Ostrze Darwina [pl]
- Автор: Симмонс Дэн
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ostrze Darwina [pl]». Краткое содержание книги:
Pewnego dnia cudem unika śmierci, gdy strzelają do niego mężczyźni z podrasowanego mercedesa. Śledztwo w tej sprawie prowadzi prokurator Sydney Olson oraz sam Dar, który dobiera sobie współpracowników z Departamentu Policji San Diego, LAPD, kalifornijskiej policji drogowej i FBI. Szybko okazuje się, że do Minora strzelali zabójcy rosyjskiej mafii. Czym zdenerwował ich pracodawców? Ostatnimi czasy oceniał jedynie dziwne wypadki samochodowe. Zaczyna badać sprawy głębiej i zaczynają ginąć ludzie…
Powieść obfituje w nieprawdopodobne zwroty akcji, bogate tło obyczajowe i historyczne (Darwin walczył kiedyś w Wietnamie, badał też sprawę wybuchu Challengera), a także w strzelaniny, ucieczki i pościgi samochodowe.
– A co to, do diabła, za ludzie? – spytał Dar. – I czy to może zaczekać?
Czuł się jak złodziej, wioząc „lekką pięćdziesiątkę” i pudełko amunicji pod brezentem na tyłach land cruisera. Spocił się pod niemnącą koszulą z niebieskiej bawełny podczas rutynowej kontroli wszystkich osób opuszczających Camp Pendleton i wciąż mu się wydawało, że lada chwila zatrzymają go wartownicy.
– Nie, naprawdę nie może zaczekać – odrzekł Lawrence. – Możemy się spotkać na miejscu?
Podał adres w przemysłowej dzielnicy na południe od centrum.
– Przy takim ruchu dojadę tam najprędzej za trzydzieści minut – powiedział Darwin. – Jeśli naprawdę muszę.
Dzielnica była paskudna, więc bał się, że ktoś ukradnie mu jego toyotę land cruiser i jeden z tamtejszych gangów – Bloods albo Crips – nagle zdobędzie półautomatyczny karabin maszynowy kaliber.50.
– Musisz – zapewnił go Stewart. – A jeśli dotąd nie jadłeś, nie jedz.
,
Rozdział dziewiętnasty
Minęły już trzy godziny od zdarzenia, a strażacy jeszcze nie zdołali wyswobodzić ciała Pauliego Satchela. Darwinowi wystarczyło raz rzucić na nie okiem i natychmiast pojął powody tej zwłoki.
Nigdy wcześniej nie zastanawiał się za bardzo, jak powstają hamburgery, wiedział tylko, że restauracje często otrzymują je zamrożone i wstępnie ukształtowane. Skądś. Teraz wiedział skąd. Z Hampton Quality Preprocessing: wielkiej, czystej, nowiutkiej fabryki, która mieściła się w zatłoczonej, brudnej i starej dzielnicy przemysłowej.
Ktoś zażądał od niego dokumentów, więc je okazał. Lawrence trafił na miejsce wcześniej i teraz oprowadzał Minor a po fabryce.
– Tutaj wyładowuje się wołowinę, w tamtym pokoju jest krojona i dzielona na porcje, w tym pomieszczeniu mieli się mięso, tam masz półtorametrowy przenośnik taśmowy z nierdzewnej stali, tędy surowe hamburgery przejeżdżają do tłoczarni.
Właśnie w tłoczarni znajdowało się ciało Pauliego Satchela – jedynego prawdopodobnego świadka ostatnich chwil mecenasa Jorge Murphy’ego Esposito; tkwiło w maszynie.
Oprócz lekarza sądowego, który kończył jakąś papierkową robotę w jednym kącie, na miejscu znajdowali się dwaj detektywi policyjni w cywilu (jednego z nich, Erica van Ordena, Dar znał) oraz pięciu innych mężczyzn w białych kitlach na eleganckich garniturach, z chirurgicznymi maskami na twarzach. Trzech z nich Stewart przedstawił jako kierowników Hampton Preprocessing International – firmy z siedzibą w Chicago. Pozostali dwaj byli inspektorami ubezpieczeniowymi przedsiębiorstwa.
– Nic takiego nigdy nie zdarzyło się w żadnej z naszych fabryk. Nigdzie i nigdy – zapewniał jeden z nich. – Nigdy!
Minor skinął głową, po czym wraz z Lawrence’em i detektywem van Ordenem podeszli bliżej ciała. Miejsce wypadku wyglądało naprawdę paskudnie. Nie dość, że ciało Pauliego Satchela wciśnięto głową do dołu w siedmioipółcentymetrowy otwór tłoczni do hamburgerów, to ze wszystkich stron otaczała je jeszcze prawdziwa rzeka surowego, mielonego mięsa, nie pierwszej już świeżości.
– Pracował tutaj przez ostatnie trzy miesiące pod nazwiskiem Paul Drakę – wyjaśnił van Orden.
– Czyli główny funkcjonariusz śledczy Perry’ego Masona ze starych filmów – powiedział Dar.
