwierciadłami bogów. Tak samo dla ludzi, jak dla bogów; to zwycięzcy piszą historię. Dla wszechświata to żadna różnica, czy kosmiczną wojnę wygrała Ravana czy jej Rakshasas.

Tylko ty możesz je przenosić. Tylko ty masz właściwą strukturę neurologiczną. Tylko ty możesz tam przechowywać drugi umysł.

Australijska dziewczyna zostawiała drobne podarunki pod moim drzwiami: plastikowe bransoletki, żelowe buciki, pierścionki i opaski na włosy. Kradła je ze sklepów w mieście. Myślę, że w ten sposób mówiła, że chce mnie poznać, ale ja bałam się tego, czym byłam, tego, czym uczyniłyby mnie te rzeczy w mojej głowie. Ostatnią rzeczą, jaką ukradła, była piękna, prześwitująca, jedwabna dupatta do okrycia moich nierównych włosów, kiedy zabrała mnie na lotnisko. Spod tego okrycia widziałam dziewczęta w służbowych sari mówiące do swoich dłoni i słuchałam pilotki przedstawiającej pogodę w Awadh. Potem z phatphata spojrzałam na te dziewczęta na skuterach, przebijające się swobodnie przez zatłoczone ulice Delhi i zastanawiałam się, dlaczego moje życie nie może być właśnie takie.

— Ładnie odrastają. — Ashok uklęknął przede mną w chhatri. To było jego święte miejsce, jego świątynia. Uniósł dłoń z naciągniętym palmerem i dotknął palcem tilaki nad moim trzecim okiem. Czułam jego oddech. Cebula, czosnek, zjełczały olej. — Możesz się czuć trochę zdezorientowana…

Wciągnęłam powietrze. Zmysły zawirowały, zmieszały się, stopiły. Widziałam, słyszałam, czułam, wąchałam, smakowałam wszystko jak niezróżnicowane doświadczenie, jak czują bogowie i niemowlęta, całościowo i czysto. Dźwięki miały barwy, światło strukturę, zapachy mówiły i podzwaniały. Potem zobaczyłam, jak wstaję z poduszek i przewracam się na twardy biały marmur. Słyszałam swój jęk Ashok rzucił się w moją stronę. Dwóch Askoków rzuciło się w moją stronę. Ale to nie był żaden z nich. Widziałam jednego Ashoka, z dwóch punktów widzenia, wewnątrz mojej głowy. Nie mogłam wyodrębnić czy wyczuć moich dwóch postrzegań, nie mogłam powiedzieć, które jest prawdziwe, które jest moje, które jest mną. Całe wszechświaty dalej usłyszałam głos mówiący pomóż mi. Widziałam służących Ashoka, jak mnie podnoszą i kładą do łóżka. Pomalowany sufit, wzory z pnączy i pędów i kwiatów, wirujące nade mną jak monsunowe chmury, potem rozkwitające w ciemność.

W żarze nocy obudziłam się naga, przytomna, z napiętym każdym zmysłem. Znałam pozycję i prędkość każdego owada w moim przewiewnym pokoju pachnącym biodieselem, kurzem i paczuli. Nie byłam sama. Pod sklepieniem mojej czaszki był inny. Nie przytomność, a świadomość; poczucie odrębności, manifestacja mnie samej. Awatar. Demon.

— Kim jesteś? — wyszeptałam. Mój głos brzmiał mocno i był pełen tonów, jak dzwony na Durbar Square. Nie odpowiedziało — nie mogło odpowiedzieć, to nie było osobne — ale zabrało mnie do wodnego ogrodu. Gwiazdy, zamglone przez zanieczyszczenia, sklepiały się nade mną. Półksiężyc leżał na plecach. Spojrzałam w górę i zapadłam się w to. Chandra. Mangal. Budh. Guru. Shukra. Shani. Rahu. Ketu. Planety nie były świetlnymi punkcikami, kulami skały i gazu; miały imiona, charaktery, miłości i nienawiści. Wokół mojej głowy wirowało dwadzieścia siedem Nakshatarów. Widziałam ich twarze i natury, wzory połączeń, które wiązały gwiazdy, i opowieści i dramaty tak ludzkie i złożone, jak w telenoweli. Widziałam rashi, znaki zodiaku, Wielkie Domy, przesuwające się łukiem przez niebo, i całe obroty, mechanizmy w mechanizmach, niekończące się kręgi wpływów i delikatnej komunikacji, od skraju wszechświata do środka ziemi, na której stałam. Planety, gwiazdy, konstelacje; historia każdego ludzkiego życia rozciągająca się nade mną, a ja mogłam przeczytać je wszystkie. Każde słowo.

Przez całą noc bawiłam się pośród gwiazd.

