Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Ужасы » Drzwi Do Grudnia
Drzwi Do Grudnia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Drzwi Do Grudnia

Электронная книга - «Drzwi Do Grudnia». Краткое содержание книги:

Melanie porwano od matki, kiedy miała zaledwie trzy latka. Po sześciu latach odnaleziono chorą psychicznie dziewczynkę, wędrującą nago nocą po ulicach miasta. Melanie nie mówi, prawie nie reaguje na bodźce, zamknięta w swoim własnym wewnętrznym świecie.
Policja znalazła w domu, gdzie ją przetrzymywano, potwornie zmasakrowane zwłoki naukowców, którzy dokonywali, w tajemniczym szarym pokoju, eksperymentów na dziewczynce. Nawet poddana regresji hipnotycznej Melanie nie potrafi wyjaśnić, co z nią zrobiono, powtarza tylko: drzwi do grudnia… Tymczasem giną kolejne osoby związane z eksperymentem w szarym pokoju, wszystkie zamordowane w ten sam brutalny sposób. Porucznik Haldane, prowadzący śledztwo, stopniowo odkrywa straszliwą prawdę o tych zbrodniach…
Oryginalna, trzymająca w napięciu, znakomita lektura. Dean Koontz w najlepszej formie!
1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 91
Перейти на страницу:

– Melanie, posłuchaj mnie. Dziewczynka zniknęła za biurkiem.

Z lewym policzkiem wciąż piekącym w miejscu, gdzie córka ją uderzyła, Laura również weszła za biurko. Melanie schowała się w pustej przestrzeni między szafkami. Laura nachyliła się i zajrzała do niej. Dziewczynka kuliła się z kolanami podciągniętymi pod brodę, obejmując nogi ramionami, wytrzeszczając oczy, które jak poprzednio nie widziały ani Laury, ani niczego w tym pokoju.

– Skarbie?

Chwytając oddech jak po długim biegu, Melanie wykrztusiła:

– Nie pozwól ich… otworzyć. Trzymaj je… zamknięte… mocno zamknięte.

Earl Benton wszedł w drzwi.

– Z wami okay?

Laura wyjrzała znad blatu biurka.

– Tak. Tylko… moja córka, ale nic jej nie będzie.

– Na pewno? Nie trzeba pomóc?

– Nie, nie. Muszę być z nią sama. Poradzę sobie. Z ociąganiem Earl wrócił do pokoju dziennego.

Laura ponownie zajrzała pod biurko. Melanie wciąż ciężko dyszała i zaczęła również gwałtownie dygotać. Strumienie łez spływały jej po policzkach.

– Wyjdź stamtąd, skarbie. Dziewczynka nie drgnęła.

– Melanie, masz mnie słuchać i robić, co ci każę. Wyjdź stamtąd natychmiast.

Zamiast usłuchać, dziewczynka próbowała wcisnąć się głębiej pod biurko, chociaż nie miała już miejsca.

Laura nigdy nie spotkała się z tak całkowitym buntem pacjenta podczas terapii hipnotycznej. Przyjrzała się dziewczynce i w końcu postanowiła, że na razie pozwoli jej zostać pod biurkiem, skoro tam Melanie czuje się przynajmniej odrobinę bezpieczniejsza.

– Kochanie, przed czym się chowasz? Brak odpowiedzi.

– Melanie, musisz mi powiedzieć… co takiego widzisz, co chcesz trzymać zamknięte?

– Nie pozwól ich otworzyć – poprosiła żałośnie dziewczynka, po raz pierwszy jakby reagując na głos Laury, chociaż wciąż skupiała wzrok na jakimś koszmarze z innego czasu i miejsca.

– Nie pozwól czego otworzyć? Powiedz mi, Melanie.

– Trzymaj je zamknięte! – krzyknęła dziewczynka, zacisnęła powieki i przygryzła wargę tak mocno, że popłynął mały strumyczek krwi.

Laura sięgnęła pod blat biurka i uspokajająco położyła rękę na ramieniu córki.

– Kochanie, o czym ty mówisz? Pomogę ci trzymać to zamknięte, jeśli tylko mi powiesz, co to jest.

– Te d – d – drzwi – wyjąkała dziewczynka.

– Jakie drzwi? – Drzwi!

– Drzwi do zbiornika?

– Otwierają się, otwierają się!

– Nie – zaprzeczyła ostro Laura. – Posłuchaj mnie. Musisz mnie słuchać i wierzyć w to, co mówię. Drzwi się nie otwierają. Są zamknięte. Mocno zamknięte. Popatrz na nie. Widzisz? Nawet się nie uchyliły, nie ma ani jednej szparki.

– Ani jednej szparki – powtórzyła dziewczynka i teraz nie ulegało już wątpliwości, że przynajmniej częściowo słyszy głos matki i reaguje, chociaż patrzyła przez Laurę na wylot i wciąż przebywała w jakiejś innej, stworzonej przez siebie rzeczywistości.

– Ani jednej szparki – potwierdziła Laura uszczęśliwiona, że przynajmniej odrobinę panuje nad sytuacją.

Dziewczynka trochę się uspokoiła. Drżała i twarz nadal miała ściągniętą ze strachu, ale już nie zagryzała wargi. Karmazynowa strużka krwi zasychała w krzywą linię na jej brodzie.

– Teraz, kochanie – powiedziała Laura – drzwi są zamknięte i pozostaną zamknięte, i nic po drugiej stronie ich nie otworzy, ponieważ założyłam na nie nowy zamek, ciężki zamek z zasuwą. Rozumiesz?

