Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Ужасы » Drzwi Do Grudnia
Drzwi Do Grudnia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Drzwi Do Grudnia

Электронная книга - «Drzwi Do Grudnia». Краткое содержание книги:

Melanie porwano od matki, kiedy miała zaledwie trzy latka. Po sześciu latach odnaleziono chorą psychicznie dziewczynkę, wędrującą nago nocą po ulicach miasta. Melanie nie mówi, prawie nie reaguje na bodźce, zamknięta w swoim własnym wewnętrznym świecie.
Policja znalazła w domu, gdzie ją przetrzymywano, potwornie zmasakrowane zwłoki naukowców, którzy dokonywali, w tajemniczym szarym pokoju, eksperymentów na dziewczynce. Nawet poddana regresji hipnotycznej Melanie nie potrafi wyjaśnić, co z nią zrobiono, powtarza tylko: drzwi do grudnia… Tymczasem giną kolejne osoby związane z eksperymentem w szarym pokoju, wszystkie zamordowane w ten sam brutalny sposób. Porucznik Haldane, prowadzący śledztwo, stopniowo odkrywa straszliwą prawdę o tych zbrodniach…
Oryginalna, trzymająca w napięciu, znakomita lektura. Dean Koontz w najlepszej formie!
1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 91
Перейти на страницу:

– Te… te…

– Krzesło terapii awersyjnej? Elektryczne krzesło? Nigdy już na nim nie usiądziesz.

Coś innego przerażało dziewczynkę. Zadygotała i wyprężyła się w ramionach Laury, jakby chciała się wyrwać, uciekać.

– Kochanie, ze mną jesteś bezpieczna – zapewniała Laura, przytulając córkę mocniej. – To cię nie skrzywdzi.

– Otwiera… otwiera się… nie… one… otwarte…

– Spokojnie – powtórzyła Laura. Kiedy zimny dreszcz wędrujący po jej plecach dotarł do karku, doznała przeczucia, że za chwilę stanie się coś straszliwie ważnego.

15

Porucznika Feliksa Porteau z wydziału badań naukowych nazywano za plecami „Poirot”, jak nadętego belgijskiego detektywa z powieści Agathy Christie. Dan nie miał wątpliwości, że Porteau wolał się uważać za Sherlocka Holmesa, pomimo pokaźnego brzuszka, krótkich nóg, zgarbionych ramion, twarzy świętego Mikołaja i błyszczącej łysiny. Dla podtrzymania upragnionego wizerunku

Porteau prawie nigdy nie rozstawał się z fajką o wygiętym cybuchu, w której palił aromatyczną mieszankę grubo ciętego tytoniu.

Fajka nie paliła się, kiedy Dan wszedł do gabinetu Porteau, ale przedstawiciel wydziału chwycił ją z popielniczki i wskazał nią krzesło.

– Siadaj, Danielu, siadaj. Oczywiście spodziewałem się ciebie. Zakładam, że przyszedłeś zapytać, czego się dowiedziałem w sprawie Studio City.

– Zadziwiająca spostrzegawczość, Feliksie. Porteau odchylił się do tyłu w fotelu.

– Wyjątkowa sprawa. Naturalnie upłynie parę dni, zanim otrzymam wszystkie wyniki z mojego laboratorium. – Feliks zawsze mówił: „moje laboratorium”, jakby nie kierował wydziałem badawczym policji w wielkim mieście, tylko samotnie prowadził eksperymenty w jednym pokoju prywatnego mieszkania na Baker Street. – Jednakże mogę przedstawić ci kilka wstępnych wniosków, jeśli sobie życzysz.

– Jesteś bardzo uprzejmy.

Porteau przygryzł ustnik fajki, rzucił Danowi chytre spojrzenie i uśmiechnął się.

– Kpisz sobie ze mnie, Danielu.

– Nigdy.

– Owszem. Kpisz ze wszystkich.

– Robisz ze mnie przemądrzałego gnojka.

– Bo jesteś przemądrzałym gnojkiem.

– Wielkie dzięki.

– Ale miłym, dowcipnym, inteligentnym, uroczym gnojkiem… a to wielka różnica.

– Teraz robisz ze mnie Cary Granta.

– Czy tak siebie widzisz?

Dan zastanowił się nad pytaniem.

– No, może w tej chwili połowa Cary Granta i połowa Kojota.

– Kogo?

– Kojota z kreskówek ze Strusiem Pędziwiatrem.

– Aha. Dlaczego?

– Mam wrażenie, że ogromny głaz właśnie stoczył się ze skały nad moją głową i spada prosto na mnie, i zaraz zostanę rozpłaszczony jak naleśnik.

– Ten głaz to ta sprawa?

– Właśnie. Są jakieś odciski palców, które nam pomogą?

Porteau otworzył szufladę biurka i wyjął kapciuch z tytoniem. Zaczął nabijać fajkę.

– Liczne odciski należące do trzech ofiar. W całym domu. Inne należące do małej dziewczynki… chociaż tylko w przerobionym garażu.

– W laboratorium.

– W szarym pokoju, jak to nazwał jeden z moich ludzi.

– Więc trzymano ją stale w tym pokoju?

– Z pewnością to najbardziej logiczny wniosek. Mamy kilka częściowych z łazienki w holu, które mogą należeć do niej, ale z żadnego innego miejsca w domu.

