Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]
Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]

Электронная книга - «Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]». Краткое содержание книги:

Po ucieczce z Sekty Zabójców młoda wojowniczka Dubhe musi uwolnić się od klątwy, która została na nią rzucona. Jedyną osobą, która może ją uratować, jest Sennar, niegdyś najpotężniejszy czarodziej Świata Wynurzonego, do którego udaje się wraz z Lonerinem po pomoc i radę. Tropem Dubhe podąża Rekla, Strażniczka Trucizn, wierna członkini Sekty Zabójców, z zamiarem zgładzenia dziewczyny. Tymczasem krwiożercza Gildia odkrywa w końcu, jak przywrócić do życia wielbionego przez nich Tyrana — Astera. Potrzebują jedynie ciała, w którym mógłby się odrodzić. Ich wybrańcem zostaje San, wnuk Sennara i Nihal, którego przed pazurami dzikiej sekty chroni gnom Ido. Czy Sennar, który po śmierci Nihal w poczuciu winy odsunął się od ludzi, nie wierząc w uratowanie Świata…
1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 91
Перейти на страницу:

Lonerin wyciągnął coś z kieszeni portek i ścisnął to w dłoni. Cienka igła.

— Popatrz — powiedział z wymuszonym uśmiechem. Był zaniepokojony, chociaż starał się tego nie okazywać.

Wyrecytował półgłosem kilka słów, które odbiły się wśród drzew ponurym echem. Następnie otworzył dłoń.

Niebieskawe światełko wyskoczyło z niej żywo, rysując w gęstwinie lasu ostrze, biegnące prosto w określonym kierunku. Dubhe przyjrzawszy mu się lepiej, zobaczyła, że to igła jest jego źródłem.

— To jest zachód — uśmiechnął się Lonerin. Wyjaśnił jej, że jest to dość banalne zaklęcie, dokładnie to samo, jakie wywołał na łódce, ale na mniejszą skalę, i że będzie ich przewodnikiem po tym miejscu.

Jego słowa sprawiły, że Dubhe poczuła się spokojniejsza. To światło będzie im towarzyszyło, pokazując drogę. Przez chwilę, obydwoje pomyśleli, że nie są sami.

Podczas pierwszych dni marszu jedynym dźwiękiem wokół nich, jedyną nutą odmienną od ciążącej ciszy, było brzęczenie owadów.

Były one niezwykłe. Przypominały dalece te ze Świata Wynurzonego, ale jednocześnie miały w sobie coś dziwnego, co konsternowało zarówno Lonerina, jak i Dubhe. Pewnego poranka jakiś chrząszcz o wielokolorowym pancerzu przeciął im drogę, poruszając niezliczonym mnóstwem odnóży zwisających pod okrągłym ciałem, a wielki żółty motyl o sześciu skrzydłach zaczarował ich swoim rytmicznym i harmonijnym lotem. Innego dnia przeszła przed nimi wielka niczym dłoń gąsienica, groteskowo się wyginając. W pewnej chwili podniosła głowę i spojrzała na nich ośmioma czarnymi oczami.

Poza tym nawet tchnienia wiatru.

Tylko raz coś usłyszeli. Jakiś rodzaj dalekiego ryku o ciężkich tonach. Doleciał słaby i ledwo słyszalny, ale cisza była tak doskonała, że obydwoje na ten dźwięk podskoczyli.

Lonerin rozejrzał się wokół nerwowo, a Dubhe przyciągnęła do siebie łuk. Stali nieruchomo przez kilka minut, ale nie usłyszeli żadnego innego odgłosu.

— To był smok — wyszeptał Lonerin. Zaczął się zastanawiać, skąd ten ryk mógł dobiegać. Czy były w tych okolicach smoki? Sennar nic o nich nie wspomniał…

Dubhe przeszedł dreszcz. Było w tym krzyku coś złowrogiego i bez żadnego powodu pomyślała o Domu i o Rekli.

Dubhe czuła się śledzona. Odkąd znalazła się pod wpływem klątwy, nigdy nie była naprawdę sama. Z dna jej wnętrzności Bestia bezustannie ją obserwowała, gotowa pochwycić każdą chwilę jej słabości i wykorzystać ją. Ale teraz to nie Bestia na nią patrzyła. Było to wrażenie bardziej rozmyte, rozproszone. To liście miały oczy, i gałęzie, i kwiaty. Tysiące utkwionych w nich oczu.

Od czasu do czasu Lonerin wyciągał mapkę, sprawdzał ją, po czym szedł dalej. Był to gest całkowicie zbędny, ale Dubhe rozumiała, że go potrzebował, aby odzyskać pewność siebie. Był godny podziwu. Jego wysiłek, aby utrzymać nerwy na wodzy, był niemal bohaterski. W tym miejscu nawet jej, wytrenowanej do nieulegania emocjom, trudno było zachować spokój.

Jak gdyby nie wystarczyło niepokojącej atmosfery, wkrótce zrobiło się też gorąco nie do wytrzymania. Wydawało się, że lato ukazuje się tu w całej swojej potędze. Lonerin był zmuszony zdjąć koszulę i iść z nagim torsem, zaś Dubhe zostawiła na sobie tylko gorsecik.

