Samozwaniec. Tom II
- Автор: Комуда Яцек
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Pern
- Жанр: Историческая проза
Электронная книга - «Samozwaniec. Tom II». Краткое содержание книги:
Szarże skrzydlatych jeźdźców roznoszą armie cara Borysa Godunowa.
Oto historia straceńców, którzy wrogów liczyli dopiero po bitwie. Zabitych…
Oto historia ludzi tak szalonych, że poszli w tany z samą Śmiercią. Tak zuchwałych, że uwiedli Fortunę. Tak dumnych, że diabłu plunęli w twarz. I tak hojnych, że za przyjaciół płacili tylko krwią i życiem.
Oto historia awanturników i husarzy, którzy wstrząsnęli murami Moskwy i sięgnęli po koronę carów.
Drugi tom cyklu „Orły na Kremlu” to pełnokrwista powieść husarska.
Błysk przemknął pod okapami parapetów, przeleciał wzdłuż dębowych murów. Ołów spadł na szturmujących niczym śmiertelny grad, przeorał rozpędzoną gromadę, wstrzymał w marszu, strącił zuchwalców do fosy.
Działa zawtórowały rusznicom i piszczelom strzelców. Szturm rozpadł się. Już! Zaraz! Pojedyncze watahy Moskwy poczęły odrywać się od wałów, umykać — skrwawione — na błonia, bo drogę do obozu zastawiały wojska Samozwańca. Dońcy i Zaporożcy, widząc sunącą w ich stronę gromadę, zdjęli z ramion spisy, nadstawili je ku nadbiegającym. Esaułowie i sotnicy poczęli prać tłum Moskali nahajami, obuszkami, kolbami rusznic i pięściami. A wszystko ze spokojem godnym filozofów; z ową dziką zaporoską dumą każącą nie tylko upijać się na śmierć horyłką, lecz także traktować Moskwę jak czerń i pospólstwo, podczas gdy oni sami zwali się na Siczy i w wyprawach szlachetnie urożonymi Kozakami.
— Ruszać! — zakomenderował Gierasim Ewangelik, ataman zaporoski, który prywatnie i przy gorzałce kazał się już nazywać hetmanem. — Z Bohem, bracia!
Szeregi Zaporożców zdwoiły krok, puściły się pędem z dziką wrzawą i rykiem. Strzały nie powstrzymały ich — jak opętani wpadli w fosę, a potem poczęli wdzierać się na wały, krzyczeć, bić i miotać klątwy.
Moskiewscy strzelcy Basmanowa walili im prosto w oczy. Rąbali berdyszami ręce chwytające się krawędzi parkanów, kłuli rohatynami mołojców wchodzących po osękach i drabinach, strącali tych, co z iście piekielną zręcznością próbowali wspinać się po zrębach drewnianych baszt.
Zaporożcy nie rozpierzchli się tak łatwo jak Moskale. Nawykli do zaglądania śmierci w oczy rabusie Trapezuntu, łupieżcy Warny i Stambułu, poczęli rąbać toporami parkany, podważać siekierkami grube na trzy cale dębowe kłody, wdzierać się z desperacją na wały, rozwalać kobylice.
— Piechota do wałów! — zakomenderował Mniszech. — Wesprzeć Kozaków ogniem.
Zwarte dziesięcioszeregowe czworoboki hajduków poderwały się z miejsca i poczęły iść równym, zgranym krokiem. Podchodząc do wałów, rotmistrzowie i porucznicy wykrzykiwali komendy.
— Rota, gotuj się!
— Zapalaj lonty!
— Staw się!
— Dziesiąty szereg, gotuj się!
Roty podchodziły do wałów, gdzie wrzała walka kozactwa. Szybko i równo — jak jeden mąż — pierwsze szeregi przyklękały, czyniąc miejsce do strzału dla następnych.
— Mierzaj!
— Pal!
Błysk przeorał kotłującą się gromadę ludzi przy wałach. Hajducy dawali ognia kolejno — dziesięć razy — od ostatniego szeregu, mierząc w strzelnice, baszty, parapety szare i czarne od przyczajonych za nimi Moskali. Nie było czasu nabijać broni. Ledwie przebrzmiało echo, komendy gnały ich dalej.
