Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Samozwaniec. Tom II - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Samozwaniec. Tom II

Электронная книга - «Samozwaniec. Tom II». Краткое содержание книги:

Rok 1605. Polskie wojska wkraczają do Moskwy. Czas układów się skończył.
Szarże skrzydlatych jeźdźców roznoszą armie cara Borysa Godunowa.
Oto historia straceńców, którzy wrogów liczyli dopiero po bitwie. Zabitych…
Oto historia ludzi tak szalonych, że poszli w tany z samą Śmiercią. Tak zuchwałych, że uwiedli Fortunę. Tak dumnych, że diabłu plunęli w twarz. I tak hojnych, że za przyjaciół płacili tylko krwią i życiem.
Oto historia awanturników i husarzy, którzy wstrząsnęli murami Moskwy i sięgnęli po koronę carów.
Drugi tom cyklu „Orły na Kremlu” to pełnokrwista powieść husarska.
1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 81
Перейти на страницу:

Postacie poprzedników jawiły się krwawo, niczym niedźwiedzie zasiadające w futrzanych czapach, w szubach i krwawych ferezjach na kremlowskim tronie. Każdy z nich patrzył groźnie z wysokości carskiego majestatu, karał knutem, szermował palem i wygnaniem, straszył opałą i ogniem.

Dymitr był młody.

Ujmował dobrym słowem, każdego przygarnął, wspomógł, pozdrowił. Wielu wybaczył i przypuścił do łask, więc w porównaniu z okrutnymi starcami z Granitowej Pałaty zdawał się księciem z ruskich bajek, herosem dawnych słowiańskich bylin. Słoneczkiem; księciem, który obiecał przywrócić Juriewyj Dień, kiedy każdy chłop mógł raz do roku porzucić swego pana. Ukrócić samowolę diaków i wojewodów. Zdjąć jarzma i podatki, otworzyć granice na zachód. I zwalczyć głód na całej ruskiej ziemi.

Siewierszczyzna podzieliła się na dwa obozy, dwa narody, dwa tłumy. Jeden ciągnął do obozu pod Nowogrodem, prowadząc działa, podwody, formując strzelców i powołując pod broń posadzkich i Kozaków. Drugi zaś siedział za murami miast cicho jak trusia, wypatrując, czy nie nadciąga carewicz albo wojsko cara.

Mścisławskiego nie było na razie ani widać, ani słychać. Z ucha do ucha szły wieści, że już wyruszył z Moskwy, że ciągnie pod Nowogród, innym zaś razem, iż buntuje mu się wojsko, a carscy wojewodowie przedzierają się przez kraj, w którym nienawidzi ich każdy dom i każde drzewo. A nawet — że kniaź przemyśliwa, jak przejść na stronę Samozwańca.

Na razie w obozie odkryto tylko carskich szpiegów, którzy w przebraniu kupców mieli przemknąć do miasta, a w miodowych łupkach wieźli pieniądze dla załogi. Kozacy rozpoznali w nich stronników Godunowa, na szczęście nie zdołali dobrać się do rubli, bo kupcy wieźli też horyłkę. I dzięki temu, iż uwaga Niżowców skierowała się ku owej dobrej przyjaciółce każdego Zaporożca, carewicz mógł rozdzielić kilka tysięcy rubli między wojsko. Co sprawiło, że polscy panowie, pobrzękujący miedziakami w kabzach, od razu nabrali ochoty do wojaczki i z taką rezolucją odparli wycieczkę Basmanowa, że na zaśnieżonym polu doliczono się ponad stu trupów.

Die 2 decembris n. st, 22 novembris st. st.

Błonia przed Nowogrodem

Około godziny dwunastej w południe

Dopiero Wasilij Rubec-Massalski dał do ręki Dymitrowi argumenty, które przeważyć mogły na jego korzyść transakcję wojenną między wojskiem carewicza a Basmanowem. Kniaź okazał się tak zacnym, wiernym człowiekiem — rzekłbyś — perłą między ponurymi Moskalami, iż ściągnął z Putywla pięć dział burzących i pięć mniejszych, które z braku zaprzęgów przywlekli na sznurach strzelcy carscy wzięci pod straż podczas buntu.

