Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие приключения » Tajemnica Srebrnego Pająka
Tajemnica Srebrnego Pająka - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tajemnica Srebrnego Pająka

Электронная книга - «Tajemnica Srebrnego Pająka». Краткое содержание книги:

‘Tajemnica srebrnego Pająka’- w tej części książki, bohaterowie dostają duże zlecenie. Wyruszają za granicę tylko po to, aby znaleźć srebrnego pająka (‘maskotkę rodu’). Ten pająk jest symbolem fikcyjnego, europejskiego księstwa zwanego Waranią. Jego wizerunek jest ukazany na wielu proporcach, odwzorowany na setkach flag, jest herbem księcia. Chłopcy po przybyciu zostają uwikłani w wiele dworskich intryg, tak splątanych, lepkich i mocnych jak pajęcza sieć, lecz dzięki wspólnej pracy, inteligencji Jupitera, sile Pete’a i bystrości Boba, po wielu przygodach udaje im się w końcu odnaleźć ‘maskotkę rodu’. Nie ma to jak dobra organizacja i współpraca.
1 ... 5 6 7 8 9 10 11 12 13 ... 26
Перейти на страницу:

Nieco dalej stała bardzo ładna dziewczyna w stroju ludowym, z ogromną wiązką balonów. Śpiewała piosenkę po angielsku. Słowa piosenki zachęcały do kupienia balonu i puszczenia go w powietrze, by zaniósł życzenie do nieba. Wiele osób kupowało balony i istotnie puszczali je w powietrze. Czerwone, żółte i niebieskie kule unosiły się w górę, coraz dalej, aż wreszcie znikały.

– Sfotografuj klaunów, Pete – powiedział Jupiter. – Ja zrobię zdjęcia akrobatom, a ty, Bob, rozejrzyj się dookoła. Może coś zwróci twoją uwagę.

– Dobra, Pierwszy – Pete poszedł w stronę koziołkujących klaunów.

Jupiter i Bob stanęli przed trampoliną. Jupe otworzył aparat fotograficzny i zaczął ustawiać obiektyw na akrobatów. Grzebał się przy nim długo, niby to mając jakieś problemy. W rzeczywistości uruchamiał walkie-talkie.

– Tutaj Pierwszy – powiedział cicho. – Czy mnie odbierasz?

– Głośno i wyraźnie – zamamrotał w aparacie głos Berta Younga.

– Jaka jest sytuacja?

– Zwiedzamy – odpowiedział Jupe. – Książę Djaro prosił nas o pomoc w znalezieniu srebrnego pająka Waranii. Został skradziony i umieszczono na jego miejscu imitację.

– Och! – wykrzyknął Bert Young. – To gorzej, niż myślałem. Czy możecie mu pomóc?

– Nie bardzo wiem jak – wyznał Jupe.

– Ja też nie. Ale starajcie się i miejcie oczy otwarte. Coś jeszcze?

– Jesteśmy teraz w parku, prawdopodobnie ktoś nas śledzi. Nie wiemy kto.

– Spróbujcie sprawdzić. Zgłoś się później, jak będziecie sami. Ktoś może nabrać podejrzeń, gdy będziemy zbyt długo rozmawiać.

Bert Young wyłączył się. Jupiter fotografował, a Bob tymczasem rozglądał się dookoła. Nie zauważył nic, a raczej nikogo, kto mógłby ich śledzić. Podszedł klaun i Bob wrzucił kilka amerykańskich monet do jego koszyczka.

Klauni przyprowadzili pudla, który robił salta w powietrzu i stawał na przednich łapach. Tłum gapiów otoczył ich i dziewczyna z balonami została sama na uboczu.

– Teraz zrobimy jej zdjęcie – szepnął Jupiter.

Podeszli do niej w trójkę. Jupiter ustawiał aparat, na co dziewczyna uśmiechnęła się i zaczęła pozować. Jupiter pstryknął zdjęcie. Dziewczyna zbliżyła się do nich.

– Kupicie balony, amerykańscy dżentelmeni? – zapytała. – Pozwólcie im poszybować w chmury i zanieść wasze życzenia do nieba.

Pete wyłuskał z kieszeni banknot i podał jej. Wręczyła każdemu z nich balon i odwróciła się w poszukiwaniu reszty. Gdy pochylała się nad monetami, szepnęła niemal bezgłośnie:

– Ktoś chodzi za wami. Śledzą was. Mężczyzna i kobieta. Nie wyglądają niebezpiecznie. Wydaje mi się, że chcą porozmawiać z wami. Dajcie im sposobność. Idźcie na lody, tam przy stolikach.

