Wojna Honor [War of Honor - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2005
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-622-8
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Wojna Honor [War of Honor - pl]». Краткое содержание книги:
— Zawsze możesz gnojka wyrzucić.
— Zastanawiałam się nad tym. Niestety wiem z pewnych źródeł, że jeśli to zrobię, będzie rozgłaszał, że żądanie jego rezygnacji jest sprzeczne z konstytucją.
— Jakie?! — Theisman spojrzał na nią z niedowierzaniem.
Pritchart skrzywiła się kwaśno.
— Powiedzmy, nielegalne. Według pewnej opinii prawnej rezolucja przywracająca konstytucję dała Kongresowi prawo do zatwierdzania lub odrzucania wszelkich zmian, jakie chciałabym wprowadzić w tym jednym jedynym rządzie. W kolejnym już nie, ale w tym tak.
— Przecież to bzdura!
— Ja też tak uważam, ale Arnold pójdzie z tym do sądu, jeśli go wyleję.
— Pytałaś o to Dennisa?
— Pytałam. Myśli tak jak my. Niestety z tego samego źródła wiem, że Arnold może liczyć na zupełnie inną opinię Tullinghama, którego kupił i z którym się od lat przyjaźni.
— Cholera! — burknął Theisman z obrzydzeniem.
— Właśnie. Wątpię co prawda, by wygrał, ale sprawa będzie się ciągnąć tygodniami, jeśli nie miesiącami. W praktyce oznacza to, że go nie mogę wyrzucić.
— Pozostaje więc oskarżyć go o zdradę. Dennis może to zrobić.
— Oskarżyć o zdradę sekretarza stanu?!
— Oczywiście. Co, święty czy jak?! W najgorszym razie przekazywał osobom niepowołanym ściśle tajne informacje i nie ma sposobu, żeby się wyłgał, że zrobił to przypadkiem. Nie w stosunku do tych, z którymi gadał według Kevina.
— Jest ministrem i choć prywatnie się z tobą zgadzam, to ludzie, którym o tym powiedział, mają uprawnienia dostępu do ściśle tajnych informacji.
— Do tych nie mają — poza jego zasranym braciszkiem. To jeden szczebel wyżej. A poza tym doskonale wiesz, że skoro im powiedział, jest tylko kwestią czasu, by ta wiadomość stała się publiczną tajemnicą. A to oznacza zagrożenie bezpieczeństwa narodowego, czyli zdradę.
— Tylko widzisz, Tom, jeśli chodzi o informacje, wmanewrował nas w taką sytuację, że jesteśmy między młotem a kowadłem — powiedziała Pritchart, nie kryjąc zmęczenia. — Ta sama logika, która dowodzi, że wyrzucenie go będzie kosztowało nas politycznie zbyt drogo, stosuje się do twojego rozwiązania i wiesz o tym. Jeśli go oskarżymy i skażemy, dane, które staramy się utrzymać w tajemnicy, wyjdą na jaw w sądzie. Chyba że sugerujesz tajny proces o zdradę ministra rządu próbującego przekonać wyborców, że zawsze postępuje zgodnie z prawem.
Widać było, że Theisman chce coś powiedzieć, ale w ostatnim momencią, powstrzymał się i przez dłuższą chwilę siedział zupełnie nieruchomo.
— Masz rację — przyznał w końcu. — A najgorsze jest to, że to ścierwo od początku to sobie zaplanował. Bo nie sądzisz chyba, że zaczął sobie obijać dupę blachą później?
— Główny problem polega na tym, Tom, że tak naprawdę nie wiemy, o co mu chodzi. Może inaczej: podejrzewam, że wiem, co jest jego ostatecznym długofalowym celem, ale nie wiem, co chce osiągnąć teraz na krótką metę.
— Kevin też nie wie? — Theisman nie próbował nawet ukryć niedowierzania.
Pritchart uśmiechnęła się smętnie.
— Kevin Usher ma umysł paranoika i serce lwa. Ma też kilka czułych punktów, które starannie ukrywa. Ale niestety nie jest telepatą ani jasnowidzem — wyjaśniła. — Mamy szczęście, że dowiedział się aż tyle. I jeszcze więcej szczęścia, że zdecydował się powiedzieć o tym mi bezpośrednio.
— A komu niby miałby powiedzieć?
— Wybraliśmy Kevina na szefa policji i kontrwywiadu dlatego, że jest ostatnią osobą, która użyłaby uzyskanych informacji w celu uzyskania politycznej przewagi. Wszystko to, co Arnold zrobił dotąd, gdyby się uprzeć, można wytłumaczyć złą oceną sytuacji i gadulstwem. Nawet jeśli jest to niezgodne z prawem, może być wynikiem głupoty, nie zaś świadomego działania na szkodę państwa czy jego stabilizacji. Kevin lepiej niż ktokolwiek w tym mieście zdaje sobie sprawę, jakie napięcie panuje między mną a Arnoldem. Gwarantuję ci, że dobrze się zastanowił, nim przekazał mi informacje pozwalające na poważne zaszkodzenie Arnoldowi. Zrobił to prawdopodobnie tylko dlatego, że tak dobrze mnie zna.
