Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие приключения » Tajemnica Srebrnego Pająka
Tajemnica Srebrnego Pająka - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tajemnica Srebrnego Pająka

Электронная книга - «Tajemnica Srebrnego Pająka». Краткое содержание книги:

‘Tajemnica srebrnego Pająka’- w tej części książki, bohaterowie dostają duże zlecenie. Wyruszają za granicę tylko po to, aby znaleźć srebrnego pająka (‘maskotkę rodu’). Ten pająk jest symbolem fikcyjnego, europejskiego księstwa zwanego Waranią. Jego wizerunek jest ukazany na wielu proporcach, odwzorowany na setkach flag, jest herbem księcia. Chłopcy po przybyciu zostają uwikłani w wiele dworskich intryg, tak splątanych, lepkich i mocnych jak pajęcza sieć, lecz dzięki wspólnej pracy, inteligencji Jupitera, sile Pete’a i bystrości Boba, po wielu przygodach udaje im się w końcu odnaleźć ‘maskotkę rodu’. Nie ma to jak dobra organizacja i współpraca.
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 26
Перейти на страницу:

– Poczciwa Dokumentacja! – roześmiał się Pete.

– Powinniśmy się przygotować na spotkanie z Djaro – powiedział Jupiter. – Królewski szambelan dał nam znać, że Djaro zje z nami śniadanie.

– Jak już mowa o śniadaniu, przegryzłbym coś – wyznał Pete. – Ciekaw jestem, gdzie będziemy jedli.

– Poczekamy, zobaczymy – odparł Jupe. – Chodźcie sprawdzić, czy nasz ekwipunek jest w porządku. W końcu jesteśmy tu służbowo.

Chłopcy z Jupe'em na czele wrócili do pokoju. Była to wysoka komnata. Miała ściany wyłożone boazerią o atłasowym połysku. Nad szerokim łożem, w którym wszyscy trzej spali, widniał wyrzeźbiony herb rodziny Djaro.

Ich torby podróżne leżały wciąż nie rozpakowane. Po przyjeździe, poprzedniego wieczoru, otworzyli je tylko po to, żeby wyjąć piżamy i szczotki do zębów.

Podróżowali odrzutowcem, najpierw do Nowego Jorku, a stamtąd do Paryża. Nie zobaczyli jednak żadnego z tych miast, gdyż nie opuszczali nawet lotniska. W Paryżu przesiedli się na helikopter, który dowiózł ich na malutkie lotnisko w Denzo. Stąd zabrano ich do pałacu samochodem. Powitał ich szambelan królewski. Doniósł im, że Djaro odbywa właśnie ważne zebranie i nie będzie mógł widzieć się z nimi aż do następnego rana. Powiódł ich następnie do ich sypialni przez nie kończące się kamienne korytarze. Tu padli na łóżko i zasnęli natychmiast, nie zdążywszy się nawet rozpakować. Zabrali się do tego teraz. Złożyli swoje ubrania w przestronnej, antycznej szafie, w torbach pozostały tylko trzy aparaty fotograficzne.

Tak, wyglądały jak duże, kosztowne aparaty fotograficzne i istotnie pełniły tę rolę. Zaopatrzone były w lampy błyskowe i mnóstwo dobrych urządzeń. Ale mogły także służyć jako radia. W tylną obudowę każdego aparatu wmontowane było nadzwyczaj silne walkie-talkie. Lampa błyskowa była równocześnie anteną nadawczo-odbiorczą. Zasięg odbioru dochodził do dwudziestu kilometrów, a nawet z wnętrza budynku aparat działał na odległość około czterech kilometrów. Walkie-talkie funkcjonowały tylko na dwu pasmach częstotliwości i nie mogły być odbierane przez radia czy inne walkie-talkie. Jedyne, oprócz trzech leżących właśnie na łóżku, nastrojone na tę samą częstotliwość, znajdowało się w ambasadzie amerykańskiej, gdzie przebywał Bert Young.

Bert towarzyszył im w drodze z Los Angeles do Nowego Jorku i odbył z nimi poważną rozmowę. Między innymi zapewnił ich, że zawsze będzie w pobliżu i będą się co wieczór kontaktować przez radioaparat fotograficzny. Albo częściej, jeżeli będą mu mieli do zakomunikowania coś ważnego.

