Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Enklawa Wolski w shortach (2)
Enklawa Wolski w shortach (2) - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Enklawa Wolski w shortach (2)

Электронная книга - «Enklawa Wolski w shortach (2)». Краткое содержание книги:

Kolejny tom wolszczyzny zawiera kr?tk? powie?? Enklawa, w nowej, poprawionej i przeredagowanej wersji oraz kilka d?u?szych nowel, podzielonych na bloki: Ba?nie dla bezsennych, Party i Horrory na p??ne wieczory.
1 ... 6 7 8 9 10 11 12 13 14 ... 86
Перейти на страницу:

– No dobrze, skoro chcesz – powiedziałem.

Następny kwadrans był czymś naprawdę godnym podziwu. Naszych osiągnięć nie notowały najstarsze podręczniki biologii, a zezwierzęcenie w namiętności przywodziło na myśl najszczytniejsze osiągnięcia humanizmu. Zniszczyliśmy przy okazji parę mebli, futrzak, makatę, etażerkę z saską porcelaną i (chyba przez nieporozumienie) żyrandol. Wiadomo, że w grze wzajemnych pożądań poduszki, wałki, a nawet krzesła mogą odgrywać niebagatelną rolę. Moje upojenie spowodowało, że zlekceważyłem moment, gdy wśród tych rekwizytów pojawił się sznur. I kiedy Piętaszka z gasnącymi płomykami ognia w kącikach oczu zapadła w zasłużoną drzemkę, uczułem, że jestem związany, mało powiedziane, zasznurowany jak baleron lub but narciarski. Węzeł zadzierzgnięty w momencie szczytowego upojenia był nie do rozerwania.

– Rozwiąż mnie, natychmiast! – powiedziałem ostro.

– Po co? Po co… – dziewczyna wyraźnie nie myślała o konwersacji.

– Piętaszko, zawiodłaś moje zaufanie!

– A pan moje oczekiwania.

– Jako mężczyzna? – byłem zaskoczony.

– Nie, jako spryciarz – odrzekła.

– Rozwiąż mnie, to ci pokażę…

– Widziałam, widziałam, dobranoc.

Było coraz gorzej. Próbowałem przyjąć ton perswazyjny:

– Piętaszko, czy jesteś aż tak głupia, by spędzić życie na tym zwariowanym dachu, z abominacyjnym staruchem? Chodź do mnie i pamiętaj, że gdy znajdziemy się tam na dole, nie pożałujesz…

Nie pożałowała mi knebla, a potem odwróciła się na drugi bok. I zachrapała!

* * *

Nigdy nie byłem w sytuacji równie upokarzającej Nie mogąc zapaść się pod ziemię, udawałem, że śpię, nawet wówczas, gdy u Piętaszki pojawił się Jeremiasz.

– Jeszcze chrapie – słyszałem szept dziewczyny. – Poza tym jest zupełnie niegroźny, zastosowałam poczwórne węzły. Zresztą mam broń…

– Czego się dowiedziałaś? Czy na pewno jest tym, za kogo się podaje?

– No, przecież telewizja pokazywała…

– Głupiaś! – warknął pustelnik i natychmiast zniżył głos: – To wszystko może być ukartowane. A nam tylko brakowało tu szpicla.

– Co z nim zrobimy? Zabijemy go? – w słodkim głosie zadrżał bardzo niesympatyczny ton.

– Jeśli to oryginalny Swampson, może być jeszcze użyteczny.

– Ja ci nie wystarczam?

Anachoreta zaśmiał się i wymierzył dziewczynie przyjacielskiego klapsa.

– Nigdy dość ostrożności. Zwłaszcza, kiedy nasze przedsięwzięcie zbliża się do końca.

Rozmowa zeszła na tematy prywatne, uznałem więc za celową symulację swego przebudzenia. Ziewnąłem potężnie, aż zatrzeszczały ciasne więzy. Jeremy obrócił się szybko.

– Dzień dobry, Walterku – rzekł. – Przepraszam za niedogodność, już cię rozwiązuję. Mam nadzieję, że spałeś dobrze?

Nie odpowiedziałem, pochylił się więc nade mną i szybko przeciął sznury. Milczałem nadal.