– Tak – powiedziała dziewczynka słabo, z powątpiewaniem.

– Popatrz na drzwi. Jest na nich wielki, błyszczący, nowy zamek. Widzisz ten nowy zamek?

– Tak – przytaknęła Melanie, tym razem z większym przekonaniem.

– Wielki mosiężny zamek. Ogromny. – Tak.

– Ogromny i mocny. Absolutnie nic na świecie nie zdoła wyłamać tego zamka.

– Nic – zgodziło się dziecko.

– Dobrze. Doskonale. A teraz… chociaż drzwi nie można otworzyć, chciałabym wiedzieć, co jest za tymi drzwiami.

Dziewczynka nie odpowiedziała.

– Kochanie? Pamiętaj o mocnym zamku. Jesteś teraz bezpieczna. Więc powiedz mi, co jest za tymi drzwiami.

Drobne, białe dłonie Melanie ciągnęły i klepały puste powietrze pod biurkiem, jakby usiłowały coś narysować.

– Co jest po drugiej stronie drzwi? – zapytała ponownie Laura.

Ręce poruszały się niezmordowanie. Dziewczynka wydała jęk rozczarowania.

– Powiedz mi, skarbie.

– Drzwi…

– Dokąd prowadzą te drzwi?

– Drzwi…

– Jaki pokój jest po drugiej stronie?

– Drzwi do…

– Dokąd?

– Drzwi… do… grudnia – powiedziała Melanie. Jej strach załamał się pod miażdżącym ciężarem wielu innych uczuć – żalu, rozpaczy, smutku, samotności, frustracji – wszystkich wyraźnie brzmiących w jej nieartykułowanych jękach i niepohamowanym płaczu. – Mamo? Mamo?

– Jestem tutaj, maleńka – powiedziała Laura zaskoczona, że córka ją woła.

– Mamo?

– Tutaj, kochanie. Chodź do mnie. Wyjdź stamtąd. Zapłakana dziewczynka nie wyszła, lecz ponownie zawołała:

– Mamo?

Widocznie myślała, że jest sama, daleko od kojących objęć Laury, chociaż w rzeczywistości dzieliło je zaledwie kilka cali.

– Och, mamo! Mamo!!!

Wpatrując się w mroczną przestrzeń pod biurkiem, słysząc szlochy i jęki córeczki, sięgając do niej, dotykając jej, Laura podzielała niektóre z uczuć Melanie, zwłaszcza żal i frustrację, ale wypełniała ją również ogromna ciekawość. Drzwi do grudnia?

– Mamusiu?

– Tutaj, jestem tutaj.

Były tak blisko siebie, lecz rozdzielone olbrzymią, tajemniczą przepaścią.

17

Luther Williams, młody czarny patolog, pracował w LAPD. Ubierał się jak duch Sammy Davisa, Jr. – barwne garnitury i za dużo biżuterii – ale był równie elokwentny i zabawny jak Thomas Sowell, czarny socjolog. Luther podziwiał Sowella oraz innych socjologów i ekonomistów z burżuazyjnego konserwatywnego odłamu społeczności czarnych intelektualistów i potrafił cytować obszerne ustępy z ich książek. Zbyt obszerne. Kilka razy robił Danowi wykłady na temat pragmatycznej polityki i wychwalał zalety ekonomiki wolnorynkowej jako mechanizmu wy dźwignięcia ubogich z biedy. Był takim doskonałym patologiem, wyczulonym na wszelkie drobne anomalie ważne w medycynie sądowej, że prawie opłacało się wysłuchiwać jego sztywnych politycznych wywodów w zamian za dostęp do informacji, które wydobywał ze sztywnych ciał. Prawie.

Luther siedział przy mikroskopie, badając próbkę tkanki, kiedy Dan wszedł do laboratorium wyłożonego zielonymi kafelkami. Patolog podniósł wzrok i wyszczerzył zęby, kiedy rozpoznał gościa.

– Danny, chłopie! Wykorzystałeś te bilety, które ci dałem? Przez chwilę Dan nie wiedział, o czym tamten mówi, ale zaraz sobie przypomniał. Luther kupił dwa bilety na debatę pomiędzy G. Gordonem Liddym a Timothym Learym, a potem coś mu wypadło. Natknął się na Dana w holu przed tygodniem i niemal przemocą wcisnął mu bilety. „To cię uświadomi”, oświadczył.

Teraz Dan przestępował z nogi na nogę.

– Mówiłem ci w zeszłym tygodniu, że pewnie nie dam rady. Prosiłem, żebyś dał bilety komuś innemu.

– Nie poszedłeś? – zapytał rozczarowany Luther.

– Nie miałem czasu.

– Danny, Danny, musisz znaleźć czas na te rzeczy. Toczy się walka, która ukształtuje nasze życie, walka pomiędzy zwolennikami wolności a jej przeciwnikami, cicha wojna pomiędzy miłującymi wolność libertarianami a nienawidzącymi wolności faszystami i lewakami.

Dan nie głosował – ani nawet nie rejestrował się w punktach wyborczych – od dwunastu lat. Niewiele go obchodziło, która partia czy frakcja ideologiczna jest przy władzy. Wcale nie uważał, że republikanie i demokraci, liberałowie i konserwatyści to same oszołomy; pewnie tacy byli, ale jemu właściwie to nie robiło różnicy i nie dlatego uparcie trwał w politycznym celibacie. Wierzył, że społeczeństwo jakoś się utrzyma bez względu na to, kto nim rządzi, i nie miał czasu na wysłuchiwanie nudnych politycznych argumentów.

1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 91
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)