Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]

Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:

„Lustrzany taniec” stanowi szczególną część sagi barrayarskiej. Powraca w niej Mark, klon-bliźniak Milesa Vorkosigana/Naismitha, który podając się za dowódcę Najemnej Floty Dendarii, przeprowadza szaleńczą akcję desantową w Obszarze Jacksona — części wszechświata, gdzie inżynieria genetyczna rozwija się bez żadnych ograniczeń. Niestety, ponosi klęskę i z pomocą musi mu pospieszyć prawdziwy admirał Naismith. Podczas odwrotu Miles zostaje zabity, ale jego śmierć daje początek lawinie wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Przed Markiem stoją nowe nieoczekiwane zadania, którym musi sprostać. Czy przyjaciele Milesa mu pomogą? Jak przyjmie go Barrayar? Czy ma szansę odciąć się od mrocznej przeszłości i przeistoczyć z genetycznej repliki Milesa w człowieka?
1 ... 119 120 121 122 123 124 125 126 127 ... 137
Перейти на страницу:

Zanim obszedł blokadę klucza szyfrowego, musiał zrobić jeszcze jedną rundę po laboratoriach. Po jego zabiegach konsola już nigdy nie zadziała tak jak przedtem. W końcu jednak udało mu się wejść do międzyplanetarnej sieci komunikacyjnej. Upłynęła jeszcze chwila, zanim się domyślił, w jaki sposób obciążyć kosztem połączenia konto Domu Ryoval; wszystkie opłaty w Obszarze Jacksona pobierano z góry.

Zastygł na moment, zastanawiając się, z kim właściwie powinien się porozumieć. Barrayar miał konsulat na Stacji Konsorcjum HargravesDyne. Część personelu stanowili dyplomaci i ekonomiści pełniący równocześnie dodatkową funkcję — analityków CesBezu. Pozostali byli agentami sprawującymi nadzór nad siatką informatorów, która obejmowała planetę, satelity i stacje. Admirał Naismith miał tam kontakt. Ale może CesBez już tu był? Może to oni uratowali Marka? Uznał, że jednak nie. Siedzibę Ryovala zniszczono w bezwzględny sposób, ale bez żadnego planu. Wręcz chaotycznie.

Dlaczego więc nie przylecieliście szukać Marka? Niepokojące pytanie, na które nie znał odpowiedzi. Wstukał numer konsulatu. Niech się już zacznie to przedstawienie.

Zjawili się po półgodzinie. Spięty porucznik CesBezu o nazwisku Iverson oraz wynajęty oddział miejscowych sił Domu Dynę w mundurach paramilitarnych, ale uzbrojony w całkiem porządną wojskową broń. Przylecieli wahadłowcem prosto z orbity; z powłoki pojazdu w przymglonym świetle poranka unosiło się ciepło. Miles siedział na skale przed wejściem dla pieszych albo, ściśle biorąc, wyjściem awaryjnym, które znalazł. Przyglądał się z drwiącą miną, jak wszyscy wybiegają z wahadłowca z bronią gotową do strzału i rozsypują się w szeroką tyralierę, jak gdyby chcieli zaatakować bunkier.

Oficer przypadł do niego, salutując.

— Admirał Naismith?

Miles nie znał Iversona; oficer na tym szczeblu dowodzenia musiał go wziąć za cennego najemnika spoza Barrayaru, ale nikogo więcej.

— We własnej osobie. Proszę powiedzieć swoim ludziom, żeby się uspokoili. Bunkier jest zabezpieczony.

— Przez pana? — spytał z niedowierzaniem Iverson.

— Między innymi.

— Szukaliśmy tej kryjówki przez dwa lata!

Miles powstrzymał się od złośliwej uwagi na temat ludzi, którzy zaopatrzeni w mapę i latarkę nie potrafią znaleźć własnego fiuta.

— Gdzie jest, hm, Mark? Tamten klon. Mój sobowtór.

— Nie wiemy, panie admirale. Działając na podstawie wskazówki uzyskanej od informatora, mieliśmy podjąć atak na Dom Bharaputra, żeby pana odbić po tym, jak się pan z nami skontaktował.

— Jeszcze wczoraj tam byłem. Wasz informator nie wiedział, że mnie przeniesiono. — To musiała być Rowan — udało się jej uciec, hura! — Trochę byście się spóźnili.

Iverson zacisnął usta.

— Ta operacja od początku do końca miała same wady. Rozkazy zmieniały się cały czas.

— Proszę mi powiedzieć — westchnął Miles — kontaktował się z wami ktoś od Najemników Dendarii?

— Specjalny tajny oddział z pańskiej formacji powinien już być w drodze, panie admirale. — Iverson wymawiał „panie admirale” z niepewnością, która zdradzała typowo barrayarską rezerwę wobec samozwańczych oficerów armii najemnych. — Wolałbym sam się przekonać, czy obiekt jest w pełni zabezpieczony, jeśli nie ma pan nic przeciwko temu.

