Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Tajemnice Starego Dworu». Краткое содержание книги:

Catharina od dziecięcych lat zaręczona jest z Malcolmem Jarncroną, dziedzicem Markanas. Dziewczyna zna swego narzeczonego jedynie z listów, ale często o nim marzy i niecierpliwie wyczekuje dnia ślubu. Malcolm jednak wciąż się nie zjawia. Wreszcie Catharina otrzymuje list, w którym zostaje zwolniona z danego słowa. Nie mogąc się pogodzić z tą zaskakującą decyzją, wyrusza incognito do dworu Markanas, by wyjaśnić motywy postępowania Malcolma…
1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 26
Перейти на страницу:

Catharina drżącą ręką zapaliła lampę naftową i w ciemnym wnętrzu rozlała się uspokajająca jasność.

Malcolm od razu wyczuł napiętą atmosferę i zapytał, co się stało.

Dokładną relację zdała panna Inez, nie kryjąc przy tym swego niedowierzania co do prawdziwości zdarzeń przedstawionych przez Catharinę. Ale Malcolm, rzuciwszy przeciągłe spojrzenie na twarz służącej, poszedł dokładnie obejrzeć schody.

– W którym miejscu to się stało? – zapytał.

Catharina usiłowała przypomnieć sobie, skąd czołgała się na górę, a Malcolm tymczasem poprosił panią Tamarę:

– Mamo, czy mogłabyś razem z Inez i Elsbeth obudzić służbę? Dzisiejszej nocy nie możemy spać. Trzeba będzie pomóc robotnikom dworskim i ich rodzinom.

Pani Tamara skinęła głową.

– Czy wiatr wyrządził duże szkody?

– Istnieje duże zagrożenie – odrzekł krótko, a kiedy kobiety opuściły hol, zwrócił się do Cathariny: – Stań w miejscu, gdzie to się stało!

Zrobiła tak, jak kazał, i odezwała się niepewnym głosem:

– To chyba tutaj.

Malcolm bez słowa zatrzymał się w kącie za schodami i przełożywszy rękę przez balustradę, chwycił dziewczynę za nogę.

– Tak? – zapytał cicho.

– Właśnie tak – wzdrygnęła się z lękiem. – Tyle że ręka była lodowata.

Rozejrzał się dookoła. Pod schodami stało wiadro, zostawione zapewne przez którąś ze służących. Nie zastanawiając się wiele, zanurzył rękę w brudnej wodzie, a potem wytarłszy ją o spodnie chwycił dziewczynę ponownie. Tym razem jego dłoń była zimna jak lód.

– Tak! – omal nie krzyknęła, a Malcolm tylko pokiwał głową. – Ale drzwi do sali balowej były otwarte.

– Pewnie ktoś specjalnie je otworzył.

– Sądzisz, że…

– Nic nie sądzę, póki co! – rzekł i dodał pełnym bólu głosem: – Och, Catharino, dlaczego nie możemy być razem? Przecież jesteśmy dla siebie stworzeni. Tak pragnę twej przyjaźni, tęsknię do twej… – nie dokończył.

– Wiem – odpowiedziała cicho, domyślając się, co chciał powiedzieć.

Ale oto usłyszeli powracających domowników, więc Catharina zbiegła pośpiesznie ze schodów.

– Musisz stąd wyjechać, najmilsza – szepnął rozgorączkowany. – Chociaż serce mi się kraje na samą myśl, że stracę cię z oczu. Proszę cię jednak, opuść natychmiast Markanäs, wyjedź jutro rano! Ktoś odkrył nasz związek.

Catharina z trudem przełknęła ślinę. Jak to? myślała rozdarta. Wyjechać stąd, teraz, kiedy go poznała i doświadczyła jego bliskości? Po tym, jak ją obejmował?

– To zbyt niebezpieczne – szeptał. – Boję się o ciebie. Jeśli ci się coś stanie, nigdy sobie tego nie daruję.

Patrzyła z rozpaczą na twarz Malcolma, która na krótką chwilę znalazła się tuż przy jej twarzy.

Kiedy Tamara z siostrą i córką wróciły do holu, zastały Catharinę pochyloną nad lampą, Malcolm zaś kierował się ku wyjściu. Nim doszedł do drzwi, rozległo się głośne pukanie.

Za drzwiami stał znowu zarządca, ale tym razem nie sam. Za jego plecami tłoczyli się mieszkańcy czworaków, a w bladobłękitnej poświacie księżycowej nocy wiosennej widać było ich przerażone twarze.

– Proszą o udzielenie im schronienia we dworze, panie Järncrona. Boją się siedzieć w chatach podczas tej okropnej wichury! Poza tym krążą plotki, że w okolicy grasuję banda Torstenssona.

Malcolm spojrzał pytająco na Catharinę, ale szybko odwrócił wzrok na panią Tamarę.

Uważa mnie za prawowitą panią dworu, pomyślała nie bez dumy. Omal się nie zdradził.

Tamara skinęła głową przyzwalająco.

– Powiedz, że wszyscy, którzy sobie tego życzą, mogą się schronić w pałacu.

