Tajemnice Starego Dworu
- Автор: Сандему Маргит
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Tajemnice Starego Dworu». Краткое содержание книги:
Dopiero teraz Malcolm uświadomił sobie z przerażeniem, że się wielokrotnie przejęzyczył. Odparł jednak przytomnie:
– Karin. Ciągle mi się mylą te imiona.
– Dlaczego tak się przeraziłeś? – spytała go szeptem Catharina, kiedy zarządca ich wyprzedził.
– Ona czyha na ciebie – wymamrotał tylko i zamilkł.
„Ona?” Czyżby więc Malcolm mimo wszystko wierzył, że Agneta Järncrona straszy w pałacowych korytarzach?
Zatrzymali się, gdy zarządca odwrócił się do nich i podniósł w górę lampę. Catharina śmiertelnie się wystraszyła podświetlonej postaci i zawróciła, tłumiąc okrzyk.
– Nie! Catharino, stój! – powstrzymał ją Malcolm. – Tu nie ma nic groźnego! Czy to tę kratę widziałaś?
– Tak – pisnęła żałośnie.
– Kłódka nie powinna być zamknięta – powiedział z gniewem zarządca.
– Nie. Ale przecież, kiedy tędy schodziliśmy, była otwarta! – odparł zdziwiony Malcolm i zwracając się do dziewczyny, rzekł: – Spójrz, to, co wzięłaś za kryptę, jest wnęką ze schodami prowadzącymi na górę.
– Ale ja ją widziałam! Stała za kratą!
– Posłuchaj, Catharino! To znaczy Karin. W Markanäs nie ma żadnej krypty i nigdy nie było. Wszyscy moi przodkowie zostali pochowani w pobliskim kościele. Agneta Järncrona także.
Zarządca spojrzał na Malcolma i potrząsnął głową w zamyśleniu.
– Ona znów staje się niebezpieczna – powiedział.
– Tak, musimy coś zrobić – potwierdził Malcolm.
– Słusznie. Z jakiej racji wszyscy mają cierpieć przez jedną osobę? Zamknęła kłódkę, żeby Karin nie mogła się wydostać… – dodał tym samym tonem.
– Tak przypuszczam – westchnął Malcolm.
– To prawda, kiedy zbliżałam się do kraty, usłyszałam jakiś trzask – wtrąciła Catharina.
– Hmm… – westchnął Malcolm nieobecny duchem. – Wyjdźmy stąd!
Nareszcie upragnione słowa, na które tak czekała.
Mężczyźni otworzyli kłódkę i poprowadzili dziewczynę schodami na górę. Z uczuciem ulgi wyszła z ciemnej piwnicy do holu, tuż przy schodach na piętro.
Na spotkanie wybiegły im pani Tamara i jej siostra.
– Moja droga, co z tobą? Biedactwo, przez co musiałaś przejść! – lamentowała.
W drugim końcu holu stała Elsbeth i obserwowała obojętnie zamieszanie. Catharina rozejrzała się wokół, bo wydało jej się, że w domu dziwnie ucichło. A Tamara, która dostrzegła zaskoczenie służącej, wyjaśniła:
– Wszyscy już sobie poszli. Kiedy dowiedzieli się, że złodziejska banda grasuje w pałacu, woleli wrócić do swych chat. Ale teraz chodź, zaprowadzę cię do kuchni, żebyś się mogła trochę ogarnąć. Wyglądasz okropnie.
Catharina popatrzyła na swe obolałe dłonie, pokryte zadrapaniami i kurzem. Pewnie twarz także miała brudną. Co też Malcolm sobie pomyśli?
Ale on nie był zbyt rozmowny.
– Kłódka była zamknięta – wyjaśnił tylko.
W drodze do kuchni Catharina usłyszała ciche słowa Inez, skierowane do siostry:
– Tamaro, dłużej tak nie można!
Pani Tamara nie odezwała się, westchnęła jedynie ciężko.
W kuchni panował ożywiony ruch. Chłopi, którzy brali udział w ściganiu bandytów, opowiadali swe przeżycia. Lensman aresztował czterech przestępców, a ciało zabitego zabrano. Na widok gospodarzy przechwałki ucichły i wszyscy ochoczo pomogli Catharinie umyć się i doprowadzić do ładu. Malcolm delikatnie opatrzył jej otarcia na rękach. Wstydziła się mu jednak przyznać, że kolana także mocno potłukła. Postanowiła później sama przemyć rany.
Elsbeth, stojąc w drzwiach, spoglądała na nich skwaszona.
– Też mi zamieszanie! – prychnęła pod nosem. – Z powodu jakiejś służącej!
Panna Inez straciła cierpliwość.
– Milcz! – krzyknęła i szarpnąwszy dziewczynkę za ramię, wyprowadziła. – Do łóżka!