— Ruszaj! Biegiem marsz!
— Berdysze w dłoń.
Obłoczyste barwy hajduków roztopiły się w brązowej i szarej kozackiej ćmie. Hajducy wpadli do fosy, przebrnęli rozlewisko, poczęli wspinać się po śliskich wałach, podając sobie ręce, styliska berdyszy, podsadzając w górę, a potem rąbiąc kobylice i ostrogi.
Nowogród wchłonął ich wszystkich, zginęli niby w gardzieli smoka, miotali się, bijąc z Moskalami jak równy z równym, zdyszani, zakrwawieni.
Die 24/14 novembris
Nowogród Siewierski, za kwadrans dziewiąta
Dymitr siedział na siwku nakrytym wzorzystym czołdarem, pod pozłocistą carską chorągwią z czarnym orłem. Dygotał i gryzł pięści, patrząc tam, gdzie w jego imię poszły w ogień tysiące ludzi. Dzwony Nowogrodu biły jak oszalałe, nad miastem wznosiły się szare smugi dymu, a znacznie niżej, u wałów, we mgle prochowych oparów walczyli i kotłowali się zwarci w śmiertelnych zmaganiach Moskale, Polacy i Kozacy.
— Nie wezmą wałów! — zakrzyknął Buczyński. — Wasza Carska Mość, poślij na pomoc Dońców.
— Wyślę im jazdę! Panie Dworycki! Każ zejść z koni kozakom i husarii! Niechaj rąbią mury na wałach! A potem rozwalą je żelaznymi piersiami.
— Nie zejdą, wasza mość!
— Do pioruna, co to ma znaczyć? Bunt? A może — prychnął Dymitr — wy, Polacy, zapomnieliście nóg, że musicie wszędzie wjeżdżać konno?!
— Ja je straciłem — rzekł pułkownik z gębą posępną jak szary głaz. — A husaria nie pójdzie pieszo.
— A zatem ruszę sam! — ryknął Dymitr.
I przerzucając prawą nogę przez przedni łęk, zeskoczył z kulbaki, sięgnął po szablę.
— Z koni! Za mną, mości panowie!
— Uciszyć się! — ryknął Gogoliński. — Poprawić hełmy! Drzewka w tok! Toki na łęk! Z koni!
— Z koni! Z koni! — poszło podawane z ust do ust, z szeregu do szeregu.
— Od kiedy husaria w błocie brodzi?! — zagrzmiał Przybyłowski. — Co to my żaby, kijanki albo hajducy?
— Jest rozkaz Jego Carskiej Wysokości!
— Rozkazać to on może… Moskalom. A zanim nam coś każe, niechaj wpierw zapłaci!
— Tam są pieniądze! — zakrzyknął Odrzywolski, wskazując Nowogród. — W skrzyni Basmanowa. Wyciągaj kulasy, może będziesz pierwszy!
— Dymitr zsiadł — mruknął Dydyński, już na ziemi. — Sam daje przykład. Nie bądź gorszy od Rurykowicza z Moscovii.
— Taki on Rurykowicz z Moskwy jak ja Przybyłowski z Wawelu!
— Borek! Bywaj tu!
Luźna czeladź trzymająca luzaki i podjezdki zbliżyła się szybko. Dydyński oddał wodze Hetmanki Borkowi. Stali w błocie, ramię w ramię z Rudominą i Przybyłowskim.
— Uciszcie się! Oddać konie pachołkom. Szeregaaaami! Dalej! Marsz!
Ruszyli, brnąc w rozdeptanym polu. Ciężkie husarskie zbroje ciągnęły ich w dół, w głąb rozmiękłego trzęsawiska, w jakie zmieniła się równina przed wałami Nowogrodu. Dydyński czuł, jak serce wali mu coraz mocniej pod kirysem. Nawet w najśmielszych snach nie podejrzewał, że pierwsza szarża dumnej husarii w Moskwie odbędzie się w błocie i na piechotę. Do kroćset, co on tu robił? Mieli iść naprzód, cwałować z kopiami w rękach i zwyciężać, a nie oblegać moskiewskie kurniki!