Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]
Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]

Электронная книга - «Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]». Краткое содержание книги:

Po pięciu latach walk z posleeńskim najeźdźcą z ludzkiej cywilizacji pozostała zaledwie garstka wysoko uprzemysłowionych dolin, których mieszkańcy prześcigają się w tworzeniu coraz to potężniejszych wojennych machin, mających stawić czoła znienawidzonemu wrogowi. Po pięciu latach walk z ludźmi Posleeni są zmęczeni. Ludzie nie walczą fair. Posleeni są gotowi na zmianę, dlatego nadchodzi Tulo'stenaloor. Raz pokonany, potrafi wyciągnąć wnioski ze swojej klęski. Teraz nadeszła pora konfrontacji. Dwaj dawni przeciwnicy mają zmierzyć się w bitwie, która rozstrzygnie o przyszłości galaktyki na następne tysiąclecia. A kiedy major Michael O'Neal, dowódca pierwszego batalionu 555 pułku piechoty mobilnej, staje naprzeciw Tulo'stenaloora. Czas zatańczyć z diabłem.
1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 134
Перейти на страницу:

— Nienawidzę tego mechanicznego potwora — zaklął Pruitt, wyłażąc z włazu i zatrzaskując go. — Potrzeba nam więcej ludzi w maszynowni. Albo Riffa.

— Maszynownia?

— Gotowa — powiedziała Indy. — Wszystko gra.

— Kierowca?

— Gotowy — powiedział Reeves. — Możemy jechać.

— Działonowy?

— Gotowy. — Pruitt wsunął się na miejsce i zapiął pasy. — Bun-Bun gotowy skopać Posleenom tyłki.

Mitchell włączył ekrany stanowiska dowódcy.

— Zrzucić kamuflaż, zobaczmy, co my tu mamy.

* * *

— Tulo’stenaloorze, umocnienia zniszczone, a ludzie uciekają — powiedział Orostan. — Kompanie wsparcia zaczęły zbierać thresh i broń, którą da się odzyskać.

To była kolejna innowacja. Normalnie każdy kessentai kazałby swoim siłom zbierać łupy w marszu. Tulo’stenaloor położył temu kres. Niezależnie od tego, jak sprawnie dany oddział to robił, zawsze spowalniał resztę. Jednostki przechodzące przez Gap musiały maszerować w stałym, równym tempie, a nie zatrzymywać się na zbieranie łupów. Dlatego do oczyszczenia pobojowiska wyznaczono specjalne oddziały pod dowództwem cosslainów i kenstainów.

— Przemarsz przez przejście idzie dobrze. Ruszamy w stronę następnego celu.

— Zgoda — powiedział przez komunikator Tulo’stenaloor. — Poszło bardzo dobrze.

— Strata większości tenarali i dwóch okrętów to „bardzo dobrze”? — zaprotestował Orostan.

Tulo’stenaloor machnął z rozbawieniem grzebieniem.

— Wciąż zapominam, że nigdy dotąd nie walczyłeś z ludźmi. Poszło, łatwo. Bój się tego, co czeka na nas w głębi doliny. Metalowi threshkreen niedługo tu będą, jestem tego pewien. A inni ludzie będą po drodze naprzykrzać się nam na różne sposoby. Zignoruj ich, trzymaj się wyznaczonego zadania i nie przejmuj się napotykanym oporem.

— Będę to miał na uwadze — powiedział Orostan, rozkazując za pośrednictwem monitora komunikacyjnego wyruszyć w głąb doliny. — Tak czy inaczej, zwycięstwo mamy już w rękach.

— O tak — stwierdził Tulo’stenaloor. — Mamy. Nic nas już nie powstrzyma.

* * *

— Mam sześć lądowników, sir — zawołał Pruitt. — Pięć Minogów, jeden C-Dek. Nie wiem, gdzie jest reszta.

, To miał być jego pierwszy „prawdziwy” strzał. Strzelał już w symulatorze w Roanoke, ale powiedziano mu, że z prawdziwymi pociskami i SheVami będzie inaczej. Samobieżne działa, przy całej swojej olbrzymiej masie, są o wiele wrażliwsze na wstrząsy wystrzałów.

— Pewnie na ziemi — powiedział major Mitchell, zaznaczając na monitorze odpowiednie cele. — Zdejmij tego i tego — powiedział, podświetlając je. — A potem wynosimy się z Dodge.

— Tak jest, sir — powiedział Pruitt i wycelował działo w C-Deka wiszącego niemal bezpośrednio nad dawnym Mountain City. Był zdenerwowany. Za chwilę 2robią z siebie jeden wielki cel, a los SheVa Czternaście udowodnił aż nazbyt dobitnie, że nie są nieśmiertelni. Pozostanie przy życiu będzie zależeć od tego, czy trafią w te cholerne manewrujące okręty, a to nie było łatwe. Na dodatek to był jego pierwszy prawdziwy strzał. Dlatego kiedy czekał prawie sekundę, aż C-Dek rozbłyśnie zieloną obwódką, miał wyschnięte usta i spocone dłonie. Ale robił, co do niego należało, i zamierzał, na Boga, pokazać tym draniom, że przybył Bun-Bun.