Pani Tamara popatrzyła za nimi zatroskana, ale nie kiwnęła nawet palcem, by przyjść córce z odsieczą.
Histeryczne krzyki obrażonej Elsbeth długo jeszcze rozlegały się w całym pałacu.
– Dlaczego nikt się o mnie nie troszczy? Przez chwilę zostawiliście mnie zupełnie samą w salonie. Wiesz, że Agneta mogła przyjść i mnie zabrać, kiedy Malcolm sobie biegał po piwnicy?
W kuchni nikt nie skomentował nawet jednym słowem zachowania dziewczynki.
– A co z prosiętami? – zapytała nieoczekiwanie Catharina.
– Nie słyszysz ich? – uśmiechnął się Malcolm.
Rzeczywiście, teraz uświadomiła sobie, że docierają do jej uszu jakieś dziwne dźwięki; to było pokwikiwanie prosiąt, niespokojnych w nowym miejscu.
Na podrapanej twarzy dziewczyny pojawił się promienny uśmiech.
– Umieściliście je w magazynie? – zapytała.
– Tak, zdążyliśmy wszystkie przenieść dosłownie w ostatniej chwili, nim zagroda runęła.
Catharina wsłuchała się w hulający za oknami wiatr. Uderzał w ściany pałacu z nie słabnącą siłą, targał koronami drzew i z wyciem przetaczał się przez równinę. Do piwnicy dochodziły tylko stłumione odgłosy wichury, zresztą uwagę miała skupioną na czymś innym…
Znów przeniknął ją dreszcz lęku, więc czym prędzej porzuciła przykre wspomnienia.
Panna Inez wróciła do kuchni, trzymając w ręce kubeł z wodą.
Elsbeth stłukła doniczkę z kwiatami i zabrudziła podłogę – powiedziała wyraźnie wzburzona. – Kazałam jej sprzątnąć i wynieść wiadro z wodą do kuchni. Ale myślicie, że posłuchała? Odstawiła je ukradkiem do kąta pod schodami!
Pani Tamara milczała, ale na jej twarzy malowało się przygnębienie. Malcolm także nic nie mówił.
– Pójdę chyba się przebrać na górę – przerwała ciszę Catharina. – Bardzo dziękuję wszystkim za pomoc – dodała i dygnęła.
– Możesz się już położyć, Karin. Miałaś ciężki dzień – powiedziała pani Tamara, a jej zazwyczaj pełen rezerwy głos zabrzmiał przyjaźnie. – Właściwie już wszyscy powinniśmy udać się do łóżek, bo zrobiło się późno.
Catharina z wdzięcznością przyjęła jej słowa.
Malcolm popatrzył na Catharinę wymownie, jakby pragnął jej dać do zrozumienia, że chętnie odprowadziłby ją do pokoju na poddaszu, ale powstrzymywała go obawa, co inni sobie pomyślą. Polecił jednak którejś ze służących towarzyszyć Catharinie, co dziewczyna przyjęła z wdzięcznością.
Kiedy znalazła się w swoim pokoiku, spojrzała na zegar. Dochodziła jedenasta. Zdziwiła się, bowiem wydawało się jej, że w tej okropnej piwnicy spędziła pół życia.
Umyła się i przebrała, ale zamiast koszuli nocnej założyła swą odświętną sukienkę. W przypływie wisielczego humoru pomyślała sobie, że może dobrze się stało, iż nie jest żoną Malcolma. Nie mogłaby tu spokojnie żyć ze świadomością, że w zakamarkach piwnicznych korytarzy czai się duch Agnety Järncrony. Nie zniosłaby tego!
Zaraz jednak ogarnął ją żal, bo tak naprawdę oddałaby wszystko, by móc być blisko ukochanego.
Poczuła w sercu ciepło na myśl o tym, że za chwilę spotka się z nim sam na sam. Nie miała pojęcia, o czym chce z nią pomówić, ale przeczuwała niejasno, że postanowił nakłonić ją do wyjazdu.
Długo usuwała z włosów pajęczyny i kurz, żałując, że nie ma dość czasu, by umyć głowę. Zapragnęła pięknie wyglądać i pachnieć świeżo z niejasnego powodu, do którego nie chciała się przyznać nawet przed sobą.
Kiedy w końcu przejrzała się w niewielkim, zmatowiałym lusterku, uznała wynik swych starań za zadowalający. Wyglądała nieźle, poza drobnymi zadrapaniami na nosie, które, miała nadzieję, Malcolm jakoś przeboleje.
Odetchnęła głęboko, próbując się odprężyć i nabrać odwagi przed zbliżającą się chwilą spotkania. Dobry Boże, modliła się, spraw, by nie kazał mi stąd wyjeżdżać!