Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Samozwaniec. Tom II - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Samozwaniec. Tom II

Электронная книга - «Samozwaniec. Tom II». Краткое содержание книги:

Rok 1605. Polskie wojska wkraczają do Moskwy. Czas układów się skończył.
Szarże skrzydlatych jeźdźców roznoszą armie cara Borysa Godunowa.
Oto historia straceńców, którzy wrogów liczyli dopiero po bitwie. Zabitych…
Oto historia ludzi tak szalonych, że poszli w tany z samą Śmiercią. Tak zuchwałych, że uwiedli Fortunę. Tak dumnych, że diabłu plunęli w twarz. I tak hojnych, że za przyjaciół płacili tylko krwią i życiem.
Oto historia awanturników i husarzy, którzy wstrząsnęli murami Moskwy i sięgnęli po koronę carów.
Drugi tom cyklu „Orły na Kremlu” to pełnokrwista powieść husarska.
1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 81
Перейти на страницу:

— Dla którego z nas przeznaczone są twoje słowa?

— Wy, bracie — Dydyński wskazał Cyrawskiego — zostańcie i wysłuchajcie, co mam do powiedzenia.

Die 23/13 novembris

Łaźnia w obozie Dymitra, klika chwil później

— Wyjdź z wody, panie stolnikowicu — rzekł Cyrowski. — Nie będę słuchał twego confiteor[19] w balii.

— Dajcie koszulę i hajdawery.

— Nagość jest oznaką pokory i czystości, miły baraneczku.

Dydyński rozejrzał się, ale zdrajcy uprzątnęli gdzieś nawet wiechcie słomy z jego butów. Rad nierad wylazł z balii, znacząc glinianą polepę śladami mokrych stóp. Dygotał z zimna, Cyrowski zaś był przede wszystkim jezuitą, a nie dobrym samarytaninem. Dlatego nie podał stolnikowicowi chusty ani ręcznika.

— Uklęknij, synu.

— Najpierw daj mi Chrest.

Cyrowski podał Jackowi krzyż. Relikwia zaciążyła w palcach stolnikowica, jakby uczyniona była z kamienia pokutnego.

— Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus — wyszeptał Dydyński i ukląkł. Nagi i bezbronny, jak gdyby stawał przed samym Ojcem Niebieskim.

— Na wieki wieków. Amen.

Jacek przeżegnał się, szepcząc słowa modlitwy.

— Mów grzechy, synu — ozwał się Cyrowski. — Otwórz serce przed Panem i nie trwóż się.

— Przeznaczyłem memu bratu śmierć. Za to, że podstępem wysłał mnie do Moskwy, a sam siedzi w Dydni, pije miód i wino, gzi się z gamratką Skotnicką. Dobrze wie, że jeśli nie wrócę, zostanie jedynym spadkobiercą majątku.

— Chciałeś go zabić?

— Tak, jeśli Bóg pozwoli mi wyjść cało z moskiewskiej awantury. Usiec jak psa, kiedy powrócę do Dydni.

— Bratobójstwo to wielki grzech. Kain zabił Abla u zarania dziejów. Cóż powiesz na Sądzie, kiedy Pan zapyta, gdzie twój brat Abel? Odrzekniesz, że nie jesteś jego stróżem?

— Mój brat nie potrzebuje stróża, lecz sprawiedliwości.

— Odpuść mu winę, a Pan osądzi was sprawiedliwie.

— A jeśli zginę? Czy to też będzie wyrok boskiej opatrzności?

— Nie zginiesz, bo podjąłeś się wyprawy, która nie jest na siły człowieka. To pokuta.

— Dlaczego mam pokutować za grzechy ojca?!

— Bo Chrystus cierpiał za nas wszystkich. Chwalebne jest, gdy syn przywróci rodzicowi dobre imię.

— Jeśli znajdę Michała Dydyńskiego albo jego potomków, będę musiał podzielić dziedzictwo między wszystkich braci. Z posesjonata spadnę do szlachcica chodaczkowego, parszywego szaraczka z zaścianka, ot, przynieś, wynieś, otwórz drzwi, całuj rękę, kłaniaj się w pas!

— Lecz zyskasz nieśmiertelną chwałę. Posesjonatów w Koronie i na Litwie całe mnóstwo. Za to pan Dydyński, który odpokutował grzech ojca, będzie tylko jeden. Odpuść bratu. Okażesz Chrystusowe miłosierdzie, którego owoce dojrzeją w przyszłości.

