Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Samozwaniec. Tom II - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Samozwaniec. Tom II

Электронная книга - «Samozwaniec. Tom II». Краткое содержание книги:

Rok 1605. Polskie wojska wkraczają do Moskwy. Czas układów się skończył.
Szarże skrzydlatych jeźdźców roznoszą armie cara Borysa Godunowa.
Oto historia straceńców, którzy wrogów liczyli dopiero po bitwie. Zabitych…
Oto historia ludzi tak szalonych, że poszli w tany z samą Śmiercią. Tak zuchwałych, że uwiedli Fortunę. Tak dumnych, że diabłu plunęli w twarz. I tak hojnych, że za przyjaciół płacili tylko krwią i życiem.
Oto historia awanturników i husarzy, którzy wstrząsnęli murami Moskwy i sięgnęli po koronę carów.
Drugi tom cyklu „Orły na Kremlu” to pełnokrwista powieść husarska.
1 ... 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 81
Перейти на страницу:

— Cóż dzieje się wokół Dymitra? Jaką misję ci zlecił? — szeptał Sawicki. — Mów, bracie, nasz przyjacielu. Wszak wszystko utrzymamy w tajemnicy.

— Składałem przysięgę — odparł ponuro Dydyński. — Nie jestem jak członkowie waszej konfraterni, którzy w co rano wierzą, temu zaprzeczają na wieczór. Nie zwykłem łamać szlacheckiego słowa ani wchodzić w układy z jezuitami, którzy chcą przerobić Rzeczpospolitą na drugą Hiszpanię!

— A idź do diabła! — ryknął Ławicki i odruchowo sięgnął do lewego boku, czym od razu zdradził, że zanim przywdział sutannę, bynajmniej nie mierzył łokciem sukna.

— Daj spokój, bracie. — Sawicki chwycił go za ramię. — Módlmy się za spokój duszy tego młodzieńca.

— Pan Dydyński jest zatwardziały w swoich błędach. Czas, aby poznał oblicze Pańskiego Gniewu!

— Co słyszę? Zamordujecie mnie w łaźni? Jak wasz kompan od różańców Clement, który urezał króla Henryka Psikusa, po tym gdy uciekł z Polski do Francji?

— Brat Jacques Clement był dominikaninem. I w dodatku pobłogosławionym przez papieża, albowiem ugodził władcę, który układał się z heretykami.

— Dobry heretyk — wtrącił Ławicki — to martwy heretyk. Martwy — dla dobra swej własnej nieśmiertelnej duszyczki! Tak więc podzielisz się z nami wiedzą z dobrej woli albo pod przymusem. Albowiem nie zwykliśmy rozróżniać między wrogami Kościoła i naszego Towarzystwa.

— Milcz, bracie! — zgromił go Sawicki. — Nie tak ostro.

— Ciekawym, jak zmusicie mnie do złamania przysięgi — zakpił Dydyński. — Jeśli nie macie odwagi, aby pchnąć sztyletem… A może posuniecie się do szantażu? Na przykład doniesiecie Dymitrowi, żeście zdybali mnie z dziewką w łaźni?

— Jeśli nie powiesz nam wszystkiego, a co więcej, nie będziesz udzielał pomocy Towarzystwu, uwolnimy bestię, która, pożre twe serce, mospanie.

— Jaką bestię? Belzebuba, Asmodeusza czy jakiegoś innego pięknisia z piekła rodem? A może ruską Babę Jagę, która, jak powiadają, mieszka tutaj, na dalekiej północy?

— Nie grzesz, bracie. Mówię o Waarłamie Jaickim, który zachował o was wspomnienia gorące jak uściski piekielnego sukkuba!

— Nie bluźnij! — zgromił go Sawicki. — Nie musimy uciekać się do tak okrutnych metod. My…

— Pokażcie mu, czy mówię prawdę! — zagrzmiał Ławicki. — Otwórzcie drzwi!

Cyrowski szarpnął za żelazny skobel. Dydyński ujrzał korytarz, kłęby pary, a w nich… Dwóch pachołków, między którymi stał niski, gruby człowiek. Światło latarni wydobywało z mroku brodatą, złośliwą gębę…

Jaickij! O, do diabła! Stolnikowic zdołał już o nim zapomnieć. Wydawało mu się, że wtedy, w Samborze, w czasach równie odległych jak upadek Cesarstwa Rzymskiego, pozbył się raz na zawsze tego moskiewskiego maszkarona!

