Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Odwieczny Wróg
Odwieczny Wróg - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Odwieczny Wróg

Электронная книга - «Odwieczny Wróg». Краткое содержание книги:

Wydaje się rzeczą niemożliwą, by wszyscy mieszkańcy spokojnego kalifornijskiego miasteczka zniknęli niemal w jednej sekundzie podczas wykonywania codziennych zajęć. A jednak kiedy pewnego wrześniowego wieczoru Jenny Paige i jej młodsza siostra przyjeżdżają do Snowfield, w tej dopiero co tętniącej życiem miejscowości nie ma nikogo. Właściwie należałoby powiedzieć: nie ma żywego człowieka, bo oprócz nielicznych ludzkich zwłok, na których trudno dopatrzyć się śladów gwałtownej śmierci, jest tu ktoś jeszcze – niewidzialny, mądry i okrutny, rozkoszujący się własną potęgą. Odwieczny wróg ludzkości, pragnący dla niej tylko śmierci i zatracenia…
1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100
Перейти на страницу:

Bryce milczał.

– Może masz rację – powiedział wreszcie. – Myślę, że się nie mylisz. Nie bójmy się diabłów, demonów i stworów, które się tłuką po nocy… ponieważ w końcu piekło jest tam, gdzie my je stworzymy.

Jechali Skyline Road.

Snowfield wyglądało radośnie i pięknie.

Nic nie próbowało ich zatrzymać.

25

Dobro i zło

Odwiedzili Tala w szpitalu w Santa Mira w niedzielny wieczór, tydzień po tym, jak Jenny i Lisa wjechały do Snowfield pogrążonego w cmentarnej ciszy, pięć dni po śmierci zmiennokształtu. U Tala jednak nastąpiła reakcja na trucizny w płynach wydzielanych przez zmiennokształt i rozwinęła się również drobna infekcja, ale nie groziło nu ani przez chwilę poważne niebezpieczeństwo. Teraz zdrów jak ryba palił się do pójścia do domu.

Kiedy Lisa i Jenny weszły, siedział w fotelu przy oknie i czytał magazyn. Miał na sobie mundur. Broń i kabura leżały obok na stoliczku przy łóżku.

Lisa uściskała go, zanim się podniósł, Tal oddał jej uścisk.

– Wyglądasz bombowo – powiedziała.

– Wyglądasz bosko – zawtórował.

– Jak milion dolców.

– Ty jak dwa.

– Panie będą mdlały na twój widok.

– Chłopcy przy tobie padną jak strucla.

Był to rytuał, który powtarzali codziennie, mały dowód uczuć, zawsze wywołujący uśmiech Lisy. Jenny była szczęśliwa, widząc to. W tych dniach Lisa nie uśmiechała się. W zeszłym tygodniu nie uśmiechnęła się wcale, ani razu.

Tal powstał z krzesła i Jenny też go uściskała.

– Bryce jest u Timmy'ego – rzekła. – Pobędzie tam chwilę.

– Wiesz – powiedział Tal – chyba teraz znosi tę sytuację O niebo lepiej. Cały zeszły rok widać było, że stan Timmy'ego go dobija. Teraz daje sobie z tym radę.

Jenny skinęła głową.

– Wbił sobie do głowy, że dla Timmy'ego lepsza byłaby śmierć. Ale tam, w Snowfield, serce podpowiedziało mu coś innego. Wydaje mi się, że uznał, iż w gruncie rzeczy nie ma losu gorszego od śmierci. Póki życia, poty nadziei.

– Tak mówią.

– Za rok, jeśli Timmy nadal będzie w śpiączce, Bryce może zmieni znów zdanie. Ale w tej chwili wystarczy mu tylko posiedzieć przy synku codziennie i trzymać jego ciepłą rękę. – Spojrzała na Tala i spytała surowo: – Co mają znaczyć te służbowe ciuchy?

– Wypisano mnie.

– Fantastycznie! – zawołała Lisa.

Oprócz Timmy'ego w pokoju leżał osiemdziesięcioośmiolatek, podłączony do kroplówki, popiskującego monitora wskazującego pracę serca i rzężącego respiratora.

Choć Timmy był podłączony tylko do kroplówki, spoczywał w objęciach nieświadomości tak całkowitej jak starzec. Raz, dwa razy na godzinę, nigdy częściej, powieki chłopca trzepotały, a usta poruszały mu się lub zadrgał policzek.

Bryce siadł przy łóżku z ręką opartą na barierce, łagodnie ściskał dłoń syna. Od czasu Snowfield zadowalał go nawet ten skąpy kontakt. Każdego dnia opuszczając pokój, czuł się lepiej.