— Odpuszczam — powiedział zimno Dydyński.

— Bóg ci to wynagrodzi. Cóż jeszcze masz do powiedzenia, synu?

— Uniosłem się gniewem. Ukarałem, przepędziłem pocztowego, dobrego kompana, Jędrzeja Świrskiego. Za to, że wydał po pijanemu kilka sekretów.

— Powiązanych z twą misją?

— To na razie nie należy do spowiedzi, bracie.

— Czy tego żałujesz?

— Żałuję — westchnął szczerze Dydyński. — Nie powinienem obrażać go przy czeladzi. Nie powinienem bić innych pachołków. Biję się w piersi i proszę o przebaczenie. Za zwadę, którą uczyniłem dzisiaj na mojej stancji.

— Czyś nie był bardziej okrutny wobec któregoś ze sług?

— Nie, skądże. Nie przypominam sobie.

— A Borys? Wszyscy widzą, jak poniewierasz go niczym psa.

— To Moskal. Schizmatyk! Szelma i wor!

— Lecz jest człowiekiem.

— Jak małpa, gdyby ją postawić na dwóch nogach.

— A jeśli kiedyś będziesz zdany tylko na niego?

— Dam sobie radę.

— W Moskwie? W obcym kraju? On jest twoim przewodnikiem. Miejże choć trochę litości.

— Przez wzgląd na was, ojcze Cyrowski, proszę o wybaczenie.

— Więcej grzechów nie pamiętasz?

— Dziewki wychędożyłem. Ale bez hańby. Same chciały — w dodatku zapłaciłem.

— Ileż to razy mam wysłuchiwać o alkowach polskich panów… Dość tego. Ile razy?

— Dwa.

— Więcej grzechów nie pamiętasz?

— Jest jeszcze jeden.

— Zatem słucham.

— Zgrzeszyłem — zaszczękał zębami Dydyński — bo przyjąłem służbę u schizmatyckiego carzyka zwanego Dymitrem Samozwańcem. Bo jako prawy katolik całowałem jego chrest i pomagałem chronić carską skórę. Bo już poznałem gorąco piekła, smak zdrady i moskiewskiej nienawiści.

Oczy jezuity otwierały się coraz szerzej i szerzej, w miarę jak Dydyński opowiadał o knowaniach i zamachach Dworu, o rzezi w domostwie Izmajłowa, o niedźwiedziej masce nałożonej na głowę Dymitra. O ludziach, którzy ukrywali się gdzieś na bezkresnych lodowych pustkowiach Moskwy, czekając na chwilę, kiedy będą mogli schwytać carewicza.

Niczego nie pominął. Powiedział wszystko jak na spowiedzi z całego życia. A potem skłonił głowę, nagi, dygocący, i szepnął:

— Wyznaczże mi, ojcze, pokutę. Za grzechy żałuję. I więcej ich nie pamiętam.

Cyrowski milczał przez długą chwilę.

— Leż krzyżem dwie noce w kościele. Daj biednym tyle talarów, ile grzechów miałeś w swej pamięci. Nie pij wina przez tydzień. Odmawiaj Miserere nobis każdego poranka, bijąc się w piersi, przez dni dziewięć. Odpuszczam tobie grzechy w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego.

— Amen.

— Pan odpuścił ci grzechy. Lecz zanim pójdziesz w pokoju, dokończ, coś obiecał, i powiedz mi wszystko, co wiąże się z Dworem i tajemnicą Dymitra.

Dydyński uśmiechnął się krzywo.

— Już ci opowiedziałem, bracie.

— Chcę to usłyszeć raz jeszcze z twoich ust, by nie naruszać sakramentu spowiedzi.

— Już usłyszałeś!

— Jakże to tak! — zakrzyknął Cyrowski. — Dałeś nobile verbum, że podzielisz się z nami swoją wiedzą. Jakże mam rozumieć to, co teraz słyszę?!

— Tak, że wypełniłem dane słowo. Opowiedziałem moją historię jednemu z was, a przedtem wyspowiadałem się. Usłyszałeś już wszystko, co chciałem rzec.

вернуться

19

łac. — wyznanie

1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 81
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)