Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Zamek Lorda Valentine'a [Lord Valentine's Castle - pl]
Zamek Lorda Valentine'a [Lord Valentine's Castle - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zamek Lorda Valentine'a [Lord Valentine's Castle - pl]

Электронная книга - «Zamek Lorda Valentine'a [Lord Valentine's Castle - pl]». Краткое содержание книги:

Pierwszy tom jednego z nasłynniejszych cykli fantasy/science fiction.
Majipoor to olbrzymia planeta, zamieszkana przez wiele ras napływowych, wśród których ludzie są rasą dominującą. Na Majipoor żyją też tubylcy, dziwna i wyobcowana rasa zmiennokształtnych, których wszyscy się boją.
Z racji braku surowców cywilizacja na planecie jest raczej słabo rozwinięta, ale nie brak i zaawansowanych technologii.
Bohaterem jest wędrowiec, zatrudniony jako żongler w objazdowej trupie. Ale sny, które na Majipoor mają niezwykłą moc, ujawniają, że jest on w rzeczywistości Lordem Valentine, władcą planety, w podły sposób pozbawionym władzy.
Wraz z Valentinem przemierzamy kontynenty Majipooru w kierunku ośrodka władzy, jakim jest Zamek.
1 ... 116 117 118 119 120 121 122 123 124 ... 141
Перейти на страницу:

— Oddziały Koronala biwakują tam, gdzie do tej pory — powiedział Deliamber.

Valentine skinął głową.

— To dobrze. Oby zostały tam jeszcze przez jakiś czas, oczekując naszego powrotu z wycieczki do Velalisier. Czy jesteś w stanie odkryć jakieś inne armie na północ stąd?

— Nie na każdą odległość. — odpowiedział Deliamber. — Wyczuwam obecność zastępów rycerzy na Górze Zamkowej, ale one są tam zawsze. Wyczuwam też mniejsze oddziały, tu i tam, w Pięćdziesięciu Miastach. W tym też nie ma nic niezwykłego. Koronal ma mnóstwo czasu. Po prostu siedzi w Zamku i oczekuje twojego przyjścia. Dopiero wtedy nastąpi wielka mobilizacja. Co poczniesz, Valentine, kiedy z Góry Zamkowej ruszy tobie naprzeciw milion wojowników?

— Czy sądzisz, że nie zastanawiam się nad tym?

— Sądzę, że trochę za mało. Trzeba pomyśleć poważnie o chwili, gdy nasze setki staną wobec ich milionów.

— Milion to zbyt dużo jak na armię — rzekł niefrasobliwie Valentine. — O wiele łatwiej żongluje się maczugami niż pniami drzew dwikka. Czy boisz się tego, co nas czeka?

— Ani trochę.

— Ja również — powiedział Valentine.

A jednak zdawał sobie sprawę, że obaj nie mówią prawdy, obaj grają. Czy bał się? Nie, naprawdę nie. Śmierć przychodzi po wszystkich, nie wcześniej to później, i strach przed nią jest szaleństwem. Valentine wiedział, dlaczego lekceważy sobie śmierć: stawał z nią twarzą w twarz w lesie w pobliżu Avendrone, w kipieli wodospadów Steiche, w brzuchu smoka morskiego, na Wyspie, podczas zapasów z Farssalem — i ani razu nie ogarnęło go uczucie, które mógłby utożsamić ze strachem. Jeżeli armia, która go oczekuje na Górze Zamkowej, przewyższa liczebnie jego małe siły i jeśli go powali, będzie to los godny pożałowania — tak jak roztrzaskanie się o głazy Steiche — on jednak nie potrafił bać się przed czasem. Tym, co naprawdę odczuwał, czymś daleko ważniejszym od lęku o własne życie, była troska o Majipoor. Jeśli zostanie pokonany przez brak zdecydowania, głupotę czy przez zwykłą nierówność sił, Zamkiem nadal będą władać Barjazidowie i bieg historii może odwrócić się na zawsze, a to przyniesie cierpienie miliardom niewinnych istot. Spoczywa na nim wielka odpowiedzialność — nie wolno do takiej klęski dopuścić. Jeśli wdzierając się na Górę Zamkową padnie, skończą się jego trudy, lecz męczarnie Majipooru dopiero się rozpoczną.

Rozdział 5

Podróżowali teraz przez spokojne rolnicze tereny, które szerokim pasem otaczały Górę Zamkową i zaopatrywały w płody rolne jej Pięćdziesiąt Miast. Valentine zdecydował się na jazdę głównymi gościńcami, gdyż poruszając się tak okazałą karawaną trudno byłoby bawić się w konspirację, a poza tym nadchodził czas, by wyjawić światu, że zaczęła się walka o władanie Zamkiem Lorda Valentine'a.

Świat, tak czy inaczej, zaczynał się o tym dowiadywać. Zwiadowcy Ermanara, wysłani do Pendiwane, miasta leżącego nad Glayge, przynieśli wiadomości o pierwszych przeciwdziałaniach podjętych przez uzurpatora.