Cyrowski zatrzasnął drzwi z hukiem. A Jacek plasnął z wrażenia rękoma w wystygłą wodę.

— Jeśli nie okażesz nam miłosierdzia i pomocy — ciągnął Ławicki — wypuścimy na świat monstrum, które aż się pali, by pokrzyżować ci szyki, mości panie stolnikowicu!

— Jeśli wyjdę stąd żywy, zawiadomię Dymitra, że samowolnie uwolniliście z lochu jego fałszywego sługę, zdrajcę i moskiewskiego zmiennika. Jak myślicie, zacni braciszkowie, przeciwko komu zwróci się gniew carewicza?

— Dymitr sam oddał w nasze ręce brata — Cyrowski starannie zaakcentował to słowo — Waarłama. Zaraz po tym, gdy Moskal rewokował, wyparł się schizmatyckich błędów i złożył nam wyznanie katolickiej wiary.

— Mamy go w ręku, panie Dydyński — warknął Sawicki. — Jeśli nie okażesz skruchy, obdarzymy tego diabła wolnością.

— A więc od niego macie Chrest?

— Tyś powiedział. My odpowiadać nie musimy.

Szlachcic zamilkł stropiony. Do diaska, podeszli go z najczulszej strony. Jaickij… Był niebezpieczny. Jeśli na przykład z czystej chęci zemsty zawiadomiłby Dwór o poczynaniach stolnikowica, o zbałamuceniu Borysa Oboleńskiego…

— Nie chcemy niczego więcej jak tylko części twej wiedzy — łkał mu do ucha Sawicki. — Uczyń mądrze, zanim brat Ławicki zwolni z łańcucha diabła. Sam pomyśclass="underline" powiesz nam wszystko, a w zamian otoczymy cię opieką. Będziesz mógł kontynuować misję dla carewicza.

— Powiesz czy mam uwolnić Jaickiego? Dasz nam świadectwo wiary czy twoi wrogowie rozszarpią cię na strzępy?! — krzyczał z innej strony Ławicki.

— Bracie, błagam, nie wystawiaj na zatracenie swej duszy — jęczał do drugiego ucha Sawicki. — Nie będę w stanie powstrzymać brata Jędrzeja. To człowiek szalony! Szałaputa! Nawet w naszym pokornym Towarzystwie! Miej litość nad sobą.

— Dlaczego Waarłam nie powiedział wam wszystkiego?

— A czy ty byś mu zaufał?

Dydyński milczał. Stali nad nim, trzy czarne kruki z prawosławnym, heretyckim Chrestem. Szlachcic przymknął oczy, przypominając sobie zamglone oblicza ojców preceptorów z Rakowa: Krzysztofa Brockajusa czy Hieronima Moskorzewskiego. Co robić? Co oni powiedzieliby w takiej chwili?

Proste są drogi Pańskie, a sprawiedliwi nimi chodzić będą, a przewrotni na nich upadną.

Proste… Dla niego były kręte jak ścieżki grzeszników. A może jednak w tych słowach tkwiła większa mądrość niż w Pismach Starego Testamentu?

Iść prostą drogą… Do celu. Być sprawiedliwym.

Dydyński przeżegnał się.

— Powiem wszystko. Ale mam trzy warunki.

— Z chęcią o nich usłyszymy.

— Otworzę moją duszę tylko przed jednym z was. Sam na sam. W tym oto pokoju. A wcześniej ten, który usłyszy prawdę, wysłucha mej spowiedzi.

Jezuici spojrzeli po sobie. Ławicki wzruszył ramionami, Sawicki rozpromienił się tak bardzo, jakby sejm Litwy i Korony w nagłym amoku zgodził się, by wszystkich heretyków posyłać na stos.

— Uczynimy zadość twemu życzeniu — zdecydował Cyrowski, pokazując aż zanadto wyraźnie, który z gromady grajków gra pierwsze skrzypce. — Nie widzę w tym niczego zdrożnego. Trzeci warunek?

— Dacie mi ten Chrest.

— Po cóż ci on?

— Żadnych pytań.

Cyrowski przymknął oczy. Zakołysał Niedźwiedzim Chrestem.

— Zgoda, bracie.

— Zatem klnę się na moją cześć i daję słowo szlacheckie, że jeden z was, który pozostanie w tej komorze, usłyszy ode mnie prawdę i tylko prawdę o rzeczach, które polecił mej uwadze Dymitr Iwanowicz, carewicz moskiewski.

1 ... 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 81
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)