— CEL!

— Potwierdzam!

— POSZŁO! — zawołał działonowy i wdusił spust. Efekt przypominał wrażenie siedzenia w wielkim dzwonie, w który właśnie uderzył jakiś olbrzym. Centrum dowodzenia było solidnie wygłuszone, ale strzał spowodował nie tyle dźwięk, co jakąś przepotężną obecność, która rozeszła się po ciałach załogi i wstrząsnęła olbrzymim czołgiem jak domkiem z kart. To było najbardziej przytłaczające, przerażające i podniecające uczucie, jakiego Pruitt kiedykolwiek doświadczył; uczucie, że panuje nad Siwą, Bogiem Zniszczenia.

— Trafiony! — zawołał major Mitchell, kiedy jeden z lądowników zatrzymał się w miejscu i spadł jak kamień. Za kilka lat, kiedy ostygnie, będzie z niego ładny pomnik. Teraz major umieścił kółko celownika na Minogu nad zachodnią doliną. — Drugi cel!

— CEL!

— Potwierdzam!

— POSZŁO!

* * *

Cally schyliła się i zawróciła. Korytarz był wydrążony w samym sercu wzniesienia za domostwem O’Nealów. Kiedy pierwszy Michael O’Neal osiadł na tych wzgórzach, był tylko jednym z wielu poszukiwaczy ogarniętych gorączką złota. Szybko jednak doszedł do wniosku, że może więcej zarobić, sprzedając bimber innym górnikom niż kopiąc, i że posiadanie tajnej drogi ucieczki przed agentami urzędu podatkowego bardzo się opłaca.

Kolejne pokolenia wzięły sobie do serca lekcje pierwszego Michaela O’Neala i raz na jakiś czas ulepszały ową tajną drogę ucieczki, wydłużały ją i wyposażały. Jeden tunel prowadził do szybu kopalni, stanowiącego centrum kompleksu, drugi korytarz prowadził z powrotem do domu, do piwnicy, a trzy inne do różnych wyjść.

Podczas zimnej wojny szyb przerobiono na prawdziwy schron przeciwatomowy, zastępując oryginalne drewniane stemple solidnymi stalowymi. Był w stanie wytrzymać niedaleką eksplozję atomową. Schron został wyposażony w odnawiane co jakiś czas zapasy, które starczyłyby na trzy lata niemal zupełnego odcięcia od świata.

Cally otworzyła wewnętrzne drzwi do szybu i obejrzała się za siebie.

— Pospiesz się, dziadku! — zawołała.

— Gotowe — odkrzyknął. — Już idę… — I nagle świat rozbłysnął bielą.

* * *

— JASNA CHOLERA! — krzyknął Pruitt, kiedy wszystkie ekrany poczerniały, a potem zamigotały i znów ożyły. — Co to jest, do cholery?!

Nad zachodnią doliną Gap unosił się olbrzymi grzyb eksplozji, a wszędzie dookoła wybuchały pożary. Zasięg zniszczeń był większy niż po wybuchu SheVy, a lądowników wcale nie było widać.

— Trafienie totalne! — zawołał major Mitchell. — Wynosimy się stąd, Schmoo!

— Jak to się, do cholery, stało, sir? — spytał Pruitt, kiedy doszła do nich fala uderzeniowa. — No, nieźle!

— Posleeńskie okręty używają antymaterii jako źródła energii — powiedziała Indy. — Pewnie udało ci się trafić w ich zbiornik paliwa. Widziałam schematy; ciężko je trafić, a jeszcze trudniej przebić. Gratulacje. Impuls elektromagnetyczny zniszczył mi część systemów, ale to nic poważnego; większość naszego sprzętu jest wytrzymała, a impuls nie był znów tak mocny.

— Jeszcze parę takich strzałów i w ogóle nie będziemy musieli martwić się o lądowniki! — powiedział Pruitt, poklepując swój panel kontrolny. — Dobry Bun-Bun, dobry królik. ANTYMATERIA WAM W RYJ, POSLEENIAKJ!

* * *

Orostan z jeżył grzebień i wrzasnął, kiedy fala uderzeniowa zakołysała jego C-Dekiem.

— SKĄD ON SIĘ TAM WZIĄŁ?!

— Musiały być dwa — powiedział Cholosta’an, opuszczając z rezygnacją grzebień. — Dobrze, że byliśmy na ziemi.

— ESTUUU! — krzyknął rozwścieczony oolt’ondai.

— Nie było żadnych raportów, oolt’ondai — warknął kessentai. — Nic. Musiał dopiero co zająć tę pozycję! Nie wiem, dlaczego tak długo zwlekał. Całe szczęście, że nie byliśmy wszyscy w powietrzu.

— Ale teraz będziemy — prychnął Orostan. — Wszystkie okręty w górę! Znaleźć mi to przeklęte działo i zniszczyć je! Tenarale, naprzód! Znaleźć je, zniszczyć, jeżeli zdołacie, a przynajmniej zlokalizować i okaleczyć! Naprzód!

1 ... 88 89 90 91 92 93 94 95 96 ... 134
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)