– Zrozumcie mnie dobrze, koledzy – mówił. – Być może wszystko pójdzie gładko i Djaro zostanie koronowany w przewidzianym terminie. Czuję jednak, że szykują się kłopoty, i mam nadzieję, że pomożecie nam je ujawnić.

Jak już mówiłem, nie zadawajcie pytań. Waranianie nie lubią, by ktoś się wtrącał w ich sprawy. Zwiedzajcie, fotografujcie widoki i miejcie oczy i uszy otwarte. Będziecie mi regularnie przekazywać sprawozdania przez radio w aparacie fotograficznym. Będę na moim stanowisku odbiorczym, prawdopodobnie w ambasadzie amerykańskiej.

To na razie wszystko. Z chwilą gdy wsiądziecie na pokład samolotu do Paryża, staniecie się samodzielni. Ja lecę do Waranii innym samolotem i wszystko przygotuję. Dalsze plany będziemy podejmowali zgodnie z rozwojem wypadków. W czasie naszych kontaktów radiowych będziecie się nazywali Pierwszy, Drugi i Dokumentacja. Rozumiecie?

Bert Young zamilkł i otarł czoło. Chłopcy mieli ochotę zrobić to samo. Byli nieco przerażeni powierzonym im zadaniem. Czyniło ich wszak agentami wywiadu w służbie Stanów Zjednoczonych.

Teraz, patrząc na aparaty, przypominali sobie wszystko, co mówił Bert Young, i to ich niemal obezwładniało. Pierwszy otrząsnął się Pete. Wyjął swój aparat i otworzył jego skórzany futerał. Na dnie znajdował się jeszcze jeden przyrząd – maleńki magnetofon tranzystorowy, tak czuły, że mógł nagrać rozmowę toczącą się w drugim końcu pomieszczenia.

– Może powinniśmy skontaktować się z panem Youngiem przed spotkaniem z Djaro? Tylko żeby się upewnić, że wszystko działa.

– Dobry pomysł, Drugi – przystał Jupiter. – Wyjdę na balkon i sfotografuję widok.

Wziął swój aparat i przeszedł spiesznie przez pokój. Na balkonie otworzył futerał i ustawił obiektyw na kopułę kościoła Świętego Dominika. Następnie nacisnął przycisk uruchamiający walkie-talkie. Schylił się nad aparatem, niby sprawdzając obraz w obiektywie, i powiedział cicho:

– Pierwszy się zgłasza. Tu Pierwszy, czy mnie odbierasz?

Bert Young odezwał się niemal natychmiast:

– Odbieram cię. Masz coś do zakomunikowania?

– Sprawdzam tylko urządzenie. Nie widzieliśmy się jeszcze z Djaro. Mamy się spotkać przy śniadaniu.

– Będę na miejscu. Miejcie się na baczności. Koniec odbioru.

– Zrozumiano – powiedział Jupe i wrócił do pokoju właśnie w chwili, gdy rozległo się pukanie do drzwi.

Pete otworzył, w drzwiach stał rozpromieniony książę Djaro.

– Przyjaciele! Pete! Bob! Jupiter! – wykrzyknął obejmując ich serdecznie. – Jakże się cieszę, że was widzę. Co myślicie o moim kraju i mieście? Ach prawda, nie mieliście jeszcze czasu wiele zobaczyć. Zajmę się tym, jak tylko zjemy śniadanie.

Odwrócił się i przywołał kogoś skinieniem ręki.

– Wejdźcie. Przygotujcie stół pod oknem.

Ośmiu służących w złoto-szkarłatnych liberiach wniosło stół, krzesła i kilka półmisków ze srebrnymi pokrywami. Podczas gdy Djaro rozmawiał wesoło, ustawili stół, nakryli lnianym obrusem i srebrną zastawą, po czym zdjęli pokrywy. Ukazały się jaja na bekonie, parówki, tosty, wafle i szklanki z mlekiem.

– Wygląda nieźle! – ucieszył się Pete. – Umieram z głodu.

– Łatwo się tego domyślić – powiedział Djaro. – Bierzmy się do jedzenia. Chodź, Bob, co tam oglądasz?

Bob przypatrywał się ogromnej pajęczynie, rozpiętej między wezgłowiem łóżka a odległym o kilkadziesiąt centymetrów, narożnikiem pokoju. Duży pająk obserwował go ze szpary między boazerią a podłogą. Bob pomyślał sobie, że mimo tak licznej służby, nie sprzątano tu zbyt skrupulatnie.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 26
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)