Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]
Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]

Электронная книга - «Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]». Краткое содержание книги:

Po pięciu latach walk z posleeńskim najeźdźcą z ludzkiej cywilizacji pozostała zaledwie garstka wysoko uprzemysłowionych dolin, których mieszkańcy prześcigają się w tworzeniu coraz to potężniejszych wojennych machin, mających stawić czoła znienawidzonemu wrogowi. Po pięciu latach walk z ludźmi Posleeni są zmęczeni. Ludzie nie walczą fair. Posleeni są gotowi na zmianę, dlatego nadchodzi Tulo'stenaloor. Raz pokonany, potrafi wyciągnąć wnioski ze swojej klęski. Teraz nadeszła pora konfrontacji. Dwaj dawni przeciwnicy mają zmierzyć się w bitwie, która rozstrzygnie o przyszłości galaktyki na następne tysiąclecia. A kiedy major Michael O'Neal, dowódca pierwszego batalionu 555 pułku piechoty mobilnej, staje naprzeciw Tulo'stenaloora. Czas zatańczyć z diabłem.
1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 134
Перейти на страницу:

— Będziemy martwić się o to, jak do tego dojdzie — powiedziała prezydent, patrząc generałowi w oczy. — Na razie… ja mam władzę. Tylko j a decyduj ę o użyciu broni atomowej. — Znów spuściła wzrok i pokręciła głową. — I niech Bóg ma nas w swojej opiece.

Homerowi zrobiło się jej żal.

— Proszę pani — powiedział cicho. — Powiem tylko tyle: jedynym człowiekiem, który może utrzymać tę przełęcz i przeżyć tam wystarczająco długo, jest Michael O’Neal. Dla niego warto będzie oczyścić ten rejon.

— Cieszę się, że pan tak uważa, generale. — Prezydent z gniewem podniosła wzrok. — Ale właśnie pomyślałam, że nie obchodzi mnie los majora. Nie obchodzi mnie ktoś, kto z zimną krwią chce wyrzynać amerykańskich obywateli.

— Słucham?

— W Gap ukrywają się przypuszczalnie tysiące ludzi — warknęła prezydent. — Jeśli zrzucimy tam nie wiadomo ile bomb atomowych, nikt nie ocaleje. Ale słynny Michael O’Neal ma to najwyraźniej gdzieś. Troszczy się tylko o ten swój cenny batalion!

Twarz Homera zastygła w lodową maskę. Odczekał pełne piętnaście sekund, zanim odpowiedział.

— Pani prezydent — rzekł głosem zimnym jak ciekły hel. — W Rabun Gap mieszka jego córka.

28

Rabun Gap, Georgia, Stany Zjednoczone Ameryki, Sol III
15: 19 czasu wschodnioamerykańskiego letniego, sobota, 26 września 2009

Cally przeturlała się na plecy i odkaszlnęła drapiący ją w gardło pył. Po kilku chwilach usiadła i rozejrzała się półprzytomnie.

— Cholera.

Główny schron był nietknięty i światło wciąż się paliło, ale to były jedyne pozytywne strony sytuacji. Tunele prowadzące do bunkra i do domu zawaliły się; główny był jednak cały, podobnie jak dwa wychodzące korytarze. Ciekawe, jak długo tu leżała. Pomacała głowę; na czole rósł jej już spory guz. Zegarek zatrzymał się albo od impulsu elektromagnetycznego, albo od wstrząsu, zresztą Cally nie była pewna, o której schowali się w bunkrze.

Przypomniała sobie, że Papa O’Neala mówił jej na temat broni atomowej i tego, co robić w przypadku jej użycia. Niestety wykład odbył się kilka lat temu i Cally nie miała pojęcia, gdzie szukać licznika Geigera ani jak go używać.

Przypomniała sobie, że ludzie wytrzymywali wybuch atomowy lepiej niż budynki — chodziło o coś związanego z falami ciśnienia — a to oznaczało, że dziadek może jeszcze żyć. O ile nie zabił go walący się bunkier.

Dlatego będzie musiała wydostać się z głównego tunelu i odszukać dziadka — odkopać go, jeśli trzeba — a potem uciekną na wzgórza.

Cally wstała, ale znów musiała usiąść, kiedy ziemia zadygotała od następnego nuklearnego wybuchu.

— Może za chwilę.

* * *

— Ooo, to musiało boleć! — zawołał Pruitt.

Reeves już cofał, więc ogień lądowników, z wyjątkiem jednego ładunku plazmy, poorał grzbiet wzgórza. Ten jeden ładunek plazmy wbił się jednak w sam środek sekcji zasilania SheVy.

— Reaktory dwa i trzy właśnie się wyłączyły — zawołała Indy. Odpięła pasy i ruszyła w stronę włazu. — To raczej nie będzie zadanie dla jednego człowieka.

— Bardzo zwolniliśmy, sir! — krzyknął Reeves. Przesunął dźwignię przepustnicy do oporu, ale SheVa ledwie się poruszała. — Jedziemy poniżej piętnastu kilometrów na godzinę.

