Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Ślepowidzenie [Blindsight - pl]
Ślepowidzenie [Blindsight - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ślepowidzenie [Blindsight - pl]

Электронная книга - «Ślepowidzenie [Blindsight - pl]». Краткое содержание книги:

„Ślepowidzenie” w genialny sposób na nowo definiuje historię o pierwszym kontakcie. U Petera Wattsa obcy nie są ani cudacznie przebranymi ludźmi, ani kompletnie niezrozumiałymi czarnymi monolitami — są czymś nowym, o wiele bardziej bulwersującym, zmuszającym nas do wyciągnięcia dość nieprzyjemnych wniosków co do natury świadomości. Gdy przestaniesz o tym myśleć, poczujesz ciarki na plecach!
1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 ... 88
Перейти на страницу:

Usiadła w fotelu i uniosła dłonie, jakby dając znak orkiestrze. Palce naciskające wirtualne ikony zadrgały; usta i szczęka zawibrowały od subwokalnych poleceń. Wpiąłem się w jej strumień danych i zobaczyłem gromadzący się wzdłuż obcego sygnału tekst:

RORSCHACH DO STATKU PODCHODZĄCEGO Z KIER. 116° AZ., 23° DEKL. WZGL. POZDRAWIAM TEZEUSZA. RORSCHACH DO STATKU PODCHODZĄCEGO Z KIER. 116° AZ., 23° DEKL. WZGL. POZDRAWIAM TEZEUSZA. RORSCHACH DO STATKU PODCHO…

Ona już to cholerstwo zdekodowała. Już nawet na nie odpowiadała:

Tezeusz do Rorschacha. Pozdrawiam Rorschacha.

DZIEŃ DOBRY, TEZEUSZ. WITAMY W OKOLICY.

Zdążyła w niecałe trzy minuty. Czy raczej, zdążyli w niecałe trzy minuty: cztery w pełni świadome węzłowe osobowości i kilkadziesiąt nieświadomych modułów semiotycznych, pracujących równolegle, a wszystko to precyzyjnie wyrzeźbione z jednego kawałka istoty szarej. Prawie zrozumiałem, dlaczego ktoś dobrowolnie znęca się w ten sposób nad własnym mózgiem — skoro można osiągnąć taką wydajność.

A do tej pory nie byłem przekonany, że samo przeżycie jest wystarczającym powodem.

Proszę o zgodę na podejście

nadała Banda. Proste i klarowne: same fakty i dane, dzięki Bogu, jak najmniej miejsca na wieloznaczność i niezrozumiałość. Wymyślne teksty o uczuciach, w rodzaju „Przybywamy w pokoju” mogą sobie poczekać. Uścisk dłoni to nie pora na dialog kultur.

ZACHOWAJ ODLEGŁOŚĆ. POWAŻNIE. TU JEST NIEBEZPIECZNIE.

To zwróciło uwagę wszystkich. Bates i Szpindel zawahali się na moment we własnych przestrzeniach i zerknęli na James.

Proszę o informację o zagrożeniach

wysłała Banda. Nadal konkretnie.

ZA BLISKO, ZBYT NIEBEZPIECZNIE. ZAGROŻENIA ZWIĄZANE Z NISKĄ ORBITĄ.

Proszę o informację o zagrożeniach związanych z niską orbitą.

WROGIE ŚRODOWISKO. SKAŁY I RADIACJA. JAK CHCECIE. JA SOBIE Z TYM RADZĘ, ALE MY TAK MAMY.

Wiemy o skałach na niskiej orbicie. Mamy sprzęt do ochrony przed promieniowaniem. Proszę o informacje o innych zagrożeniach.

Pogrzebałem pod transkrypcją, chcąc dostać się do kanału, z którego szła. Tezeusz oznaczył kolorem część pasma przychodzącego promienia, którą zamienił na falę dźwiękową. Czyli komunikacja głosowa. Mówią. Za tą ikoną czają się nieprzetworzone dźwięki języka obcych. Oczywiście nie mogłem się powstrzymać.

— Przyjaciół zawsze miło widzieć. Przyjechaliście na święto?

Angielszczyzna. Ludzki głos, męski. Kogoś starego.

— Przylecieliśmy w celach badawczych — odparła Banda, choć jej głos był stuprocentowo tezeuszowy. — Proszę o kontakt z osobami, które wysłały obiekty w przestrzeń okołosłoneczną.

— Pierwszy kontakt. To chyba dobra okazja do imprezy.

Jeszcze raz sprawdziłem źródło. Nie, to nie był przekład; to naprawdę był nieprzetworzony sygnał od… Rorschacha, tak się określił. W każdym razie część tego sygnału; promień zawierał jeszcze inne, nieakustyczne składowe.

Przeglądałem je przez chwilę, gdy James powiedziała:

— Proszę o informacje o tej imprezie. — Korzystała ze standardowych protokołów rozmów między statkami.

