Inny wiatr [The Other Wind - pl]
- Автор: Гуин Урсула К. Ле
- Серия: Ziemiomorze #6
- Год: 2001
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 83-7337-353-5
- Переводчик: Paulina Braiter-Ziemkiewicz
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Inny wiatr [The Other Wind - pl]». Краткое содержание книги:
W „Innym wietrze” powracamy do Ziemiomorza, Archipelagu, w którym mieszkają magowie i smoki, i do bohaterów znanych z poprzednich tomów: Geda, Tenar, Tehanu, Arrena, Irian… Czas bowiem połączyć rozproszone wątki, czas pokazać, ku czemu wiodło przeznaczenie.
Olcha pomyślał, że tak mógłby przemawiać Arcymag z Roke, przedstawiając wielkiego maga równie wielkiej damie. Ukłonił się. Staruszka przekrzywiła głowę i zaśmiała się cicho.
Lewą, zdrową ręką zakręciła krąg i spojrzała pytająco na Krogulca.
— Tenar? Tehanu? — odparł. — Wciąż są w Havnorze, u króla. Zapewne świetnie się bawią, oglądają piękne budowle i pałace.
— Zrobiłam nam korony! — wykrzyknęła Wrzos, wypadając z cuchnącego mrocznego chaosu panującego w głębi izby. — Jak królom i królowym. Widzicie? — Z dumą zaprezentowała kurze pióra sterczące pod najróżniejszymi kątami z jej gęstych splotów. Cioteczka Mech, która dopiero teraz uświadomiła sobie, że także ma na głowie ową wątpliwą ozdobę, bezskutecznie spróbowała strącić pióra i skrzywiła się kwaśno.
— Korony są ciężkie — powiedział Krogulec. Delikatnie wyjął pióra z siwych włosów.
— Kto jest królową, paniolcu?! — krzyknęła Wrzos. — Kto jest królową? Bannen to król, a królowa?
— Król Lebannen nie ma królowej, Wrzos.
— Czemu nie? Powinien mieć. Czemu nie ma?
— Może wciąż jej szuka?
— Ożeni się z Tehanu! — wrzasnęła radośnie Wrzos. — Zobaczysz. Krogulcowi twarz zmieniła się nagle, zamknęła, stężała.
— Wątpię — odparł tylko. Trzymając w dłoni pióra wyjęte z włosów czarownicy, pogładził je delikatnie. — Jak zwykle przychodzę prosić o przysługę, cioteczko.
Czarownica wyciągnęła rękę i ujęła jego dłoń z tak wielką czułością, że Olchę ogarnęło głębokie wzruszenie.
— Chcę od ciebie pożyczyć szczeniaka.
Mech wyraźnie posmutniała. Wrzos, stojąca obok z otwartymi ustami, zastanawiała się chwilę, w końcu huknęła:
— Szczeniaka? Cioteczko Mech, szczeniaków już nie ma! Stara kobieta przytaknęła ponuro, gładząc brązową dłoń Krogulca.
— Ktoś je wziął?
— Największy uciekł, może pobiegł do lasu i jakiś stwór go zabił, bo nigdy nie wrócił. Potem zjawił się stary Guła i powiedział, że potrzebuje owczarków, więc weźmie dwa i je wytresuje. I cioteczka dała mu je, bo ganiały młode kurczaki, które wysiedziała Śnieżynka. A poza tym zjadały nam dom.
— No cóż, Gaduła nieźle się pewnie namęczy, nim je wytresuje — odparł z półuśmiechem Krogulec. — Cieszę się, że je dostał, ale żałuję, że ich już nie ma, bo chciałem wypożyczyć jednego na noc bądź dwie. Spały w twoim łóżku, prawda, Mech?
Czarownica przytaknęła, nadal zasmucona. Potem rozpromieniła się lekko, uniosła wzrok, przekrzywiając głowę na bok, i miauknęła.
Krogulec spojrzał pytająco, lecz Wrzos zrozumiała.
— Och, kocięta! — krzyknęła. — Mała Szara urodziła czwórkę. Stary Czarnuch zabił jednego, nim zdążyłyśmy go powstrzymać, ale zostały trzy! Zwykle sypiają z cioteczką i Kwoką, odkąd nie ma już piesków. Kici, kici, kici, gdzie jesteście? Kici, kici! — Po dłuższej chwili pełnej szelestów, poruszeń i rozdzierających miauknięć w mrocznym wnętrzu zjawiła się ponownie, ściskając w ręku piszczącego i wyrywającego się szarego kociaka. — Jest jeden! — zawołała i rzuciła maleństwo przez izbę. Krogulec niezgrabnie schwytał kociaka, który ugryzł go natychmiast.
— No już, już, spokojnie — rzekł Krogulec.
Zwierzątko cichutko warknęło i znowu spróbowało go ugryźć. Mech skinęła dłonią i Krogulec posadził maleństwo na jej kolanach. Powoli je głaskała. Kociątko rozpłaszczyło się na jej nodze, przeciągnęło, zamruczało.
— Mógłbym go wypożyczyć na jakiś czas?
Stara czarownica podniosła rękę w królewskim geście, mówiącym wyraźnie „jest twój”.