— Indy! — wezwał dowódca przez interkom. — Powiedz, że stać nas na więcej! W tym tempie lądowniki dogonią nas za piętnaście minut!

— Nie powiem, dopóki nie będę wiedziała, co poszło! — Chorąży zsunęła się po drabince i odbijając się od ścian, pobiegła w stronę reaktora, łapiąc po drodze licznik Geigera. — Właśnie straciliśmy połowę mocy, szybciej już nie będzie.

— Niech to szlag — mruknął major. — Pruitt, masz potwierdzenie.

— Co? — zawołał działonowy.

— Idę do reaktorów — odparł dowódca. — Chyba dasz sobie radę z identyfikacją.

— Tak jest, sir. — Działonowy przełknął nerwowo ślinę. — Dawaj, Schmoo, znajdź nam następną pozycję do strzału.

— Jest jedna pod Fulchertown. — Kierowca sprawdził mapę. — Ale będziemy musieli przejechać przez kilka domów.

— Boisz się, że ci wejdą w gąsienice? — spytał z sarkazmem działonowy.

— Nie… Po prostu… — Schmoo obejrzał się przez ramię. — Nieważne. Starałem się trzymać lasów, żeby nikogo nie przejechać.

— Jeżeli ktoś tu jeszcze jest, to zasłużył sobie na to, żeby go przejechać.

* * *

Mitchell machnął dłonią przed twarzą, wchodząc do pomieszczenia reaktora. Wszędzie było pełno dymu i pary, a powietrze cuchnęło ozonem.

— Indy!

— Tutaj, sir — zawołała z lewej strony chorąży. Pomieszczenie zajmowały cztery turbinowe generatory; mniejsze reaktory były ledwie widoczne pod ścianami. Mitchell znał się na napędach abramsów, odrzutowych silnikach, które potrafiły rozpędzić czołg do stu kilometrów na godzinę, i wiedział, że moc zawarta w tym pomieszczeniu wystarczyłaby do zasilenia stutysięcznego miasta. Świadomość, że teraz starczy tylko do rozpędzenia SheVy do trzydziestu kilometrów na godzinę na płaskim terenie, była jak wiadro zimnej wody.

— Co tam masz? — spytał. — Polecimy?

— Nie, sir — odkrzyknęła chorąży, wręczając mu końcówkę grubego kabla. — Strzał minął reaktory i turbiny, dzięki Bogu, bo inaczej moglibyśmy już wsiadać w abramsa i uciekać. Ale poszedł nam transformator i jeden z obwodów zasilających, tak że nawet gdybyśmy mieli zapasowy transformator, nie miałby zasilania. Reaktor od razu się wyłączył.

— Więc co robimy? — spytał dowódca.

— Pan potrzyma zapasowy kabel zasilający — powiedziała żartobliwie chorąży — a ja biorę duży klucz. A potem razem wymienimy obwód i zrestartujemy reaktory.

— Ile to potrwa?

— Dziesięć minut, maks piętnaście — odparła, podchodząc do miejsca, gdzie łączyły się zasilacze turbiny. Założyła klucz na łeb śruby w miejscu, gdzie wychodził kabel, a potem, nie mogąc jej odkręcić, zdjęła klucz i kilka razy nim walnęła, aż stopiona plastikowa nasadka zeszła.

— Dobrze, że nie trafili w reaktory.

— Jasne — zaśmiał się dowódca. — Albo w gąsienicę. Wolałbym nie zrzucać gąsienicy z tego potwora.

— O, to żaden problem, wzywa się tylko zespół CONTAC — powiedziała chorąży, obluzowując śrubę. — Nie bez powodu w zespole naprawczym SheVy jest batalion inżynierów i wielkich dźwigów.

Mitchell rzucił kabel na podłogę i złapał się wspornika, kiedy czołg zakołysał się od trafienia. — Oho.

— Dam sobie sama radę — powiedziała Indy, z wysiłkiem napierając na klucz. — Niech pan wraca na górę, sir.

— Na pewno?

— Tak, zrobiłabym to z zamkniętymi oczami — odparła, wyciągając śrubę i wypalony kabel.

Kiedy major wybiegł z pomieszczenia, Indy westchnęła i podniosła kabel.

— I pomyśleć, że po to kończyłam polibudę…

* * *

— Latające czołgi, sir! — krzyknął Pruitt, kiedy dowódca wyskoczył z włazu. — Cztery. To zwiad lądowników. Radar pokazuje, że wszystkie lecą w tę stronę.

— Cholera — zaklął Mitchell, widząc na własnym ekranie klucz tenarali schodzących do następnego lotu koszącego. Latające czołgi wystrzeliły po kilka ładunków plazmy, ale tylko jeden czy dwa trafiły. — Skoncentrować się na lądownikach. Reeves, zobacz, co dasz radę zrobić.

1 ... 91 92 93 94 95 96 97 98 99 ... 134
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)