Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » The Lady of the Lake [Pani Jeziora]
The Lady of the Lake [Pani Jeziora] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

The Lady of the Lake [Pani Jeziora]

Электронная книга - «The Lady of the Lake [Pani Jeziora]». Краткое содержание книги:

After walking through a portal in the Tower of the Swallow, thus narrowly escaping death, the Witcher girl, Ciri, finds herself in a completely different world... a world of the Elves. She is trapped with no way out. Time does not seem to exist and there are no obvious borders or portals to cross back into her home world.
But this is Ciri, the child of prophecy, and she will not be defeated. She knows she must escape to finally rejoin the Witcher, Geralt, and his companions - and also to try to conquer her worst nightmare. Leo Bonhart, the man who chased, wounded and tortured Ciri, is still on her trail. And the world is still at war
1 ... 118 119 120 121 122 123 124 125 126 ... 128
Перейти на страницу:

Yarpen Zigrin pogładził brodę zatłuszczoną wyciekłym ze ślimaków czosnkowoziołowym masłem.

— Bardzo to ładnie powiedziane, wiedźminie — przyznał. - Ale, jak rzekła młodziutka Cerro do króla Vridanka na ich pierwszej schadzce: "Niebrzydka rzecz, ale czy ma jakieś zastosowanie praktyczne?"

— Racja istnienia — wiedźmin nie uśmiechnął się — i racja bytu wiedźminów zostały zachwiane, albowiem walka Dobra ze Złem toczy się teraz na innym polu bitwy i zupełnie inaczej jest prowadzona. Zło przestało być chaotyczne. Przestało być ślepą i żywiołową siłą, przeciw której wystąpić musiał wiedźmin, mutant równie morderczy i równie chaotyczny jak samo Zło. Dziś Zło rządzi się prawami — bo prawa mu przysługują. Działa w myśl zawartych traktatów pokojowych, bo pomyślano o nim, owe traktaty zawierając…

— Widział wypędzonych na południe osadników — domyślił się Zoltan Chivay.

— I nie tylko — dodał poważnie Jaskier. - Nie tylko.

— I co z tego? — Yarpen Zigrin siadł wygodniej, splótł dłonie na brzuchu. - Każdy coś widział. Każdego coś kiedyś wkurzyło, każdy kiedyś na krócej lub dłużej stracił apetyt. Albo sen. Tak bywa. Tak bywało. I tak bywać będzie. Więcej filozofii, jak i z tych skorup tutaj, jako żywo z tego nie wyciśniesz. Bo i nie ma więcej. Co tobie nie w smak, wiedźminie, co tobie nie po myśli? Zmiany, którym ulega świat? Rozwój? Postęp?

— Może.

Yarpen milczał długo, patrząc na wiedźmina spod krzaczastych brwi.

— Postęp — rzekł wreszcie — jest jak stado świń. I tak należy na ów postęp patrzeć, tak go należy oceniać. Jak stado świń łażących po gumnie i obejściu. Z faktu istnienia tego stada wypływają rozlicznie korzyści. Jest golonka. Jest kiełbasa, jest słonina, są nóżki w galarecie. Słowem, są korzyści! Nie ma co tedy nosem kręcić, że wszędzie nasrane.

Wszyscy milczeli czas jakiś, rozważając w duszach i sumieniach różne ważne rzeczy i sprawy.

— Trzeba się napić — rzekł wreszcie Jaskier.

Nikt nie zaprotestował

*****

— Postęp — powiedział wśród ciszy Yarpen Zigrin — będzie, na dłuższą metę, rozjaśniał mroki. Ciemność ustąpi przed światłem. Ale nie od razu. I na pewno nie bez walki.

Geralt, zapatrzony w okno, uśmiechnął się do własnych myśli i marzeń.

— Ciemność, o której mówisz — powiedział — to stan ducha, nie materii. Do walki z czymś takim trzeba wyszkolić całkiem innych wiedźminów. Najwyższy czas zacząć.

— Zacząć się przekwalifikowywać? To miałeś na myśli?

— Całkiem nie to. Mnie wiedźmiństwo już nie interesuje. Przechodzę w stan spoczynku.

— Akurat!

— Mówię najzupełniej poważnie. Skończyłem z wiedźmiństwem.

Zapadła długa cisza, przerywana wściekłym miauczeniem kotków, które pod stołem drapały się i gryzły, wierne obyczajowi swego gatunku, dla którego zabawa bez bólu to żadna zabawa.

— Skończył z wiedźmiństwem — powtórzył wreszcie przeciągle Yarpen Zigrin. - Ha! Sam nie wiem, co o tym myśleć, jak powiedział król Dezmod, gdy przyłapano go na oszukiwaniu w karty. Ale podejrzewać można najgorsze. Jaskier, ty z nim podróżujesz, dużo z nim przestajesz. Zdradza inne objawy paranoi?

— Dobra, dobra — Geralt miał twarz kamienną. - Żarty na bok, jak powiedział król Dezmod, gdy wśród uczty goście nagle zaczęli sinieć i umierać. Powiedziałem, co miałem do powiedzenia. A teraz do czynów.

