Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]
Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]

Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]». Краткое содержание книги:

Trafiamy oto na Ziemię dalekiej przyszłości. Nie wiemy dokładnie, który to rok, lecz „czytając między wierszami” przypuszczam, że akcja rozgrywa się w okolicach przełomu trzeciego i czwartego tysiąclecia. Ludzie osiągnęli technologiczne szczyty. Na Ziemi kontrolują pogodę, w kosmosie, dzięki silnikom wykorzystującym tzw. efekt Taniewa, poruszają się z prędkością wielokrotnie przewyższającą szybkość światła. Krótkodystansowa komunikacja odbywa się za pośrednictwem fal mózgowych, a na obiekty fizyczne wpływać można dzięki swobodnie generowanym polom siłowym. Uporano się ze wszystkimi wielkimi plagami ludzkości, takimi jak katastrofy naturalne, głód, choroby… I nie, nie ma żadnego „ale”. Homo sapiens osiągnął ostateczną formę dobrobytu oraz szczęścia na Ziemi i zajął się zaawansowaną eksploracją Wszechświata. Nawiązano kontakt z wieloma inteligentnymi rasami, ale żadna z nich nie dorównuje poziomem zaawansowania technicznego człowiekowi. Wygląda więc na to, że ludziom przypadła rola przodowników kosmosu. Do czasu… Na arenie międzygwiezdnych zdarzeń pojawiają się potężni i zagadkowi Galaktowie oraz złowrodzy Niszczyciele. Bohaterowie wyruszają na sztuczną planetę Orę, gdzie odbyć ma się wielka konferencja z udziałem wszystkich zjednoczonych pod przewodnictwem człowieka inteligentnych gatunków. Jej uczestnicy zadecydują, jakie kroki należy podjąć w związku z odkryciem nowych ras i na jakich zasadach spróbować nawiązać z nimi kontakt.
1 ... 7 8 9 10 11 12 13 14 15 ... 43
Перейти на страницу:

Spojrzałem na swych pomocników.

Romero odwrócił twarz, Osima spokojnie czekał na rozkazy, aby natychmiast wcielić je w życie.

— Kapitulujemy — rzekłem sucho.

Obecni w sterówce najpierw zmartwieli, a potem zaczęli krzyczeć jeden przez drugiego, zarzucając mi tchórzostwo, szaleństwo, obłęd. Przeczekałem to. Pierwszy odzyskał spokój Osima.

— Proszę pomyśleć, admirale. Chodzi przecież nie tylko o nasze życie. Będziemy musieli oddać wrogowi sprawne anihilatory bojowe i napędowe oraz MUK, a to oznacza zagrożenie dla całej ludzkości!

— Oddać, tak, lecz niesprawne. MUK zostanie zniszczony, a urządzenia sterujące anihilatorów zdemontowane. Zrobi to Kamagin i pan, Osimo.

Po chwili milczenia odezwał się Romero:

— Widzę, że pan to wszystko dokładnie przemyślał, Eli. Czy nie zechce pan wobec tego być tak uprzejmy i oświecić nas, czemu mamy iść do niewoli razem ze statkiem? Czy życie w kajdanach wroga jest lepsze od honorowej śmierci? I czy przypadkiem na decyzję szanownego admirała nie wpływa ta okoliczność, że na pokładzie statku znajduje się jego rodzina?

— Tak, wpływa. Gdyby na statku nie znajdowała się moja rodzina, decyzję kapitulacji podjąłbym znacznie wcześniej i bez tak wielkich oporów.

— Powiedział pan: decyzję? — obojętnie zapytał Kamagin. — A nam się zdawało, że to na razie tylko propozycja…

— Proszę mnie wysłuchać — powiedziałem — i dopiero wtedy osądzać. Gdyby chodziło tylko o nas, to istotnie uczciwa śmierć w nierównej walce byłaby znacznie lepsza od niewoli Zływrogów. Ale nie mamy prawa myśleć tylko o sobie. Jesteśmy wszak pierwszymi przedstawicielami ludzkości i jej gwiezdnych przyjaciół, którzy znaleźli się w legowisku wroga, i musimy zachowywać się z godnością. Umrzeć potrafi każdy, a życie w trudnych warunkach jest bohaterstwem. Nie zależy mi na własnym życiu i nawet nie na tym, aby lepiej poznać przeciwnika, choć to może okazać się cenne po naszym ewentualnym uwolnieniu. Najważniejsze jest to, żeby Niszczyciele nas poznali. Wielkie idee, które popchnęły nas ku wyprawie do Perseusza, nie umarły, dopóki my żyjemy. Nasi przeciwnicy muszą dowiedzieć się, o co nam chodzi. Wtedy jedni z nich poczują do nas jeszcze większą nienawiść, drudzy zawahają się, a inni jeszcze, na pewno nieliczni, staną się naszymi sprzymierzeńcami: przecież Niszczyciele są nie tylko okrutni, lecz także bez wątpienia mądrzy, nikt ich inteligencji nie neguje… Nie, walka ze Zływrogami nie kończy się z chwilą naszego uwięzienia! Będzie trwać nadal, tylko w innej formie. W starożytności nazywano to wojną ideologiczną. Wierzę, iż w tej wojnie zwyciężymy!

Skończyłem i zamknąłem oczy. Przez kilka chwil panowała cisza. Ludzie zastanawiali się nad mymi słowami. Nagle rozległ się okrzyk Kamagina:

— Spójrzcie na ekran! Spójrzcie na ekran!…

Na ekranie szalał płomień. Wrażenie było takie, jak gdybyśmy znaleźli się w epicentrum wybuchu, który rozrzucił na wszystkie strony krążowniki przeciwnika. Pomarańczowa rozprzestrzeniła się na cały horyzont, zajęła całe niebo.