Słońce podnosiło się i opuszczało nad ich głowami, prawie zawsze ukryte za listowiem, z wyjątkiem chwil, kiedy szli przez jakąś polanę. Wtedy nagła eksplozja światła oślepiała ich i przeżywali chwile lęku, niezdolni do rozeznania, gdzie się znajdują, i otumanieni tą nagłą zmianą.

Było to niczym poruszanie się po miejscu bez czasu i bez przestrzeni, miejscu wiecznie identycznym, które im zagrażało, ale które nigdy nie konkretyzowało wiszącej nad nimi groźby. Taka sytuacja wykańczała nerwowo.

Dubhe lepiej znosiła te warunki. Oczywiście, ciążyło jej ciągłe bycie w pogotowiu i odczuwała strach, pierwotny strach przed tym, czego się nie zna. Potrafiła się jednak kontrolować.

Lonerin natomiast stawał się coraz bardziej nerwowy. Częściej wyciągał mapę, histerycznie kontrolował igłę i rozglądał się dookoła. Dubhe chciała coś mu powiedzieć, ale była całkiem nieprzygotowana do podobnej sytuacji. Zawsze troszczyła się tylko o siebie, a w przeszłości to ona była pocieszana i chroniona przez Mistrza. Jak można uspokoić inną osobę? Jak nawzajem dodawać sobie sił? Lonerin zdawał się to potrafić, ale jej ta sztuka była nieznana.

Pewnego popołudnia, prawie tydzień po ich wylądowaniu w Nieznanych Krainach, zaczęli coś słyszeć. To ona się zorientowała. Bestia wyostrzyła jej zmysły: spośród tych wszystkich straszliwych rzeczy, które przyniosła jej klątwa, był to jedyny dar. Na początku pomyślała, że to tylko jej wyobraźnia.

Potem Lonerin zatrzymał się. Dubhe zobaczyła go przed sobą, jak nasłuchuje z wyciągniętą głową. Coś tam było… dźwięki, szmery, chociaż niemożliwe do rozróżnienia.

— Słyszysz to?

Dubhe przytaknęła.

Kiedy tylko ich głosy przerwały ciszę, dźwięki umilkły.

Lonerin nasłuchiwał dalej.

— Masz jakiś pomysł, co to mogło być? — zapytał, odwracając się do niej.

Jego czoło było pokryte kropelkami potu, i to nie tylko z gorąca. Zbladł.

Dubhe potrząsnęła głową.

— W końcu to puszcza… muszą być jakieś odgłosy. To raczej nienaturalne, że nie słyszeliśmy ich do tej pory.

Popatrzył na nią przez kilka chwil, po czym postanowił iść dalej.

Nagle podniósł się wiatr. Szelest liści wydał się Dubhe ogłuszającym hałasem. Idący przed nią Lonerin również zwolnił; wydawało się, jak gdyby szczyty drzew wymawiały jakieś słowa.

Potem znowu to się stało. Tym razem dźwięki nie umilkły, ale raczej ich otoczyły. Śmiechy. A może śpiewy. Były jednak daleko.

Dubhe otarła sobie pot z czoła. Bestia w jej wnętrznościach nie ruszała się, pozostawała przycupnięta, jak zwykle. Gdyby pojawiło się niebezpieczeństwo, zaatakowałaby ją, poczułaby, jak naciska, aby wyjść.

— Ktoś tu jest, dookoła nas…

— Lonerin, uwierz mi, wszystko jest dobrze. Inaczej poczułabym to.

On jednak nie był przekonany.

— Chcesz, żebym szła pierwsza? — zasugerowała Dubhe.

Lonerin potrząsnął głową obruszony.

— Ja mam mapę i igłę wskazującą kierunek.

Głosy rozbrzmiewały nadal, a oni szli naprzód. Było tak, jak gdyby puszcza nagle się zaludniła, jakby za każdym krzakiem pojawił się ktoś, kto ich wyśmiewał, wyszydzał. Nikogo jednak nie było. Dubhe rozglądała się bacznie dookoła, ale niczego nie zauważyła. Idący przed nią Lonerin posuwał się naprzód coraz szybciej.

— Daj mi sztylet.

— Nie umiesz się nim posługiwać.

— Nie trzeba być wojownikiem, żeby używać jakiegoś przeklętego sztyletu.

— Skończy się na tym, że zrobisz sobie krzywdę. Ty nas prowadzisz, a ja — ochraniam, myślałam, że taki jest podział ról.

— Tu coś jest.

— Nawet jeżeli, to ja się tym zajmę.

Znowu szepty. Dubhe przeszył dreszcz. Cienie liści na ziemi powoli się wydłużały, zbliżał się zachód słońca. Dalsza podróż byłaby nierozważna.

— Może lepiej będzie się zatrzymać — zaproponowała, ale on szedł dalej zdecydowanym krokiem. Nie słuchał jej.

— Lonerin! — wrzasnęła Dubhe, ale bez skutku.

Musiała złapać go za nadgarstek. Poczuła jego napięte ścięgna i mięśnie wstrząsane lekkim drżeniem.

— Tak, tak — powiedział, opuszczając z zawstydzeniem oczy.

— Masz rację.

1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 91
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)