— Proszę — odparł Miles. — Czekają pana ciekawe przeżycia. Jeśli ma pan mocny żołądek.

Iverson skierował swoich żołnierzy do środka. Miles roześmiałby się w głos, gdyby nie zaczęli krzyczeć. Westchnął, zsunął się ze skały i podreptał ich śladem.

Ludzie Milesa przybyli małym wahadłowcem pasażerskim, wlatując prosto do ukrytego garażu. Obserwował ich na monitorze, siedząc w gabinecie Ryovala i dając im wskazówki, jak mają go znaleźć. Wszyscy byli uzbrojeni i mieli na sobie półpancerze: Quinn, Elena, Taura i Bel. Wbiegli truchtem do gabinetu barona, wydając się tu równie niepotrzebni jak oddział CesBezu.

— Po co wam te uroczyste stroje? — brzmiało pierwsze pytanie Milesa, kiedy ukazali się jego zmęczonym oczom. Powinien wstać, przyjąć i odwzajemnić honory i tak dalej, lecz fotel Ryovala był niewiarygodnie wygodny, a on niemiłosiernie wyczerpany.

— Miles! — zawołała Quinn.

Na widok jej zatroskanej miny uświadomił sobie własną złość i wyrzuty sumienia z tego powodu. Był wściekły, bo wściekle się bał. Niech was wszyscy diabli, gdzie jest Mark?

— Komandor Quinn. — Zanim zdążyła rzucić mu się na szyję, dał jej do zrozumienia, że jest na służbie. Zatrzymała się w pół kroku i stanęła w pozycji będącej zagadkową odmianą postawy zasadniczej. Reszta zahamowała, niemal na nią wpadając.

— Właśnie koordynowaliśmy z CesBezem szczegóły ataku na Dom Bharaputra — wyrzuciła z siebie bez tchu Quinn. — Wróciłeś do siebie! Miałeś krioamnezję — już wszystko w porządku? Tamta doktor Durona mówiła, że możesz…

— Odzyskałem pamięć w dziewięćdziesięciu procentach, ale wciąż odnajduję luki. Quinn — co się stało?

Wyglądała na nieco zagubioną.

— Od którego momentu? Kiedy zginąłeś…

— Zacznij od wydarzeń sprzed pięciu dni. Kiedy zjawiliście się u Durony.

— Szukaliśmy cię. Znaleźliśmy cię prawie po czterech miesiącach!

— Zostaliście ogłuszeni, Marka zabrano, a Lilly Durona kazała mnie i mojemu chirurgowi schronić się w bezpiecznym jej zdaniem miejscu — naprowadził ją Miles.

— Och, więc ona była twoim chirurgiem. Myślałam… nieważne. — Opanowując emocje, Quinn zdjęła hełm i kaptur, przeczesała włosy palcami o zaczerwienionych paznokciach i zaczęła relacjonować, starając się wybrać najważniejsze informacje, jak na polu walki. — Na początku straciliśmy wiele godzin. Zanim Elena i Taura zdobyły drugi autolot, po tamtych nie było już śladu. Szukały ich, ale bez skutku. Kiedy wróciły do Grupy Durony, Bel i ja właśnie się budziliśmy. Lilly Durona uparcie twierdziła, że jesteś bezpieczny. Nie wierzyłam jej. Wycofaliśmy się stamtąd, a ja skontaktowałam się z CesBezem. Zaczęli ściągać swoich ludzi rozrzuconych dotąd po całej planecie, którzy robili wszystko, żeby ustalić miejsce twojego pobytu, a potem wysłali ich, by zajęli się Markiem. Znów minęło trochę czasu, zanim zweryfikowali swoją ulubioną hipotezę, według której porywaczami byli łowcy nagród z Cetagandy. Trzeba było sprawdzić pięćdziesiąt różnych obiektów i budynków Domu Ryoval, nie licząc tej kryjówki, o której istnieniu naprawdę nikt nie wiedział.

— Potem Lilly Durona uznała, że jednak zaginąłeś. Ważniejsze wydało się nam odnalezienie ciebie, więc na tym się skoncentrowaliśmy. Lecz tropów mieliśmy jak na lekarstwo. Przez dwa dni nie potrafiliśmy nawet znaleźć porzuconego lotniaka. W nim też nie było żadnych śladów.

— No dobrze. Jednak podejrzewaliście, że Mark jest u Ryovala.

— Ale Ryoval chciał admirała Naismitha. Sądziliśmy, że się domyśli, iż więzi niewłaściwego człowieka.

Otarł dłońmi twarz. Bolała go głowa. Żołądek także.

— A nie pomyśleliście, że Ryovalowi może być wszystko jedno? Za chwilę każę wam pójść przez ten korytarz i przyjrzeć się celi, w której go trzymano. I poczuć jej zapach. Chcę, żebyście patrzyli bardzo uważnie. Najlepiej idźcie od razu. Sierżant Taura, zostań.

1 ... 119 120 121 122 123 124 125 126 127 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)