Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Angielski pacjent [The English Patient - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Angielski pacjent [The English Patient - pl]

Электронная книга - «Angielski pacjent [The English Patient - pl]». Краткое содержание книги:

Utkana z niedomówień i nastrojów poetycka opowieść, która zaczyna się pod koniec drugiej wojny światowej, w zrujnowanym pałacu na południu Włoch. Kanadyjska pielęgniarka, Hana, opiekuje się bezimiennym pacjentem, którego płonący samolot rozbił się na Saharze. Ciężko poparzonego uratowali Beduini i przetransportowali do szpitala. Hana otacza go troskliwą opieką, czyta mu książkę, która może być kluczem do poznania jego przeszłości. Pamięć niezwykłego pacjenta stopniowo powraca i odkrywa jego mroczną tajemnicę. Hana towarzyszy mu w ostatnich dniach próbując zapomnieć o swoich bolesnych przeżyciach. Angielski pacjent jest historią miłości uwikłanej w okrucieństwa wojny, uczucia niespełnionego, z góry skazanego na przegraną.
1 ... 10 11 12 13 14 15 16 17 18 ... 63
Перейти на страницу:

Stanęła przy fortepianie. Nie patrząc na klawisze, opuściła dłonie i zaczęła grać, wystukując dźwięki, sprowadzając melodię do samego szkieletu. Po każdej sekwencji dźwięków robiła przerwę, jakby wynurzała dłonie z wody, by sprawdzić, co też wyłowiła, po czym opuszczała je ponownie wystukując główny zarys melodii. Jeszcze bardziej spowalniała ruchy palców. Spoglądała na dół, na dwóch mężczyzn, którzy weszli do sali przez otwarte oszklone drzwi, oparli karabiny o fortepian i stanęli na wprost niej. Dźwięk tonów nadal wypełniał komnatę, już odmienioną.

Opuściła dłonie, bosą stopą nacisnęła pedał basowy, wygrywając pieśń, jakiej nauczyła ją matka. Wystukiwała, na czym się dało, na stole kuchennym, na ścianie, o którą się opierała wchodząc schodami na górę, na pościeli, w której zasypiała. Nie mieli w domu fortepianu. Zwykła chodzić do klubu dzielnicowego w sobotnie ranki, by tam grywać, a przez cały tydzień ćwiczyła, gdzie się dało, wypisując dyktowane przez matkę nuty kredą na kuchennym stole, a potem je ścierając. Po raz pierwszy grała teraz na fortepianie pałacowym, mimo iż przebywała tu od trzech miesięcy, a zarysy instrumentu pod płótnem wypatrzyła przez oszklone drzwi już pierwszego dnia po przybyciu do Villa San Girolamo. W Kanadzie powietrze było zbyt suche dla fortepianów. Wstawiało się do środka pudła szklankę napełnioną wodą, a po miesiącu szklanka była pusta. Ojciec opowiadał jej o karzełkach, które popijają sobie we wnętrzach fortepianów, a nie w żadnych barach. Nigdy w to nie wierzyła, ale początkowo sądziła, że to mogą być myszy.

Błyskawica przeskoczyła nad doliną; przez całą noc zbierało się na burzę. W jej świetle spostrzegła, że jeden z mężczyzn jest Sikhem. Zrobiła pauzę i uśmiechnęła się, nieco zdziwiona, ale pewna swego, błysk światła wyłonił tylko na sekundę z mroku turban i jasny poblask na mokrej broni. Skrzydło fortepianu zdjęto już przed kilku miesiącami i wykorzystano jako stół szpitalny, broń więc oparta była o brzeg klawiatury. Ranny Anglik rozpoznałby, co to za rodzaj broni. Do diabła! Znalazła się w otoczeniu obcych ludzi. Żaden z nich nie był Włochem. Pałacowy romans. Co by pomyślał Poliziano o tym obrazku z roku 1945: po obu stronach fortepianu dwóch mężczyzn i kobieta, wojna już prawie zakończona, i broń rozjaśniająca się swą mokrą połyskliwością, ilekroć do komnaty wpada blask błyskawic, nasycając wszystko barwą i cieniem, co pół minuty grzmot wypełnia dolinę i zagłusza antyfonę melodii, dźwięk tonów piosenki When I take my sugar to tea…

— Znacie te słowa?

Nawet nie drgnęli. Uwolniła palce od dyscypliny tonów i wprawiła je w rytm, który przywołała z dna pamięci, w jazzowy takt, który wyzwalał melodię jak kasztan wyzwala się z łupin.

When I take my sugar to tea All the boys are jealous of me, So I never take her where the gang goes When I take my sugar to tea[2].

Ich zmoczone ubrania, sposób, w jaki się jej przyglądają, ilekroć światło błyskawic wpada między nich do pokoju, jej dłonie grające teraz na przekór piorunom i grzmotom, ale i dostosowując się do nich, wypełniając dźwiękiem ciemności między błyskawicami. Jej twarz tak skupiona, że pojęli, iż są dla niej niewidoczni, że nie zarejestrował ich jej umysł, z wysiłkiem przywołujący wspomnienie matczynej ręki od-dzierającej kawałek gazety i zwilżającej go pod kuchennym kranem, by zetrzeć z blatu stołu pięciolinię, nuty, klucze tonacji. A potem ona udająca się na swe cotygodniowe lekcje do dzielnicowego klubu, gdzie pozwalają jej grać; kiedy siada, nie może stopą dosięgnąć pedału, więc woli grać na stojąco; jej sandałek na lewym pedale i stukanie metronomu.