Na ścianie u wezgłowia łóżka wisiała lampka, rzucając słaby blask na głowę i ramiona Timmy'ego; reszta ciała okrytego pościelą zostawała w cieniu. W tym wątłym świetle Bryce widział, jak mimo kroplówki jego chłopiec jest wycieńczony. Kości policzkowe rysowały się zbyt wyraźnie. Ciemne podkowy pod oczami. Podbródek i dolna szczęka żałośnie kruche. Jego syn zawsze był za drobny jak na swój wiek. Ale teraz ręka, którą trzymał Bryce, wydawała się ręką dziecka młodszego niż Timmy. Przypominała rękę niemowlęcia.

Ale była ciepła. Ciepła.

Po chwili Bryce niechętnie rozluźnił uścisk. Pogładził włosy synka, naciągnął pościel, ubił poduszkę.

Powinien już wyjść, ale nie mógł; jeszcze nie. Płakał. Nie chciał wejść do hallu ze łzami na twarzy.

Wyciągnął chusteczkę higieniczną z pudełka na stoliku nocnym, wstał, podszedł do okna i patrzył na Santa Mira.

Choć płakał każdego dnia, kiedy tu się zjawiał, te łzy różniły się od wcześniejszych. Wraz z nimi pierzchała żałość. I leczyły. Niespiesznie, powoli leczyły.

– Wypisany? – powiedziała Jenny i nachmurzyła się. – Kto to mówi?

– Ja to mówię – wyszczerzył zęby Tal.

– A od kiedy to jesteś swoim własnym lekarzem?

– Uznałem, że przydałaby się druga diagnoza, więc zaprosiłem siebie na konsultacje i zaleciłem sobie pójście do domu.

– Tal…

– Doktorku, czuję się świetnie, naprawdę. Opuchlizna ustąpiła, Temperatury nie miałem od dwóch dni. Jestem pierwszorzędnym kandydatem do zwolnienia. Jeśli spróbujesz mnie dłużej zatrzymać, moja śmierć spadnie na twoją głową.

– Śmierć?

– To szpitalne jedzenie wykończy mnie raz-dwa.

– On się nadaje na dansing – uznała Lisa.

– A od kiedy to ty masz dyplom lekarza? – spytała Jenny. Zwróciła się do Tala: – No… niech cię zbadam. Zdejmuj koszulę.

Pozbył się jej szybko i łatwo, bez śladu wczorajszej sztywności, Jenny ostrożnie zdjęła bandaże i okazało się, że miał rację: koniec z opuchlizną, strupy nie popękane.

– Wyszliśmy z tego – zapewnił ją.

– Zwykle nie zwalniamy pacjentów wieczorem. Polecenia są wypisywane rano, a zwolnienia odbywają się między dziesiątą a dwunastą.

– Przepisy są po to, żeby je łamać.

– Okropne! Żeby policjant mówił takie rzeczy! – drażniła się z nim. – Tal, wolałabym, żebyś został tu jeszcze przez noc, tylko na wypadek…

– A ja wolałbym nie zostawać, żeby nie dostać fioła.

– Jesteś naprawdę zdecydowany?

– On jest naprawdę zdecydowany – powiedziała Lisa.

– Doktorku, mój rewolwer trzymano tu w sejfie razem z nar-kotykami. Musiałem naciskać, prosić, błagać i zabawiać słodką pielęgniarkę imieniem Paula, żeby wydobyła go po południu. Powiedziałem, że na pewno wypuścisz mnie dziś wieczór. Teraz zrozum: Paula to bratnia dusza, bardzo atrakcyjna dama, samotna, chętna, cudowna…

– Nie rozpalaj się tak – powiedziała Lisa. – Wyświadczyła ci drobną uprzejmość.

– Chciałbym umówić się z Paula – prosił Tal. – Chciałbym spędzić wieczność z Paula. Ale zrozum, doktorku, jeśli zabronisz mi iść do domu, będę musiał zwrócić rewolwer do sejfu i może szefowa Pauli dowie się, że mi go wydano, zanim mnie formalnie wypisano, i Paula straci robotę, a kiedy straci ją przeze mnie, to nigdy się ze mną nie umówi. A jeśli ona się ze mną nie umówi, nie ożenię się z nią, nie będzie żadnych małych Talów Whitmanów biegających wesoło, nigdy, przenigdy, bo pójdę do klasztoru i złożę ślub czystości, na dowód że wybrałem Paulę na jedyną kobietę mego życia. Więc jak mnie nie zwolnisz, to nie tylko zrujnujesz mi życie, ale pozbawisz świat małego czarnego Einsteina albo małego czarnego Beethovena.

Jenny roześmiała się i potrząsnęła głową.

– Dobra, dobra. Wypiszę zwolnienie i możesz sobie wyjść dziś wieczór.

Uściskał ją i szybko włożył koszulę.

– Paula niech lepiej uważa – zaśmiała się Lisa. – Za bardzo lubisz sypać słodkimi słówkami, żeby cię wypuszczać między kobiety bez dzwonka na szyi.

1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)