Ludzie [Humans - pl]
- Автор: Сойер Роберт Джеймс
- Серия: Neandertalska Paralaksa #2
- Год: 2007
- Язык: польский
- Год: Solaris
- ISBN: 978-83-89951-81-6
- Переводчик: Agnieszka Jacewicz
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Ludzie [Humans - pl]». Краткое содержание книги:
W drugim tomie Ponter Boddit doprowadza do ponownego otwarcia portalu między światami. Wraca na Ziemię zamieszkałą przez Homo sapiens i znowu spotyka profesor Mary Vaughan. Podczas pierwszej oficjalnej wizyty delegacji ze świata Neandertalczyków dochodzi do incydentu, który stawia pod znakiem zapytania dalsze kontakty między gatunkami. Na szczęście, udaje się pokonać pierwsze trudności i rozpoczyna się wymiana kulturowa między obiema Ziemiami.
Ponter wstał i ukłonił się lekko.
— Dziękuję, Najwyższa Pandaro.
Adikor również podniósł się z miejsca i obaj przyjaciele uścisnęli się serdecznie.
— Zostawcie to na później — powiedziała Pandaro. — Teraz przejdźmy do szpiku spraw związanych z bezpieczeństwem i zdrowiem…
Rozdział Ósmy
— Witamy w grupie Synergia, profesor Vaughan.
Mary uśmiechnęła się do Jocka Kriegera. Wcześniej nie miała pojęcia, jak może wyglądać siedziba organizacji. Grupa Synergia mieściła się w — hm… w wielkim domu — w bogatej rezydencji w części Rochester zwanej Seabreeze, nad samym jeziorem Ontario. Ponterowi spodobałoby się to miejsce. Po drodze Mary zauważyła czaplę przechadzającą się po piaszczystej plaży, a także kaczki, gęsi i łabędzie w zatoce, wzdłuż brzegu której jeden przy drugim stały prywatne jachty.
— Proszę pozwolić, że panią oprowadzę — zaproponował Krieger, wskazując korytarz wiodący w głąb starej willi.
— Dziękuję — powiedziała. — Proszę, mów mi po imieniu.
— Obecnie pracują dla nas dwadzieścia cztery osoby i wciąż się rozrastamy.
— Aż dwadzieścia cztery osoby zajmują się sprawami imigracji neandertalczyków? — zdziwiła się Mary.
— Nie, nie. Synergia jest zaangażowana w wiele projektów. Sprawa DNA jest dla nas szczególnie ważna, ponieważ chodzi o informacje, które będą nam potrzebne natychmiast po otwarciu portalu, jeśli do tego dojdzie. Zajmujemy się jednak analizą wszystkich aspektów związanych z przybyciem neandertalczyków. Rząd amerykański najbardziej interesują implanty zwane Kompanami i…
— Wielki Brat czuwa — wtrąciła Mary.
Krieger pokręcił głową.
— Nie, nic z tych rzeczy. Po prostu, jeśli wierzyć w to, co mówił Ponter, Kompany są w stanie szczegółowo rejestrować obraz w zakresie 360 stopni wokół człowieka. Mamy też tutaj czterech socjologów, którzy badają, czy konkretny sposób używania takich urządzeń przez neandertalczyków w celu monitorowania miałby zastosowanie na naszym świecie… choć szczerze mówiąc, wątpię w to. Za bardzo cenimy sobie prywatność. Jednak gdyby doszło do otwarcia portalu, chcemy mieć równe szanse. Skoro ich delegaci mogą bez wysiłku nagrywać wszystko, co widzą i słyszą, chcemy, aby nasi przedstawiciele, odwiedzając ich świat, mogli robić to samo. W końcu nie ma jak konkurencja — uczciwa konkurencja.
— No tak. Tylko Ponter mówił, że jego Kompan nie jest w stanie niczego stąd przesyłać do archiwów alibi; żadne obrazy z jego pobytu tutaj nie zostały zarejestrowane.
— Tak, tak, ale to niewielki problem natury technicznej. Jestem pewien, że wystarczyłoby stworzyć jakieś urządzenie rejestrujące po tej stronie portalu.
Szli długim korytarzem i właśnie dotarli do jego końca. Krieger otworzył drzwi. W dużym pokoju znajdowały się trzy osoby — czarny mężczyzna, biały mężczyzna i biała kobieta. Czarny mężczyzna siedział, mocno odchylając w tył oparcie krzesła i rzucając do kosza kulkami zgniecionego papieru. Biały mężczyzna wpatrywał się w plażę i jezioro Ontario za oknem, a kobieta krążyła przed białą tablicą z markerem w dłoni.
— Frank, Kevin, Lilly, poznajcie Mary Vaughan — odezwał się Krieger.
— Miło mi — powiedziała Mary.
— Specjalizuje się pani w fotografii? — spytała Lilly.
— Słucham?
