Wojna Honor [War of Honor - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2005
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-622-8
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Wojna Honor [War of Honor - pl]». Краткое содержание книги:
Teraz pojęłam, że jeśli nie zaczniemy się nimi martwić natychmiast, to może się okazać, że zabraknie nam na to czasu później. Albo że spędzimy znacznie więcej czasu później, martwiąc się.
— A konkretniej?
— Konkretniej to proponowałabym zająć się nieco przyziemniejszą kwestią, czyli zapewnieniem sobie przetrwania, gdy nasz wspólny stateczek w końcu zatonie — powiedziała z uśmiechem, widząc jego minę. — Ktoś zacznie zadawać niewygodne pytania: Elżbieta tego dopilnuje. Więc przyszło mi do głowy, że najwyższy czas zacząć tworzyć dokumentację potwierdzającą odpowiedzi, których będziemy udzielać.
— Rozumiem,… — High Ridge rozsiadł się wygodniej i spojrzał na nią badawczo.
I z szacunkiem.
— Jak proponujesz się do tego zabrać? — spytał w końcu.
— Zaczynając od tego co oczywiste: żeby wina za wszelkie nieścisłości finansowe spadła wyłącznie na naszą drogą minister skarbu i ministra spraw wewnętrznych McIntosha — westchnęła. — Jakie to tragiczne, że tak świetlani i oddani dobru publicznemu ludzie okazali się w istocie skorumpowanymi, chciwymi władzy łajdakami przekazującymi rządowe pieniądze na łapówki osobom prywatnym i na fundusze organizacji mających kupować głosy wyborców. I jaka szkoda, że zaufanie pokładane w powszechnie znanych członkach Partii Liberalnej sprawiło, iż nie dostrzegliśmy, co wyprawiają.
— Rozumiem… — powtórzył jeszcze wolniej High Ridge.
Zawsze uważał Elaine Descroix za równie bezpieczną co wybitnie jadowite odmiany węży, ale mimo to był zaskoczony jej bezwzględnością.
— Oczywiście trzeba to zrobić ostrożnie i delikatnie. Jeszcze nie do końca wiem jak — dodała radośnie. — Spartaczona robota zostanie od razu przypisana nam.
— Co do tego nie ma wątpliwości.
— Bardzo się cieszę, że to powiedziałaś. Bo to znaczy, że możemy zlecić to Georgii.
— Jesteś pewna, że chcesz ją akurat w to mieszać?
Descroix uśmiechnęła się wyrozumiale:
— Przecież ona ma już dostęp do akt North Hollowa, a tam jest więcej groźnych dla nas informacji, niż potrzeba, by nas zniszczyć. Poza tym już użyliśmy ich do kilku paskudnych i nielegalnych akcji, jak choćby podsłuchu w White Haven. Na szczęście Georgia nie może zbytnio nam zaszkodzić, nie wystawiając przy tym siebie na strzał. To samo dotyczy Meliny. Jest potencjalnym źródłem przecieku, ale tak dobrze robiła to, co jej kazaliśmy, i chroniła Marisę przed brutalną rzeczywistością, że jeśli sprawa wyjdzie na jaw, zatonie wraz z Agencją. Obie, Georgia i Melina, mają naprawdę dobre powody, żeby dopilnować, by podejrzanym o wszystko został ktoś inny. Gdybym sądziła że Melina da sobie radę, zleciłabym wszystko jej, ale wtpię, by była aż tak zdolna. A Georgia udowodniła, że jest. Bez sensu byłoby wciągać w to kogoś jeszcze. Im więcej osób zna prawdę, tym łatwiej o przypadkowy przeciek. Więc zlećmy to jednej osobie mającej bardzo silną motywację, by dopilnować starannego ukrycia naszych śladów, bo w ten sposób zamaskuje własne.
— Rozumm… — powtórzył High Ridge po raz trzeci.
I powoli śmiechnął się.
ROZDZIAŁ XXVI
Cwiazda typu G6 będąca słońcem systemu Marsh była zupełnie przeciętna zarówno jako gwiazda, jak i słońce systemu. Tak też oceniała ją Honor, spoglądając przez okno z armoplastu.
A równocześnie była na tyle ważna, że Gwiezdne Królestwo gotowe było stoczyć o nią wojnę.
Prychnęła z autoironią i poczuła podobną reakcję Nimitza rozciągniętego na grzędzie przymocowanej do burty. Na jej uczucia wpływ miała świadomość niewykonalności zadania, jakie otrzymała, na jego — samotność, ale rozłąkę już oboje z Samanthą przeżywali, a teraz ona miała przynajmniej Hamisha, a Nimitz Honor. Nie osłabiało to tęsknoty za partnerem, ale świadomość, że rozłąka jest czasowa, pomagała przetrwać.