Chłopcy wyrazili swe życzenia i wypuścili balony. Patrzyli za nimi, aż stały się maleńkimi kropkami na niebie. Potem wolno podeszli do stolików rozstawionych na trawie i przykrytych obrusami w czerwoną kratę. Usiedli przy jednym z nich. Natychmiast zjawił się wąsaty kelner.

– Lody? Może gorąca czekolada, sandwicze?

Przystali na wszystko, co proponował. Kelner odszedł, a chłopcy rozejrzeli się wokół. Bob zobaczył mężczyznę i kobietę kupujących balony i rozpoznał w nich parę, która tego rana stanęła za nimi przed portretem księcia Paula. Poczuł z całą pewnością, że to przez nich byli śledzeni.

Podeszli z wolna i usiedli przy sąsiednim stoliku. Zamówili lody i kawę, po czym spojrzeli na chłopców i uśmiechnęli się.

– Czy jesteście Amerykanami? – zapytała kobieta.

– Tak, proszę pani – odpowiedział Jupiter. – Państwo też jesteście Amerykanami?

– Oczywiście – przytaknęła kobieta. – Z Kalifornii, tak jak wy. Jupe zesztywniał. Skąd wiedziała, że są z Kalifornii?

– Jesteście z Kalifornii, prawda? – powiedział szybko mężczyzna. – W każdym razie wasze koszulki są kalifornijskie.

– Tak – odpowiedział Jupiter – jesteśmy z Kalifornii. Dopiero wczoraj przyjechaliśmy.

– Widzieliśmy was rano na zamku, w sali pamiątek – odezwała się kobieta. – Mój Boże, czy to nie sam książę Djaro był z wami?

– Tak, oprowadzał nas – skinął głową Jupiter i zwrócił się do Boba i Pete'a. – Powinniśmy chyba umyć ręce, nim kelner przyniesie nasze jedzenie. Tam, za akrobatami widziałem tabliczkę “do toalet”.

– Chcemy pójść do toalety – powiedział do pary przy sąsiednim stoliku. – Czy zechcielibyście państwo przypilnować w tym czasie naszych aparatów fotograficznych?

– Oczywiście, synku – zgodził się mężczyzna z szerokim uśmiechem. – Nie bójcie się, przypilnujemy, żeby ich nikt nie ukradł.

– Dziękuję panu – Jupiter wstał i ruszył w stronę toalet, nie dając swym towarzyszom szansy odezwania się. Chcąc nie chcąc pospieszyli za nim.

– Co to za pomysł, Jupe? – szepnął Pete, gdy się zrównali. – Dlaczego zostawiliśmy aparaty?

– Ciii! – syknął Jupe. – Mam pomysł. Zaufaj mi.

Gdy mijali dziewczynę z balonami, Jupiter powiedział do niej nie zatrzymując się.

– Obserwuj, proszę, tę parę. Powiedz nam, gdyby ruszali aparaty fotograficzne. Za chwilę wrócimy.

Skinęła głową w odpowiedzi. Detektywi szli niespiesznie, rozglądając się, jak na beztroskich turystów przystało.

Toaleta, umieszczona dyskretnie wśród drzew, była niewielkim kamiennym budynkiem. Wewnątrz nie było nikogo i Pete z miejsca wybuchnął:

– Co to za pomysł, Jupe?!

– Ci dwoje – powiedział Jupe odkręcając kran – będą zapewne rozmawiać. Może im się coś wymknąć.

– No to co? Co nam z tego przyjdzie? – zapytał Bob.

– Uruchomiłem magnetofon w moim aparacie – powiedział Jupe. – Jest bardzo czuły. Nagra wszystko, co powiedzą. Teraz już lepiej nie rozmawiajmy. Ktoś może podsłuchiwać.

Umyli ręce w milczeniu i wrócili spacerem do stolika. Dziewczyna z balonami potrząsnęła lekko głową, gdy ją mijali. A więc nic nie zaszło podczas ich nieobecności. Aparaty fotograficzne leżały, gdzie je zostawili, a mężczyzna i kobieta przy sąsiednim stoliku popijali kawę.

– Nikt nie próbował zabrać waszych aparatów – powiedział mężczyzna wesoło. – To uczciwy kraj. Kelner był już z waszym zamówieniem, ale powiedziałem mu, że musieliście odejść na parę minut. O, już idzie.

1 ... 5 6 7 8 9 10 11 12 13 ... 26
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)