— W fotografii — powtórzył Frank. — W fotografii — zawtórował mu Kevin, a może było na odwrót.
— Wybraliśmy Rochester dlatego, że Kodak, Xerox i Bausch Lomb mają tutaj swoje główne siedziby — wyjaśnił Krieger. — Jak już wspomniałem, naszym priorytetem jest odtworzenie technologii Kompanów; w żadnym innym mieście na świecie nie ma tylu specjalistów w dziedzinie obrazowania i optyki.
— Aha. — Mary spojrzała na troje ludzi zajmujących pokój. — Nie, moją specjalizacją jest genetyka.
— Aa, znam panią! — oświadczył czarny mężczyzna. Wstał z miejsca, a oparcie jego fotela jęknęło z ulgą, wracając do normalnej pozycji. — Pani jest tą kobietą, która spędziła dużo czasu z NO.
— NO?
— Neandertalskim Obiektem — wyjaśnił Krieger.
— On ma na imię Ponter — zauważyła Mary, trochę urażona.
— Proszę mi wybaczyć. — Czarny mężczyzna wyciągnął do niej rękę. — Nazywam się Kevin Bilodeau, wcześniej pracowałem w grupie innowacji w Kodaku. Chętnie byśmy wypytali panią o szczegóły dotyczące implantu. Pani widziała go z bliska. )ak rozmieszczone były obiektywy?
— Był tylko jeden — odparła Mary.
— A widzisz! — triumfalnie zapiała Lilly, patrząc oskarży — cielsko na mężczyznę, który musiał być Frankiem.
— Ponter twierdził, że urządzenie wykorzystuje skanery do rejestrowania obrazów.
— A mówił, jakiego rodzaju skanery?
— Wspomniał coś o elementach światłoczułych.
— A o holografii… mówił coś o holografii?
— Jaką rozdzielczość miały te skanery?
— Podał liczbę pikseli?
— Mogłaby pani opisać…
— Ludzie! — powiedział głośno Jock. — Spokojnie! Mary zo staje z nami na dłużej. Będziecie jeszcze mieli okazję z nią po rozmawiać. Na razie chcę jej pokazać naszą siedzibę.
C lała trójka przeprosiła Mary. Wymienili kilka towarzyskie!) uprzejmości, po czym Krieger wyprowadził ją z pokoju.
— Nie brak im entuzjazmu — — zauważyła, kiedy drzwi się zamknęły.
Krieger kiwnął głową.
— Wszyscy tutaj tacy są.
— Tylko zupełnie nie rozumiem, jak zdołają wykonać to, o co ich prosisz. To znaczy, słyszałam o metodach budowania rzeczy w oparciu o analizę ich konstrukcji, ałe nie mając implantu, jak można go skopiować?
— Sama świadomość, ze coś jest możliwe, czasem wystarcza, aby pchnąć zespół we właściwym kierunku. — Krieger otworzył drzwi po przeciwnej stronie korytarza i Mary ze zdziwienia zrobiła wielkie oczy.
— Louise! — zawołała.
Przy roboczym stole przed otwartym laptopem siedziała Louise Benoit, fizyk, habilitantka z SNO, która uratowała Ponterowi życie, gdy nagle pojawił się w zbiorniku ciężkiej wody w obserwatorium neutrin.
— Witaj, Mary — powiedziała Louise z charakterystycznym francuskim akcentem, który Mary tak dobrze poznała w Sud — bury. Młoda kobieta wstała. Gęste, brązowe włosy opadały jej do połowy pleców. Mary miała 38 lat i wiedziała, że Louise jest o dziesięć lat młodsza, ale wiedziała też, że ona sama nawet jako osiemnastolatka nie wyglądała tak dobrze. Louise miała duże piersi, długie nogi i twarz modelki; podczas pierwszego spotkania Mary instynktownie poczuła do niej niechęć.
— Zapomniałem, że się znacie z doktor Benoit — przyznał Krieger.
— Niezły z ciebie łowca mózgów, Jock. — Mary pokręciła głową ze zdumieniem, po czym ponownie spojrzała na Louise, zastanawiając się, jak kobieta może wyglądać tak promiennie bez makijażu. — Dobrze cię znowu widzieć, Lou — powiedziała. — A co słychać u Reubena? — dodała, nie mogąc powstrzymać ciekawości.
Reuben Montego pracował jako lekarz w kopalni Creighton. Jego i Louise połączył gorący romans, gdy razem z Mary i Ponterem przechodzili kwarantannę w Sudbury. Mary przypuszczała, że chcieli tylko jakoś umilić sobie czas, dlatego odpowiedź Louise zaskoczyła ją.
— Wszystko w porządku. Pomógł mi przewieźć tutaj rzeczy. Jadę do niego w następny weekend.
— Ach tak. — Mary poczuła, że dostała po nosie. — Nad czym tutaj pracujesz?