Tego ostatniego Honor pewna nie była i dlatego czuła się winna, a także trochę treecatom zazdrościła. Jej samotność na pewno się nie skończy. Pustka, którą czuła w tej chwili, była jednak lepsza od beznadziejnej samotności przed wylotem. Powtarzała to sobie najmniej dziesięć razy dziennie i prawie w to wierzyła. Prawie.
Odwróciła głowę, przyglądając się najbliższym okrętom bazującym w systemie. Krążyły po orbitach parkingowych planety Sidemore, czyli w bezpiecznym porcie, ale jak z zadowoleniem zauważył kontradmirał Hewitt, utrzymywały podwyższony stan gotowości. Miejsca przydzielono okrętom tak, by równoczesne uaktywnienie ekranów nie prowadziło do groźby interferencji, a przynajmniej jedna eskadra liniowa miała przez cały czas gorące węzły napędu, co pozwalało na osiągnięcie pełnej gotowości bojowej i możliwości ruchu w trzydzieści minut.
Honor nie tylko pochwaliła jego decyzję, ale rozciągnęła ją na wszystkie jednostki Zespołu Wydzielonego 34. Rozśrodkowanie na orbitach powodowało, że nawet taki olbrzym, jak flagowiec McKeona Troubadour był malutkim modelem, gdyby patrzeć na niego gołym okiem. Ale jej gołe oczy dość drastycznie różniły się od siebie, i używając teleskopowej funkcji lewego, mogła całkiem wyraźnie widzieć zarówno superdreadnoughty Alistaira, jak i lotniskowce Alice Truman.
Przypominały śmiertelnie groźne wieloryby, choć miały zapalone światła parkingowe i zamknięte ambrazury. I było ich sporo — łącznie dysponowała ośmioma pełnymi eskadrami liniowymi, niepełną eskadrą lotniskowców, pięcioma eskadrami krążowników liniowych, trzema lekkich krążowników i dwiema flotyllami niszczycieli… nie licząc kilkudziesięciu krążowników i niszczycieli rozsianych po najbliższej okolicy na patrolach antypirackich. Miała pod swoimi rozkazami czterdzieści dwa okręty liniowe, co znaczyło, że była to pełnowymiarowa flotylla, nie zespół wydzielony. Była to także najsilniejsza formacja, jaką kiedykolwiek dowodziła. Powinna czuć się pewnie, mając do dyspozycji taką siłę ognia.
A czuła przede wszystkim irytację, by nie rzec złość z powodu jej braków. Alistair i Alice zdołali podciągnąć gotowość załóg i całego zespołu do poziomu wyższego, niż Honor miała nadzieje osiągnąć. Okręty Hewitta zaś utrzymywały znacznie wyższa poziom zgrania i wyszkolenia niż Home Fleet. Najprawdopodobniej dlatego, że wszyscy na ich pokładach wiedzieli, iż w razie poważnych problemów na szybką pomoc nie mają co liczyć. To także tłumaczyło nieomal entuzjazm Hewitta przy przekazywaniu jej dowództwa.
Ale najlepszy nawet poziom gotowości bojowej i zgrania załóg nie był w stanie zmienić przykrych faktów. Takich jak ten, że tylko sześć okrętów liniowych należało do klasy Medusa, a żaden do klasy Inuictus. Albo że jedenaście było dreadnoughtami mającymi ledwie dwie trzecie siły ognia i wytrzymałości klasycznych superdreadnoughtów. W połączeniu z pewnością, że High Ridge i Janacek wszędzie będą mówić o czterdziestu dwóch okrętach liniowych, a żaden oczywiście nie zająknie się, jaki jest podział tych okrętów na klasy ani o tym, że większość jest przestarzała. Ani o tym, że dostała cztery z żądanych ośmiu lotniskowców. Ani o tym, że ostatnia analiza wywiadu floty oceniała Imperialną Marynarkę na ponad dwieście okrętów liniowych.
Taką wyliczankę mogła ciągnąć długo z jednym skutkiem — wprawiania się w coraz większą złość. Dlatego odetchnęła głęboko, wyprostowała się i zmusiła do konstruktywnej pracy koncepcyjnej. Wiedziała, godząc się na ich propozycję, że coś podobnego nastąpi, choć prawdę mówiąc, nie podejrzewała, że nawet Janacek okaże tyle bezczelności, by przydzielić jej wszystkie pozostające jeszcze w linii dreadnoughty. Prawda zresztą była taka, że gdyby zamiast nich dostała klasyczne superdreadnoughty, i tak miałaby zbyt słabe siły, gdyby Imperium zdecydowało się na wojnę. Dlatego obiektywnie rzecz oceniając, politycznemu karierowiczowi logiczne wydawało się spisać na straty to, co najmniej warte i najbardziej przestarzałe. Jeśli dojdzie do najgorszego, straci niewiele. To, że obsadzający te jednostki ludzie uważali inaczej, a mieli pełną świadomość, jak z nimi postąpiono, nie miało naturalnie dla wszarza najmniejszego znaczenia…