Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Ludzie [Humans - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ludzie [Humans - pl]

Электронная книга - «Ludzie [Humans - pl]». Краткое содержание книги:

W poprzednim tomie — „Hominidach” — neandertalski fizyk Ponter Boddit, podczas eksperymentu z komputerem kwantowym przekroczył przypadkiem barierę pomiędzy alternatywną Ziemią, na której jego gatunek jest dominujący, a ludzie wymarli przed tysiącami lat. Po wielu przygodach, przy pomocy ziemskich naukowców, udało mu się wrócić do swojego świata.
W drugim tomie Ponter Boddit doprowadza do ponownego otwarcia portalu między światami. Wraca na Ziemię zamieszkałą przez Homo sapiens i znowu spotyka profesor Mary Vaughan. Podczas pierwszej oficjalnej wizyty delegacji ze świata Neandertalczyków dochodzi do incydentu, który stawia pod znakiem zapytania dalsze kontakty między gatunkami. Na szczęście, udaje się pokonać pierwsze trudności i rozpoczyna się wymiana kulturowa między obiema Ziemiami.
1 ... 9 10 11 12 13 14 15 16 17 ... 82
Перейти на страницу:

— I jeśli uda nam się wszystko ustalić — kontynuowała Qaiser — Mary chciałaby wziąć urlop.

Po drugiej stronie stołu Cornelius usiadł prosto. Mary się uśmiechnęła; wiedział, co się szykuje, i zamierzał skorzystać z okazji.

— Mary miała prowadzić zajęcia z drugiej części wprowadzenia do genetyki; regulację ekspresji genów z trzecim rokiem i genetykę eukariontów z czwartym — poinformowała Qaiser. — Do tego ma dwoje doktorantów: Darię Klein, która pisze pracę na temat DNA starożytnej mumii, oraz Grahama Smithea, który… co on dokładnie robi, Mary?

— Podjął się reewaluacji taksonomii ptaków śpiewających w oparciu o badania mitochondrialnego DNA.

— Właśnie. — Qaiser pokiwała głową. Spojrzała na zebranych znad okularów. — Jeśli ktoś jest zainteresowanym wzięciem dodatkowych godzin…

Już przy słowie „ktoś” Cornelius Ruskin podniósł rękę. Mary było go żal. Miał trzydzieści pięć lub sześć lat i przed ośmiu laty zrobił doktorat z genetyki. Niestety, na wydziale nie było pełnych etatów dla białych mężczyzn. Dziesięć lat wcześniej na pewno byłby już o krok od stałego kontraktu; dziś jednak dostawał 6 tysięcy dolarów za kurs półroczny i 12 tysięcy za całoroczny. Mieszkał w koszmarnym bloku w Driftwood, pobliskiej dzielnicy, którą omijali nawet studenci. Cornelius nazywał swoje mieszkanie „apartamentem w slumsach”.

— Wezmę regulację i genetykę eukariontów.

— Możesz liczyć na eukarionty i wprowadzenie do genetyki. Nie mogę dać wszystkich najlepszych kąsków jednej osobie.

Cornelius pokiwał głową.

— Zgoda — powiedział.

— W takim razie, czy ja mógłbym dostać kurs z regulacji ekspresji genów? — spytał Devon Greene, biały mężczyzna w średnim wieku, który także nie miał stałego etatu.

Qaiser skinęła głową.

— Jest twój. — Spojrzała na Karen Clee, czarną kobietę w wieku Mary. — Może ty przejmiesz… hm, pomyślmy, co powiesz na pannę Klein?

Wykładowcy bez stałych kontraktów nie mogli sprawować opieki nad doktorantami, ten obowiązek musieli przejąć inni członkowie wydziału.

— Wolałabym raczej tego od ptaków — powiedziała Karen.

— W porządku — zgodziła się Qaiser. — Kto chce Darię Klein?

Nikt się nie odezwał.

— Może inaczej — powiedziała Qaiser. — Kto chce Darię Klein i gabinet Mary?

Mary się uśmiechnęła. Rzeczywiście miała świetny gabinet z widokiem na oranżerię.

— Biorę! — odezwała się Helen Wright.

— No to postanowione — zamknęła sprawę Qaiser. Z uśmiechem spojrzała na Mary. — Wygląda na to, że jakoś przebrniemy przez ten rok bez ciebie.

Po radzie wydziału Mary wróciła do laboratorium. Żałowała, że jej doktoranci, Daria i Graham, nie byli tego dnia na uniwersytecie; czuła, że powinna wyjaśnić im wszystko osobiście.

Tylko jakie wyjaśnienie miałaby im podać? To, że dostała znakomitą ofertę pracy w Stanach Zjednoczonych, było tylko częścią prawdy. Mary już wcześniej miała propozycje z uniwersytetów w USA; nie po raz pierwszy ktoś o nią zabiegał. Przedtem zawsze jednak odmawiała, powtarzając sobie, że woli Toronto, że tutejszy klimat ją „pobudza” i że tęskniłaby za CBC, za wspaniałymi teatrami, za Caribbana and Sleuth przy Baker Street, za dzielnicą Yorkville i Le Select Bistro, za Royal Ontario Museum i wolnymi od tytoniowego dymu restauracjami, za baseballową drużyną Blue Jays, za „The Globe and Mail”, za systemem opieki medycznej oraz za odczytami w Harbourfront Centrę.