Samson, Bazyliszek, dwie Panny i Smok oraz trochę mniejszego drobiazgu okazały się ostatnią nadzieją Dymitra. Kiedy zatoczono je na działobitnie pod murami, nabito i otwarto ogień, od razu przemówiły grobowym głosem na pohybel upartemu miastu.

Już pierwsze strzały pokazały moc i potęgę imienia carewicza. Najpierw Bazyliszek strzelający czterdziestopięciofuntową kulą zmiótł wierzch narożnej baszty tak łatwo, jak gdyby uczyniona była z cienkich szczapek, a nie dębowych bierwion. Panny i Bazyliszek pogruchotały drewniane parkany, żłobiły wyłomy w wałach, rozwalały belki, ostrogi i baszty, hurdycje i częstokoły. Armatni ogień trwał do świtu. Kule przebijały dębowe mury, wpadały do wnętrza grodu, druzgocąc domy, wieże i szopy. Jak zeznał Kozak, który następnego dnia o świcie sprzedał się do wojsk Samozwańca, w czasie pierwszego dnia ubito ponad sześćdziesięciu Moskali — strzelców, posadzkich i służebnych ludzi.

Dymitr tryumfował.

Już następnego dnia wyjechał w pole obejrzeć zniszczenia. Akurat Samson rozwalił spory kawał wałów nieopodal Spaskich Wrót, zdruzgotał bierwiona i tarcice grubsze niż fantazja Moskali, dokonując wyłomu. Hurdycje na szczycie muru poszły w drzazgi. Widać było jak na dłoni, że starczy kilka celnych strzałów, a ściana rozleci się, i to na znacznym odcinku, osypująca się zaś i wypełniona chrustem fosa nie będzie bronić dostępu do miasta.

Po naradzie z Ostromęckim Dymitr nakazał skoncentrować ostrzał ze wszystkich ciężkich dział na wyłomie. A kiedy Fogler wydawał rozkazy, zaś starszy nad armatą nakazał wbić wąski klin pod lufę Samsona, jeden z artylerzystów zamachał kapeluszem.

— Herr Zeugmeister![24] — zakrzyknął. — Die Moskalen! Hier und da![25]

Ostromęcki podniósł do oka perspektywę, ale nawet gołym okiem widać było krzątaninę na wałach.

Starszy nad armatą przez chwilę wodził lunetą po parkanach i ostrokołach, a kiedy odjął okular od oka, jego gęba, pokryta sinymi cętkami prochu, pobladła jak chusta.

— Z kurwy synowie moskiewscy! Basmanow wiesza jeńców. Za ręce, na ścianie. Chce nas powstrzymać, byśmy nie strzelali! Jak cesarz Henryk pod Głogowem, za Bolesława Krzywoustego, zasłania się żywą tarczą z polskich piersi.

— Poznajesz waszmość kogoś? — zapytał Dworycki, który jak zwykle towarzyszył Dymitrowi.

— Jest trzech. Chyba wszyscy… Spod chorągwi Waszej Carskiej Mości — dokończył grobowym głosem starszy nad armatą.

— Wstrzymajcie ogień! — zagrzmiał Dworycki. — Hej, panie Gogoliński, sam tu!

— Co takiego? — Dymitr aż uniósł się w kulbace. — Co to ma znaczyć! Ja dowodzę, mospanie! Choćby tam stanął sam Belzebub, nic nie odwiedzie mnie przed zdobyciem Nowogrodu!

— To nasi ludzie — wybełkotał Dworycki. — Towarzysze i kompani. Panowie bracia. Wasza miłość nie może…

— Mogę i uczynię — uciął krótko Dymitr. — Każda wojna wymaga ofiar. Bojarzy mego batiuszki Iwana też chcieli żyć, kiedy posyłał ich na husarię pod Pskowem! A jednak miał moc i siłę, aby wymagać od nich poświęcenia żywota w imię świętej Rusi!

— To nie są poddani Waszej Carskiej Mości.

— Najemnicy. Jeszcze lepiej! — klasnął w ręce carewicz. — Wiedzieli, co ich czeka, gdy zaciągali się na wyprawę.

— To jeńcy!

— Hospody pomiłuj. A światłość wiekuista niechaj im świeci. Celuj dobrze, panie Ostromęcki. Chcę do wieczora mieć wyłom w tej kurtynie!

вернуться

24

niem. — Panie cejgmistrzu!

вернуться

25

niem. — Moskale! Tu i tam!

1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 81
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)