– I nic więcej? Żadnych odcisków, które mogły należeć do zabójców?

– Och, oczywiście znaleźliśmy dużo innych odcisków, głównie częściowych. Przepuszczamy je przez nowy przyspieszony komputerowy program porównawczy, żeby je dopasować do odcisków znanych przestępców, ale jak dotąd nie dopisało nam szczęście. I wątpię, żeby dopisało. – Przerwał, skończył ubijać tytoń w pojemnej główce fajki i sięgnął do kieszeni po zapałki. – W trakcie twojej kariery, Danielu, ile razy zdarzyło się, że morderca zostawił na miejscu zbrodni wyraźne, nierozmazane i łatwe do identyfikacji odciski palców?

– Dwa razy – odparł Dan. – W ciągu czternastu lat. Więc odciski nie pomogą. A co mamy?

Porteau zapalił fajkę, wydmuchnął słodkawy dym i machaniem zgasił zapałkę.

– Nie znaleziono żadnej broni…

– Jedna z ofiar miała pogrzebacz. Porteau przytaknął.

– Pan Cooper widocznie zamierzał go użyć do obrony. Ale nikogo nie uderzył. Krew na pogrzebaczu należała wyłącznie do Coopera, tylko kilka kropli, część naturalnego układu rozprysków, które pokrywały ściany i podłogę wokół ciała.

– Więc Cooper ani razu nie walnął napastnika i sam też nie zainkasował żadnych ciosów pogrzebaczem.

– Właśnie.

– Czy ekipa odkurzania zebrała coś poza brudem?

– Wyniki są analizowane. Szczerze mówiąc, nie jestem optymistą.

Porteau zwykle był optymistą, kolejna holmesowska cecha, więc jego pesymizm w obecnej sprawie wyglądał dość niepokojąco.

– A brud spod paznokci ofiar? – zapytał Dan.

– Nic ciekawego. Ani skóry, ani włosów, ani krwi oprócz własnej pod paznokciami, co prawdopodobnie znaczy, że nie mieli szans podrapać napastników.

– Ale zabójcy musieli się zbliżyć. Przecież pobili tych ludzi na śmierć, Feliksie.

– Tak. Ale chociaż musieli się zbliżyć, chyba nie odnieśli żadnych obrażeń. Pobraliśmy liczne próbki krwi z każdej powierzchni w tych pokojach, ale wszystkie należały do ofiar.

Siedzieli w milczeniu.

Porteau wypuszczał kłęby wonnego dymu w powietrze nad swoją głową. Jego oczy przybrały nieobecny wyraz, kiedy rozważał materiał dowodowy w tej sprawie, i gdyby grywał na skrzypcach jak Sherlock Holmes, pewnie teraz sięgnąłby po instrument.

Wreszcie Dan powiedział:

– Zakładam, że widziałeś fotografie ciał.

– Tak. Potworne. Niewiarygodne. Co za furia.

– Czy nie wydaje ci się, że ta sprawa będzie naprawdę upiorna?

– Danielu, ja uważam wszystkie morderstwa za upiorne – odparł Porteau.

– Ale to wygląda bardziej upiornie niż zwykle.

– Bardziej upiornie niż zwykle – zgodził się Porteau z uśmiechem, jakby zadowolony z wyzwania.

– Dostaję gęsiej skórki.

– Uważaj na ten spadający głaz, panie Kojocie.

Dan zostawił porucznika z badań naukowych w aromatycznym obłoku dymu i zjechał windą na dół, tym razem do sutereny, gdzie mieścił się wydział patologii.

16

Wciąż pogrążona w hipnotycznym transie, dziewczynka zawołała:

– Nie!

– Melanie, skarbie, uspokój się, spokojnie, nikt ci nie zrobi krzywdy.

Dziewczynka odrzuciła głowę do tyłu, chwytała powietrze szybkimi, płytkimi haustami, świadczącymi o panice. Narastający jęk strachu i zgrozy uwiązł jej w gardle i wydobył się tylko jako cienkie, piskliwe „iiiiiiii”. Szarpnęła się i próbowała zejść z kolan matki. Laura przytrzymała ją.

– Przestań walczyć, Melanie. Odpręż się. Cicho. Spokojnie. Nagle dziewczynka zaatakowała niewidzialnego wroga, wymachując rękami. Niechcący uderzyła matkę w pierś, potem w twarz, dwa silne, dotkliwe ciosy.

Przez chwilę Laura czuła się oszołomiona. Cios w twarz był dostatecznie mocny, żeby wywołać mimowolne łzy bólu.

Melanie stoczyła się z kolan matki na podłogę i odpełzła od kanapy.

– Melanie, stój!

Pomimo sugestii posthipnotycznej, nakazującej córce słuchać rozkazów Laury, dziewczynka zignorowała matkę. Przeczołgała się obok bujanego fotela, wydając żałosne zwierzęce dźwięki czystego przerażenia.

Cętkowana kotka stanęła na fotelu i położyła uszy po sobie, sycząc złowrogo. Kiedy Melanie podczołgała się bliżej, Pieprzówka przeskoczyła przez dziewczynkę i błyskawicznie uciekła z gabinetu.

1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 91
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)