— Huuu! — zawołał z ulgą Pruitt. Nie było wielkiego wybuchu, tylko jęzory plazmy zaczęły wyskakiwać ze wszystkich otworów. Niektóre liznęły SheVę, ale kiedy do niej dotarły, były już tylko ścianą zwykłego ognia i nie były w stanie uszkodzić Bun-Buna. — Królik znów uderzył!
— Kapitan Chan, jest tam pani jeszcze? — spytał Mitchell.
— O tak — odparła dowódca MetalStormów. — Już strzeliliście?
— Sir — powiedziała Kitteket — siły na przełęczy dostają cięgi. Straciłam łączność z majorem Andersonem i ze wszystkimi nadajnikami pojazdów oprócz jednego. Według ich ostatnich meldunków na przełęczy są jeszcze jacyś Posleeni. Zwiadowcy milicji twierdzą, że widzą tam słupy dymu i wybuchy.
— Proszę dalej próbować ich wywołać. I proszę spróbować złapać kogoś po stronie Asheville, może oni dadzą radę oczyścić przełęcz.
— Tak jest, sir. Część zwiadowców zmierza w tamtym kierunku, aby zobaczyć, co mogą zrobić.
— Dobrze — powiedział Mitchell, nie dodając „z braku laku…”. — Czy ktoś widział Indy? Albo wie, jakie odnieśliśmy uszkodzenia?
— Odpowiedź na to pytanie brzmi: leżymy na obu łopatkach, sir — odparła chorąży, wynurzając się z luku maszynowni. Twarz miała usmarowaną sadzą, ale wyglądała na całą i zdrową. — Po prawej stronie całkiem straciliśmy gąsienicą, prawdopodobnie mamy też uszkodzoną sekcję pędną. W boku czołgu, tam, gdzie było koło napędowe, zieje teraz wielka dziura. Możliwe, że dostaliśmy też w jedną z rozpór podpory armaty. Ale wygląda na to, że tym razem wszystkie silniki ocalały.
— Całe szczęście.
— A więc mówi pan — powiedział Pruitt z jadowitym uśmiechem — że leżymy na obu łopatkach i jesteśmy otoczeni, a jedyne siły w okolicy — goście, którzy normalnie zatrzymaliby około miliona idących na nas doliną Posleenów — są właśnie wyrzynane, kiedy próbują, wyrzucić ich z przełęczy?
— Mniej więcej — przytaknął Mitchell.
— Na Jowisza, trafnie to ujął — zgodziła się Kirteket.
— Ładnie nas podsumowałeś, Torg — dodał Reeves.
— Chciałem tylko, żeby wszystko było jasne — oznajmił Pruitt. — Dlaczego ciągle chodzą mi po głowie słowa „mamy przejebane”?
* * *
Plutonowy Buckley rozważał swoją sytuację, wyglądając z rowu. Kiedy chaos trochę się zmniejszył, stało się jasne, że ostrzał spod wiaduktu wcale nie jest bardzo silny. Naliczył może trzy wyrzutnie rakiet, dwa ciężkie działka plazmowe i trochę, ale nie za wiele, karabinów magnetycznych. Strzelb chyba wcale nie było.