— Chcesz powiedzieć, że innemu prezydentowi po prostu by o tym nie powiedział? — Theisman zmarszczył brwi. — Zatajanie tak ważnych wiadomości jakoś mi do niego nie pasuje. Albo też pomyliłem się, i to poważnie, w jego ocenie, bo gdybym coś takiego podejrzewał, byłbym bardzo, ale to bardzo nieszczęśliwy, gdy wybrałaś go na to stanowisko.
— Poczekaj! Nie twierdzę, że zataiłby cokolwiek, o czym dowiedziałby się oficjalnie. Natomiast ta wiadomość pochodzi z prywatnego źródła i nie jest związana z żadnym formalnym śledztwem. Nie musiałby niczego zatajać, bo oficjalnie niczego nie wie. Przekazał mi tę informację prywatnie, bo się znamy i lubimy: to dwie odrębne kwestie. A to, że najpierw sprawdził, czy są prawdziwe, to już kwestia charakteru. Nie wszczął żadnego oficjalnego śledztwa, bo go o to nie prosiłam. A zdecydował się podzielić ze mną swoją wiedzą, bo uznał, że nie nadużyję ani ich, ani systemu, ani też jego zaufania. Prywatnie sądzę też, że wpływ na jego decyzję miało to, iż zgadza się z moją opinią, że Arnold Giancola i jego poplecznicy są w tej chwili największym zagrożeniem dla Republiki.
— Wewnętrznym — przytaknął Theisman. — Bo zewnętrznym nadal pozostaje Królestwo rządzone przez durniów i egoistów.
— Tom… — Pritchart przetarła oczy wierzchem dłoni. — Nie kwestionuję twojej oceny członków rządu i Admiralicji Królestwa Manticore. Problem w tym, że nie jesteśmy w stanie kontrolować ich poczynań. Nawet sytuacja wewnętrzna może nam się wymknąć spod kontroli. Na zewnętrzną nie mamy wpływu. Jeśli Janacek i reszta zdecydują się na coś głupiego, od konsekwencji będziesz musiał uchronić nas ty oraz flota. Nie ma innego wyjścia.
Theisman przyglądał się jej w milczeniu przez kilkanaście długich sekund, po czym spytał cicho:
— Jesteś absolutnie pewna, że tak właśnie chcesz to załatwić?
— Nie chcę, ale jest to najlepsza z kilku możliwych złych opcji. Innych nie mam — prawie warknęła. — Kevin może nie wiedzieć, o co chodzi Arnoldowi, ale ja wiem. Chce zostać prezydentem w następnych wyborach. O ile nie wcześniej. W tej chwili sądzę, że chodzi mu o wymuszenie na mnie, czy też na nas, twardszego stanowiska w negocjacjach.
— Co masz na mjjśli, mówiąc: „o ile nie wcześniej”? — Theisman prawie podskoczył. — Myślisz, że organizuje zamach?
— Nie, nie myślę — zaprzeczyła szybko.
Zbyt szybko. Theisman nadal przyglądał jej się podejrzliwie.
— No dobrze, może i organizuje — przyznała niechętnie. — Żałuję, że mi się to wymsknęło, bo jedyne, co wiem na pewno, to to, że mu nie ufam, nie lubię go i wiem, że jest uparty, ambitny i przekonany o własnej nieomylności. Co nie wyklucza organizowania zamachu, ale też nie dowodzi, że musi to robić.
— Pozory mogą mylić — ocenił Theisman podejrzanie łagodnie. — A ja nie jestem zwolennikiem zamachów stanu, choć jeden sam mam na koncie.
— Wiem. I wiem, że jeśli chodzi o niego, nie potrafię obiektywnie analizować sytuacji. Nie wątpię, że gdyby okazja się trafiła, skorzystałby z niej, ale czy posunie się tak daleko, by ją stworzyć, nie mam pojęcia. Chwilowo Kevin i Dennis powinni być w stanie wykluczyć taką możliwość i sądzę, że dlatego próbuje przejąć władzę inaczej. Nie możemy więc mu pozwolić na kontrolowanie przepływu informacji. Używa „Bolthole” jako klina, kapiąc faktami, by udowodnić, że naprawdę dużo wie i dużo może, a to skuteczny sposób rekrutowania ludzi, zwłaszcza niezadowolonych ze sposobu, w jaki Królestwo przeciąga negocjacje. Wiadomość o nowych okrętach podważy wiarygodność naszej polityki: skoro mając znów równowagę sił, nie jesteśmy gotowi ich przydusić, dla przeciętnego polityka czy człowieka będzie to znaczyło, że nigdy nie będziemy do tego zdolni.