– Tak – zgodził się detektyw. – Satchel był małym oszustem, który żył przede wszystkim z wymuszanych odszkodowań. Zanim jednak dostał kolejny czek, pracował fizycznie w podobnych miejscach. Wiemy, że używał takich nazwisk, jak Joe Cartwright, Richard Kimble, Matt Dillon, Rob Petry i Tel Palladin.
– Tel Palladin? – spytał Lawrence.
Detektyw van Orden lekko się uśmiechnął.
– Tak, pamiętacie Richarda Boone’a w starym serialu Palladin’? Rewolwerowiec. Cały ubrany na czarno.
– Pewnie, że pamiętam – przypomniał sobie Stewart. – „Palladinie, Palladinie, dokąd wędrujesz…” – zaśpiewał.
– No więc – ciągnął van Orden – na wizytówce, którą rewolwerowiec miał zwyczaj wręczać, widniał napis: „Teł. Palladin, San Francisco”. A Paulie nigdy nie miał zadatków na intelektualistę. Najprawdopodobniej sądził, że skrót „Tel.” był imieniem Palladina.
Lawrence popatrzył z wyrzutem na pozbawione głowy i ramion ciało.
– Wszyscy wiedzieli, że Palladin nie miał imienia – mruknął w stronę trupa.
Jeden z inspektorów ubezpieczeniowych firmy podszedł i zaczął mówić zza maseczki chirurgicznej:
– Znam pana, doktorze Minor… wiele słyszałem o pańskiej pracy. Nie mam pojęcia, kto pana tu wezwał, ale muszę panu powiedzieć, że chociaż ta fabryka była wysoce zautomatyzowana i pan Drakę powinien być jedyną osobą w pomieszczeniu w momencie wypadku, mamy tutaj przynajmniej osiem mechanicznych zabezpieczeń, chroniących pracownika przed tego typu zdarzeniem podczas czyszczenia przez niego wejściowego otworu pojemnika tłoczni.
– Paulie czyścił pojemnik tłoczni? – upewnił się Dar.
– Miał to w planie na wczesne popołudnie i właśnie wtedy doszło do wypadku – przyznał van Orden.
– Osiem różnych zabezpieczeń – powtórzył człowiek z firmy ubezpieczeniowej. – Cała linia produkcyjna była tak zaprogramowana, że natychmiast po podniesieniu tej kraty T-11 wyłączała się automatycznie.
Darwin pokiwał głową i spytał:
– A pozostałe siedem… zabezpieczeń?
– Nie istniał sposób, żeby pan Drakę bez zamknięcia urządzeń zabezpieczających mógł zatrzymać taśmę, podnieść ten zawór, otworzyć ściskacze i wyczyścić pojemnik tłoczni – odparł jeden z przedstawicieli kierównictwa, który dołączył do inspektora. – Możecie sobie wyobrazić nasz szok, kiedy odkryliśmy, że wszystkie te wbudowane w aparaturę zabezpieczenia zostały albo ominięte, albo zlikwidowane.
Detektyw westchnął i wskazał na maszynę i plątaninę kabli wewnątrz otwartego panelu kontrolnego tłoczni.
– Nie jest nowa – zauważył. – Paulie był zbyt głupi, aby ominąć te zabezpieczenia, a z drugiej strony morderca na pewno nie spędził tu kilku godzin, majstrując przy kablach…
Na słowo „morderca” obaj – przedstawiciel kierownictwa firmy i inspektor ubezpieczeniowy – zrobili przerażone miny i dosłownie cofnęli się o krok. Najwyraźniej policjant po raz pierwszy zasugerował możliwość zabójstwa.
Lawrence wskazał na przewody elektryczne.
– Tak było latami – stwierdził. – Systemy zabezpieczające zapewne za bardzo spowalniały proces, więc mechanicy omijali je, a operator maszyny, czyli w tym przypadku Paulie, wyłączał po prostu zasilanie. – Stewart wskazał na wielki czerwony przycisk na drugim końcu taśmy. – I wtedy mógł wyczyścić otwór tłoczni pięć razy szybciej, dzięki czemu prawie natychmiast podejmowano produkcję.
– Czy ktoś może włączyć taśmę i tłocznię z zewnątrz? – spytał Dar. – Spoza tego pokoju?
Pięciu przedstawicieli firmy równocześnie potrząsnęło przecząco głowami tak mocno, że drobinki potu z ich czół rozprysły się w powietrzu.
– I Paulie pracował tu sam? – upewnił się Darwin.
– Tak, dzisiaj tak – przyznał van Orden. – Podbił kartę o pierwszej w nocy. Jak zwykle. Jego zmiana miała trwać do dziewiątej rano.
– Rozmawialiście z innymi pracownikami? – spytał Dar.
Detektyw pokiwał głową.
– Linia produkcyjna została zamknięta o zwykłej porze, czyli kiedy Paulie zaczął czyścić tłocznię. W całym budynku jest tylko pięciu innych pracowników… to naprawdę wysoce zautomatyzowana fabryka. Czterech z tych pięciu było akurat na zewnątrz, zrobili sobie przerwę na papierosa, gdy… doszło do… zdarzenia.