Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]
- Автор: Бестер Альфред
- Год: 2006
- Язык: польский
- Год: Solaris
- ISBN: 83-89951-51-7
- Переводчик: Jacek Manicki
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]». Краткое содержание книги:
Ta umiejętność odmieniła cały świat, ale nie odmieniła samego człowieka. Jego postępowaniem kierują wciąż te same namiętności — a Gwiazdy, moje przeznaczenie są jedną z najlepszych książek o zemście.
Niejaki Foyle jest zwykłym pracownikiem na statku kosmicznym, ani inteligentnym, ani ambitnym, szary człowiek jakich wiele. Do czasu, gdy wrak rozbitego statku, na którym z determinacją walczy o życie jedyny rozbitek — Foyle właśnie — zostaje obojętnie ominięty przez inny statek. Foyle wpada we wściekłość i poprzysięga zemstę ludziom, którzy nie chcieli uratować rozbitka.
Od tej chwili akcja nabiera nieprawdopodobnego tempa. Samotny mściciel w dążeniu do zemsty staje się nadczłowiekiem, zdolnym do nieprawdopodobnych czynów.
— Presteignie! — zaskrzeczał Czarny Drąg.
Presteign uciszył go machnięciem ręki i obserwował jak puszka wzlatuje najpierw łagodnym łukiem w górę, a potem spada wirując wokół własnej osi i migocząc w zimnych promieniach słońca prosto na dziób „Vorgi”. Na krawędzi szybu przechwycona została przez wiązkę antygrawitacyjną i wytrysnęła w górę, jakby podbita pstryknięciem paznokcia wielkiego palca niewidzialnego olbrzyma. Wirowała wyżej i wyżej i wyżej, sto stóp, pięćset stóp, tysiąc stóp… Potem nastąpił oślepiający błysk, a w chwile później tytaniczny grzmot, który poraził uszy i wywołał zdrętwienie zębów i kości.
Presteign przyszedł do siebie i zszedł z trybuny na podium, z którego dokonywano operacji inauguracyjnego wystrzeliwania nowo zbudowanych statków kosmicznych. Położył palec na przycisku startowym „Księżniczki” Presteigna.
— Sprowadź mi tego człowieka, jeśli jeszcze żyje — powiedział do Czarnego Drąga. Nacisnął przycisk. — Chrzczę ciebie… „Potęgą” Presteigna — zawołał tryumfalnie.
ROZDZIAŁ 4
Komnata Gwiaździsta w Zamku Presteigna była owalnym pomieszczeniem o witrażowych oknach oraz ścianach wyłożonych boazerią z kości słoniowej i obwieszonych wysokimi lustrami w złotych ramach. Znajdowały się w niej złote organy firmy Tiffany z robotem organistą, biblioteka książek o tłoczonych złotem grzbietach z androidem bibliotekarzem na bibliotecznej drabinie, biurko w stylu Ludwika XV z androidem sekretarzem i ręcznym rejestratorem mnemopaciorkowym, amerykański bar z robotem barmanem. Presteign wolałby tu zatrudniać służbę złożoną z żywych ludzi, ale roboty były dyskretniejsze.
— Proszę usiąść, kapitanie Yeovil — powiedział z kurtuazją Presteign. — To jest pan Regis Sheffield reprezentujący mnie w tej sprawie, a ten młody człowiek to asystent pana Sheffielda.
— Bunny jest moją podręczną biblioteczką prawniczą — odchrząknął Sheffield.
— Mówił pan coś o człowieku nazwiskiem Foyle, kapitanie Yeovil? — zagaił Presteign.
Kapitan Yáng-Yeovil z Centrali Wywiadowczej był w prostej linii potomkiem mędrca Menciusa i należał do Tongu Wywiadowczego Sił Zbrojnych Planet Wewnętrznych. SZPW od dwustu lat powierzały robotę wywiadowczą Chińczykom, którzy mając za sobą pięć tysięcy lat praktyki w podstępach i chytrości dokonywali na tym polu cudów.
— Kiedy skończycie z Foylem? — spytał od niechcenia.
— Z jakim Foylem? — wtrącił się Sheffield.
— A jakiego Foyla macie?
— Do klanu Presteigna należy trzynastu ludzi o tym nazwisku.
— Interesująca liczba. Czy wie pan, że byłem Mistrzem Zabobonu? Musze panu któregoś dnia pokazać Tajemnicę „Patrz w Lustro i Słuchaj”. Chodzi mi o Foyla zamieszanego w meldowaną dziś rano próbę targnięcia się na życie pana Presteigna.
— Presteigna — sprostował Presteign. — Nie jestem żaden „pan”. Jestem Presteign z Presteignów.
— Były trzy próby zamachu na życie Presteigna — powiedział Sheffield. — Musi pan to ściślej sprecyzować.
— Czy wszystkie trzy dziś rano? Presteign musiał być bardzo zajęty — westchnął Yáng-Yeovil.
Sheffield dowiódł, że jest przebiegłym przeciwnikiem. Agent spróbował zmienić kierunek natarcia:
— Szkoda, że nasz pan Presto nie był bardziej precyzyjny — powiedział.
— Wasz pan Presto! — wykrzyknął Presteign.