— Jesteś zainteresowana.

Teraz mocniejszy, młodszy głos.

— Tak.

— Jesteś?

— Tak — cierpliwie powtórzyła Banda.

— Jesteś?

Nieznaczne wahanie.

— Tu Tezeusz.

— Wiem, zwyklaku.

Teraz po mandaryńsku:

— A ty kim jesteś?

Żadnej wyraźnej zmiany harmonicznych. A jednak głos jakimś sposobem stał się ostrzejszy.

— Mówi Susan James. Jestem…

— Tu ci się nie spodoba, Susan. Chodzi o fetyszystyczne religie. Niebezpieczne obrzędy.

James zagryzła wargę.

— Proszę o wyjaśnienie. Czy te obrzędy nam zagrażają?

— To absolutnie możliwe.

— Proszę o wyjaśnienie. Niebezpieczne są obrzędy czy warunki na niskiej orbicie?

— Warunki wynikające z zakłóceń. Słuchaj uważniej, Susan. Brak uwagi sugeruje obojętność — powiedział Rorschach. — Albo brak szacunku — dodał po chwili.

* * *

Za cztery godziny Ben miał wejść nam w drogę. Cztery godziny nieprzerwanej, ciągłej komunikacji, o wiele łatwiejszej niż ktokolwiek się spodziewał. To coś mówiło przecież naszym językiem. Przez cały czas wyrażało grzeczną obawę o nasz los. A jednak, mimo łatwości porozumiewania się w ludzkim języku, powiedziało nam bardzo mało. Przez cztery godziny udało mu się uniknąć odpowiedzi wprost na wszystkie pytania, mówiło tylko, że bliższy kontakt jest bardzo niewskazany. Do momentu wejścia w cień Bena nie dowiedzieliśmy się dlaczego.

W połowie dialogu na pokład zeskoczył Sarasti, w ogóle nie dotykając stopami schodów. Przy lądowaniu chwycił dla równowagi poręcz i tylko odrobinę się zachwiał. Ja na jego miejscu odbijałbym się od pokładu jak kamyk w betoniarce.

Przez resztę sesji stał sztywno jak posąg — kamienna twarz, oczy ukryte za onyksową osłoną. Gdy sygnał Rorschacha zanikł w pół zdania, gestem zebrał nas wokół stołu w mesie.

— To gada — powiedział.

James kiwnęła głową.

— Ale poza tym, że prosi, żebyśmy trzymali się z daleka, to za wiele nie mówi. Przybierało głos dorosłego mężczyzny, choć sugerowany wiek kilka razy się zmieniał.

Już to wszystko słyszał.

— Struktury?

— Protokoły opanowane idealnie. Mają o wiele większy zasób słów, niż dałoby się zaczerpnąć ze standardowych nawigacyjnych rozmów między paroma statkami, co znaczy, że jakiś czas słuchali naszych wewnątrzukładowych transmisji. Według mnie przynajmniej parę lat. Z drugiej strony, jest to jednak o wiele mniejszy zasób słów, niż da się pozyskać z monitorowania środków masowego przekazu, więc prawdopodobnie przybyli już po Epoce Transmisji Radiowej.

— A czy używają właściwych słów?

— Używają gramatyki ogólnej i odległych zależności, przynajmniej czterech poziomów rekurencji w zakresie wąskiej zdolności językowej, nie widzę zresztą powodu, żeby przy dłuższym kontakcie nie zeszli jeszcze głębiej. Jukka, to nie papugi. Znają reguły. Na przykład ta nazwa…

— Rorschach — mruknęła Bates. Kostki jej trzasnęły, gdy ściskała piłeczkę. — Ciekawie sobie wybrali.

— Sprawdziłam w rejestrze. Jest jonowo-anty frachtowiec Rorschach na Pętli Marsjańskiej. Ktokolwiek do nas mówił, potraktował swoją platformę jako odpowiednik naszych statków i wybrał sobie z nich pasującą nazwę.

Szpindel opadł na krzesło koło mnie. Bańka kawy w ręku połyskiwała jak żelatyna.

— Akurat taką, ze wszystkich statków w układzie? O wiele zbyt symboliczne, jak na przypadkowy wybór.

— Pewnie nie był przypadkowy. Niezwykłe nazwy statków prowokują do uwag. Pilot Rorschacha nawiązuje rozmowę z jakimś innym statkiem, a ten inny rzuca: „Kurka, co za dziwna nazwa”, na co Rorschach improwizuje coś o jej pochodzeniu, a wszystko roznosi się w eterze. Ktoś słuchający tych rozmów nie tylko identyfikuje nazwę i to czego ona dotyczy, ale rozumie, w pewnym zakresie, kontekst. Nasi obcy przyjaciele pewno podsłuchali sobie pół rejestru i wywnioskowali, że nazwa Rorschach lepiej określa coś nieznanego, niż, powiedzmy, SS Jaymie Matthews.

1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 ... 88
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)