Malcolm wydał się Catharinie taki dostojny, kiedy wypowiadał te słowa. Jakże zaimponowało jej to, że wszyscy szukają u niego rady i wsparcia.

– Pozostali – mówił dalej Malcolm – pójdą wraz ze mną sprawdzić stan chat i budynków gospodarskich.

– Wydaje mi się, że wytrzymają nawałnicę – rzekł zarządca. – Najbardziej jest zagrożona zagroda dla świń.

W kwadrans później w holu zaroiło się od przybyłych ludzi. Pani Tamara z siostrą starały się ulokować wszystkich w największym salonie. Elsbeth stała z boku i obgryzając paznokcie, obserwowała z ciekawością nieoczekiwanych gości.

Panna Inez nie kryła swego niezadowolenia i w przeciwieństwie do Tamary podkreślała na każdym kroku swoją wyższość.

– Witaj, Joachimie! – zagadnęła w przelocie Catharina i cmoknąwszy chłopca, pośpieszyła do kuchni odnieść herbatę, o której w natłoku zdarzeń wszyscy zapomnieli. Kucharce wydano już polecenie, by wszystkich przybyłych w miarę możliwości nakarmić.

Catharina zauważyła, że wśród służby zapanowało poruszenie. Uważali się za lepszych od robotników pracujących w polu i w obejściu, dlatego z oburzeniem przyjęli polecenie, by serwować im jakiś posiłek, na domiar wszystkiego w salonie.

Catharina, wywodząca się z wyższych sfer, uznała w pierwszej chwili sytuację za zabawną, zaraz jednak uświadomiła sobie, jak niewiele wiedziała o życiu pospólstwa, jego poglądach i zwyczajach. Może jednak, mimo wszystko, dni spędzone w Markanäs przyniosły jej jakąś korzyść? Pomogły rozszerzyć horyzonty? Chyba było mi to potrzebne, pomyślała samokrytycznie.

Wracając przez hol, natknęła się na Malcolma, który się po coś wrócił. Korzystając z tego, że wokół panował nieopisany gwar, zapytała:

– Czy mogę pójść z tobą? Może się na coś przydam?

Widać było, że chętnie widziałby ją u swego boku, czy to ze względów bezpieczeństwa, czy z innych powodów. Po chwili namysłu odparł jednak:

– Lepiej zostań w domu. Za bardzo rzuciłoby się to w oczy. Tylko błagam cię, zachowaj ostrożność i… nie zapomnij, że mamy się spotkać późnym wieczorem. Nie zdążymy o wpół do jedenastej, tak jak planowaliśmy, ale może godzinę później?

Kiwnąwszy głową na znak zgody, odeszła.

Była nieopisanie szczęśliwa, że Malcolm nadał pragnie spotkać się z nią sam na sam. Jej twarz rozpromienił radosny uśmiech. Odwróciła się i omal nie zderzyła się z panią Tamarą stojącą obok córki w drzwiach salonu. Elsbeth nie spuszczała wzroku z Cathariny.

Nie mogły nic słyszeć, na pewno nic nie słyszały, pocieszała się dziewczyna. Ale pewnie trochę się dziwią…

Odetchnąwszy głęboko, z udawanym spokojem minęła obie damy i weszła do salonu, który całkiem zmienił swój wygląd. Uderzył ją w nozdrza odór ubrań chłopów pracujących w oborze, woń wilgotnej skóry i cała gama obcych zapachów.

Dzieciaki, szczególnie dziewczynki, siedząc na krawędzi krzeseł patrzyły z rozdziawionymi buziami na gobeliny i aksamitne kotary. Chłopcy zaś nie mogli oprzeć się pokusie, by nie dotknąć figurek ze złota i kości słoniowej postawionych dla ozdoby na rokokowej komodzie. Raz po raz któraś z matek musiała klapsem powstrzymać swe latorośle.

Catharina krążyła pomiędzy chłopskimi rodzinami, napełniała półmiski, częstowała napojami i przyjaźnie zagadywała wszystkich.

To ja powinnam być waszą dziedziczką, myślała rozczulona i zarazem zasmucona. Tymczasem widzicie mnie w całkiem innej roli…

Podeszła do kolejnego stolika i aż podskoczyła, wyrwana gwałtownie ze swych rozmyślań. Któryś z siedzących tam podstarzałych chłopów, niezdolnych już do pracy w polu, klepnął ją w pośladek i gwizdnął przeciągle. Pozostali śmiali się i mrugali do niej.

Catharina przeżyła szok. W pierwszym odruchu chciała przywołać do porządku bezczelnego gbura, ale zdołała się powstrzymać, ujrzawszy w pobliżu naburmuszoną pannę Inez. Ograniczyła się jedynie do ostrego spojrzenia.

Wichura nie ustawała, szyby drżały pod naporem silnych podmuchów wiatru. Catharina usłyszała, jak jakieś kobiety z lękiem w głosie rozprawiają o bandzie Torstenssona. Czego one się właściwie boją? pomyślała. Przecież ich skromny dobytek na pewno nie stanowi pokusy dla takich złodziei.

1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 26
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)