— Pana Olchę nękają bolesne sny. Pomyślałem, że towarzystwo zwierzęcia może mu pomóc.
Mech przytaknęła z powagą. Patrząc na Olchę, wsunęła dłoń pod kociaka i uniosła go wolno. Olcha ostrożnie odebrał od niej zwierzątko. Kociak nie warknął ani nie ugryzł. Wdrapał mu się po ręce i ramieniu, przywarł do szyi pod włosami związanymi luźno na karku.
W drodze powrotnej do domu Starego Maga — Olcha trzymał kociaka za koszulą — Krogulec wyjaśnił:
— Kiedyś, gdy byłem młodym czarodziejem, poproszono mnie, bym uleczył dziecko z gorączki. Wiedziałem, że chłopiec umiera, ale nie potrafiłem pozwolić mu odejść. Próbowałem pójść za nim, sprowadzić go z powrotem zza kamiennego muru… I tak upadłem obok jego łoża, jakbym sam był martwy. Na szczęście miejscowa czarownica odgadła, co się stało. Kazała zanieść mnie do domu i położyć do łóżka. A w moim domu mieszkało zwierzę. Zaprzyjaźniło się ze mną, gdy byłem jeszcze chłopcem na Roke. Dzikie stworzenie, które przyszło do mnie z własnej woli i zostało, otak. Znasz otaki? Chyba nie macie ich na północy.
Olcha zawahał się.
— Znam jedynie z pieśni opowiadającej… o tym jak mag przybył do dworu Terrenon na Osskil, a otak próbował go ostrzec przed gebbethem, który mu towarzyszył. Mag uwolnił się od gebbetha, lecz otak został zabity.
Krogulec przez dwadzieścia kroków szedł w milczeniu.
— Tak — rzekł wreszcie. — No cóż, mój otak jeszcze raz ocalił mi życie, gdy przez własną głupotę utknąłem po niewłaściwej stronie muru. Moje ciało leżało nieruchome, a dusza błąkała się w tamtej krainie. Otak przyszedł do mnie i zaczął mnie myć, tak jak myją się zwierzęta, siebie i młode, niczym kot, suchym języczkiem. Lizał mnie cierpliwie, przywoływał tą pieszczotą, przyciągał z powrotem do mego ciała. Otrzymałem od niego w darze nie tylko życie, lecz wiedzę równie ważną jak wszystko, czego nauczono mnie na Roke… jednak i ją straciłem.
Nazywam to wiedzą, w istocie jednak chodzi o tajemnicę. Czym różnimy się od zwierząt? Mową? Wszystkie zwierzęta potrafią się porozumiewać. Mówią do siebie: „chodź”, „uważaj” i znacznie więcej. Nie potrafią jednak opowiadać historii ani kłamać, a my owszem.
Ale smoki mówią, władają Prawdziwą Mową, Mową Tworzenia, w której nie da się kłamać, a opowiedzieć historię oznaczają stworzyć. Mimo to nazywamy smoki zwierzętami.
Może zatem wcale nie język nas wyróżnia? Może fakt, że zwierzęta nie czynią dobra ani zła, robią to, co muszą. Możemy nazywać ich czyny szkodliwymi bądź pożytecznymi, lecz dobro i zło to nasze pojęcia, bo my dokonujemy wyboru własnej drogi. Smoki są niebezpieczne, o tak. Mogą krzywdzić, ale nie są złe. Wykraczają poza naszą moralność, podobnie jak zwierzęta, albo stoją ponad nią. Nie mają z nią nic wspólnego.
My wciąż musimy dokonywać wyborów. Zwierzę jedynie działa, jest. My jesteśmy spętani, one wolne. Zatem być ze zwierzęciem, to zaznać odrobiny wolności…
Zeszłej nocy rozmyślałem o tym, że czarownice często mają towarzysza, chowańca. Moja ciotka miała starego psa, który nigdy nie warczał. Nazywała go Wybiegaj. A kiedy pierwszy raz przybyłem na Roke, poznałem Arcymaga Nemmerlego, któremu zawsze towarzyszył kruk. Pomyślałem też o pewnej młodej kobiecie noszącej zamiast bransolety małą jaszczurkę, smoka harekkiego. I w końcu przypomniałem sobie o moim otaku. Potem spytałem sam siebie: skoro Olchę po tej stronie muru zatrzymuje ciepły dotyk, to czy nie mógłby to być dotyk zwierzęcia? Zwierzę widzi życie, nie śmierć. Może pies bądź kot spisze się tu równie dobrze jak Mistrz z Roke?
I rzeczywiście, kociak wyraźnie zadowolony z faktu, że opuścił dom pełen psów, kocurów, kogutów i nieprzewidywalnej Wrzos, usilnie starał się wykazać, że jest godnym zaufania, czujnym, solidnym kotem. Patrolował zatem dom w poszukiwaniu myszy, przy każdej nadarzającej się okazji wdrapywał się na ramię Olchy pod jego włosy, a gdy tylko właściciel układał się do snu, kociak zwijał się w kłębek pod jego brodą, mrucząc głośno. Olcha całą noc przespał spokojnie. Nie pamiętał, by coś mu się śniło. Ocknąwszy się, ujrzał kocię siedzące mu na piersi i z zadowoloną miną myjące uszy.