— No tak. Nie wiedziałeś, że jeden z twoich pięciuset Prestów jest naszym agentem? To dziwne. Zakładaliśmy, że to odkryłeś i rozpoczęliśmy już nawet operacje zacierania śladów.
Presteign wyglądał na przerażonego. Yáng-Yeovil założył nogę na nogę i paplał dalej chełpliwie:
— To podstawowy mankament rutynowej procedury wywiadowczej: zaczyna się działać przebiegle zanim ta przebiegłość jest w ogóle potrzebna.
— On blefuje — wybuchnął Presteign. — To niemożliwe, żeby któryś z naszych Prestów wiedział coś o Foylu.
— Dziękuję — uśmiechnął się Yáng-Yeovil. — To właśnie ten Foyle, którego poszukuję. Kiedy nam go oddacie?
Sheffield popatrzył spode łba na Presteigna, po czym zwrócił się do Yáng-Yeovila.
— „Wam”, to znaczy komu? — spytał natarczywie.
— Centrali Wywiadowczej.
— Do czego on wam potrzebny?
— Czy kochał się pan już kiedy z kobietą przed zdjęciem ubrania albo po jego nałożeniu?
— To cholernie impertynenckie pytanie.
— I takie też było pańskie. Kiedy oddacie nam Foyla?
— Kiedy zostaną przedstawione podstawy prawne.
— Komu?
— Mnie — Sheffield postukał palcem wskazującym w otwartą dłoń. — To jest sprawa cywilna i dotycząca osób cywilnych. O ile w grę nie wchodzi materiał wojskowy, personel wojskowy lub strategia albo taktyka toczącej się wojny, jurysdykcja cywilna zawsze będzie górą.
— 303 Apelacje Ziemskie 191 — wymamrotał Bunny.
— Na pokładzie „Nomada” znajdował się materiał wojskowy.
— „Nomad” transportował platynowe sztabki do Banku Marsjańskiego — warknął Presteign. Jeśli pieniądze są…
— Ja prowadzę tę dyskusję — przerwał mu Sheffield. Odwrócił się do Yáng-Yeovila. — Nazwa tego materiału wojskowego?
To otwarte wyzwanie zbito Yáng-Yeovila z tropu. Wiedział, że w sprawie „Nomada” najważniejsze było to, że na jego pokładzie znajdowało się dwadzieścia funtów substancji o nazwie PirE, cały światowy zapas, którego obecnie nie da się już zrekonstruować, bowiem wynalazca tego materiału zniknął. Wiedział, że Sheffield o tym wie, że obaj wiedzą. Zakładał, że Sheffield będzie wolał nie wymieniać nazwy PirE, a jednak wyzwanie do nazwania czegoś, czego nazwy nie można było wymieniać padło.
Zdecydował się odpowiedzieć szczerością na szczerość.
— Dobrze, panowie. Wymienię teraz te nazwę. „Nomad” transportował dwadzieścia funtów substancji o nazwie PirE.
Presteign zerwał się z miejsca; Sheffield uspokoił go.
— Co to jest PirE?
— Zgodnie z naszymi informacjami…
— Uzyskanymi od pana Presto Presteigna?
— Ależ nie, to był blef — roześmiał się Yáng-Yeovil i natychmiast spoważniał. — Zgodnie z posiadanymi przez Wywiad informacjami, PirE opracowany został dla Presteigna przez człowieka, który następnie zniknął. PirE to Metal Wybuchowy — pirofor. To wszystko, co nam wiadomo w tej sprawie. Ale meldunki o nim były niejasne… Niewiarygodne meldunki od agentów, skądinąd cieszących się naszym zaufaniem. Jeśli choć w niewielkim stopniu nasze domysły są prawdą, to PirE mógłby przeważyć na naszą korzyść szale zwycięstwa w tej wojnie.
— Bzdura. Żaden materiał wojskowy nigdy w takim stopniu nie zaważył na losach wojny.
— Czyżby? A jeżeli wspomnę bombę atomową z 1945 roku. Przypomnę instalacje antygrawitacyjne Zero-G z 2022 roku. Wszechpolowy Fałszujący Ekran Radarowy Talleya. Materiał często może przeważyć szale, zwłaszcza gdy istnieje szansa, że nieprzyjaciel będzie go miał pierwszy.
— Teraz nie ma takiej szansy.
— Dziękuję, że potwierdza pan znaczenie PirE.
— Niczego nie potwierdzam. Wszystkiemu zaprzeczam.
— Centrala Wywiadowcza gotowa jest zaproponować panom wymianę. Człowieka za człowieka. Wynalazcę PirE za Gully Foyla.
— Macie go? — spytał Sheffield. — Po co więc dręczycie nas pytaniami o Foyla?
— Ponieważ mamy trupa! — wyrzucił z siebie Yáng-Yeovil. — Dowództwo Satelitów Zewnętrznych trzymało go przez sześć miesięcy na Lassellu, usiłując wyciągnąć odeń informacje. Odbiliśmy go wypadem, który kosztował nas siedemdziesiąt dziewięć procent strat w ludziach. Ciągle nie wiemy, czy Satelity Zewnętrzne nie śmiały się do rozpuku z naszego poświęcenia, pozwalając nam odbić ciało. Ciągle nie wiemy ile się od niego dowiedzieli.