– Rozumiem, możesz mieć do mnie trochę żalu, że nie powiedziałem ci całej prawdy, ale widzisz, nie chciałem cię pakować w moje interesy. Mówiłem zresztą i tak dość dużo…

Uśmiechnąłem się ironicznie; Jeremy nie przerwał jednak swego monologu:

– Rozumiem, rozumiem, dziewczyna i sybarycki apartament nie pasuje ci do prostoty życia pustelnika, ale zrozum: człowiek jest słaby. W dzień pokutuję za grzechy nocy i bilans wychodzi na zero. Przynajmniej w moich rachunkach z Opatrznością. A że nie cierpię za grzechy innych – no cóż, wyznałem ci już, że nie mam charakteru altruisty… Tak, Walterku, jeśli coś przemilczałem, to dlatego, że musiałem sprawdzić, czy nie zostałeś tu zrzucony celowo.

– Nie rozumiem? – odezwałem się.

– To długa historia. Dziesięć lat temu należałem do mocnych ludzi Drugiego Wybrzeża. Nie słyszałeś zapewne mego nazwiska, bo zawsze wolałem stać w cieniu. Niemniej stojących w cieniu było więcej. Przegrałem, naraziłem się trzem najpotężniejszym rodzinom. Osaczono mnie, złamano. Z paru powodów, których, jeśli pozwolisz, nie wyjawię, moja śmierć nie była dla mych antagonistów warunkiem sine qua non; gotowi byli zgodzić się na moje dobrowolne wycofanie. Wybrałem banicję i ten dach.

– Dlaczego właśnie dach?

– To daje im gwarancję, że nie wrócę; co pewien czas sprawdzają mnie z samolotów.

– A Piętaszka? – zapytałem. – Czemu ją ukryłeś w tej ziemiance kategorii luks?

Przez chwilę milczał.

– Powiedz mu, Jeremy, co ci szkodzi – wtrąciła się dziewczyna.

– Sprawa jest prosta: gangsterzy nie wiedzą o jej obecności na dachu. A ja nie chcę, żeby mi ją ktoś porwał.

Dziewczyna przytaknęła, teraz w pełnym świetle miałem wrażenie, że już kiedyś widziałem tę twarz. Oczy, grymas ust, były jakby znajome. Gdyby nie kolor włosów i zarys nosa powiedziałbym… Ale nie było czasu na analizy porównawcze. Rzekłem krótko:

– Dziękuję za informację, niemniej nie widzę powodu, aby przedłużać moją wizytę na tym zapaćkanym dachu.

– Mimo to pozostaniesz naszym gościem – stwierdził pustelnik z naciskiem. – Może kawy albo koniaku?

To mówiąc, odwrócił się w stronę barku.

Od momentu przecięcia więzów czekałem na tę okazję. Silnym pchnięciem stopy rzuciłem go na tapczan, z półobrotu unieszkodliwiając kantem dłoni Piętaszkę. Dziewczyna upadła, upuszczając trzymaną broń, ale dziarski pustelnik szybko przetoczył się po futrzaku i gdy powstał, jego dłoń przedłużała klinga. Wykonałem unik i sparowałem cios krzesłem, następnie prześlizgnąłem mu się pod ręką, uchwyciłem ją w przegubie i zrobiłem przerzutkę. Podwójnym saltem Jeremy padł na telewizor. Huknęło, implodowało, zadymiło.

– Zabiłeś go, brutalu! Po tym wszystkim, co dla ciebie zrobiliśmy! – zapiszczała skurczona i spokorniała Piętaszka.

– Nic mu nie będzie, za godzinę dojdzie do siebie – powiedziałem, dokonawszy szybkich oględzin. – A teraz pani wybaczy, że ją pożegnam. Pierwsza wizyta nie powinna być za długa. Uniosłem linę, którą niedawno tak skutecznie mnie związano i z gorącym postanowieniem definitywnego rozstania skierowałem się w stronę krawędzi dachu. Wystarczy, jeśli sznur sięgnie okien najwyższych pięter. Potem jakoś sobie poradzę… A swoją drogą, warto było uprawiać sport.

17. Autor

Inspektor Tim, tajny agent grupy A-12, czul się marnie. Fizycznie wyczerpywała go Zuzanna, żadnej zaprawy przecież w tym względzie nie miał, a psychicznie dławiło go poczucie bezsilności. Od trzech miesięcy, to znaczy od chwili, gdy szef Super Secret Service uczynił go odpowiedzialnym za tę robotę, jego postępy były więcej niż skromne. Nie lepiej wiodło się sierżantowi Bobowi i Mike’owi. Daremnie penetrowali środowiska wizjonersko-apokaliptyczne we wszystkich większych ośrodkach obu kontynentów, grając przewybornie rolę nawiedzonych proroków. Jak dotąd nie natrafili na nikogo z poszukiwanych, których zdjęcia i portrety z wyobraźni wżarły się w ich mózgi mocniej niż korozja w rurę kanalizacyjną.

1 ... 6 7 8 9 10 11 12 13 14 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)