— Admirale, Niszczyciele giną! — wykrzyknął radośnie Osima.

— Ale my zginiemy wraz z nimi, drogi kapitanie ostudził jego zapały Romero, który nawet w owej strasznej chwili nie stracił swego poczucia humoru.

Później gwałtowny rozbłysk światła rozjaśnił mroczną sterówkę i wszyscy naraz straciliśmy przytomność.

18

Odzyskaliśmy przytomność również jednocześnie. Sterówka była jasno oświetlona, a na białych ekranach przesuwały się wizerunki gwiazd. Uniosłem głowę i stwierdziłem z ulgą, że wszyscy moi towarzysze żyją. Później spojrzałem na wejście do sali.

Przy drzwiach stały trzy dziwaczne istoty podobne do ludzi. Były też podobne do ujętego przez nas Niewidzialnego, ale różniły się od niego zasadniczo: tam była goła konstrukcja sporządzona według suchych obliczeń, tu zaś mieliśmy przed oczami coś w rodzaju prawdziwego ciała.

Jeden z Niszczycieli wysunął się do przodu i powiedział nienaganną ziemszczyzną:

— Admirale Eli, proszę rozkazać otworzyć luki pańskiego statku. Jestem Orlan i ja teraz będę dowodził „Cielcem”!

Osima rzucił się ku Orlanowi i uderzył go ręką w pierś. Jego dłoń swobodnie przeszła przez ciało Niszczyciela, jakby niczego w tym miejscu nie było.

5. Wielki Niszczyciel

1

— Zjawa! — wykrzyknął Osima. — Admirale, to jest widziadło!…

Znów uderzył pięścią w sylwetkę dziwacznej istoty stojącej przy wejściu i odskoczył z grymasem bólu na twarzy. Z rozbitych knykci trysnęła mu krew. Romero spojrzał na mnie porozumiewawczo. Milczałem. Byłem jak skamieniały. W głowie kłębiła się tylko jedna myśclass="underline" „MUK dostanie się w ręce wrogów”.

— Nie ruszać się! — powiedział Orlan. — Powtórnie rozkazuję otworzyć wejścia!

Gorączkowo próbowałem połączyć się z komputerem, który nie odpowiadał na wezwania. Wszystkie połączenia energetyczne statku zostały najwidoczniej uszkodzone w czasie zderzenia, które pozbawiło nas przytomności. Ale gwiazdolot był cały, luki miał zamknięte, my żyliśmy, chyba więc i MUK nie poniósł szwanku. Przerażenie wyzierające z oczu Romera mówiło, że i on pojmował ogrom klęski. Do niewoli dostały się bowiem nie tylko załogi trzech statków, których życie nie było w końcu tak wiele warte, wróg zdobył również najpilniej strzeżone tajemnice ludzkości. Nigdy jeszcze nie wytężałem tak umysłu w poszukiwaniu jakiegokolwiek rozwiązania i nigdy mój mózg nie był tak pusty.

— Otwórzcie luki, bo was unicestwimy — powiedział beznamiętnym tonem Niszczyciel.

Dłużej nie można było milczeć.

— Zamknięte luki nie stanowią przecież dla was przeszkody — odparłem.

— Dla mnie nie, lecz moi żołnierze nie potrafią przenikać przez bariery materialne.

— Wynoście się więc do diabła! — powiedziałem z nienawiścią. — Możecie nas unicestwić razem ze statkiem.

Żaden z Niszczycieli nawet nie drgnął. Orlan powiedział nieco łagodniejszym tonem:

— Potrafimy was zlikwidować bez zniszczenia statku. Odholujemy go na bazę z wami lub bez was.

Nie od razu znalazłem odpowiedź. Na pomoc przyszedł mi Romero:

— Pański rozkaz jest niewykonalny chociażby dlatego, że utraciliśmy możliwość dowodzenia mechanizmami wykonawczymi gwiazdolotu. Przywróćcie nam łączność z aparatami.

— Abyście spróbowali wysadzić statek? — W głosie Niszczyciela zabrzmiała niemal ludzka ironia. — Wasze anihilatory są skutecznie zablokowane przez nasze pola.

— Czego się więc obawiacie? W inny sposób nie można otworzyć luków gwiazdolotu. My przynajmniej tego nie potrafimy.

— A otworzymy je tylko w tym wypadku, jeżeli zagwarantujecie wszystkim poddającym się życie i wolność — dorzuciłem.

— Życie wam gwarantujemy, już to obiecałem. Co zaś do wolności, to nie jest w mojej mocy dawać ją lub odbierać. Za trzy minuty odzyskacie utraconą łączność.

Spojrzałem bezradnie na przyjaciół. Zapomniałem, że przy braku łączności z komputerem mogę skorzystać z miniaturowego, naręcznego deszyfratora DN-2, ostatniego wynalazku Andre. Moi pomocnicy wcześniej zdali sobie z tego sprawę. Usłyszałem rozlegający się w moim mózgu myślowy szept Osimy: „Admirale, zdaje się, że dadzą nam tę szansę. Pamiętam o pańskim rozkazie i spróbuję zdemontować MUK!” Zamknąłem oczy, aby Niszczyciele nie dojrzeli w nich błysku radości.

1 ... 7 8 9 10 11 12 13 14 15 ... 43
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)