Zdjął miecz z oparcia krzesła.

— Oto twój sihill, Zoltanie Chivay. Zwracam ci go z podziękowaniem i pokłonem. Posłużył. Pomógł. Ratował życie. I odbierał życie.

— Wiedźminie… — krasnolud uniósł ręce w obronnym geście. - Miecz jest twój. Nie pożyczałem ci go, lecz podarowałem. Podarunki…

— Milcz, Chivay. Zwracam ci twój miecz. Nie będzie mi już potrzebny.

— Akurat — powtórzył Yarpen. - Nalej mu wódki, Jaskier, bo gada jak stary Schrader, gdy mu w szybie kopalni oskard spadł na głowę. Geralt, ja wiem, że ty jesteś natura głęboka i dusza wyniosła, ale nie pieprz, bardzo cię proszę, takich głodnych kawałków, bo w audytorium, jak łatwo zauważyć, nie siedzi ani Yennefer, ani żadna inna z twoich czarodziejskich konkubin, jeno my, stare wilki. Nie nam, starym wilkom, bajać o tym, że miecz niepotrzebny, wiedźmin niepotrzebny, że świat jest be, że to, że sio. Jesteś wiedźminem i będziesz nim…

— Nie, nie będę — zaprzeczył łagodnie Geralt. - Pewnie zdziwi to was, stare wilki, ale doszedłem do wniosku, że głupotą jest sikanie pod wiatr. Że głupotą jest nadstawiać karku za kogoś. Nawet jeśli ten ktoś płaci. I nic do tego nie ma filozofia egzystencjalna. Nie uwierzycie, ale własna skóra stała mi się nagle nad wyraz miła. Doszedłem do wniosku, że głupotą byłoby zarażać ją w cudzej obronie.

— Zauważyłem — kiwnął głową Jaskier. - Z jednej strony, to mądre. Z drugiej…

— Nie ma drugiej.

— Yennefer i Ciri — spytał po małej chwili Yarpen — mają coś wspólnego z twoją decyzją?

— Wiele.

— Tedy wszystko jasne — westchnął krasnolud. - Nie bardzo wiem, co prawda, jak ty, profesjonał od miecza, zamierzasz się sustentować, jak masz zamiar urządzić sobie byt doczesny. Choć nijak, choćbyś zęby rwał, nie widzę cię w roli, weźmy, takiego plantatora kapusty, cóż jednak, wybór trzeba uszanować. Gospodarzu, pozwól! Oto miecz mahakamski sihill z kuźni samego Rhundurina. Był to podarek. Obdarowany go nie chce, darowującemu przyjąć zwrotu nie wolno. Weź go więc ty, przymocuj nad kominem. Przemianuj karczmę na "Pod Wiedźmińskim Mieczem". Niech tu w zimowe wieczory płyną opowieści o skarbach i potworach, o krwawej wojnie i zaciekłych walkach, o śmierci. O wielkiej miłości i o niezłomnej przyjaźni. O odwadze i o honorze. Niechaj ten miecz nastaja słuchaczy i zsyła natchnienie bajarzom. A teraz nalejcie mi, panowie, w to oto naczynie wódki, albowiem będę mówił dalej, będę wygłaszał głębokie prawdy i różne filozofie, w tym egzystencjalne.

Gorzałkę rozlano do kubków w ciszy i dostojeństwie. Spojrzano sobie w oczy i wypito. Z nie mniejszym dostojeństwem. Yarpen Zigrin odchrząknął, powiódł wzrokiem po słuchaczach, upewnił się, czy aby są dostatecznie skupieni i dostojni.

— Postęp — przemówił z namaszczeniem — będzie rozjaśniał mroki, bo od tego ów postęp jest, jak ta, nie przymierzając, dupa od stania. Będzie coraz jaśniej, coraz mniej będziemy bali się ciemności i zaczajonego w niej Zła. Przyjdzie, być może, i taki dzień, kiedy w ogóle przestaniemy wierzyć, że w tej ciemności coś czyha. Będziemy takie lęki wyśmiewać. Nazywać dziecinnymi. Wstydzić się ich! Ale zawsze, zawsze będzie istniała ciemność. I zawsze będzie w ciemności Zło, zawsze będą w ciemności kły i pazury, mord i krew. I zawsze będą potrzebni wiedźmini.

*****

Siedzieli w zadumie i milczeniu, pogrążeni w myślach tak głęboko, że ich uwadze umknął rosnący nagle szum i hałas miasta, gniewny, złowrogi, przybierający na sile jak buczenie rozdrażnionych os.

Ledwie zauważyli, jak cichutkim i pustym nadjeziornym bulwarem przemknęła jedna, druga, trzecia postać.

W momencie, gdy nad miastem eksplodował ryk, drzwi zajazdu "U Wirsinga" rozwarły się z trzaskiem i do wnętrza wpadł mały krasnolud, czerwony z wysiłku i z trudem łapiący powietrze.

— Co jest? — uniósł głowę Yarpen Zigrin.

1 ... 118 119 120 121 122 123 124 125 126 ... 128
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)