— Między nami a Pendiwane nie stacjonuje żadna armia — zameldował Ermanar. — Natomiast w samym mieście rozkleja się afisze piętnujące ciebie jako buntownika i wroga publicznego, a obywateli przynagla się do tworzenia oddziałów pospolitego ruszenia, które broniłyby prawowitego Koronala i obecnego porządku przed twoją rebelią. Wygląda na to, że nie dotarły tam popierające cię proklamacje Pontifexa. No i jeszcze jedno: płynie szeroka fala przesłań.

Valentine zmarszczył brwi.

— O jakich przesłaniach mówisz?

— O przesłaniach Króla Snów. Ledwo ktoś zdąży zapaść w sen, a już zjawia się Król i do znudzenia szepce o zachowaniu wierności oraz przestrzega przed straszliwymi konsekwencjami, jakie mogą wyniknąć z obalenia Koronala.

— No tak — mruknął pod nosem Valentine. — Tamten ma Króla, który pracuje dla niego, wytężając wszystkie siły. Przesłania z Suwaelu płyną pewnie dzień i noc, bez przerwy. My jednak postaramy się obrócić je przeciwko ich nadawcom. Co ty na to? — zwrócił się do Deliambera. — Król Snów wmawia ludziom, jak straszną rzeczą jest obalenie Koronala. W porządku. Tak powinni myśleć. Ale powinni również zdawać sobie sprawę, że ta straszna rzecz już się wydarzyła i że teraz na nich spoczywa obowiązek naprawienia zła.

— Musimy też im uświadomić, że Król Snów nie jest w tej wojnie bezstronny i że czerpie korzyści ze zdradzieckiego czynu syna — powiedział Deliamber.

— Dokonamy tego — odezwała się hierarchini Lorwade. — Z Wyspy, od Pani, napływają przesłania, i to ze zdwojoną siłą. To one będą przeciwdziałać snom zsyłanym przez Króla, a zatruwającym ludzkie umysły. Ostatniej nocy, kiedy spałam, Pani przyszła do mnie i powiedziała, że wyjawi ludziom to, co stało się w Tilomon: przekaże obraz, jak domieszano do wina środka usypiającego i w ten sposób podmieniono Koronala. Przedstawi również twoją nową twarz, Lordzie Valentine, otoczy cię nimbem władzy, której symbolem jest gwiazda oraz powie wprost, że Dominin Barjazid jest zdrajcą o nikczemnym i mrocznym sercu.

— Kiedy to nastąpi?

— Pani tylko czeka na twoją zgodę.

— Zatem otwórz przed nią swój umysł jeszcze tej nocy i powiedz, że powinna już zacząć wysyłać przesłania.

— Jakie to dziwne — rzekł z cicha Khun z Kianimotu. — Wojna snów! Wasz sposób walki nigdy nie pozwoli mi zwątpić, że byłem w całkowicie obcym świecie.

— Lepiej walczyć na sny niż na miecze i miotacze energii, przyjacielu — powiedział z uśmiechem Valentine. — Chcemy zwyciężyć dzięki perswazji, a nie przez zabijanie.

— Wojna snów — powtórzył oszołomiony Khun. — My, na Kianimocie, takie sprawy załatwiamy inaczej. Ale któż wie, czyj sposób jest lepszy? Myślę jednak, że oprócz przesłań również i tu dojdzie do walki, Lordzie Valentine.

Valentine spojrzał na niebieskoskórego zatroskanym wzrokiem.

— Niestety, chyba masz rację.

Minęło jeszcze pięć dni i znaleźli się na odległych przedmieściach Pendiwane. Teraz już wieści o marszu biegły przez cały kraj; na mijanych polach przystawali pojedynczy gospodarze, aby popatrzeć na kawalkadę unoszących się w powietrzu wozów, a przy większych skupiskach domostw gościńce były oblężone przez tłumy gapiów.

Valentine nie miał nic przeciwko temu. Jak dotąd nikt nie podniósł na niego ręki. On i jego ludzie byli postrzegani jako coś osobliwego, lecz nie stanowiącego zagrożenia. Nie żądał nic więcej.

Kiedy jednak od Pendiwane dzielił ich tylko dzień drogi, jadący przodem patrol przyniósł wiadomość, że u zachodnich wrót miasta oczekuje na nich jakiś oddział.

— Żołnierze? — spytał Valentine.

— Straż obywatelska — powiedział Ermanar. — Sądząc po wyglądzie, pośpiesznie zorganizowana. Jej członkowie nie noszą uniformów, a jedynie mają na ramionach opaski z gwiezdnym emblematem.

— Doskonale. Gwiazda przemawia na moją korzyść. Wyjdę im naprzeciw i zażądam, aby złożyli mi hołd.

— A jak będziesz ubrany, mój panie? — spytał Vinorkis.

1 ... 116 117 118 119 120 121 122 123 124 ... 141
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)