Nie chciało jej się kończyć tej gry. Zagubić słów tej starej piosenki. Widziała miejsca, których dotyczyły, do których gang nigdy nie docierał, zastawione donicami z aspidistrą. Spojrzała na nich i skinęła głową — zapowiedź, że oto właśnie kończy.

Caravaggio nie był świadkiem tego wszystkiego. Kiedy wrócił, zastał w kuchni Hanę i dwóch żołnierzy z oddziału saperskiego; robili kanapki.

III

Czasem będę ogniem

Ostatnia wojna średniowieczna toczyła się we Włoszech w latach 1943 i 1944. Armie nowych królów szturmowały zapamiętale położone na wyniosłych cyplach obronne miasta, które zdobywano już od ósmego stulecia. Wokół spiętrzonych skał gorączkowy ruch kłębił się w pokaleczonych, rozoranych winnicach, gdzie — jeśli sięgniesz łopatą głębiej — pod koleiną wygniecioną gąsienicami czołgów znajdziesz zakrwawione miecze i włócznie. Monterchi, Cortona, Urbino, Arezzo, San-sepolcro, Anghiari. A potem całe wybrzeże.

Koty wylegiwały się na wieżyczkach strzelniczych wychodzących na południe. Anglicy i Amerykanie, Hindusi, Australijczycy, Kanadyjczycy posuwali się na północ; pociski wybuchały i rozpryskiwały się na niebie. Kiedy armie dotarły do Sansepolcro, mającego w herbie kuszę, niektórzy żołnierze zaopatrzyli się w tę broń i wystrzeliwali z niej w nocnej ciszy strzały ponad murami nie zdobytego jeszcze miasta. Marszałek polny Kesselring zalecał usuwanie z umocnień obronnych szmat nasyconych gorącą oliwą, którymi je zarzucano.

Z kolegiów oksfordzkich ściągnięto do Umbrii uczonych mediewistów. Przeciętna wieku wynosiła sześćdziesiąt lat. Rozdzielono ich pomiędzy poszczególne oddziały; w czasie spotkań z dowództwem strategicznym zapominali o tym, że wynaleziono już samoloty. O miastach, które miano zdobywać, rozprawiali w kategoriach historii sztuki. W Monterchi znajdowała się Madonna del Parto Piera della Francesca, umieszczona w kaplicy obok miejskiego cmentarza. Kiedy wreszcie w porze wiosennych deszczów zdobyto trzynastowieczną twierdzę, żołnierzy zakwaterowano pod wysoką kopułą kościoła; sypiali na kamiennej płycie, na której Herkules uśmierca hydrę. Woda była wszędzie zatruta. Wielu z nich zmarło na tyfus i inne choroby. Wykorzystując służbowe lornety żołnierze przypatrywali się w gotyckim kościele w Arezzo twarzom na freskach Piera delia Francesca. Królowa Saby rozmawia z królem Salomonem. Obok gałązka z drzewa wiadomości dobrego i złego tkwi w ustach zmarłego Adama. Po latach owa królowa dowie się, że most na Siolan zbudowano z drewna tego świętego drzewa.

Ciągle padało i było zimno, nie zaopatrywano ich w nic, oprócz owych wielkich map zabytków sztuki ukazujących Sąd Ostateczny, miłosierdzie i poświęcenie. Armia brytyjska przekraczała kolejne rzeki z wysadzonymi w powietrze mostami, oddziały saperskie spuszczały się ze stromych brzegów na linach pod ogniem nieprzyjaciela i przepływały lub przechodziły rzekę w bród. Prąd porywał tratwy z żywnością i namiotami. Ludzie przeciągający te tratwy ginęli. Pewnego razu w czasie przeprawy próbowali wydostać się z wody. Uczepili się rękami gliniastej skarpy i zawiśli w połowie wysokości. Chcieli choć w glinie znaleźć oparcie.

Młody saper Sikh przylgnął policzkiem do gliniastej skarpy i rozmyślał o twarzy królowej Saby, o jej delikatnej skórze. Nie znajdował żadnego innego pocieszenia tkwiąc w tej rzece oprócz pożądania owej królowej, które go w jakiś sposób rozgrzewało. Chciałby zdjąć welon z jej włosów. Chciałby dotknąć prawą dłonią jej karku pod oliwkową tkaniną. Był tak utrudzony i tak smutny jak ów mądry król i wiarołomna królowa, których oglądał przed dwoma tygodniami w Arezzo.

Zwisał ponad powierzchnią wody na rękach, dłonie wbijał w gliniastą skarpę. Wszelka delikatność wyparowała z nich w ciągu tych nocy i dni, pozostała tylko w książkach lub na ściennym malowidle. Kto z nich był smutniejszy w tych kościelnych murach? Pochylał głowę, by wesprzeć ją na jej smukłej szyi. Zakochał się w jej przymkniętych powiekach. Ta kobieta byłaby chyba w stanie pojąć pewnego dnia, jak świętą rzeczą jest most.

вернуться

2

Kiedy sobie słodzę herbatę z wszyscy chłopcy mi zazdroszczą z więc nigdy jej nie zabieram tam, gdzie się zbiera gang, z kiedy sobie słodzę herbatę.

1 ... 10 11 12 13 14 15 16 17 18 ... 63
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)