Tajemnice Starego Dworu
- Автор: Сандему Маргит
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Tajemnice Starego Dworu». Краткое содержание книги:
– Dziękuję! – rzekła Catharina, nie posiadając się ze zdumienia. – Uczynię to z największą radością. To taki miły i mądry chłopiec.
Pani Tamara skinęła głową, ale z wyrazu jej twarzy Catharina wyczytała, że znów zachowała się niezgodnie z obowiązującymi konwenansami. Jednak wdowa bez słowa odwróciła się i udała do salonu.
– Panie Malcolmie – odezwała się Catharina, przełknąwszy ślinę i nabierając powietrza w płuca. – Czy możemy porozmawiać w cztery oczy?
– Oczywiście, Przejdźmy do mojego gabinetu – odpowiedział po chwili namysłu i zmarszczył czoło, zdziwiony, że nowa służąca pozwala sobie na tak wiele swobody.
Otworzył drzwi do pokoju, do którego miał wstęp tylko on i zarządca, i przepuścił dziewczynę przodem. W pomieszczeniu wypełnionym po brzegi książkami i zepsutymi narzędziami unosił się lekki odór obory.
Catharina na co dzień nie robiła tu porządków, bo, jak ją uświadomiono, był to pokój typowo męski. Weszła do środka tylko raz: po torbę z opatrunkami.
– Słucham, o co chodzi? – Malcolm spojrzał wyczekująco, sądząc zapewne, że chce porozmawiać o Joachimie.
– Panie Malcolmie, nie proszę o pańskie wybaczenie, bo na nie nie zasłużyłam. Proszę jednak o wyrozumiałość w tej tak trudnej dla mnie sytuacji. W tym wszystkim właściwie nie chodziło mi tyle o siebie, co o moje siostry…
– O czym ty, na miłość boską, mówisz, Karin?
Zorientowała się, że powinna zacząć od początku.
– Oszukałam pana i bardzo mi przykro z tego powodu. Nie mam na imię Karin, lecz Catharina… Catharina Borg.
Na twarzy Malcolma odmalowało się przerażenie. W jednej chwili znalazł się przy niej i zakrył dłonią jej usta.
– Ciii… – wyszeptała – Nie tutaj.
Dopiero gdy uznał, że minął pierwszy szok, zdjął z jej ust ciepłą, mocną dłoń.
– Zejdź do piwnicy – szeptał dalej. – Klucz wisi za kuchennymi drzwiami. Spotkamy się na dole, ale ja na wszelki wypadek zejdę innymi schodami. Tak będzie bezpieczniej. – Potem wyprowadził ją z pokoju i w holu rzucił głośno: – Tym razem, Karin, wybaczam ci. Ale proszę, by się to więcej nie powtórzyło.
– Tak, proszę pana – odpowiedziała pokornie i ze zdziwioną miną patrzyła, jak znika w salonie.
Spodziewała się gwałtownej reakcji z jego strony na wiadomość, że został oszukany. Zaskoczył ją jednak całkowicie. Ten strach w jego oczach!
Może zataił, że jest zaręczony z dziewczyną, która czeka na niego od wielu lat?
A może… Zadrżała zalękniona, że przyczyna może być całkiem inna…
ROZDZIAŁ V
Zdumiona Catharina przekradła się z lękiem do kuchni. Nie zauważona przez nikogo wzięła klucze i ze świecznikiem w ręce zeszła do piwnicy.
Zatrzymała się na dole, bo nagle przypomniały jej się słowa Elsbeth: „Malcolm dokładnie zamyka drzwi, żeby okropny upiór nie wydostał się z piwnicy”. Ciekawe, gdzie teraz krąży duch despotycznej dziedziczki sprzed dwustu lat? pomyślała i ciarki przeszły jej po plecach.
Naraz usłyszała wyraźnie odgłos kroków i w odruchu przerażenia omal nie rzuciła się do ucieczki. Ale łagodny głos Malcolma, który poprosił, by poszła za nim, przywrócił jej równowagę. Ruszyli długim korytarzem, gdzie czuć było stęchliznę, a gdzieniegdzie nawet kapała ze ścian woda, aż dotarli do ciężkich masywnych drzwi. Kiedy Malcolm je otworzył, okazało się, że to piwniczka, w której przechowuje się wina.
– Teraz możesz mówić. Tutaj nikt nas nie usłyszy – powiedział. – Czy naprawdę jesteś Cathariną Borg? Co to wszystko ma znaczyć?
– Tak, powinnam powiedzieć panu o tym wcześniej. Doprawdy wstyd mi, że uciekłam się do podstępu.
– Ale dlaczego? Wytłumacz mi, czemu podałaś się za kogoś innego?
– A czy pozwoliłby mi pan zostać, gdybym powiedziała, kim naprawdę jestem?