Rano, nad herbatą, zadałam Ashokowi pytanie.

— Co to jest?

— Podstawowy poziom 2.6. Aeai janampatri, zajmuje się astrologią, bada permutacje. Sądzi, że tam żyje, jak jakaś kosmiczna małpa. W sumie nie jest zbyt mądra. Zna się na horoskopach i to wszystko. Teraz wstawaj i spakuj się. Musisz zdążyć na pociąg.

Miałam miejscówkę w wagonie dla kobiet szybkobieżnego ekspresu shatabdi. Mężowie rezerwowali w nim miejsca dla żon, żeby uchronić je przed zaczepkami mężczyzn, którzy uważali, że wszystkie kobiety są łatwe i dostępne. Kilka pracujących kobiet wybrało go z tego samego powodu. Obok mnie siedziała muzułmanka w formalnym, służbowym shalwar. Kiedy z prędkością trzystu pięćdziesięciu kilometrów na godzinę pędziliśmy przez równinę Gangesu zmierzyła mnie wzrokiem pełnym pogardy. Mała, sztucznie uśmiechnięta żonka.

Nie byłabyś taka szybka w osądach, gdybyś wiedziała, czym naprawdę jesteśmy, pomyślałam. Możemy wejrzeć w twoje życie i na podstawie gwiezdnych map powiedzieć ci wszystko, co było, jest i co ci się przydarzy. Tej nocy pośród konstelacji mój demon i ja przenikaliśmy się, aż nie potrafiliśmy powiedzieć, gdzie kończy się aeai, a zaczynam ja.

Sądziłam, że święte Varanasi będzie do mnie śpiewać jak Katmandu, duchowy dom, miasto dziewięciu milionów bogów i jednej bogini, przemieszczającej się po ulicach w phatphacie. Zamiast tego zobaczyłam kolejną indyjską stolicę kolejnego indyjskiego stanu: szklane wieże i diamentowe budowle i parki przemysłowe, żeby cały świat je zauważył, u ich stóp slumsy jak świnie taplające się w ściekach. Ulice rozpoczęte w tym tysiącleciu i kończące się przed nim. Ruch i klaksony i ludzie, ludzie, ludzie, ale spaliny owiewające moją maskę niosą zapach kadzidła.

W Varanasi agentka Ashoka spotkała się ze mną w Jantar Mantar, wielkim obserwatorium słonecznym Jai Singha; zegary słoneczne i gwiezdne sfery i cieniste dyski jak nowoczesne rzeźby. Była nieco starsza ode mnie, miała na sobie jedwabny top i jeansy, które wisiały jej na biodrach tak nisko, że widać jej było pośladki. Nie poczułam do niej sympatii, ale w cieniach wokół astrologicznych instrumentów Jai Singha przyłożyła do mojego czoła dłoń w palmerze i poczułam, jak gwiazdy wychodzą ze mnie. Niebo umarło. Raz jeszcze byłam święta, a teraz stałam się zwykłym mięsem.

Dziewczyna Ashoka wepchnęła mi w dłoń zwitek rupii. Ledwie na nie spojrzałam. Ledwie słyszałam jej instrukcje, żebym poszła coś zjeść, napiła się kafi, kupiła porządne ubranie. Byłam ogołocona. Dotarło do mnie, że wspinam się po stromych stopniach wielkiej Samrat nie wiedząc, gdzie jestem, kim jestem, co robię w połowie drogi do potężnego zegara słonecznego. Połowa mnie. Potem moje trzecie oko się rozwarło i zobaczyłam przed sobą szeroką, niebieską rzekę. Zobaczyłam białe piaski wschodniego wybrzeża i schroniska i ogniska ascetów. Zobaczyłam kamienne stopnie prowadzące do rzeki, wijącej się poza zasięg mojego wzroku. I zobaczyłam ludzi. Ludzi myjących się i modlących, piorących ubrania i oferujących puja i kupujących i sprzedających i żyjących i umierających. Ludzi w łódkach i ludzi na klęczkach, ludzi po pas w rzece, ludzi unoszących srebrzyste dłonie i polewający wodą swoje głowy. Ludzi rzucających w nurt garście nagietków, ludzi palących małe lampki z liści mango i kładących je na wodzie, ludzi przynoszących swoich zmarłych, by pogrzebać ich w świętej wodzie. Widziałam stosy pogrzebowe z płonącego nawozu, czułam zapach drewna sandałowego, palonego ciała, słyszałam, jak pęka czaszka, uwalniając duszę. Już słyszałam ten dźwięk, kiedy zmarła Matka Króla, której ciało spalono na stosie. Miękki trzask, i wolność. To był uspokajający dźwięk. Sprawił, że pomyślałam o domu.

1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)