Oczywiście mogła powiedzieć o korzyściach, z jakimi wiązała się nowa praca — jednak przede wszystkim chciała stąd wyjechać ze względu na gwałt. Wiedziała, że gwałty zdarzają się wszędzie; w innym mieście wcale nie byłaby bardziej bezpieczna. Ale to właśnie chęć ucieczki przed wszystkim, co przypominało jej o potwornym doświadczeniu, sprawiła, że Mary zgodziła się pojechać do Sudbury i zbadać na pozór szalone doniesienia o żywym neandertalczyku, a teraz wyglądało na to, że znowu z powodu tej samej chęci ucieczki zamierza opuścić Toronto. Może gdyby była tu Daria, mogłaby powiedzieć jej prawdę — ale w żadnym wypadku nie potrafiłaby o tym mówić z Grahamem Smytheem… ani z żadnym innym mężczyzną — przynajmniej na tym świecie.

Zaczęła pakować rzeczy do plastikowej skrzynki po mleku, która od lat walała się po wydziałowym laboratorium. Miała tu kalendarz ze zdjęciami zadaszonych mostów; oprawione w ramkę zdjęcie swoich dwóch siostrzeńców i kubek z logo Canada AM — wystąpiła w audycji tej stacji ponad dekadę wcześniej, po tym, jak udało jej się pozyskać DNA ze szczątków niedźwiedzia sprzed trzydziestu tysięcy lat, znalezionego w wiecznej zmarzlinie w Jukonie. Większość książek na laboratoryjnych regałach była własnością uniwersytetu, Mary wzięła tylko kilka swoich, w tym ostatnie wydanie CRC Handbook.

Z rękami na biodrach rozejrzała się po laboratorium. Ktoś inny mógł przejąć sekwencjonowanie DNA gołębia wędrownego — tym właśnie się zajmowała, zanim wyjechała do Sudbury.

I chociaż sama kupiła większość roślin doniczkowych, które stały na parapetach, wiedziała, że Daria dopilnuje podlewania.

A zatem wszystko było gotowe. Mary podniosła skrzynkę, która teraz sporo ważyła, i ruszyła do drzwi. Już miała…

Nie. O czymś zapomniała.

Wprawdzie mogła to tu zostawić. Nikt by tego nie wyrzucił pod jej nieobecność. W końcu w lodówce stały próbki przygotowane jeszcze przez starego Daniela Colbyego, który od dwóch lat nie żył.

Z powrotem postawiła skrzynkę i podeszła do laboratoryjnej chłodziarki. Otworzyła drzwiczki i poczuła falę chłodnego powietrza.

Wciąż stały na swoim miejscu: dwa nieprzezroczyste pojemniki, oba z naklejkami z napisem „Vaughan 666”.

W jednym znajdowały się majtki, które miała na sobie tamtego wieczoru, a drugi…

Drugi zawierał to, co zostawił w niej gwałciciel.

Nagłe zmieniła zdanie. Nie, nie weźmie ich ze sobą. Tutaj będą bezpieczne, a poza tym nie miała ochoty nawet ich dotykać. Zamknęła lodówkę i odwróciła się.

W tym samym momencie w drzwiach laboratorium pojawiła się głowa Corneliusa Ruskina.

— Hej, Mary.

— Cześć, Cornelius.

— Chciałem tylko powiedzieć, że będzie nam cię tutaj brakowało i… no… podziękować ci za to, że mogłem przejąć twoje zajęcia.

— Nie ma sprawy. Nie znam nikogo, kto miałby lepsze kwalifikacje od ciebie. — Mary nie powiedziała tego ze zwykłej uprzejmości; wiedziała, że to prawda. Cornelius był swego rodzaju geniuszem; pracę magisterską obronił na uniwersytecie w Toronto, ale doktorat zrobił w Oksfordzie, gdzie studiował w Ancient Biomolecules Centrę.

Podeszła do skrzynki.

— Pozwól, że ja to wezmę — zaoferował Cornelius. — Zabierasz to do samochodu?

Przytaknęła. Podnosząc ciężar, Cornelius ugiął kolana, dokładnie tak, jak należało. Razem wyszli na korytarz. Z naprzeciwka zbliżał się Jeremy Banyon. Był doktorantem, ale nie jej.

— Dzień dobry, pani profesor — powiedział. — Dzień dobry, doktorze.

Mary zauważyła, że Cornelius uśmiecha się cierpko. Ją oraz innych stałych wykładowców wydziału zawsze tytułowano „profesorami”, ale Cornelius nie dostąpił tego zaszczytu. Tylko w murach akademii tytuł „doktora” traktowano jak nagrodę pocieszenia. Widziała po jego minie, że bardzo zależy mu na słowie na literę „P”.

Zeszli na dół schodami i wyszli w parny sierpniowy dzień. Kiedy dotarli do parkingu przy York Lanes, Cornelius pomógł Mary załadować rzeczy do bagażnika jej hondy. Mary pożegnała się z nim, wsiadła do wozu, włączyła silnik i odjechała do nowego życia.

1 ... 9 10 11 12 13 14 15 16 17 ... 82
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)