– Nie – odrzekł i westchnął ciężko.
Cathariną rozejrzała się wokół. W słabym blasku świec mignęły rzędy butelek i kilka dużych gąsiorów z winem. Malcolm oparł się o pustą beczkę, która zadudniła głucho.
– A więc to ty – zaczął powoli. – Przyznaję, że inaczej sobie ciebie wyobrażałem.
– No cóż – powiedziała matowym głosem. – Rozumiem pańskie rozczarowanie, moje siostry słyną z urody… Zresztą, przybywam właśnie z ich powodu.
– Wspominałaś o tym, ale, proszę, mów mi po imieniu, przynajmniej gdy jesteśmy sami. No, co wspólnego mają z tym wszystkim twoje siostry?
– Moi rodzice są dość konserwatywni, a przy tym należą do wspólnoty religijnej, w której obowiązuje niepodważalna zasada, że w rodzinie pierwsza musi wyjść za mąż najstarsza z córek.
Obserwował ją uważnie. W blasku dwóch świec ustawionych na drewnianej beczce prezentował się wspaniale, jego bliskość sprawiała dziewczynie wręcz fizyczny ból.
– Słyszałem już kiedyś o takich surowych zasadach – pokiwał głową.
– A więc siostry czekały na mnie. Najstarsza z nich około pięciu lat, a pozostałe też mniej więcej tyle samo. Kiedy otrzymałam pański… to znaczy twój list, stchórzyłam. Nie miałam odwagi wyznać im całej prawdy, przekreślić ich nadziei na wstąpienie w związek małżeński.
– Jak to, więc one nie mają szans ułożyć sobie życia?
– Właśnie.
– Wielki Boże! – Malcolm zatopił się w rozmyślaniach, a potem spytał bezradnie: – A czy ty nie mogłabyś…?
– Nie, nie mam nikogo – odpowiedziała z prostotą. – Pozostaje jeszcze takie wyjście, że poślubię jakiegoś starego wdowca, który dla pieniędzy zgodzi się zostać moim mężem. Chyba w końcu tak uczynię, ze względu na siostry…
– Nie – przerwał jej wyraźnie poruszony. – Nie wolno ci tego robić. Nie tobie.
Popatrzyła na niego badawczo i rzekła z namysłem:
– Dla mnie nigdy nie istniał nikt poza tym, którego wybrali dla mnie rodzice. I właśnie dlatego tu przyjechałam. Nie pragnę żebrać o twą łaskę czy współczucie. Chcę się jednak dowiedzieć, czym podyktowana była twoja decyzja, by móc coś postanowić na przyszłość. By znaleźć z tej sytuacji wyjście korzystne dla moich sióstr. Poza tym… – głos jej się zaczął łamać. – Bałam się, ze nie udźwignę tego wstydu…
Malcolm ukrył twarz w dłoniach i rzekł:
– Jestem zrozpaczony, Catharino! Przez tyle lat łudziłem się, że wszystko się jakoś ułoży. Ale w końcu musiałem spojrzeć w oczy smutnej prawdzie, że z tej sytuacji nie ma wyjścia. Nic się nie zmieni, nawet gdybyśmy czekali pięćdziesiąt lat. Ten okropny list napisałem ze względu na ciebie. Zresztą zbierałem się kilka miesięcy i wierz mi, że spędziłem nad nim wiele bezsennych nocy.
Czekała, że powie coś jeszcze, ale on zamilkł, więc po dłuższej chwili odważyła się zapytać nieśmiało:
– Czy mógłbyś mi powiedzieć, dlaczego?
Odsłonił twarz, która nagle wydała się Catharinie blada i zmęczona, i pokręcił przecząco głową.
– Nie, Catharino. Nie mogę. Wyznam ci jedynie, że w Markanäs czyha na ciebie śmiertelne niebezpieczeństwo. Właśnie na ciebie.
– Gdybym została twoją żoną?
– Tak. Zrozum, nie mogę się ożenić, mimo że moim największym marzeniem byłoby poprowadzić cię do ołtarza. Czytając twoje listy, wyczuwałem w tobie pokrewną duszę. Wydawało mi się, że jesteś wrażliwa i masz takie bogate wnętrze… Ale słyszałaś już zapewne, co się stało z moją bratową. Tylko przez trzy dni była panią Markanäs. A wkrótce potem dotknęło nas kolejne nieszczęście: śmierć mojego brata.
„Zabiła ich Agneta Järncrona” – przypomniały się dziewczynie słowa Elsbeth. – „Niewykluczone, że zabiła również matkę Malcolma i jego ojca”.
– A co się stało twojemu ojcu? – zapytała z ociąganiem. – Czy i on padł ofiarą przekleństwa ciążącego nad Markanäs?